Nivea Watermelon Shine pomadka ochronna

Do pomadek pielęgnacyjnych Nivea mam sentyment. Nie uważam, że pod względem pielęgnacyjnym są wybitne i niezastąpione, bo nie są, ale przez lata wersja wiśniowa <klik> była moją ulubioną, Niestety Nivea cherry bardzo się popsuła i obecnie nr 1 wśród pomadek Nivea jest wersja jeżynowa - blackberry <recenzja klik>. Razem z wersją jeżynową pojawiła się też pomadka o zapachu Arbuza, czyli Nivea Watermelon Shine
Skusiłam się na nią po pierwsze dlatego, że była w cenie promocyjnej, po drugie ze względu na zapach, a po trzecie - miałam nadzieję, że będzie barwić usta na lekko różowy kolor.
  Zapewnienia producenta są oczywiście piękne
Ale nie do końca się mogę z tym co napisał producent zgodzić. Pomadka na pewno nie zapewnia długotrwałego nawilżenia! Jest ono chwilowe i bardzo przeciętne. Skład również jest przeciętny choć nie tragiczny. W sumie niczym szczególnym się ta pomadka nie wyróżnia.
Faktem jest, że pachnie arbuzem przy czym jest to zapach chemiczny, ale nie drażniący. Co do zapewnienia, że upiększa usta delikatnym kolorem to tutaj niestety jest to bardzo na wyrost. Mogłoby się wydawać, że skoro pomadka ma piękny, różowy kolor w jakimś stopniu podkreśli usta
Niestety nic z tego. Pomadka jest bezbarwna,a na ustach pozostawia tylko bardzo delikatny i krótkotrwały połysk
Ze względu na bardzo przeciętne i krótkotrwałe działanie pielęgnacyjne jest to produkt, który kolejny raz u mnie nie zagości. Nie polecam go osobom z bardzo problematycznymi, suchymi, spierzchniętymi ustami. Lepiej kupcie tisane <klik>, carmex <klik>, polski "carmex" <klik>, blistex <klik> . W dodatku  normalna cena jest wygórowana (ok 10 zł) i kompletnie się nie opłaca ;/ 

Lubicie pomadki Nivea ? znacie wersję arbuzową ?

Dr Medica Bielenda dermatologiczne serum przeciwtrądzikowe oraz płyn tonizujący

Trądzik to zmora wielu ludzi i to nie tylko tych w okresie dojrzewania. Ja mimo, że mam już 30 lat nadal mam cerę skłonną do trądziku i cały czas muszę pilnować, aby moja pielęgnacja była odpowiednia. Kwasy to nie tylko modny temat pielęgnacyjny, ale również bardzo dobra terapia na większość problemów skórnych. Jednak zawsze podkreślam, że z kwasami trzeba uważać, bo nawet te "bezpieczne wg producenta" mogą nam zaszkodzić. A już w ogóle odradzam  bawienie się w domową eksfoliację produktami profesjonalnymi kupionymi w internecie! Takie zabiegi wymagają wiedzy i doświadczenia, którego nie znajdzie się w internecie! Na drogeryjnych półkach znajdziemy kwasowe kosmetyki, ale i z nimi trzeba uważać. Dzisiaj opowiem Wam właśnie o takich kosmetykach.
Bielenda kilka miesięcy temu wypuściła serię kosmetyków przeciwtrądzikowych Dr Medica bazujących na silnie skoncentrowanych substancjach aktywnych wykorzystywanych w dermatologii. 

Skusiłam się na 2 kosmetyki z tej serii: przeciwtrądzikowy płyn tonizujący oraz serum anti-acne.

Przeciwtrądzikowy płyn tonizujący jak mówi producent ma oczyszczać skórę, odblokowywać i zwężać rozszerzone pory, a także normalizować wydzielanie sebum, łagodzić podrażnienia, redukować trądzik, koić i nawilżać. Sporo tego ;p
Produkt można stosować 2 razy dziennie, nie potrzeba zmywania i może być stosowany nawet przy skórze wrażliwej. 
W składzie znajdziemy niaconamid, kwas migdałowy, kwas azelainowy oraz alantoinę i d-panthenol

Skład jest dobry i przy cerach grubych, tłustych i trądzikowych powinien się sprawdzić jednak jeśli Wasza cera jest wrażliwa to ... niekoniecznie możecie czuć się bezpieczne. Ja mimo, że kwasy często stosuję nie używam tego płynu codziennie i jeszcze 2 razy w ciągu dnia... wg mnie to za dużo! Jest to mimo wszystko mocny płyn i przy tak częstym stosowaniu moja skóra była wrażliwsza, podrażniona i przesuszona. Dlatego też płyn stosuję tylko wieczorem co 3/4 dni i to wystarcza. Przemywam nim twarz gdy cera ma gorsze dni lub gdy jakaś "niespodzianka" nie chce się goić. Jednak nie używam go na podrażnioną lub zmarzniętą skórę, bo wtedy uczucie pieczenia i ściągnięcia jest bardzo nieprzyjemne ;/

Jeśli chodzi o serum to tutaj muszę Was ostrzec! Jest to produkt o silnym działaniu i z jego stosowaniem należy uważać! Moja cera z kwasami zna się już długo i mimo, że jest do nich przyzwyczajona to to serum jest dla niej zbyt mocne. Producent zaleca stosowanie serum 3 razy w tygodniu. Jednak ja mimo, że skład serum jest prosty, krótki i bardzo dobry to stosuję ten produkt raz w tygodniu, a czasami raz na dwa tygodnie! Nakładam serum na noc, na oczyszczoną twarz omijając okolice oczu. Nic więcej poza serum nie nakładam jedynie krem pod oczy ;p 

Faktycznie serum bardzo ładnie rozjaśnia skórę, wygładza ją i wpływa korzystnie na zmiany trądzikowe  jednak zbyt częste stosowanie prowadzi do łuszczenia skóry, jej ściągnięcia, a także pojawienia się suchych skórek
Przez to produkt mimo, że mały jest bardzo, ale to bardzo wydajny. Konsystencja jest wodnista dlatego trzeba uważać, bo przelewa się przez palce. Zapach typowy jak kwasy Bielendy!
Opakowanie moim zdaniem jest do wymiany, bo twardy plastik i duży otwór nie ułatwiają wydobycia produktu. Pipetka lub dozownik sprawdziłby się o wiele lepiej.
Tak więc oba kosmetyki przeciwtrądzikowe Dr Medica od Bielendy są dobre, ale mocne i trzeba z nimi uważać. Tak jak pisze producent przeznaczone są do cer grubych, tłustych, trądzikowych. Nie poleciłabym ich osobom z cerą mieszaną, wrażliwą czy z silnym -aktywnym trądzikiem. Oba kosmetyki mają dobre składy (mimo, że drogeryjne) i przyjemną cenę - serum kosztuje ok 20 zł, a płyn ok 15 zł. Jednak nie są to kosmetyki dla każdego więc poważnie zastanówcie się nad ich zakupem!

Znacie kosmetyki Dr Medica od Bielendy ? Wiem, że oprócz serii przeciwtrądzikowej jest jeszcze seria na naczynka ;) 

Hybrydy Neess

Od września obiecuję Wam wpis porównawczy lakierów hybrydowych firm które mam. Jednak postanowiłam, że zanim pojawi się wpis porównawczy opowiem Wam o hybrydach każdej firmy, a dopiero na koniec porównam wszystkie opisane. Co Wy na to ? ;>

Na pierwszy ogień idą lakiery hybrydowe NEESS, które mam najkrócej. Jest to bardzo nowa seria lakierów hybrydowych na rynku paznokciowym, a ich producentem jest znana chyba każdemu firma Donegal.

Jak każda firma produkująca hybrydy marka Neess w swojej ofercie posiada wszystko co trzeba mieć żeby robić sobie hybrydy. Podstawową jest baza, top i kolorowy lakier. W ofercie firmy znajdziemy również bezkwasowy primer, waciki bezpyłowe, pilniki, a także cleaner oraz aceton. Jest też wiele innych rzeczy jak top bez przemywania czy baza hard, która ma za zadnie bardziej utwardzić paznokcie, a nawet minimalnie je przedłużyć
Tutaj muszę wspomnieć, że cleaner  tej firmy jest najlepszy jaki miałam, bo pięknie pachnie i jest bardzo wydajny!

O kolejności nakładania produktów hybrydowych chyba nie muszę pisać, albo może napiszę żeby nie było.

Oczywiście hybrydy nakładamy na przygotowaną płytkę, czyli na opiłowany wolny brzeg, usunięte lub odepchnięte skórki i zmatowioną bloczkiem polerskim płytkę. Dobrze jest też paznokcie po zmatowieniu bloczkiem przetrzeć cleneram, ale tylko takim bez olei i następnie nanieść primer po to żeby płytka była czysta i baza hybrydowa lepiej się płytki trzymała.

Primer firmy Neess jest super! Jak dla mnie najlepszy jaki miałam, a próbowałam różnych. Jest niczym woda, a smukły pędzelek nie jeździ po skórkach. Szybko odparowuje i nie pozostawia żadnego filmu. Tak ma być

Pierwszym etapem dobrze wykonanego manicure hybrydowego jest nałożenie cienkiej warstwy bazy. Baza Neess ma bardzo fajny, krótki pędzelek z prostym, trochę sztywnym włosiem i dobrą żelową konsystencję. Dzięki temu bazę tej firmy nakłada się bezproblemowo.

Po bazie etap drugi, czyli czas na lakier kolorowy.
Chyba nie muszę wspominać, że każdy etap utwardzamy w lampie, czyli: baza, lampa, kolor, lampa, kolor, lampa, ewentualnie 3raz kolor, lampa, top i lampa ? ;>

Mam 2 kolorowe hybrydy nr 7548 - egzotyczna pitaja oraz nr 7520 - kosmiczna odyseja

Do wyboru jest chyba z 60 kolorów, a ich nazwy są naprawdę przemyślane. Co do kolorów to znajdziemy tutaj wiele odcieni, których trudno szukać u konkurencji. Choć są też kolory identyczne jak np. egzotyczna pitaja jest taka sama jak claresa 511. Tutaj porównanie wzornika z dużym odrostem claresy na paznokciu mojej mamy.

 Dlatego zachęcam Was do odwiedzenia strony Neess i przejrzenia kolorów choć czasami monitory przekłamują barwy.

Tak jest np.  w przypadku egzotycznej pitaji - kolor na stronie wygląda inaczej niż ten który mam. Na stronie to bardziej róż pomieszany z fioletem, a w rzeczywistości jest to taka malina ?

I co do  tego koloru to mam kilka uwag. Skupię się na nr 7548, bo miałam z nim przygody i to niestety przykre.
Po pierwsze lakier ten uwielbia się kurczyć w lampie i mimo, że zawsze zabezpieczam końce to przy tym kolorze widać wolny brzeg ;/

Po drugie krycie jest bardzo, bardzo średnie. Potrzeba 3 warstw i nadal są miejsca jaśniejsze.

Po trzecie chyba najgorsze lakier lubię tworzyć górki - nie poziomuje się jak reszta lakierów, które mam ;/

Ogólnie kolor ładny. Mocny róż z dodatkiem czerwieni, jest to delikatnie neonowy kolorek. Na paznokciach wygląda ślicznie, ale jego humory sprawiają, że raczej nie często będę ten kolor nakładać.


Kosmiczna odyseja w rzeczywistości jest ciemniejsza niż na stronie producenta, ale jest to przepiękny kobalt z niebieskimi drobinkami. Wygląda przecudnie!

Na koniec oczywiście trzeci etap, czyli TOP
Top jest super, ma podobnie jak baza fajną żelową konsystencję i niesamowity połysk po przemyciu cleanerem!


Firma w swojej ofercie ma również pyłki dające m.in efekt syrenki czy tęczy

Ja mam 2 efekty tęczy: srebrny i jasno różowy które moim zdaniem są brokatami. Nie tworzą takiej tafli jak syrenka i nie przechodzą kolorami między sobą. W sztucznym świetle wygląda to ok, ale bez efektu wow. W dodatku na hybrydach neess trudno je ładnie wetrzeć przez co nie podoba mi się efekt końcowy. Na białym żelu indigo prezentują się ładniej.

Podsumowując: primer, baza i top to wg mnie bardzo fajne produkty, które współgrają z hybrydami innych firm. Ja używałam tego trio z hybrydami Chiodo, Claresa, Bella cosmetics i  nie było żadnego problemu. Co do kolorów to jest w czym wybierać, przy czym moja egzotyczna pitaja jest bardzo problematyczna: kurczy się, nierównomiernie rozkłada na paznokciu i w dodatku jej krycie jest bardzo przeciętne. Pyłki też mnie nie zachwyciły. Za to cleaner szczerze polubiłam i na pewno będę do niego wracać, bo pięknie pachnie, szybko ściąga dyspersję i w ogóle ma w sobie coś fajnego. Żałuję tylko, że nie ma buteleczki o pojemności 1L , największa ma tylko 500 ml

Jeśli chodzi o ceny to są one podobne do tych z Semilac'a NeoNail czy Indigo. Buteleczka o pojemności 8ml koloru kosztuje 29,90, baza i top w podobnej cenie zaś baza hard i top no wipe ok 33zł. Pyłki to koszt 6,90 a inne efekty chyba coś ok 30 zł. Można też kupić lampę - mostek za 99 zł, a jeśli zaczynacie przygodę z hybrydami i chcecie ją rozpocząć hybrydami Neess to dostępny jest gotowy zestaw startowy w cenie 199 zł.

Jestem ciekawa czy znacie hybrydy Neess, a jeśli tak to jakie macie z nimi doświadczenie ?

Powiedzcie mi też, czy takie szczegółowe recenzje Was interesują czy się ograniczyć z ilością informacji ?

Vianek by Sylveco odżywczy płyn micelarny i tonik 2w1

Obecnie kosmetyki Vianek cieszą się dość dużą popularnością. W ogóle mam wrażenie, że Sylveco ostatnio jest wszędzie. Nie przeszkadza mi to choć czasami mam przesyt. W sumie dobrze, że o firmie się mówi, bo ich kosmetyki mają poprawne składy, a cena nie jest z kosmosu. Moim pierwszym kosmetykiem z Vianka jest odżywczy płyn micelarny, który jednocześnie jest tonikiem. Takie 2w1
Kosmetyk kupiłam podczas dermokonsultacji i chciałam go wykorzystać jako płyn micelarnego do I etapu (1 z 3) demakijażu oraz do demakijażu oczu. Producent zapewnia, że płyn poradzi sobie z makijażem i nie zaszkodzi naszej skórze, a wręcz przy okazji demakijażu nawilży ją i odżywi. Jednocześnie jest informacja, że jest to kosmetyk do każdej cery
Jak się okazało z demakijażem radzi sobie średnio - lepiej niż jego lipowy brat Sylveco <recenzja klik> ale zdecydowanie gorzej niż tradycyjne micele drogeryjne. Przez to, że jest bardzo niewydajny zrezygnowałam z używania go do wstępnego demakijażu i zmywałam nim tylko oczu. Ale średnio radził sobie z mascarą, do tego pienił się i pozostawiał taki lepki film. Przestałam używać go do demakijażu, a zaczęłam stosować jako tonik. Skład jest ok choć jak się okazało moja cera źle na niego zareagowała

Niestety po ok 2 dniach zauważyłam na twarzy więcej niedoskonałości i zaskórników ;/  Jako, że był to nowy element w pielęgnacji padło podejrzenie, że to jego wina, ale żeby mieć 100% pewność odstawiłam i za kilka dni znów do tego toniku wróciłam.Niestety historia się powtórzyła ;/
Nie wiem co mojej skórze się nie podoba w tym toniku, ale buntuje się okropnie i przez to resztkę toniku wlałam do wanny. Trudno ;( Jest to kolejny kosmetyk Sylveco do którego nie wrócę, ale z firmy jeszcze nie rezygnuję i jak tylko zdrowie mi pozwoli wybiorę się do Helfy po viankową wcierkę do włosów ;)

A jak na Was działają kosmetyki Sylveco ? Wasza skóra czy włosy lubią te naturalne kosmetyki ?

Beko = bubel ?

Wiem, że jest to blog kosmetyczny, na którym dzielę się opiniami na temat kosmetyków jednak ostatnio mam takie stresy przez jedną firmę, że postanowiłam sobie ponarzekać. A co wolno mi, bo w końcu to mój blog i moje zasady ;)

Pod koniec roku moja pralka padła rozwalając mi pół łazienki ;(
Na szczęście na początku tego roku wiele sklepów wietrzyło magazyny i można było kupić pralkę kilka złotych taniej. Tak też zrobiłam i 3 stycznia stałam się posiadaczką (wtedy myślałam,że szczęśliwą ) pralki Beko
Pralkę przywieźli panowie ze sklepu zabrali starą i życzyli przyjemnego używania. I tak historia powinna się zakończyć, ale nie u mnie dopiero tak historia z pralką się zaczyna ...
Przez to, że pralka ma elektroniczny wyświetlacz dałam jej czas na "nabranie temperatury", bo mrozy już były okrutne. Tak więc 17 godzi pralka stała, a ja za każdym razem wchodząc do łazienki napawałam się widokiem nowej - smukłej praleczki. Następnego dnia zgodnie z instrukcją obsługi puściłam "wstępne pranie bez prania" po to żeby wyczyścić przewody czy co tam producent kazał.
Niestety po nabraniu wody podłogo zrobiła się mokra. Szybko sprawdzam w FAQ i trochę się uspokajam, bo producent wspomina, że może tak być i wpisuje co mam sprawdzić. No więc sprawdzamy, ale węże dobrze podłączone, a pralka cieknie ;/ Woda nie wydobywa się z tyłu gdzie węże są podłączone, a spod pralki. Kolejne włączenie pralki, kolejna "powódź" ;(
Dzwonię do sklepu  - Media expert - ale oczywiście nikt telefonu nie odbiera. Ubieram się, idę w śnieżycy po to żeby dowiedzieć się, że u nich nic nie załatwię mimo, że podczas zakupu pani wyraźnie powiedziała, że przez pierwsze 2 lata gwarancji (mam 5- letnią) mam kontaktować się ze sklepem w razie nieprawidłowości. No tak produkt sprzedali i nic ich więcej nie obchodzi. Polska! Dzwonię więc na infolinię Beko (dobrze, że ich infolinia jest czynna 7 dni w tygodniu w przeciwieństwie do Manty gdzie pracują sobie do 17,a  na maile nie odpisują, ale to na osobny post jest historia) gdzie miły pan przyjmuje zgłoszenie i obiecuje przysłanie serwisanta. A że była sobota to pan ze serwisu przyjechał dopiero w środę, czyli dzisiaj. Tak więc pralka od tygodnia już stoi i nie pierze. Pan serwisant przyjechał, zobaczył to i owo i stwierdził, że jest pęknięty zbiornik i trzeba go wymienić. Myślę ok, ale że części nie ma na magazynie to nie może mi powiedzieć kiedy dokładnie do mnie przyjedzie.
Hmmm wg zapewnień producenta naprawa może potrwać 30-60 dni.
Dzwonię na infolinię ponownie  z zapytaniem w jaki sposób zrekompensują mi to, że sprzedali mi produkt wadliwy, a tam się dowiaduję (w bardzo nieprzyjemny sposób) że przecież mi to naprawią tylko nie wiadomo jeszcze kiedy! Tak !Tak! Oni sprzedali bubla i nie widzą w tym nic złego, bo przecież kiedyś mi to naprawią ;/  I tak teraz mam pralkę, a właściwie BUBEL BEKO, który stoi, nie pierze, za to ładnie wygląda, do tego zalaną podłogę , prawdopodobnie wykładzinę do wymiany i rosnącą stertę prania. Mało tego od 11 dni muszę prać ręcznie (mimo, że posiadam ponoć nowoczesną pralkę) co przy chorobie nie jest zbyt fajne.

Ja wiem, że pewnie firma Beko ma w d**ie to co do nich pisałam, o czym mówiłam i pewnie nic nie zrobi, bo przecież najważniejsze, że oni produkt sprzedali. Tak na marginesie Media expert też nie postępuje fair, bo moim zdaniem jako pośrednik powinni zaproponować pomoc w kontakcie  z firmą. Wiadomo to nie wina sklepu, a producenta, ale przynajmniej tak dla pozostawienia po sobie miłego wspomnienia mogliby coś zrobić.

Wiem też, że firma pewnie nadal będzie cieszyć się zaufaniem i sprzedawać swoje produkty, ale mam nadzieję że moim wpisem przynajmniej jedna osoba głęboko się zastanowi czy w razie problemu ma ochotę być tak olewanym przez firmę. Dla mnie polityka firmy Beko jest nie do przyjęcia i u mnie już żaden produkt Beko nie zagości, a że mam też duże grono znajomych (również na forach) z którymi omawiamy nasze zakupy szczerze im markę Beko odradzę.

Jeszcze chcę tutaj zaznaczyć, że BEKO obiecuje ( w pisemnej gwarancji), że  urządzenia kupione przez użytkownika jest wolne od wad produkcyjnych i materiałowych oraz przeszedł kontrolę jakości. A że w mojej pralce trochę wody było to byłam przekonana, że pralka jest sprawdzona.
Tylko do jasnej cholery skoro sprawdzali to co nie zauważyli, że cieknie  ;/ ? Tego nie wiem i się nie dowiem, bo firma przecież nie ma obowiązku ze mną rozmawiać... Najważniejsze, że oni się produktu pozbyli i teraz tzn. kiedyś mi go naprawią ;/

Ja firmie BEKO mówię stanowcze NIE i wpisuję na czarną listę. Co do sklepu, w którym pralkę kupiłam to może nie rezygnuję, ale na pewno widząc produkt w podobnej cenie w innym sklepie to kupię u konkurencji np. w Saturnie gdzie moja reklamacja produktu firmy Manta bez gadania została przyjęta, a produkt odesłany producentowi.

Mieliście kiedyś podobne problemy czy tylko ja mam takiego cholernego pecha ? ;(


Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...