Alterra nawilżane chusteczki oczyszczające Bio-aloe vera

Demakijaż to dla mnie bardzo ważny element wieczornej pielęgnacji. Jednak podczas wyjazdu nie zawsze jest możliwe 3-etapowe oczyszczanie. Podczas podróży na Meet Beauty towarzyszyły mi  oczyszczające chusteczki do demakijażu Alterra
Mam je pierwszy raz, ale nie ostatni. 
Już wiem, że dobrze się u mnie sprawdzają podczas wyjazdowego demakijażu. Dzięki nim nie musiałam taszczyć ze sobą mleczka i płynu micelarnego. Chusteczki są dobrze nawilżone i podczas oczyszczania nie trą twarzy. Dobrze radzą sobie z usunięciem makijażu choć nie powiem, że są dla wszystkich cer. I mimo, że producent poleca te chusteczki dla nawet bardzo wrażliwych cer to musicie uważać!
Chusteczki przetestowały jeszcze 2 inne blogerki i niestety u nich pojawiło się dość mocne zaczerwienie twarzy. U mnie na szczęście nic takiego się nie wydarzył, a wręcz przeciwnie - cera była oczyszczona i ukojona. Oczywiście po użyciu chusteczek umyłam twarz żelem, bo u mnie demakijaż bez użycia wody nie chodzi w grę. Żadnego podrażnienia, ściągnięcia czy dyskomfortu nie odczułam. 
Skład jest ok jak na chusteczki za 3,50
Dość wysoko jest aloes więc jeśli jesteście uczuleni to radzę uważać. Jak dla mnie są to najlepsze chusteczki do demakijażu i zapewne będą mi towarzyszyć w każdej podróży. Cena niewielka, a dobrze skórę oczyszczają, bez efektu ściągnięcia. Osobiście polecam ;)

Jestem na Meet Beauty III

Na blogu od kilku dni cicho, ale to wszystko przez nawał pracy w pracy i III edycję konferencji Meet Beauty połączoną z targami kosmetycznymi Beauty Days w Nadarzynie pod Warszawą
Do Warszawy jadę jutr wczesnym rankiem, a wracam w niedzielę późną nocą ;) To będzie intensywny i jednocześnie niesamowicie kosmetyczny weekend.Tak więc wracam do Was w poniedziałek, no może we wtorek, ale na pewno wrócę ;)

Słonecznego i cudownego weekendu ;*

Deborah lash creator volume and care mascara

O kosmetykach Deborah słyszałam, ale kojarzą mi się z marką kosmetyków ekskluzywnych. Dlatego też gdy w marcu (chyba w marcu) w pewnym kobiecym miesięczniku mascara Deborah Lash Creator Volume & care była dostępna za 13 zł skusiłam się głównie z ciekawości poznania czegoś nowego, w moim mniemaniu ekskluzywnego.
Teraz muszę przyznać, że wizualnie wcale ta mascara nie wygląda ekskluzywnie. To moim zdaniem Eveline ma elegantsze opakowania. Szczota tej mascary jest duża i włochata. Nie przepada za takimi i musiałam nauczyć się nią malować. 

Jednak silikonowe szczoteczki  są najlepsze! W sumie na opakowaniu, ani w gazecie nic o tym tuszu nie było napisane. Z informacji, które znalazłam w internecie wynika, że mascara ma jednocześnie rzęsy wydłużać i pielęgnować dzięki odżywce. Czyli takie 2w1. W sumie produkt ciekawy, ale w sumie niczym szczególnym się nie wyróżnia. Owszem ładnie rzęsy pogrubia i zagęszcza jednak co do wydłużenia to niekoniecznie sobie z tym radzi. Podkreśla rzęsy, dobrze je rozdziela i nie męczy powieki.
Podoba mi się efekt jaki daje, ale niestety ten tusz tworzy u mnie po kilku godzinach pandę. Robił tak od samego początku i mam wrażenie, że z każdym tygodniem osypuje się bardziej ;/ 
To jedyny minus tej mascary. Co do właściwości pielęgnacyjnych to niczego takiego nie zauważyłam. Zmycie tego kosmetyku również nie stanowi problemu i poradzi sobie z nim każdy płyn micelarny.
Mimo, że tusz jest ok to nie zachęcił mnie do poznania innych produktów Deborah. Jego tradycyjna cena to ok 40 zł, ale uważam, że nie jest on tyle wart. Za 13 zł można spróbować, ale 40 zł to lekka przesada.

Kupiłyście gazetę z tym tuszem ? Jak się on u Was sprawdza ? 

Bishojo krem wodny regenerujący

Firma Bishojo to dla mnie totalna nowość. Dowiedziałam się o niej pod koniec lutego na Krakowskim spotkaniu blogerek <relacja klik>. Każda z nas otrzymała do testowania 2 kosmetyki. W mojej paczuszce znalazła się emulsja micelarna oraz krem wodny regenerujący. O kremach wodnych już słyszałam dlatego dość szybko krem znalazł się w użyciu ;p 
Producent zapewnia, że krem błyskawicznie regeneruje i naprawia skórę, a także wzmacnia naczynia krwionośne, poprawia koloryt skóry i zapewnia właściwe nawilżenie. 
A, że w marcu moja skóra przechodziła prawdziwy kryzys ten krem ( z opisu producenta) idealnie wpisywał się w potrzeby mojej kapryśnej skóry.
Skład kremu jest bogaty. Znajdziemy tutaj dobre ekstrakty, mało spotykane oleje. Krem nie zawiera silikonów, pochodnych ropy naftowej, parabenów czy innych niekorzystnych składników
Opakowanie jest urocze - w kartonowym pudełeczku przypominającym szkatułkę znajdziemy prostą tubkę kremu
Tak jak zapewnia producent krem ma bardzo wodnistą, lekką konsystencję, która błyskawicznie się wchłania. Momentalnie też skórę wygładza. Krem można stosować zarówno na dzień jak i na noc. Początkowo używałam go tylko na dzień. I mimo, że świetnie sprawdzał się pod makijaż, bo fantastycznie skórę wygładzał i przynosił uczucie ukojenia to niestety bardzo szybko skóra się przy nim przetłuszczała ;/ Dlatego też po tygodniu stwierdziłam, że u mnie jako krem dzienny się nie sprawdza i zaczęłam używać go na noc. Jednak i tutaj nie do końca się sprawdził. Dla mnie był za słaby. Nawilżał skórę pozornie, czyli podczas aplikacji wydawało mi się, że skóra dostaje pić, ale rano była ściągnięta, z licznymi suchymi plackami ;/ Zbytniej regeneracji czy naprawy również nie zauważyłam. Dlatego też zaczęłam na ten krem nakładać olej z orzechów laskowych, który od kilku miesięcy pozwala mi panować nad moją problematyczną skórą i robi to naprawdę dobrze. Stosując ten duet moja skóra rano wyglądała o wiele lepiej przy czym to głównie zaleta oleju, o którym dowiecie się więcej jeszcze w tym tygodniu. Niestety zauważyłam, że na mojej skórze pojawia się coraz więcej zaskórników. Odstawiłam krem i wszystko powoli wróciło do normalności. Znów zaczęłam używać kremu wodnego i powtórka z rozrywki. 

Tak więc krem wodny Bishojo niestety, ale mnie zapychał ;/ szkoda, ale widocznie nie dla każdego jest akurat ten krem. U mnie - przy cerze mieszanej z tendencją do trądziku się nie sprawdził, bo spowodował pogorszenie stanu cery, szybsze jej przetłuszczanie i pozorne nawilżenie. 

Liczyłam na mały kosmetyczny cud, ale się przeliczyłam.
Kremy Bishojo dostępne są na stronie producenta (stacjonarnie się z nimi nie spotkałam). Koszt kremu wodnego regenerującego to 40 zł. Znacie kosmetyki tej firmy ?

Marakuja balsam do ciała Essence Planet by Perfecta

W majowym numerze miesięcznika SENS (magazyn psychologiczny) dodatkiem był balsam Essence Planet  by Perfecta dostępny w dwóch wariantach zapachowych: liczi i marakuja. Skusiłam się na wersję marakujową, bo po pierwsze ten kosmetyk to dla mnie nowość, a po drugie miałam ochotę na coś do ciała w letnim zapachu ;)
Dla mnie napis na opakowaniu Essence Planet kojarzy się z czymś o lepszym, bardziej naturalnym składzie. Niestety ten balsam ma bardzo, ale to bardzo przeciętny skład z dużą dawką parafiny. Jednak jak wiecie parafina w kosmetykach do ciała mi nie przeszkadza (za to w produktach buzinkowych unikam jej jak ognia)
Mimo tego balsam polubiłam głównie za zapach. Piękna, nie nachalna, nie chemiczna marakuja. Typowo letni - wakacyjny zapach przywołujący na myśl tropikalne wyjazdy. Zapewnienia producenta moim zdaniem są na wyrost (zwłaszcza patrząc na skład)

Ale mimo to balsam dobrze skórę nawilża, świetnie ją zmiękcza i wygładza, a także pozostawia elastyczną i pięknie pachnącą.
Moja skóra nie jest wybitnie wymagająca dlatego ten balsam się u mnie dobrze sprawdza, ale na pewno nie kupię go ponownie. Zresztą nie mam pojęcia czy te kosmetyki są gdzieś dostępne, bo ja spotykam się z nim pierwszy raz, Gazeta wraz z balsamem kosztowała 10,99 zł więc w sumie sam balsam wyszedł ok 5 zł. Spróbowałam, zapachem się pozachwycałam, ale nie skuszę się na powtórny zakup. Mimo to uważam, że na lato, do mniej wymagającej skóry ten balsam się sprawdzi, a to że błyskawicznie się wchłania sprawia, że śmiało można go stosować rano ;)

Znacie kosmetyki Essence Planet by Perfecta ?
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...