Garnier mineral = świeżość przez cały dzień

Każda z nas uwielbia czuć się świeżo przez cały dzień. Dlatego wybór odpowiedniego antyperspirantu jest bardzo ważny. Ja znalazłam swój ideał. Mój ideał nazywa się Garnier Mineral. Do środy moja kolekcja prezentowała się tak:
GARNIER mineral ACTIVE DRY
Jest stworzony do ekstremalnych warunków. Upał, stres, sport wyczynowy nie są mu straszne. Sprawdziłam na własnej skórze i mogę go polecić w każdej najbardziej stresującej sytuacji. Pozwala skórze oddychać oraz nie zawiera alkoholu! Zapach jest wg producenta świeży i czysty. Znajdziemy tutaj nuty mandarynki, konwalii i drzewa sandałowego. Dla mnie zapach jest trochę duszący i słodki, ale na szczęście nie jest on mocny.
 GARNIER invisi mineral COOL
Dezodorant ten zapobiega białym śladom na ubraniach. Zapach jest bardzo świeży. Ochronę przed brzydkim zapachem mamy zapewnioną przez cały dzień.. Wg mnie zapach jest delikatny a ochrona maksymalna.
 GARNIER incisi mineral CALM
Jak dla mnie nr jeden. Idealny dla skóry wrażliwej, dzięki zawartości alantoiny łagodzi podrażnienia nie tylko po depilacji. Nie zawiera alkoholu i parabenów. Zapewnia skuteczną ochronę oraz zabezpiecza przed wilgocią. Również nie zostawia białych plam na ubraniach. Zapach jest śliczny - taki lekko kremowy. Wydaje mi się, że także opóźnia wzrost włosków ;) Szczerze go polecam!!!
Obecnie moja kolekcja wzbogaciła się o najnowszy mineralny dezodorant Garniera. Do testowania otrzymałam Garnier Clean Sensation
Antyperspirant nie dość, że skutecznie chroni przed brzydkim zapachem oraz wilgocią to ma jeszcze działanie antybakteryjne, czyli niszczy bakterie odpowiedzialne za przykry zapach. Bardzo spodobał mi się zapach, który ma w sobie to coś. Nie wiem dokładnie jakie są tam nuty, ale zapach jest kobiecy i delikatny.

Dzięki Garnier'owi czuję się pewnie w każdej sytuacji, każdego dnia ;)

A czy Wy dziewczęta posiadacie swoich dezodorantowych faworytów ?

Nowa Kolastyna! Seria: czysta formuła ;)

Kolastyna to Polska firma kosmetyczna, która przez lata była jedną z najulubieńszych firm Polek. Zawsze kojarzyła mi się głównie z kosmetykami do i po opalaniu w pomarańczowych buteleczkach o charakterystycznym zapachu masła kakaowego. Później firma ta na jakiś czas została zapomniana, nie widywałam kosmetyków kolastyny na półkach w drogeriach. Teraz powraca z nową szatą graficzną, nowym logo i nowymi produktami. Firma oferuje 10 nowych linii do pielęgnacji twarzy i ciała. Kosmetyki zadowolą i zaspokoją zarówno potrzeby cery młodej jak i dojrzałej.

Ja dałam się skusić na 2 produkty z serii czysta formuła. Seria zawiera 4 produkty:
- łagodny płyn do demakijażu oczu
- mleczko + tonik 2w1 do demakijażu
- delikatna emulsja do mycia twarzy
- peeling do twarzy "podwójny efekt"

Moje produkty to:
Łagodny płyn do demakijażu oczu jest naprawdę delikatny! Jak dla mnie jest on rewelacyjny. Świetnie zmywa makijaż także wodoodporny i faktycznie nie podrażnia oczu. Jest polecany osobą z alergią oraz noszącym soczewki kontaktowe więc dla mnie wprost idealny. Płyn zawiera ekstrakt ze świetlika lekarskiego oraz d-pantenol dzięki czemu ma działanie kojące i odświeżające. Producent zapewnia, że skóra wokół oczu staje się nawilżona i gładka. Płyn  jest bezzapachowy, znajduje się w turkusowej buteleczce o pojemności 150 ml

Delikatna emulsja do mycia twarzy zawiera kwas hialuronowy i d- pantenol
Konsystencja emulsji bardziej przypomina mleczko więc trzeba uważać żeby nie przelać. Emulsja ma bardzo przyjemny, delikatny, świeży zapach. Skóra jest świeża, miękka i wygładzona. Co do efektu nawilżenia to rewelacji nie ma, ale i tak jestem zadowolona z efektu działania ;)

Za płyn do demakijażu oraz emulsję do mycia twarzy zapłaciłam ok 8 zł w Kauflandzie więc okazja mi się trafiła ;)

Lubicie Kolastynę ?

Czuję się dobrze w swojej skórze dzięki BeBeauty BODY EXPERT!V

Jestem z siebie dumna! ;) Powiem więcej: jestem z siebie BARDZO dumna!
Jak wiecie codzienne balsamowanie ciała to dla mnie udręka. Balsamów do ciała raczej nie kupuję, bo nie odkryłam jeszcze tego idealnego. Jednak w lutym skończyłam avon'owski balsam i postanowiłam, że częściej niż raz w tygodniu poświęcę te 4 minuty na wykremowanie się  ;) Korzystając z promocji w Biedronce kupiłam dwa rewelacyjne masła do ciała Bebeuaty BODY EXPERT!V koszt jednego to 4,99 zł.
Afryka SPA ma działanie odżywcze. Posiada ekstrakt z passiflory, który odżywia i nawilża skórę oraz ekstrakt z orzechów kola stymulujące mikrokrążenie i rewitalizujące skórę. Zapach jest obłędny. Tak właśnie "czuję " Afrykę - ziemia, słońce, wanilia ;) Jeśli chodzi o konsystencję to  masło jest bardzo gęste - przypomina budyń waniliowy, aż ma się ochotę go liznąć ;p Dość szybko się wchłania dlatego stosuję je także do rąk. Jeśli chodzi o skład to rewelacji nie ma, ale mimo wszystko moja skóra jest odżywiona, sprężysta, nawilżona, miękka i pięknie pachnie. Nawet rano czuję  ten afrykański klimat ;)   Masło to nie tylko poprawia kondycję skóry, ale także wpływa korzystnie na moje samopoczucie, czyli typowy efekt SPA gwarantowany ;)                                                              

Azja SPA zapewnia wygładzenie, a także działa łagodząco, zmiękczająco i ochronnie. Wszystko to dzięki ekstraktowi z ryżu. Natomiast dodatek bawełny indyjskiej odżywia i nawilża skórę. Masło posiada intrygujący zapach - jest słodki, lekki i orzeźwiający. Balsam jest koloru różowego o konsystencji budyniu, który bardzo szybko się wchłania. Masło to rewelacyjnie wygładziło moje popękane i stwardniałe łokcie. Zapach również długo się utrzymuje ;)
Wiem, że jeszcze jest jeden rodzaj masła do ciała z tej serii, ale teraz mam zapas przynajmniej na 3 miesiące. Może nie smaruję się codziennie, ale co dwa dni jednak już zauważyłam wspaniałe rezultaty. Moja skóra jest mi wdzięczną, a ja czuję się zadbana jak nigdy ;)


Rytuał radości i spokoju dzięki Palmolive Ayurituel

Czy odczułyście minione Święta ? Ja zdecydowanie nie!
W dodatku tydzień przed Świętami obfitował w same złe wiadomości: mój laptop skonał, ale na szczęście przeszedł operację i "wyzdrowiał", moje urządzenie wielofunkcyjne odmówiło posłuszeństwa, aparat fotograficzny robi zdjęcia z 7 sekundowym opóźnieniem, a pilot od telewizora zrobił sobie wakacje ;/ Humor miałam taki, że rodzina dziwnie na mnie patrzyła. Do tego sprzątanie, pieczenie i masa innych obowiązków. Byłam cały czas zła, nie miałam czasu na nic.
Jednak we wtorek nieznajomy zapukał do drzwi. Okazało się, że to przesympatyczny kurier, który wręczył mi prezent od Palmolive ;) Mianowicie zostałam ambasadorką Palmolive Ayurituel ;) Nawet nie wiecie ile taka paczuszka może wywołać radości. Humor od razu mi się poprawił. Nie mogłam się doczekać wieczornej kąpieli.
 Nowa linia Palmolive została zainspirowana tradycjami indyjskiej Ajurwedy! Mamy do wyboru 3 rytuały:
Ayurituel ENERGY pobudza ponieważ zawiera ekstrakty z indyjskiego drzewa sandałowego i imbiru
Ayurituel JOYOUS rozpieszcza ekstraktami z morwy indyjskiej i kwiatu lotosu
Ayurituel TRANQUILITY relaksuje, bo zawiera ekstrakt z melii indyjskiej i paczuli
Żel Palmolive Ayurituel Energy pachnie cudownie. Zapach nie jest zbyt intensywny, ale sprawia, że kąpiel staje się rozkoszna. Żel świetnie się pieni i jest bardzo wydajny. Skóra po kąpieli jest wygładzona, miękka i odżywiona.  Dodatek imbiru, który ma działanie przeciwzapalne sprawia, że skóra jest ukojona, a także bardziej elastyczna  i jędrna. Jeśli chodzi o efekt pobudzenia to jakoś go nie zauważyłam. Jeśli lubicie "indyjskie zapachy" to szczerze polecam!

 Rytuał radości zapewniłam sobie dzięki mydle w płynie Palmolive Ayurituel Joyous. Jest to bardzo harmonijny, kwiatowo- owocowy zapach. Morwa indyjska znana jest z silnych właściwości odmładzających,  a także regenerujących. Z łazienki wyszłam w doskonałym humorze z wypielęgnowaną skórą ;)
Bardzo jestem ciekawa 3 produktu z serii Ayurituel, a mianowicie Palmolive Ayurituel Tranquility - rytuał spokoju z ekstraktem paczuli. Uwielbiam zapach paczuli oraz jej właściwości takie jak: regeneracja, zmiękczanie skóry oraz działanie przeciwzapalne.

A Wy kochane dacie się skusić na któryś z rytuałów ? ;>



Kokosowo - migdałowe Święta

Po świątecznych porządkach, po upieczeniu  ciast, ciasteczek i innych smakołyków moje dłonie są suche, zniszczone i obolałe. Z powodu lenistwa nie przepadam za naturalnymi maseczkami, maskami, tonikami itp. "kosmetykami". Jednak kiedy moje dłonie wyglądają jak pustynia Sahara stosuję kokosową papkę. Garść wiórków kokosowych mieszam z dwiema łyżkami mleka lekko podgrzanego. Papkę nakładam na dłonie i wykonuję delikatny masaż, później zostawiam kokosową masę na ok 5 minut i zmywam ciepłą wodą. Na koniec nakładam swój ulubiony odżywczo - nawilżający krem z Oriflame do suchych dłoni z dodatkiem słodkich migdałów. Po zabiegu dłonie są miękkie, gładkie i zregenerowane oraz cudownie pachnące. Krem szybko się wchłania, świetnie odżywia i chroni przed wysuszaniem. Ten krem to mój numer jeden i zawsze mam go pod ręką.
Kochani! Korzystając z okazji chciałabym Wam życzyć spokojnych, zdrowych, rodzinnych oraz  mimo brzydkiej pogody słonecznych i radosnych Świąt Wielkanocnych! Odpoczywajcie!!!!

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...