Tisane, HS SPORTO i balsam do paznokci 2x5 są the best ;)

Jakiś czas temu otrzymałam od przemiłej Pani z Herba studia kopertę pełną próbek. Wspominałam Wam o tym w tej notce. Dzisiaj czas na podsumowanie ;)
Zawartość paczki wyglądała tak:
W końcu miałam okazję przekonać się na własnej skórze, czy wychwalana Tisane jest faktycznie tak rewelacyjna. Przekonałam się i potwierdzam!
Balsam do ust Tisane to coś wspaniałego. Skład jest nadzwyczajny. Znajdziemy tutaj całą masę substancji aktywnych: mód, olej z oliwek, olej rycynowy, wosk pszczeli, owoc ostropestu, ziele jeżówki, liść melisy.
Usta są nawilżone, zregenerowane i  pięknie pachnące. Szczególnie polecam stosowanie Tisane w czasie choroby kiedy to nasze usta są popękane i wyjątkowo wrażliwe. Balsam ten jest niezastąpiony podczas opryszczki, mrozów i upałów.

Używanie Tisane to jedna wielka przyjemność

Kolejny produkt, który mnie zachwycił to balsam dla aktywnych HS SPORTO.
Początkowo myślałam, że ten produkt nie jest dla mnie, bo przecież sportu nie uprawiam i w sumie nie mam zamiaru tego zmieniać. Jednak po całym dniu praktyk, gdzie głównie stoi się lub sprząta balsam jest zbawieniem.
 Świetnie  rozluźnia zmęczone mięśnie. Powoduje że łydki są lekkie i nie ma tego charakterystycznego napięcia przedskurczowego.
Balsam jest dość gęsty, biały. Bardzo dobrze się wchłania. Zapach nie należy do najpiękniejszych, ale da się go znieść. W końcu produkt ma działać, a nie pięknie pachnieć, prawda ? Odczucie ulgi i rozluźnienia mięśni jest wręcz natychmiastowe. Naprawdę gorąco polecam zwłaszcza osobą, które odpoczywają aktywnie ;)

Trzecim produktem, który również pozostawił same pozytywne wspomnienia był balsam do paznokci 2x5.
 Moje paznokcie po ostatnich szaleństwach naprawdę nie wyglądają najlepiej. Są łamliwe, rozdwojone, pozbawione blasku. A przecież osoba pracująca w branży kosmetycznej musi świecić zdrowymi szponkami ;p Balsam skutecznie odżywia, regeneruje, wzmacnia i wygładza paznokcie.
W końcu moje paznokcie wyglądają zdrowo i można je malować ;))
Jeśli chodzi o ceny tych produktów to nie są one zbyt wygórowane (Tisane ok 8 zł, HS SPORTO 22zł, balsam 2x5 7zł) . Dostępne wyłącznie w aptekach i sklepie internetowym ;)

Znacie wspomniane kosmetyki ?
W tym roku mamy wyjątkowo tropikalne lato, prawda ?
Pozdrawiam Was serdecznie, kusiole ;*

Opalenizna wg Kolastyny ;)

Lato. Pogoda jest nawet OK. Upały były i pewnie jeszcze będą. Wielu ludzi wyjechało, albo wyjedzie za niedługo. Są i tacy, którzy już wrócili z rozjazdów. Na ulicach oglądam wszystkie odcienie opalenizny. tylko ja - kaprysek blade lico straszę.
To, że mam jasną karnację to mało powiedziane. Ja jestem przeraźliwie blada - wręcz biała. Niestety nie opalam się bo:
pierwsze primo: nie lubię
drugie primo" nie umie ;/
Nawet 5 minutowy pobyt na słońcu kończy się ogromny rumieniem i łuszczeniem skóry.
Na szczęście mądrzy ludzie wymyślili coś takiego jak balsam brązujący.
Ja zakochana jestem w balsami brązującym z kolastyny!
Uważam, że balsam ten jest naprawdę wart swojej ceny (ok. 10 zł, w promocji 7 zł) i mogę go polecić z czystym sumieniem.
Efekt pięknej opalenizny u mnie był widoczny już po 3 dniach (szkoda, że zapomniałam sobie zrobić zdjęcie). Natomiast zaraz po pierwszej aplikacji moja skóra stała się nawilżona, elastyczna i miękka. A zapach jaki boski... kokosowo-czekoladowy - orzechowy. Jeszcze rano moja skóra delikatnie pachnie "czekoladkami" ;)
Kolastyna o swoim balsamie brązującym pisze tak:

Producent zapewnia, że produkt nie zawiera parabenów. Dokładny skład wygląda następująco:

Uważam, że brązujący balsam kolastyny jest kosmetykiem bardzo dobrym, wydajnym, rewelacyjnie sprawdzającym się u osób, które mają problem z opalaniem.
 Czy używacie balsamów brązujących ? znacie ten balsam z kolastyny ?

MegaKrzem - piękne włosy i mocne paznokcie

Powiem, a raczej napiszę szczerze: dawniej problemów z włosami nie miałam. Jednak od pół roku nie daje sobie z nimi rady. Wypadają na potęgę, są łamliwe, sianowate, pozbawione blasku i miękkości. Gdzie się podziały moje piękne, lśniące, mocne włosy ? no gdzie ?
Nie wiem już jaki mam stosować szampon, jakie odżywki. Zielonego pojęcie nie ma jak ujrzamić moje kudełki ;/
Z pomocą przyszedł (dosłownie przyszedł) pewien suplement diety. Mowa tutaj o produkcie AVET Pharma o nazwie megakrzem.
Preparat dostałam do testowania od Pana Rafała z firmy AVET Pharma.
Według producenta Megakrzem  to unikalny preparat zawierający najwięcej krzemu, posiada także 19 składników aktywnych np. ekstrakt z pędów bambusa, ziela skrzypu, witamina C, E, B1, B12, kwas foliowy, żelazo, metionina, jod, selen ;)

 W opakowaniu jest 60 tabletek, czyli w sumie 2 miesiące kuracji. Tabletki przyjmuje się codziennie po posiłku.

 Preparat wskazany jest przy nadmiernym wypadaniu włosów ich łamliwości, a także działa na paznokcie - zmniejsza łamliwość i kruchość. Ma za zadanie także regenerować zarówno włosy jak i paznokcie.
Powiem szczerze, że jestem bardzo, ale to bardzo ciekawa jak będą wyglądać moje włosy po 2- miesięcznej kuracji ;)) Za dwa miesiące spodziewajcie się recenzji ;)

Znacie ten preparat ? Stosowałyście megakrzem ? Jak są Wasze odczucia po kuracji ?

Serdecznie pozdrawiam ;*

Nawałnica i paczuszka od HERBA STUDIO ;)

Dziewczyny!
Co się wczoraj u mnie działo! Przeszła  taka nawałnica, że drzewa - ogromne drzewa z korzeniami wyrywało. Wiatr był taki, że zamknąć okna się nie dało, a ulice w ciągu kilku sekund zamieniły się w  potoki. Grzmiało i błyskało się tak, że ciarki przechodziły ;/
Internet padł i dopiero ok 18 wrócił ;(
Zobaczcie na zdjęciach jak wygląda moja miejscowość po tej nawałnicy








W rzeczywistości wyglądało to tragicznie. Zwłaszcza żal było mi 82-letniej Topoli, na której kilkanaście lat temu uwiły gniazdko bociany. Od tamtego czasu nasze osiedle było  z tym  kojarzone i jak się komuś powiedziało, że mieszka się przy bocianim gnieździe to wszyscy wiedzieli o co chodzi. Naprawdę smutny widok ....

Na pocieszenie pokażę Wam ostatnią paczkę z próbkami, którą dostałam od Herba studio  ;) Paczuszka zawiera:

balsam do paznokci 2x5
 Ukochana przez wszystkie blogerki Tisane

oraz balsam dla aktywnych

Na razie tylko przetestowałam Balsam do ust Tisane. Recenzja  bardziej obszerna pojawi się wkrótce, ale powiem Wam jedno .... Zakochałam się w tym cudzie!!! Już wiem, dlaczego jest to number one balsamów do ust! Cudowność nad cudownościami!!!!!!

Teraz uciekam odpoczywać, bo jutro czeka mnie kolejne 8 godzin na praktykach w towarzystwie głównie: manicure, pedicure, regulacji i henny brwi oraz mikrodermabrazji.
Trzymajcie się ;*

Ambi Pur freshelle

Zawsze myślałam, że odświeżacz to odświeżacz. Na szczęście Streetcom i marka Ambi pur wyprowadziły mnie z błędu!
Dwa tygodnie temu dotarła do mnie dość duża paka od streetcom'u. Ambasadorką streetcom jest już dwa lata i przetestowałam  "to i owo" jednak kampania Ambi pur freshelle mnie zaskoczyła, pozytywnie zaskoczyła ;)
Paczka ambasadorki wyglądała tak:
I zawierała 6 odświeżaczy Ambi Pur Freshelle
Moim zadaniem było przetestować produkt i pokazać go znajomym. Każdą rozmowę na temat tego produkty musiałam szczerze opisać, czyli złożyć raport ;)
Do przetestowania miałam4 zapachy:
A teraz czas na moją opinię.
Na wstępie muszę Wam powiedzieć, że ... zakochałam się w tych odświeżaczach. Według mnie te pachnidła są rewelacyjne. Zapachy nie są drażniące, ostre. Odświeżacz ten  nie pozostawia talkowych śladów na meblach. A najważniejsze, że faktycznie usuwa nieprzyjemne zapachy! Mój dom pachniał i wszyscy domownicy mieli dobre humory.
Jeśli chodzi o  tęcze zapachów to moimi faworytami byli:
Ambi Pur Freshelle Flowers and Spring (kwiaty i wiosna)
 Zapach jest kwiatowy, delikatny lekko słodki, ale nie duszący. Kojarzy mi się z bukietem różnych kolorowych kwiatów, zwłaszcza frezji ;) Przepiękny!
Ambi Pur Freshelle Ocean and wind (Ocean i wiatr)
Jest to mój drugi faworyt ;) zapach bardzo świeży - typowa morska bryza. Delikatny, naturalny i orzeźwiający. Po zastosowaniu tego zapachy tylko szumu morza mi brakowało.
Ambi Pur Freshelle Lily of the Valley and snowdrop (konwalia i przebiśnieg)
Ten zapach zachwycił moją koleżankę. Jest bardzo delikatny, ale wyczuwalny. Ja nie przepadam za konwalią więc dla mnie był ok, ale zdecydowanie bardziej wolę te wspomniane wyżej ;)
Ambi Pur Freshelle Pine and snow (sosna i śnieg)
Zapach lasu kojarzy mi się z moimi ukochanymi górami, a że w tym roku nigdzie nie pojadę zapachem tym raczyłam się często ;) Zapach jest typowy dla sosnowego lasu, rewelacyjnie wpływał na moje samopoczucie. Orzeźwienie i świeżość tak mogę opisać ten zapach ;)

Wiem, że w kolekcji Ambi Pur freshelle są jeszcze 2 zapachy:
Ambi Pur Freshelle Lavender and comfort o śródziemnomorskiej woni. Nie wąchałam, ale po opisie producenta kojarzy mi się z Prowansją ... ;) oraz
Ambi Pur Freshelle Citrus and morning, który wg opisu producenta jest bardzo orzeźwiający - owocowy, właściwie cytrusowy ponieważ dominują tutaj nuty pomarańczy i cytryny. Idealny zapach na lato ;)

Znacie odświeżacze Ambi Pur Freshelle ?
Macie swojego faworyta ?

PS Obiecałam sobie, że przez wakacje będę pisać częściej. Niestety długo to postanowienie nie trwało. Od poniedziałku rozpoczynam miesięczne praktyki więc nie wiem jak to będzie z notkami. Mam jednak nadzieję, że będziecie tutaj zaglądać, a ja obiecuję, że postaram się pisać tak często jak to sobie obiecałam. Trzymajcie kciuki co bym ludziom na tych praktykach krzywdy nie wyrządziła ;p
Buziaki! 

Monoi de Tahiti Yves Rocher

Od kilku lat lato kojarzy mi się tylko z jednym zapachem, a mianowicie z zapachem orzecha kokosowego i egzotycznych kwiatów gardenii. Zapach ten zapewnia mi seria kosmetyków Yves Rocher Monoi de Tahiti.

Dziewczyny! Jak będziecie miały okazję powąchać zapach wody toaletowej albo oliwki do ciała z tej serii to naprawdę skorzystajcie z niej. Zapach jest boski! i za nic w świecie nie da się go opisać.
Z Tahitańską serią poznałam się przez przypadek. Dawno temu (chyba z 5 lat temu) zamawiając kosmetyki Yves Rocher  skorzystałam z promocji: 2 produkty w cenie jednego. Produktem tym była oliwka do ciała o egzotycznym zapachu i z bardzo małym faktorem SPF 2. Skusiłam się głównie przez opis producenta: "Monoi to sekret urody Tahitanek, powstaje w wyniku maceracji kwiatów Gardenii w olejku kokosowym. Ma niezwykłe właściwości odżywcze i nawilżające". Chciałam się poczuć jak Tahitanka więc zamówiłam to cudo i nie żałuję! Czym jest maceracja dowiedziałam się stosunkowo niedawno i wiem, że dzięki maceracji (wyciąg wodny na zimno) nie traci się cudownych właściwości kwiatów gardenii ;)

Olejek znajduje się w bardzo poręcznej butelce z psikaczem dzięki czemu łatwo aplikuję się go na ciało. Olejek jak olejek jest tłusty, ale jednym psikiem wysmarujemy dekolt i ręce ;) Przez to produkt jest bardzooo wydajny. Zapach utrzymuje się dłuuuugo. Ochrona przed słońcem jest znikoma, ale zawsze to coś. Dodatkowo skóra jest świetnie nawilżona, odżywiona i taka pachnąca. Rok temu udało mi się w bardzo korzystnej cenie kupić wodę toaletową z tej serii i też byłam zadowolona. Moja mama się śmieje, że dopóki nie mam Tahitańskiej oliwki to nie czuję wakacji i powiem Wam szczerze, że coś w tym jest ;)
Przez kilka dobrych lat regularnie kupowałam  kosmetyki Yves Rocher ponieważ są one bardzo dobrej jakości. Podoba mi się też polityka firmy. Zainteresowanych odsyłam tutaj ;) Niestety ostatnio ceny kosmetyków YR zmusiły mnie do zawieszenia zakupów. Ale z oliwki do ciała Monoi de Tahiti nie zrezygnowałam ;)

A teraz trochę z innej beczki.
Parę dni temu otrzymałam takie oto pudełko
Otworzyłam i .....
Zawartość mnie zaskoczyła!
Dostałam 6 odświeżaczy powietrza Ambi Pur Freshelle dla siebie i znajomych w celu przetestowania. Odświeżacz Ambi Pur Freshelle jest inny niż znane mi odświeżacze ponieważ nie maskuje on przykrego zapachu, a eliminuje go dzięki czemu w domu unosi się przyjemna woń ;)
W najbliższych dnia przybliżę Wam te oto odświeżacze i podzielę się opinią o nich. Jeśli chcecie się dowiedzieć o Ambi Pur Freshelle więcej zajrzyjcie tutaj ;)

Uciekam, bo burza idzie ;))

Krem tonujący Ziaja Nuno

Lato w pełni, ale szczerze Wam powiem, że takich upałów to ja bardzo nie lubię.
W takie dni jak dzisiaj wyglądam koszmarnie: sianowate włosy sterczą na głowie jak u czarownicy, a moja cera hmmm pozostawia wiele do życzenia. W dodatku wszystko się klei, cały czas człowiek się poci, brr! Jednak zimą tego problemu nie ma, bo jak jest mi zimno to zawsze mogę ubrać dodatkowy sweter, a latem co ? przecież skóry nie zdejmę ... ;p
Jak wiecie jestem podkładomaniaczką i nie wyobrażam sobie, że mogłabym wyjść z domu bez mojej drugiej skóry, czyli podkładu. Mogę mieć niepomalowane rzęsy, ale podkład i korektor muszą być. Latem jednak pozwalam cerze odpocząć i jedyne ci stosuję to krem tonujący Ziaja Nuno.
 Krem tonujący ma za zadanie wyrównać koloryt cery i delikatnie (słowo delikatnie jest naprawdę właściwe) zatuszować niedoskonałości. Moi zdaniem krem tonujący z Ziaji, który przeznaczony jest do cery zanieczyszczonej skłonnej do wyprysków to jeden z lepszych na rynku. Dodatkowo krem ten nie jest drogi - kosztuje ok 9 zł. Krem  nie zapycha porów i nie obciąża mojej tłustej skłonnej do trądziku cery. Jednocześnie krem świetnie nawilża i zmniejsza wydzielanie sebum, a dzięki zawartości Ac.Net – inhibitor 5 alfa-reduktazy w pewien sposób redukuje i zapobiega powstawaniu pryszczy. W swym składzie krem ten zawiera algi nori, witaminę E i D-pantenol.

Krem stosuję zawsze rano po oczyszczeniu i tonizowaniu (bardzo ważna sprawa!) cery. Nakładam go jak zwykły krem, a w miejscach gdzie znajdują się paskudztwa (czyt. niedoskonałości) delikatnie wklepuję. Efekt jest bardzo naturalny, cera jest świeża, zdrowa i promienna. Jak dla mnie efekt nawet przy 40 stp. upale jest zadawalający ;) Czasami aby zatuszować większe "problemy" dodatkowo nakładam korektor na wybrane miejsca (jednak ilość tego kosmetyku jest zredukowana).
Krem ten dostępny jest w dwóch odcieniach - 1 i 2. Ja mimo już lekkiej opalenizny zawsze stosuję 1, a to dlatego, że mam bardzo jasną karnację, która prawie w ogóle się nie opala.

Lubicie kremy tonujące ?

A dzisiaj na obiad zaserwuję sobie taką oto sałatkę:

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...