Czy płyn do płukania ust DentoFresh Junior jest dla dzieci ?

Bodajże 2 tygodnie temu otrzymałam do testów (tak jak wiele blogerek) płyn do płukania jamy ustnej DentoFresh. Trafiła mi się wersja dla dzieci powyżej 6 roku życia o smaku gumy balonowej. W sumie to ucieszyłam się na wersję dziecięcą, a to dlatego, że niekoniecznie lubię mocno miętowe płyny do płukania ust (zwłaszcza te alkoholowe).
Zachwyty producenta (jeszcze większe znajdziecie TUTAJ):
Skład:

Moja opinia:
Od razu powiem, a raczej napiszę, że nie podałabym tego płynu dziecku nawet 10 letniemu. Wg mnie ten płyn mimom, że nie zawiera alkoholu jest bardzo mocny w smaku.
Smak gumy balonowej ? chyba żartujecie. Smakowałam, smakowałam i gumy balonowej nie wyczułam. Co prawda smak jest lepszy niż np. płynu Listerine, ale i tak mojego serca nie podbił. Tak jak już pisałam płyn jest dość ostry w smaku (wyczuwalne są tutaj "nuty" mentolu). Musze przyznać, że płyn na długo odświeża, ale niestety sprawia również uczucie suchości ust i delikatne mrowienie paszczy. Oprócz długiego odświeżenia zauważyłam, że zęby były jakby czystsze i bardziej się błyszczały. Niestety płyn ten sprawił, że zęby stały się wrażliwsze, a dziąsła częściej krwawiły. Podczas używania tego płynu musiałam zrezygnować z past wybielających. Umycie zębów pastą wybielającą, a następnie użycie płynu DentoFresh junior powodowało pieczenie i ból dziąseł ;/ Jak widzicie ten płyn nie sprawdził się u mnie najlepiej.
A to co mi się w płynie podobało to lekko różowy kolor oraz dołączona miareczka;)
Razem ze mną płyn ten testował mój tata, który jest maniakiem wszystkiego co służy do mycia i pielęgnacji zębów. Mój tata bardzo się polubił z tym płynem i nie miał do niego żadnych zastrzeżeń. Co najważniejsze u niego płyn nie powodował żadnych dolegliwości. Tata kazał zaznaczyć, że odświeżenie jest fenomenalne!
Jak widzicie mimo,że płyn u mnie się nie sprawdził to mój dedi jest nim zachwycony ;)

Cena to ok 13 zł (za 250 ml)

Kochani dzisiaj ostatni dzień kwietnia. Majówka nie zapowiada się słonecznie. W sumie może to i dobrze, bo ja będę w domu siedzieć ;/

Spodziewajcie się w najbliższych dniach notek o moich ulubieńcach i kolejnym denku, które nawiasem mówiąc jest znów spore ;)

Buzi Buzi ;p

Pielęgnacyjna farba do włosów Venita Multi color

Dwa tygodnie temu zauważyłam, że moje włosy wyglądają źle- nie dość, że kolor stał się sraczkowaty to jeszcze włosy były bez życia, matowe, oklapnięte, nie chciały się układać i w ogóle wyglądały nieciekawie. Nie pomagały odżywki, kremowanie ani suplementacja. Już miałam iść je ściąć (a zapuszczałam 1,5 roku) gdy otrzymałam od Pani Agaty z Venity pielęgnacyjną farbę do włosów Multi color bez amoniaku, a z odżywczymi olejkami - arganowym i macadamia.
Zaryzykowałam i nałożyłam farbę na te moje nieciekawe kudełki i ..... po 35 minutach znów kochałam swoje włosy szczerą miłością ;) Ale po kolei.
Na opakowaniu znajdziemy notkę producenta, który obiecuje:

Moja opinia:
W opakowaniu znajdziemy rękawiczki, instrukcję, krem koloryzujący i emulsję utleniającą. Farbę nakłada się na umyte i wilgotne włosy. Konsystencja jest kremowa, bardzo gęsta przez co wydajna. Pierwszy raz nie musiałam oszczędzać i nakładałam farbę dość obficie ;) Zapach jest delikatny, nie drażniący. Przygotowanie jest bezproblemowe - nie trzeba się męczyć z roztarciem grudek, bo ich nie ma ;)
Po nałożeniu farby nie czułam żadnego pieczenia, swędzenia, mrowienia. Dużym plusem jest również krótki czas trzymania farby na głowie. Producent zaleca 20 minut, a w przypadku grubych włosów 25 minut. Ja trzymałam 35 minut, bo się zagadałam z mamą ;)
A teraz najważniejsze EFEKT KOŃCOWY!
Producent zaleca zastosowanie po spłukaniu farby odżywki lub balsamu (niestety nie znajdziemy go w opakowaniu). Ja użyłam resztki odżywki do włosów ciemnych Fitomed, o której pisałam TUTAJ.
Po wysuszeniu włosów byłam bardzo zadowolona z efektu.
Kolor 4.4 - kasztanowy brąz wyszedł ciemniejszy niż się spodziewałam, ale piękny. Dodatkowo na moich włosach powstały przepiękne kasztanowe refleksy!
Tak wyglądałam przed farbowaniem:
A tak po:
Mało tego moje włosy odżyły! Stały się błyszczące, układają się wspaniale, są miękkie i wyglądają pięknie ;) Cieszę się, że moje odrosty już nie są widoczne i nie odznaczają się od reszty włosów ;)
Mój nowy kolor mam już prawie tydzień i cały czas włosy wyglądają wspaniale (a myję je codziennie).

Jestem pod wrażeniem działania farby Venita Multi Color i gorąco Wam ją polecam ;)
Cena to ok 10 zł (ale pewna nie jestem).

A tak prezentuję się w nowym - ciemniejszym kolorze ;)

I jak podobam Wam się ? ;>
Jakie macie plany na majówkę ?
Buziaczki ;*

Tam byłam - spotkanie blogerek w Gliwicach

Wczoraj wybrałam się na wycieczkę do Gliwic. Razem z Oluśką trafiłyśmy do Tajemniczego Ogrodu gdzie byłyśmy umówione z koleżankami blogerkami na "śląskie klachy o kosmetykach i nie tylko".
Nie było nas wiele, bo 7. Miało być 10 ale ostatecznie na spotkaniu zjawiło się 7 pięknych dziewczyn, które w swoim towarzystwie spędziły ponad 6 (!!!!) godzin.
Pewnie się zastanawiacie dlaczego było nas tak mało? Już spieszę z wyjaśnieniami. Otóż razem z Magdą - Sajjidaą postanowiłyśmy zorganizować spotkanie w Gliwicach. Na początku dość dużo dziewczyn wyraziło chęć spotkania jednak po informacji, że spotkanie będzie bez prezentowe większość zrezygnowała. Niektóre bezczelne "blogerki" napisały wprost, że "jak nie ma prezentów to i ich nie będzie" ;/  Wyobrażacie sobie ? Co to się porobiło!
A teraz żeby nie było: prezenty BYŁY! Ale my już wiemy które dziewczyny są blogerkami z zamiłowania, a które są pseudoblogerkami i prowadzą bloga dla prezentów.
Wstyd! Mam nadzieje, że moją relację ze spotkania przeczytają te materialistki i będzie im głupio! Tak tak, głupio i wstyd! Najchętniej wymieniłabym nicki tych blogerek....

Ale przejdźmy do rzeczy przyjemnych ;)

Na spotkaniu stawiło się 7 przepięknych, inteligentnych blogerek ze śląska, które przyszły nie po prezenty, ale po to by poznać inne blogerki z okolicy ;)
Były:
Agnieszka - Agnusbe
Alicja - Cukier i pieprz
Kasia - Kasias1980
Blanka - Red Lipstick
Ola - Oluśka
Magda - Sajjidaa
i ja, czyli Alicja znana jako Kaprysek ;)

Na spotkaniu pojawił się również gość - dyrektor klubu Oriflame Karolina Kozielska, która sama prowadzi bloga. Było naprawdę miło ;) Karolina opowiedziała o swoich ulubionych kosmetykach z Oriflame, zaserwowała nam małe SPA dłoni ;). Na koniec każda z nas otrzymała drobny upominek ;)
Karolino jeszcze raz serdecznie dziękuję za spotkanie ;*

A teraz kilka zdjęć (wybrałam tylko te, które można pokazać światu ;p)
 Agnusbe, Sajjidaa i Karolina
 Magda uważnie słucha ;)
 Karolina to przemiła osoba, zawsze uśmiechnięta i życzliwa ;)
 A teraz czas na prezenty ;)
 Oluśka robiła zdjęcia profesjonalne ;p 
 Pakunki, pakuneczki, prezenty, prezenciki ;)
 Magda w roli Świętego Mikołaja ;p 
 Wystrój Pubu jest oryginalny, żałuję tylko, że nie ma klimatyzacji 
 Agnieszka, Magda i śpiąca Kasia (Kasiu pokochałam Cię ;*)
 Szczere uśmiechy pięknych Pań ;)
 Agnieszka, Magda, Kasia i Alicja ;) Niestety Blanka i Oluśka musiały wyjść wcześniej ;(
I żeby nie było i ja tam byłam (ta w panterce). Zapiekanki i naleśniki jadłam, sokiem jabłkowym i mrożoną kawą popijałam ;p

A teraz coś dla blogerek materialistek - prezenty ze spotkania ;)

czyli:
 e-naturalne zaoferowało 20% rabatu 
 przepiękna paletka od Kasias1980 ;*
kosmetyki z "wymianki" ;)

I jak się Wam podoba moja relacja ? ;)

A na koniec podziękowania:
Magdzie dziękuję za organizację! 
Oluśce za dowóz
Kasi za odwóz
Karolinie za obecność
pozostałym uczestniczkom za towarzystwo i sponsorom za prezenty.

Ogromne D Z I Ę K U J Ę !!!!!!!!

Krem wybielający przebarwienia Gerovital H3 EVOLUTION

Pamiętacie jak pisałam Wam o beznadziejnym kremie redukującym przebarwienia firmy Vichy (dla nie znających tematu recenzja TUTAJ ) ? Dzisiaj zrecenzuje krem, który również likwiduje przebarwienia z tą różnicą, że jest tańszy i SKUTECZNY!
O jakim kremie mowa ? A o kremie wybielającym przebarwienia rumuńskiej marki Gerovital H3 Evolution
Już kiedyś Wam wspominałam, że kosmetyki Gerovital zostały stworzone przez rumuńską lekarkę Ane Aslan, która opracowała witaminę H3. Jeśli jesteście zainteresowane historią marki i badaniami nad prokainą (środkiem miejscowo znieczulającym) zapraszam Was Tutaj.

Producent o kremie pisze:
Krem nadaje twojej cerze blask i piękno, eliminując niedoskonałości skóry. Krem rozjaśnia plamy pigmentacyjne, wybiela, przywraca jednorodność cery, dzięki synergicznemu działaniu Arbutyny i kompleksu „ AHA Care”. Superoksyd dysmutaza łącznie z Witaminą E i Boswellią Serratą regenerują i chronią skórę przed stresem spowodowanym promieniami ultrafioletowymi, nawilżają cerę, spłycają cienkie linie i zmarszczki.
Sposób użycia: Krem należy nakładać 2 razy dziennie na strefy problematyczne przez minimum 2 miesiące. Kurację rozjaśniającą plamy i wybielającą cerę najlepiej przeprowadzać jesienią i zimą, gdy promieniowanie słoneczne jest mniej nasilone, przy jednoczesnym zapewnieniu dobrej ochrony przed promieniowaniem UV. Zaleca się stosowanie kremów pielęgnacyjnych ze średnim lub wysokim faktorem ochrony UV. W przypadku pojawienia się symptomów podrażnienia skóry, należy przerwać stosowanie kremu i zacząć ponownie po 2-3 dniach.


A teraz czas na moją opinię:
Już na wstępie napiszę, że krem jest bardzo dobry i faktycznie rozjaśnia przebarwienia!
Eleganckie, solidne opakowanie, treściwa konsystencja i delikatny, kremowy zapach umilają użytkowanie.

Krem stosowałam ponad 2 miesiące, używałam go tylko na noc. Co zauważyłam ? dużo zmian na lepsze! Przebarwienia potrądzikowe faktycznie się rozjaśniły, dzięki czemu skóra bez podkładu miała wyrównany kolory. Oprócz tego twarz była rozjaśniona, promienna, jędrna i bardzo dobrze odżywiona. Rano patrząc w lustro czułam się piękna, promieniałam! Skóra nie była wysuszona. Zapomniałam co to suche skórki ;)
Jednak co najważniejsze - krem na noc przez dwa tygodnie stosowała również moja mama i efekt na jej skórze był zadziwiający. Wyobraźcie sobie, że przez dwa tygodnie krem ten skutecznie zredukował plamy wątrobowe (starcze) i wygładził drobne zmarszczki wokół ust. Jakbym nie widziała to bym nie uwierzyła!

Uważam, że ten krem sprawdza się rewelacyjnie, a cena ok 50 zł nie jest za wysoka!

Zapraszam Was do polubienia profilu na fb oraz do zapoznania się z ofertą kosmetyków GEROVITAL

Colour Alike GDN487 - kolor marzenie ;)

Od prawie tygodnia moje paznokcie wyglądają ja niebo nad Adriatykiem! ;) Sprawcą tego jest lakier Colour Alike nr 487 o przedziwnej nazwie "Daleko do Sopotu?" :I

Nie mam pojęcia skąd się wzięła ta dziwna nazwa lakieru, ale wiem, że nie tylko kolor jest śliczny.
Nigdy wcześniej nie miałam do czynienia z lakierami tej firmy, ba ! ja o tych lakierach dowiedziałam się dopiero na Opolskim spotkaniu blogerek, na którym to otrzymała dwa lakiery tej firmy.
Co mogę powiedzieć o tym lakierze ? Ano to, że się w nim zakochałam! W sumie każda moja znajoma jak zobaczyła paznokcie maźnięte tym lakierem była pod wrażeniem koloru. Ja jestem pod wrażeniem nie tylko koloru, ale też jakości.
Lakier ma cudowny, smukły, idealnie wyprofilowany pędzelek, który równo sunie po paznokciu (moja płytka jest dość wąska i niestety skórki zostały trochę pomalowane co widać na zdjęciu, ale zdjęcie było robione zaraz po malowaniu więc musicie mi te małe niedoskonałości wybaczyć).
Krycie również jest fantastyczne! Już jedna warstwa zapewnia idealne pokrycie płytki! Konsystencja jest odpowiednia - nie za wodnista. Lakier ma jakby elastyczną formułę dzięki czemu równomiernie przywiera do płytki i nie tworzy grubej warstwy. Wysychanie jest na 6+ (po 3 minutach lakier jest suchutki! ). Co jeszcze mi się podoba ? Połysk! Paznokcie pięknie się błyszczą i nie matowieją z czasem.
W sumie lakier na moich paznokciach wytrzymał 6 dni (na odżywce), co prawda już pierwszego dnia końce paznokcia były lekko starte, ale nie wyglądało to jakoś drastycznie.
Ze zmyciem lakieru nie było żadnego problemu. Lakier zszedł sprawnie, nie rozlewał się na skórki i nie odbarwił płytki.
Cena to ok 10 zł

Moja ocena to CELUJĄCY ;)
Czy lakiery firmy Colour Alike są Wam znane ?

Podoba się kolor ? ;>

Dobranoc albo dzień dobry ;)

Kosmetyki Biały Jeleń - recenzja szamponu i żelu pod prysznic.

Kosmetyki Biały Jeleń to kosmetyki kultowe, przez długi czas niedoceniane.
Dla mnie najpopularniejszym kosmetykiem Polleny Ostrzeszów było szare mydło, które mój tata w ilościach hurtowych przynosił z pracy. W drogeriach nigdy nie zwracałam na te kosmetyki uwagi, ale przełom przyszedł dwa lata temu kiedy to kosmetyki te zostały mi polecano przez pewną panią kosmetolog. Jednak przez dwa lata tylko o nich czytałam. Gdy otrzymałam propozycję przetestowania produktu marki Pollena przypomniała mi się rozmowa z kosmetologiem i na propozycję przystałam.

W ramach współpracy otrzymałam hipoalergiczny żel pod prysznic Biały Jeleń kozie mleko i kilka próbek
Natomiast na drugim spotkaniu Opolskich blogerek do kompletu otrzymałam szampon do włosów z naturalnym chlorofilem i miniaturkę probiotycznego olejku do kąpieli

Dzisiaj przyszedł czas na recenzję obu kosmetyków

Na pierwszy ogień poszedł żel pod prysznic Biały Jeleń kozie mleko.
Żel jest przeznaczony do skóry wrażliwej, skłonnej do alergii.
Opis producenta:
Skład
Moja opinia: Żel jest delikatny, tworzy kremową pianę. Co prawda skład jest typowo żelowy, ale nie przesuszył mojej skóry. Jeśli chodzi o zapach to jest delikatny, ale przyjemny. Żel wlany pod strumień wody tworzy duże ilości piany. Działanie oczyszczające jest zadowalające (czuję, że rymuję ;p). Nie zauważyłam, żadnego odżywienie czy dodatkowego nawilżenia o jakim pisze producent. Mimo tego uważam, że żel  dobrze spełnia swoje zadanie i w przyszłości planuję kupić inny wariant zapachowy ;)

Szampon do włosów Biały jeleń z naturalnym chlorofilem przeznaczony jest do skóry tłustej i wrażliwej ze skłonnością do alergii.
Skład:
Moja opinia: Szampon delikatnie się pieni, ma bardzo przyjemny zapach (taki świeży, wiosenny), konsystencja jest dość wodnista. Szampon jest bezbarwny za co duży plus (jak wiecie perliste szampony się u mnie nie sprawdzają). Według producenta szampon delikatnie myje włosy, nie podrażnia skóry głowy. Sprawia, że włosy łatwo się rozczesują, są miękkie, lśniące i puszyste.
Niestety moje włosy się nie polubiły z tym szamponem. Po umyciu były splątane, matowe, klapnięte, takie bez życia. W dodatku zauważyłam, że już po godzinie wyglądały na nieświeże i szybciej się przetłuszczały ; / Szampon miał też problem z doczyszczeniem włosów po kremowaniu ;(
Jak dla mnie ten szampon to niewypał dlatego wezmę go na wymianke podczas spotkania w Gliwicach. Może innej blogerce bardziej przypasuje, bo u mnie się nie sprawdza.

Na koniec jeszcze kilka słów na temat specjalistycznego probiotycznego olejku do kąpieli
Olejek wystarczył mi na 3 kąpiele. Wlany pod strumień wody sprawia, że woda staje się biała - jak mleko ;) Nie tworzy piany. Woda jest oleista i cała wanna też. Nie zauważyłam jakiegoś cudu po kąpieli z tym olejkiem. Producent wiele dobrego pisze, ale całe te wygładzenie, zmiękczenie i natłuszczenie wynika z tego, ze na pierwszym miejscu jest parafina. Nic więcej o tym olejku nie mogę powiedzieć jak: umila kąpiel, ale właściwości pielęgnacyjnych to raczej  nie daje.

Jestem ciekawa jak Wy kochane podchodzicie do kosmetyków Biały Jeleń ?


Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...