Beauty LASH Conditioner Bell

Moje rzęsy są ładne. Długie, nawet gęste i  dość mocne. 
Za to brwi to  ledwo widoczna tragedia ;/ 
Jako, że moja tarczyca jest na "urlopie" myślałam, ze nigdy nie będę się cieszyć pięknymi brwiami. 
Odżywkę do rzęs Beauty Lash firmy Bell kupiłam w biedronce  za niecałe 8 zł. 
Nie spodziewałam się, że za taką cenę moje rzęsy się wzmocnią, a brwi w końcu będą brwiami.
Cieszę się, że skusiłam się na jej zakup ponieważ odżywka ta bardzo pozytywnie mnie zaskoczyła ;)

Producent jak zawsze obiecuje dużo:
W przypadku tego produktu obietnice producenta zostały spełnione i to w 100% ;) 
Odżywkę nakładałam na noc na rzęsy i brwi. Efekt zauważyłam już po 10 dniach.
 Rzęsy wyraźnie się wzmocniły i pogrubiły, ale największe WOW widoczne było na brwiach, które zaczęły przypominać brwi. W końcu moje brwi mają taką długość jak powinny. 
Wcześniej włoski były tylko na początku łuku brwiowego i  kończyły się mniej więcej w połowie. Końcówka zawsze musiała być domalowana. 
Obecnie owszem maluję brwi brązowym cieniem z paletki do brwi Oriflame <recenzja> , ale tylko dlatego żeby przyciemnić włoski, bo jako naturalna blondynka mam bardzo jasne brwi co źle wygląda przy moich obecnych kasztanowych włosach ;) W dodatku moje brwi nie przypominają już niteczek. 
Ilość włosków wyraźnie się zwiększyła, co bardzo mnie cieszy. Są one również grubsze i nareszcie wyglądają naturalnie.

Z produktu jestem BARDZOOOO zadowolona i szczerze go polecam.

Kolejne opakowanie tej odżywki już zostało kupione. Co do wydajności to 8g produktu wystarcza na prawie 2 miesiące codziennego stosowania. 

Wydaje mi się, że za taką cenę naprawdę warto wypróbować ;)

Kwas mlekowy 30% Fitomed

Działanie kwasów owocowych na skórę jest wspaniałe. 
Z kwasami AHA moja skóra bardzo się lubi. Co prawda kumplujemy się dopiero od 3 lat, ale jestem pewna, że nasza przyjaźń będzie długa ;) 
Nie będę pisać o tym czym są kwasy owocowe i jak działają, bo od tego są blogi prawdziwych kosmetologów, których notki przypominają mi wykłady z chemii kosmetycznej lub dermatologii. 
Wspomnę jedynie, że z kwasami należy uważać, bo nawet słabe stężenie może zaszkodzić naszej skórze. 

Ja napiszę o mojej domowej eksfoliacji kwasem mlekowym 30% firmy FITOMED
Kwas mlekowy i kwas migdałowy należą do moich ulubionych kwasów AHA. W zeszłym roku złuszczałam się przy pomocy kwasu migdałowego, ale w tym roku postawiłam na delikatniejsze działanie. Chodziło mi głównie o odświeżenie cery - jej odmłodzenie, rozjaśnienie i delikatne złuszczenie. Ten kwas okazał się idealny do tego. 
Mój zestaw do domowego kwaszenia składa się z
- kwasu mlekowego 30% Fitomed
- toniku EUCERIN Dermo PURIFYER z 2% kwasem mlekowym
- kapsułki Dermogal A+E

Kwas mlekowy nie można stosować bezpośrednio na skórę. Należy go najpierw rozcieńczyć. Ja zdecydowałam się na zrobienie kwasu mlekowego 15%. Otrzymałam go poprzez zmieszanie 15 łyżeczek kwasu z wodą (do 150 ml). Dokładny opis jak dawkować kwas mlekowy znajdziecie TUTAJ
Od 3 tygodni raz w tygodniu (zazwyczaj w piątek) nakładam na twarz ten kwas i z efektów jestem bardzo zadowolona. Najpierw jednak przeprowadzam staranny demakijaż rękawicą GLOV <recenzja> później myję twarz żelem oczyszczającym Palmer's (recenzja wkrótce) następnie tonizuję skórę tonikiem Eucerin z 2% kwasem mlekowym (tonik ten stosuję również wieczorem w dni pomiędzy zabiegami). 
 Kwasowy "tonik" nakładam na osuszoną twarz za pomocą wacika kosmetycznego. Oczywiście omijam okolice oczu i ust! Tonik trzymam od 4 do 10 minut. Czas wydłużam przy każdej kolejnej aplikacji. 
Jako, że moja skóra z kwasami AHA ma często do czynienia  już po ok 2 minut odczuwam delikatne "pikanie", które zmienia się w dość intensywne szczypanie. Podczas "zabiegu" twarz piecze (co jest do wytrzymania) i jest zaczerwieniona. 
Kwas mlekowy to bezbarwna ciecz o kwaśnym zapachu mimo to nie odczuwam dyskomfortu podczas tych kilku minut. Po danym czasie zmywam "tonik" z twarzy przy pomocy gąbeczki oraz letniej wody z mydłem. Ważnej jest żeby woda nie była zbyt ciepła ponieważ wtedy nasz twarz "płonie". 
Po dokładnym zmyciu (co jest bardzo bardzo bardzo ważne) osuszam buźkę i nakładam Dermogal A+E w celu złagodzenia podrażnienia. 
Zazwyczaj po kwasie zaleca się nałożenie alg choć wiele źródeł twierdzi, że algi nie są wskazane po eksfoliacji ponieważ hamują działanie kwasów;/
 Dermogal mi wystarczy ;)
 Zresztą skóra nie jest aż tak podrażniona jak po kwasie o większym stężeniu .
Rano skóra jest niesamowicie miękka, wygładzona, odświeżona i co najważniejsze ROZJAŚNIONA. Oczywiście nie muszę wspominać, że po takich kwasowych zabiegach  skóra wymaga jeszcze większej ochrony przed słońcem i innymi czynnikami atmosferycznymi.
Po ok 2 dniach od pierwszego zabiegu doszło u mnie do lekkiego wysypu nieprzyjaciół, ale to dobry znak ponieważ wtedy wiem, że skóra się oczyszcza. Obecnie jestem po 3 zabiegach, skóra jest ewidentnie jaśniejsza, oczyszczona, pory są zwężone i w  ogóle cera wygląda na zdrowszą. 

Jeszcze przez kilka tygodni moja przygoda z kwasem mlekowym 30% Fitomed potrwa i wierzę, że będzie to dobry czas ;)

Podsumowując: Kwas mlekowy 30% Fitomed to tani i bardzo wydajny produkt. Możecie go kupić TUTAJ za 9 zł. Moim zdaniem jest to idealny kwas do domowego użytku mimo wszystko należy uważać ponieważ słabe rozcieńczenie lub jego brak może mocno podrażnić skórę. Jeśli potrzebujesz rewitalizacji skóry ten kwas jest dla Ciebie idealny. Oprócz tego rewelacyjnie rozjaśnia skórę, odświeża ją, delikatnie złuszcza. 
Kwas ten można użyć do zrobienia toniku, maseczek punktowych, peelingów a nawet płukanek do włosów ;)
Ja jestem jak najbardziej za i szczerze polecam! ;)

A Wy lubicie kwasy ? ;>


Ziołowa apteczka - AROMA-OIL Etja

Bardzo ważne są dla mnie zapachy. 
Pachnące świeczki od kiedy pamiętam gościły w moim pokoju (najbardziej lubię te bierdonkowe). 
Faza olejków eterycznych dopadła mnie kilka lat temu i  nadal trzyma. Co prawda zdradziłam troszkę olejki na woski YC, ale niestety mimo licznych zachwytów nie stałam się ich fanką. 
Od kilkunastu  dni moim numerem 1 jest kompozycja AROMA - OIL Etja
Czymże jest tajemnicza kompozycja ? 
Jest niczym innym jak mieszanką naturalnych olejków eterycznych, które wspomagają nasz organizm w czasie gdy pogoda sprzyja infekcjom, a także gdy nasz organizm opadł z sił lub gdy jesteśmy zestresowani.
Produkt ten dołączył do moich jesiennych niezbędników
Kompozycję AROMA- OIL polubiłam za świeży, kojący zapach oraz uniwersalność. 
Mieszankę można stosować do masażu, kąpieli albo jako dodatek do kominka aromatycznego. 
Ja najbardziej lubię dodać kilka kropli do kominka i  w ten sposób nie tylko poprawiam samopoczucie, ale też świetnie odświeżam powietrze w mieszkaniu.
 Nawet moja 3 letnia Kamilka polubiła się z tym zapachem. Ostatnio męczył ją straszny katarek i ta mieszanka ułatwiała jej oddychanie. Zawsze wieczorkiem kiedy oglądała bajki w  pokoju unosił się iglasto-ziołowy zapach. Przed spaniem skrapiałam poduszkę przez co Kamilka miała spokojną noc bez zatkanego noska ;)
AROMA-OIL rewelacyjnie łagodzi napięciowy ból głowy. Polecam go osobom zestresowanym - nic tak nie pomaga jak gorąca herbata, film i ten olejek ;) A jeśli czujecie, że rozkłada Was choroba lub przewiało Was ten olejek jest obowiązkowy. 
Po wczorajszym dniu, gdy wiatr miał głowę urwać ta kompozycja była zbawieniem dla przewianejłepetyny ;)
Naprawdę szczerze polecam tym bardziej, że produkt nie jest drogi. 
Możecie go kupić TUTAJ za 7,20 zł ;)

PS Kochani przepraszam, że nie odpowiadam na Wasze komentarze, a odpowiedzi na maila są wysyłane z dużym opóźnieniem. Za kilka dni (mam nadzieję)  wszystko wróci do normy. Rola mamy to ciężka praca, dlatego podziwiam dziewczyny/kobiety, które mimo miliona spraw do załatwienia mają czas na regularne blogowanie lub nagrywanie filmików. Ja to jednak jestem słabo zorganizowana ... 

Pozdrawiam Was serdecznie ;*

Aaaaaa i jeszcze zapraszam Was do Ewy, która rewelacyjnie opisała nasze wczorajsze spotkanie w Katowicach. Kochana podnoszę Ci statystyki ;p


Rimmel lasting finish 198 AZURE

W czasie wakacji na moich paznokciach bardzo często gościł kolor niebieski. Przepiękny odcień ma lakier firmy Rimmel nr 198 o nazwie Azure
Jest to mój pierwszy lakier tej firmy i raczej nie skuszę się na kolejny. 
W ogóle firma Rimmel nie należy do moich ulubionych, a ich reklamy telewizyjne strasznie mnie drażnią. 
Ale wróćmy do lakieru. Tak jak już pisałam kolor ma przepiękny - metaliczny. Lubię lakiery metaliczne ponieważ paznokcie nie wyglądają mdło. 
Konsystencja jest trochę lejąca przez co malowanie nie należy do łatwych i przyjemnych. Stopień krycia  też nie zachwyca. Dopiero 3 warstwy lakieru dobrze kryją płytkę i nie widać żadnych prześwitów. Niestety lakier smuży dlatego też jeśli chcemy  nim pomalować paznokcie musimy zarezerwować sobie więcej czasu. Lakier ma klasyczny pędzel dość krótki i szeroki. Czas schnięcia nie jest rewelacyjny - przez  20 minut naprawdę trzeba uważać żeby sobie nie zrobić kuku ;/ 
Trwałością lakier też nie powala. Idealnie wygląda przez 24 godziny ;/ Starte końcówki widoczne już są po 2 dniach, a po 4 trzeba go zmyć, bo paznokcie nie wyglądają estetycznie. Zmycie nie sprawia problemu, wystarczy delikatnie potrzeć płytkę płatkiem zwilżonym zmywaczem. 
Malując paznokcie tym lakierem należy pamiętać o odżywce lub bazie ponieważ lubi on odbarwiać płytkę paznokcia.

Tak więc podsumowując lakier Rimmel nr 198 ma piękny kolor niestety jego jakość i trwałość pozostawia wiele do życzenia. Raczej nie skuszę się na kolejną buteleczkę lakieru tej firmy. 
Cena co prawda  nie jest wygórowana - 8ml kosztuje ok 10 zł. 
Mimo to uważam, że lakier nie jest wart tej ceny.


Ciekawa jestem  Waszego zdania na temat lakierów firmy Rimmel ... ;>


Kapryskowy konkurs - wyniki

Witajcie kochani ;)
Od poniedziałku wracam do regularnego blogowania. Niestety ludziowstręt nie minął ;/ 
Dzisiaj chciałam tylko poinformować, że Kapryskowy konkurs wygrywają 3 osoby ;) Oto one :
Bardzo proszę o przysłanie danych do wysyłki na adres kaprysek 246@gmail.com 

Na adresy czekam do poniedziałku, czyli 28.10.2013 r do godziny 20:09 ;p 

Serdecznie Wam gratuluję ;) 
wszystkim życzę cudownego weekendu

 

Kąpiel pomarańczowo - imbirowa z Original Source

Gdy czytacie tego posta ja wypoczywam w mojej górskiej samotni. Przynajmniej mam  taką nadzieję ;)
Dzisiaj chciałabym Wam opowiedzieć o moich pomarańczowo - imbirowych kąpielach, które ostatnio umilają mi wieczory. Połączenie pomarańczy z imbirem to idealna propozycja na jesień ;) 
Taka kąpiel nie tylko odpręża, ale także rozgrzewa. 
Rozgrzewającą kąpiel zapewnia płyn do kąpieli
 Original Source  Orange Oil & ginger
Produkty Original Source nigdy mnie nie zachwycały. 
Owszem zapachy były kuszące, ale nie do końca byłam do nich przekonana. Z tym płynem jest inaczej. Zapach w butelce jest naturalny - nie wyczujemy tutaj słodkiej, chemicznej pomarańczy. Płyn pachnie jak świeży sok pomarańczowy z dodatkiem imbiru. Dla mnie zapach jest rewelacyjny. W butelce ostry, pomarańczowy, a w wannie cytrusowy lekko korzenny. Tego nie da się opisać to trzeba poczuć ;)
Ponoć do powstania jednej butelki tego płynu wykorzystano 20 pomarańczy ;>
Składem może ten płyn nie powala, ale stał się moim ulubieńca ;)
Płyn ma intensywny pomarańczowy kolor, naturalny lekko ostry zapach (czuć imbir ;)) Konsystencja jest żelowa. Płyn daje bardzo dużo piany, która bardzo długo się utrzymuje. Plusem jest, że  nie wysusza skóry, ani jej nie podrażnia (a wiadomo, że imbir może drażnić skórę). 
Co jeszcze robi ten produkt ? fantastycznie rozgrzewa i poprawia ukrwienie skóry.
Dla mnie płyn OS Orange Oil & Ginger stał się symbolem tej jesieni. W zapasie mam jeszcze jedną butelkę, którą otrzymałam w zestawie na jesiennej herbacie blogerskiej < relacja KLIK >
Wszystkim miłośnikom rozgrzewających kąpieli polecam ten produkt ;)
Ja kupiłam go w dwupaku za 9,99 zł ;)
Love or Hate ?
 Tym razem zdecydowanie LOVE ;)

Crystal Essence Pomegranate

Antyperspirant to mój niezbędnik kosmetyczny. 
Zawsze mam co najmniej 2 buteleczki w zapasie. Od kilku lat wierna jestem antyperspirantom Garnier mineral i jeszcze nigdy się na nich nie zawiodłam. Mimo tego, że mam swojego pewniaka zdarza mi się kupić coś innego, taką antyperspirantową nowość (tak poznałam Rexonę, o której notka też się pojawi). 
We wrześniu trafiłam na promocję naturalnych, mineralnych dezodorantów CRYSTAL essence w sprayu o zapachu granatu.
Skusiłam się na niego ponieważ na blogach zbierał dobre oceny, a i cena (6,45 zł) była kusząca ;)Wiem, że dezodorant mineralny nie sprawdzi się tak dobrze jak antyperspirant chemiczny, ale chciałam na własnej skórze przekonać się czy faktycznie tak jest ;p

Skład ( wg wizaz.pl) jest naturalny, pozbawiony "złej" chemii
Purified Water (Aqua), Natural Mineral Salts (Potassium Alum), Cellulose, Natural Fragrance Made with Pomegranate Essential Oils and Extracts.

Producent zapewnia, że produkt jest w 100% naturalny. Nie zawiera soli aluminium, parabenów, jest hipoalergiczny. Zawiera ałun. Neutralizuje bakterie, które odpowiedzialne są za przykry zapach. Ma działanie kojące. Nie klei się, nie brudzi ubrań. Może być stosowany jako środek antyseptyczny do rąk i stóp.
Moja Opinia:
Ten naturalny dezodorant sprawdza się, ale nie w dni gdy żyję na pełnych obrotach. 
W czasie weekendu, w domu owszem chroni przed nieprzyjemnym zapachem potu. Niestety nie sprawdza się w sytuacjach stresowych, podczas uprawiania sportu lub  gdy na dworze gorąc. 
Zapach jest przyjemny, delikatny, lekko słodkawy i krótkotrwały. 
Śmiało możemy użyć perfum ponieważ nie jest on nachalny i nie miesza się z innymi zapachowymi dodatkami. Dezodorant CRYSTAL jest bardzo wydajny, nie podrażnia skóry nawet po depilacji. 
Tak jak pisze producent nie brudzi ubrań, ale troszkę się klei. Czas schnięcia również nie jest błyskawiczny. Ja zazwyczaj stosuję go przed suszeniem włosów - wtedy jest czas żeby wysechł ;p Przez to nie użyłabym tego produktu jako środka antyseptycznego  do rąk bądź stóp. Produkt co prawda nie pozostawia pudrowego wykończenia, ale klei się co do przyjemnych nie należy ;/
Ogólnie jestem z niego zadowolona, ale tak już napisałam nie stosowałabym go przed ważnym, stresującym czy bardzo aktywnym dniem. W cenie 6 zł skuszę się jeszcze na inny wariant zapachowy jednak na pewno  nie kupię go w regularnej cenie (ok 13-15 zł)

Podsumowując: Dezodorant mineralny Crystal essence o zapachu granatu sprawia, że staję się wybuchowa oczywiście w pozytywnym tego słowa znaczeniu ;p

Używać mineralnych dezodorantów do ciała ? ;>

PS. Jako, że dopadł mnie ludziowstręt i wczorajsza 3 godzinna wycieczka do lasu nie pomogła wybywam na kilka chwil do mojej górskiej samotni....

Was zostawiam z moim  KONKURSEM ;) Wyniki ogłoszę zaraz po powrocie ;)


Trzymajcie się ;*

Orzeźwiający Scrub cukrowy PAT&RUB

Kosmetyki Kingi Rusin cieszą się na blogach dużą popularnością. Większość blogerek kocha je i miłuje ;p  Co prawda do tanich nie należą, ale ich składy są w 100% naturalne więc nie mogą kosztować 10 zł. Osobiście znam kilka fanek kosmetyków PAT&RUB, ale sama do nich nie należę i coś mi się wydaje, że nigdy nie będę.
Dzisiaj zrecenzuję Orzeźwiający Scrub Cukrowy , który śmiało mogę nazwać bublem roku. 
Peeling ten otrzymałam u Angel na wakacyjnym spotkaniu blogerek <klik>

Kosmetyk pochodzi z linii ORZEŹWIAJĄCEJ, która ma za zadanie zrelaksować i uwolnić ciało od stresu. Zapach jest mocny, cytrusowo-ziołowy. Dla mnie drażniący, po którym boli mnie głowa ;/ 
Scrub ma dziwną konsystencję - jest bardzo zbity przez co sprawia trudności w nakładaniu na skórę. Kruszy się, nie trzyma na skórze - koszmar. 
Jedynym sposobem jest roztarcie go w dłoniach i odczekanie aż cukier zacznie się rozpuszczać - wtedy dopiero można nim "pracować". 
Kosmetyk ten ma złuszczyć martwy naskórek i pozostawić skórę nawilżoną, elastyczną i natłuszczoną. 
Jeśli chodzi o złuszczenie to produkt ten  działa bardzo delikatnie, dla mnie jest to plus ponieważ nie lubię mocnych zdzieraków. Co do nawilżenia to mam mieszane uczucia. 
Mogę się za to zgodzić, że peeling ten niesamowicie natłuszcza, wręcz skóra jest lepka od tych wszystkich maseł, wosków i olei. Dla mnie to koszmar, bo co prawda po użyciu tego peelingu nie muszę stosować balsamu, ale czuję jakby skóra była posmarowana smalcem - nie lubię tego. 
Ktoś powie, że to fantastyczne, bo na skórę całą noc działają naturalne substancje - niby tak, ale czy do przyjemnych należy jak wszystko się do skóry klei ? Ja czegoś takiego nie lubię i unikam jak ognia.
Nie mówię już o tym jak wygląda wanna - nie można się pozbyć tej tłustej warstwy ;/
Co do dobroczynnego działania to tak jak już napisałam oprócz natłuszczenia nie zauważyłam niczego innego.

Skład (wg strony producenta) owszem jest fantastyczny, ale nie skuszę się na kolejny peeling tej firmy. 
Ceny tych kosmetyków również nie są  dla mnie kuszące. Scrub cukrowy, o którym dzisiaj pisałam kosztuje 75 zł, a jest to cena promocyjna ;/  Tyle pieniędzy za peeling ? Nie, ja jestem na nie!
W ogóle nie czuję się skuszona ofertą kosmetyków Pat&Rub dla tego Pani Kindze po raz kolejny dziękuję, ale nie skorzystam. 
W swoich zapasach mam jeszcze 2 kosmetyki, z których jeden pachnie obłędnie (seria OTULAJĄCA), a drugi śmierdzi ;/ 


A Wy lubicie kosmetyki Kingi Rusin ? ;>


----------------------------------------
Przypominam o KAPRYSKOWYM KONKURSIE , w którym można wygrać peeling cukrowo -orzechowy z olejem arganowym ;)
------------------------------------------



 

Chusteczki odświeżające i herbata lemonita

Niedziela zaczęła się wyjątkowo wcześnie. 
Pobudkę miałam o 6:08, a to dlatego że od 8:00 razem z Messim byliśmy na szkoleniu dla psich tropicieli ;) Messi to niuchacz pierwszej kategorii i dla niego zajęcia z tropienia to czysta przyjemność choć męcząca. Dla psa praca nosem jest najbardziej wyczerpująca.
 Po zajęciach z tropienia była krótka przerwa (czas kawy dla przewodników) a następnie zajęcia z obrony. W takie dni jak dzisiaj gdy ilość ziemi na moich dłoniach jest większa niż u rolnika bardzo przydatne są chusteczki odświeżające
Moimi faworytami są chusteczki odświeżające CLEANIC, które oprócz tego, że doprowadzają moje ręce do czystości to jeszcze pozostawiają na nich przyjemny zapach, a dodatek płynu antybakteryjnego  zapewnia ochronę  ;)
Zapach Pure & Glamour to bardzo słodki zapach, który może przeszkadzać zwłaszcza osobom z wrażliwym nosem. Czym pachną te chusteczki nie mam pojęcia (zapach jest naprawdę trudny do określenia). Na opakowaniu namalowany jest kokos, ale przyznam  szczerze, że żadnych kokosowych nut tutaj nie wyczuwam ;/  Bardziej przyrównałabym zapach do kwiatów róży ;)
Zdecydowanie ładniejszy wg mnie jest zapach chusteczek Clean & Chic.  
 
Kojarzy mi się z śliwkami, wanilią i jaśminem. Serio! ;) Identycznie pachnie żel pod prysznic Taj machal z oriflame ;)
Oba opakowania są estetyczne, przyjemne dla oka, kobiece ;) Chusteczki są dość duże i dobrze nasączone płynem. Co ważne zamknięcie się nie odkleja dzięki czemu nasze chusteczki nie suszą się ;)
 Z chusteczek odświeżających Cleanic jestem zadowolona i w mojej torebce czy szkoleniowym plecaku  zawsze znajdą miejsce ;)

A po szkoleniu odpoczywam w towarzystwie herbaty Lemonita Skworcu
Jest to mieszanka na bazie herbaty czerwonej rooibos, która jest świetnym antyutleniaczem, a także korzystnie wpływa na stan naczyń krwionośnych, uśmierza bóle głowy, niweluje problemy żołądkowe, jest źródłem mikro i makroelementów ( zwłaszcza żelaza, potasu).
 Herbata rooibos polecana jest osobom z cukrzycą, nadciśnieniem, anemią,  walczącym z trądzikiem (w formie okładów) oraz osobom nerwowym i przygnębionym ponieważ herbata uspokaja i poprawia humor ;)
W mieszance znajdziemy oprócz herbaty czerwonej rooibos, która pochodzi z ekologicznych upraw trawę pomarańczową, skórkę cytrynową, kawałeczki limonki i kwiat słonecznika. 
Herbata ma lekko pomarańczowy kolor, a jej smak jest mocno cytrusowy, ale w smaku nie jest kwaskowata. Nie pozostawia cierpkiego posmaku, jest delikatna i lekko słodkawa. Świetnie sprawdza się zarówno rano jak i wieczorem. Rano odświeża i pozytywnie nastraja, za to wieczorem uspokaja ;)
Świetna mieszanka w bardzo korzystnej cenie (ok 5 zł za 50 g) do kupienia TUTAJ

Jeśli lubicie herbaty, kawy i przyprawy zapraszam Was do sklepu SKWORCU gdzie każdy znajdzie coś dla siebie w bardzo korzystnych cenach ;)

Kochani przypominam Wam o moim konkursie
szczegóły TUTAJ ;)


Kapryskowy konkurs ;)

Witajcie kochani!
Tak jak obiecałam wczoraj zapraszam Was na konkurs ;)
Co można wygrać ?

 cukrowo-orzechowy peeling Spa Vintage Body Oil

Konkurs trwa od dzisiaj, czyli 19 października od godziny 17:00 
do środy tj. 23.10.2013 do godziny 22:10 ;)

Zadaniem osoby, która wygra ten peeling będzie napisanie szczerej recenzji. 
Wystarczy być publicznym obserwatorem  mojego bloga i polubić go na FB.

Zgłoszenia proszę przysyłać na kaprysek246@gmail.com

Szablon zgłoszenia:
nazwa obserwatora ........................
imię oraz pierwsza i ostatnia litera nazwiska obserwatora na FB .........................
miejscowość .............................
zgadzam się zrecenzować peeling ..... (TAK) .........

Wyniki zostaną ogłoszone w czwartek (24.10.2013) ok godz. 21
 Konkurs będzie ważny jeśli zgłosi się minimum 15 osób ;)

Powodzenia!

Soraya podkład HD kryjący

Osoby, które śledzą mojego bloga wiedzą, że jestem podkładomaniaczką. W mojej kosmetyczce zawsze jest kilka podkładów. Co gorsza nigdy nie mogę sobie odmówić kupna nowego. 
Gdy w  kwietniu w rossmanie była słynna promocja -40% na kolorówkę skusiłam się na kupno  nowego podkładu Soraya, który był  i nadal jest polecany przez profesjonalistów. 
Mowa o podkładzie kryjącym HD
Podkład skusił mnie ceną ( ok 20 zł, w promocji 11-13zł) oraz zapewnieniami producenta:
Moja cera nie należy do łatwych, dlatego codziennie muszę nieźle się natrudzić żeby wyglądać jako tako. Ten podkład bardzo mi ułatwia moje codzienne zmagania ;) Dlaczego? 
A dlatego, że niewielka warstwa rewelacyjnie wyrównuje koloryt skóry oraz tuszuje niedoskonałości. Nie podkreśla rozszerzonych porów (które są moją zmorą) i nie tworzy efektu maski. Dodatkowo podkład zapewnia perfekcyjny wygląd przez cały dzień.
Do dyspozycji są tylko 3 odcienie (co niestety jest minusem). Ja wybrałam najjaśniejszy numer, czyli 1 i jest to beż, który może wydaje się ciemny (zwłaszcza dla bladoskórych ), ale  ładnie dopasowuje się do koloru skóry.
Tak jak zapewnia producent podkład ten rewelacyjnie wygląda na zdjęciach - efekt rozmycia sprawia, że skóra wygląda nieskazitelnie ;)
Podsumowując: Podkład Soraya HD to świetny produkt do cer z niedoskonałościami ponieważ dzięki niemu twarz wygląda wspaniale, wręcz idealnie! Podkład ma dość lekką konsystencję, delikatny zapach, świetnie się rozprowadza, nie tworzy smug, ani efektu maski. Plusem jest też to, że utrzymuje się na skórze cały dzień, ale jej nie zapycha. Do tego jest wydajny i w dość przystępnej cenie ;)
Dla mnie jest to podkład, który na stałe zagości w mojej kosmetyczce ponieważ zaufałam mu jak jeszcze żadnemu innemu. 
Dlatego też bardzo się cieszę, że na jesiennej herbacie blogerskiej w Katowicach < relacja > otrzymałam kolejną tubkę tego podkładu ;)

Szczerze Wam polecam ;)

Na koniec małe pytanko. 
Czy jesteście zainteresowani konkursem ? 
Jeśli tak wyślijcie smsa na nr ..... Nie no żartuje. A Tak na poważnie mam kilka nowych kosmetyków, które szukają właścicieli.
 Waszym zadaniem będzie napisanie szczerej recenzji otrzymanego produkt. Wystarczy być publicznym obserwatorem bloga i śledzić go na FB.
Jeśli konkursem będzie zainteresowanych co najmniej 15 osób jeszcze w ten weekend zobaczycie co będzie można wygrać ;)

Przyjemnego weekendu ;)


Sylveco balsam brzozowy z betuliną mój nr 1 wśród basamów ;)

Kosmetyki SYLVECO podbiły moją łazienkę ;)  
Wczoraj pisałam  rumiankowym żelu do mycia twarzy <Klik>, a dziś opowiem Wam o balsamie brzozowym z betuliną, który okazał się być najlepszym balsamem do ciała jaki dotąd używałam ;)
Szata graficzna kosmetyków Sylveco jest prosta i miła dla oka. Na każdym kosmetyku znajduje się rycina botaniczna, która sprawia, że kosmetyk kojarzy się z czymś dobrym, naturalnym. W sumie tak jest, bo skład kosmetyków Sylveco naprawdę jest miły dla oka i zbawienne dla naszej skóry.
Balsam brzozowy Sylveco ma za zadanie:

Moja Opinia:
Tak jak już wspomniałam ten balsam został moim numerem 1 w pielęgnacji ciała. Mimo, że nie pachnie to używanie go jest czystą przyjemnością. Balsam jest gęsty, ale wchłania się błyskawicznie i natychmiast poprawia stan skóry oraz jej wygląd. Co ważne nie pozostawia tłustej warstwy. 
Moja mama, która nienawidzi się balsamować używała tego balsamu regularnie. Skóra wyglądała pięknie, była odpowiednio nawilżona i odżywiona. Stała się gładka, elastyczna. Wszelkiego rodzaju przesuszenia, podrażnienia  zostały złagodzone. Ogólnie skóra była uspokojone. Dodatkowym plusem tego balsamu jest to, że łagodzi swędzenie po ukąszeniach komarów, meszek czy innych owadowych paskudztw. Balsam ten również poprawia elastyczność skóry oraz lekko ja napina. Jedynym minusem może być wydajność.  Balsam ten na pewno nie należy do najwydajniejszych, ale ma pompkę dzięki czemu możemy dozować ilość produktu, a także mamy pewność, że jest on "czysty"  ;)

Podsumowując: Balsam brzozowy z betuliną Sylveco wart jest swojej ceny (300 ml kosztuje ok 35 zł) ponieważ wspaniale nawilża i odżywia skórę oraz łagodzi wszelkie podrażnienia. Dzięki niemu przesuszenia  stają się pojęciem obcym. Naprawdę polecam ;)

Zainteresowanych kupnem tego cuda zapraszam TUTAJ ;)

Żel do mycia twarzy Sylveco i Yves Rocher

Witajcie ;)
Dzisiaj przedstawię Wam zgrany duet, który stosuję do oczyszczania twarzy już od prawie 3 miesięcy. W rolach głównych występuje rumiankowy żel do mycia twarzy SYLVECO oraz głęboko oczyszczający żel do mycia twarzy Yves Rocher ;)
Oba produkty zawierają 2% kwasu salicylowego, który wykazuje działanie antybakteryjne. Moim zdaniem zarówno żel Sylveco jak i żel Yves Rocher wzajemnie się uzupełniają. Dlaczego ? A dlatego, że oba świetnie oczyszczają, a  żel z Yves Rocher dodatkowo można stosować jako peeling. Ale po kolei ....

Rumiankowy żel do mycia twarzy SYLVECO o na wakacyjnym spotkaniu blogerek u Angel <relacja klik>.
Kosmetyki Sylveco mają świetne składy -  ten ma wyjątkowo krótki i prosty (Woda,  Glukozyd laurylowy,  Gliceryna,  Kwas salicylowy,  Panthenol,  Wodorowęglan sodu,  Benzoesan sodu,  Olejek rumiankowy  )  oraz przystępną cenę (16,48 zł). 
150 ml żelu wystarczyło mi na prawie 3 miesięczne stosowanie. Używałam go zawsze rano i zazwyczaj wieczorem. Żel ma lekko żółtawy kolor, jest gęsty i bezzapachowy. Przeznaczony jest do cery zanieczyszczonej, trądzikowej i z rozszerzonymi porami
Wg producenta kosmetyk ma skutecznie oczyszczać skórę, regulować wydzielanie serum oraz odblokować pory.
Żel Sylveco rumiankowy to wg mnie kosmetyk godny polecenia zwłaszcza osobom o cerze tłustej, skłonnej do trądziku. Żel mimo, że się nie pieni świetnie oczyszcza skórę, nie wysusza jej, nie powoduje ściągnięcia. Twarz po umyciu jest delikatna, świeża i uspokojona. Co prawda nie zauważyłam zwężenia porów, ale na pewno twarz dłużej pozostała matowa.

Uważam, że żel zasługuje na ocenę bardzo dobrą ponieważ jest wydajny, łagodzi podrażnienia i bardzo dobrze oczyszcza skórę ;)
Jeśli jesteście zainteresowani tym kosmetykiem zajrzyjcie TUTAJ

Kilka razy w tygodniu (3-4) wieczorem zamiast żelu Sylveco stosowałam żel głęboko oczyszczający Pure System z Yves Rocher
Żel ten zawiera delikatne drobinki - puder z pestek moreli, które skutecznie, aczkolwiek delikatnie peelingują twarz ;) W swoim składzie oprócz kw. salicylowego zawiera wyciąg z miąższu aloesu. 
Żel jest lekko lejący, ale nie spływa z twarzy. Drobinki są delikatne, prawie nie wyczuwalne, a zapach świeży. Tak jak jego poprzednik nie podrażnił mojej kapryśnej skóry, a pozostawił ją głęboko oczyszczoną i lekko rozjaśnioną ;)
125 ml zużyłam w 3 miesiące więc wydaje mi się, że śmiało mogę napisać, że żel jest wydajny.
 Gdybym miała ocenić ten produkt również otrzymałby ocenę bardzo dobrą ;)
Jako, że kupiłam go w promocji 2w1 za 19,90 (cena regularna to 29 zł za sztukę) zł mam jeszcze jedną butelkę tego żelo-peelingu co mnie bardzo cieszy ;)


Zarówno żel Sylveco jak i żel Yves Rocher z czystym sumieniem mogę Wam polecić ;)

Ambi Pur na straży świeżości ;)

Dbam o to żeby w moim mieszkaniu zawsze ładnie pachniało. Czy mi się to udaje nie wiem, trzeba by było zapytać osoby, które odwiedzają mnie w mojej samotni ;p 
Fanką zapachowych świeczek jestem od dawna. Odświeżacze powietrza również goszczą w moim domu odkąd pamiętam ;) Nawet w tej dziedzinie mam swoich ulubieńców ;)
Odświeżacze Ambi Pur  należą właśnie do nich 
Dlatego gdy zaproponowano mi testowanie kilku produktów Ambi Pur bardzo się ucieszyłam. W paczce, którą otrzymałam znalazły się między innymi 3 odświeżacze Freshelle.
Z tej trójki znałam jedynie zapach Flowers and Spring , który miałam okazję testować w zeszłym roku
Zapach jest kwiatowy, słodkawy, ale nie dusi i nie drażni. I za to właśnie lubię odświeżacze Ambi Pur Freshelle, bo nie śnieżą, nie mają drażniących i duszących zapachów, A co najważniejsze odświeżacze faktycznie usuwają niechciane, brzydkie zapachy. Większość odświeżaczy (zwłaszcza tych bardzo tanich) nie dość, że bieli wszystko wokoło to jeszcze miesza się z brzydkim zapachem przez co efekt końcowy przynajmniej dla mojego nosa jest drażniący.

Jeśli chodzi o zapachy to moim faworytem został Caribbean Paradise.
Zapach jest egzotyczny, a takie nuty to ja lubię. W mgiełce zapachu czuję delikatnie kokos, ananas i wanilię ?Tak chyba to jest wanilia, ale być może to jakiś inny egzotyczny kwiat ;)
 Jest to zdecydowanie mój numer 1 wśród zapachów, które otrzymałam. Ten odświeżacz tak jak każdy z Ambi Pur ma delikatny zapach, ale skutecznie usuwa odorki ;)

Ostatnim zapachem,który testowałam był Ambi Pur Freshelle Thai Orchid
Ten zapach był bardzoo delikatny, łączył nuty kwiatowe i wodne. Wg mnie skutecznie usuwał nieprzyjemne zapachy i nie pozostawiał swojego . Moja mama użyła go kilka razy gdy ja zapomniałam wyłączyć mięso o czasie ;p  Zapach spalenizny znikał, a w kuchni nie unosił się żaden inny zapach.

Jeśli miałabym przyznać miejsca tym zapachom, to tak wyglądałaby numeracja ;)
Jeśli chodzi o cenę to faktem jest, że odświeżacze te do tanich nie należą, bo w zależności od sklepu kosztują od 11 do 14 zł. Choć pamiętam, że kiedyś w Kauflanadzie kupiłam je za 9,99 zł ;)
Mimo to uważam, że warte są tej ceny, bo świetnie radzą sobie z nieprzyjemnymi zapachami, a nie drażnią nosa i gardła (bo nie pozostawiają tej octowej nuty), w dodatku są bardzo wydajne - 300 ml wystarczają spokojnie na 2 miesiące ;)

Znacie te odświeżacze ?
A czego Wy używacie żeby pozbyć się nieprzyjemnych zapachów ;)




........ Darmowe produkty do testów otrzymałam od Ambi Pur......

Tam byłam ... Jesienna herbata blogerska

Witajcie kochani w ten kolejny piękny jesienny dzień ;)
Kocham jesień, wiecie ? ;>
Minioną sobotę spędziłam w towarzystwie śląskich blogerek, które tak jak ja wzięły udział w Jesiennej herbacie blogerskiej, którą zorganizowała Kasia. 
Nieskromnie dodam, że mój udział w organizację spotkania był równie wielki jak wkład Kasi ;)
Było to ostatnie w tym roku spotkanie blogerek, w którym uczestniczyłam.

Nasze spotkanie odbyło się w  katowickiej kawiarni CoffeeHeaven.
W spotkaniu udział wzięło 11 blogerek (choć miało być 15), które wyraziły chęć spotkania nie dla prezentów, a dla samej idei poznania koleżanek po fachu ;)
Ta drobna istotka to Alicja

 Przy pysznej kawie i ciasteczku (w moim przypadku rureczce) rozmowom nie było końca. Nasze stoły dość szybko zapełniły się kosmetykami, które chciałyśmy oddać. Takie czyszczenie domowych magazynów ;p

Jusia, Alicja i Gosia
 Prezentów miało nie być, ale odwiedzili nas przedstawiciele firmy TOMIL, którzy przybliżyli nam kosmetyki MITIA. Jeśli nie znacie tej marki kosmetyków to polecam się rozejrzeć w małych, osiedlowych sklepikach albo w Auchan lub Kauflandzie ;)
 Soraya również obdarowała uczestniczki  spotkania upominkami
 Ania się cieszy ;p
 i Alicja też się cieszy (z podkładu kryjącego ;))
 Niestety część dziewczyn dość szybko poszła sobie i zostało nas tylko kilka. 
Tutaj Ania i Gosia ;)
Spotkanie zakończyło się późnym wieczorem.

Serdecznie dziękuję Wszystkim za udział, a firmom za upominki.
Partnerami spotkania byli:
- DAFI
- Original Source
- FLODOMAX
- Embryolisse
- Eveline
- SPA Vintage Body Oil
- Etja
- Tomil serdecznie dziękujemy za przybycie oraz Kawę ;)
- Paese
- SKWORCU najpyszniejsze herbaty i ogromny wybór przypraw ;)
- Soraya

A tak wyglądała moja komoda w sobotnią noc ;p 
Bransoletka z pierwszą litera imienia to dzieło mojej imienniczki Alicji
Pamiątką na długie lata zostanie kubek ;)

Jeszcze raz Wam wszystkim i każdemu z osobna serdecznie dziękuję ;)




Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...