A w lutym ...

Styczeń się kończy więc w lutym  (i marcu) pisać będę o:
Produktach Cleanic
A dokładnie:
- chusteczki do demakijażu z płynem micelarnym
- chusteczki do peelingu KLIK
- płatki SOFT Touch
- patyczki kosmetyczne z serii Cleanic Professional

Wzmocnie też siebie i swoją rodzinę suplementami diety firmy BIOgarden
Dlatego też spodziewajcie się recenzji tych oto suplementów diety ;) 

przypadł Kamilce do gustu i nawet udaje kaszelek żeby dostać tabletkę ;)
Tabletki są słodkie, pięknie pachną malinkami  i co najważniejsze wzmacniają odporność dziecka!
Kamilka Poleca ;)

A teraz uciekam spać, bo kolejny intensywny dzień przede mną ;)

Eveline minimax nr 834

Bohaterem dzisiejszej notki będzie mini lakier Eveline MiniMax  nr 834
Jest to przepiękny odcień jasnej śliwki.
 Lakier ma kremowe wykończenie i świetne krycie. Na zdjęciu widzicie 1 warstwę. Buteleczka o pojemności 5 ml to świetne rozwiązanie. Dla mnie idealne, bo jeszcze nigdy nie zdarzyło mi się zużyć całej butelki lakieru. Może 5 ml zużyję ;) 
Taka buteleczka kosztuje 5-6 zł, czyli tania nie jest.
Pędzel jest cienki i długi, czyli dla mnie idealny ;) konsystencja lakieru jest taka jak powinna być. Lakier pięknie kryje, nie smuży, błyskawicznie wysycha. Co do trwałości to szału nie ma. Starte końcówki niestety są już widoczne następnego dnia ;/  
Ogólnie na paznokciu wytrzymuje do 5 dni. 
Zmycie tego lakieru jest bezproblemowe!

W celu nadania lekko karnawałowego paznokciowego looku środkowy paznokieć przyozdobiłam lakierem LEMAX Galaxy Topper nr 1
Jest to przepiękny czerwono-fioletowy brokat, który idealnie współgra z jasną evelinową śliwką ;)
Ten lakier jest nie do zdarcia! dosłownie! Zmycie go to niezła sztuka. Nie pomagają kosmiczne pazurki, ani nic ;/  Męczyłam się z nim chyba z godzinę, a i tak ostatecznie musiałam bloczkiem zedrzeć te drobinki.
Ale prezentuje się pięknie, prawda ? 
Tak więc lakier eveline nr 834 pewnie jeszcze nie raz zagości na moich pazurkach za to z topperem lemax żegnam się po pierwszym razie.


Dobranoc!


EVELINE 100% kwas hialuronowy

Kwas hialuronowy kilka lat temu  był takim kosmetycznym hitem jak obecnie olej arganowy. 
Nadal jest to aktywny składnik wielu kosmetyków.
Firma Eveline jakiś czas temu wypuściła na rynek serum ze 100% kwasem hialuronowym
Produkt ten wchodzi w skład linii profesjonalnej, która ma dać nam efekt identyczny z tym jaki oferują salony kosmetyczne.
Serum ma nawilżyć, wygładzić i zapewnić błyskawiczny lifting. 
Można powiedzieć, że kosmetyk CUD do kupienia w drogeriach za uwaga 20 zł (czasami w promocji za 15 zł).
Co jeszcze obiecuje producent ? Dużo CUDownych rzeczy:
Mnie ten produkt nie zachwycił mimo tak cudownych zapewnień producenta. 
Serum jest dość lejącym, lepkim żelem pozbawionym zapachu.
Mimo wodnistej konsystencji jest to bardzo wydajny produkt. 15 ml używam od listopada i w sumie nie tylko ja go używam.
Produkt można używać w dwojaki sposób: albo 1x dziennie do 3 razy w tygodniu (profilaktyka przeciwzmarszczkowa) lub codziennie przez 7 dni - wtedy serwujemy sobie "Błyskawiczny lifting". Ja stosowałam go 3 razy w tygodniu, a moja mama miała zamiar przeprowadzić sobie błyskawiczny lifting, czyli chciała używać go przez tydzień. Niestety u mojej mamy wystąpiła reakcja alergiczna. Mama nałożyła produkt na czoło, w okolicy ust i na kurze łapki.; po minucie te miejsca zrobiły się czerwone i zaczęły puchnąć. Kolejne próby nałożenia produktu skończyły się tym samym. Przetestowałam to serum na 5 osobach i niestety u 4 efekt był identyczny jak u mojej mamy.
Jeśli chodzi o mnie to co prawda żadnego łzawienia, zaczerwienienia czy puchnięcia nie było, ale też nie było spektakularnego (w ogóle żadnego) nawilżenia, wygładzenia, rozjaśnienie czy  regeneracji. Miałam wrażenie, że smaruję się wodą ;/
Ten produkt w ogóle nic u mnie nie zdziałał!
Miał być produkt CUD, a okazał się produktem NIC ;/ 
 
Tak więc ja jestem na NIE, ale może Wy macie lepsze doświadczenie z tym produktem ?


 


Soraya care&control żel 2w1 z peelingiem

Żele do mycia twarzy zawsze są w mojej łazience ponieważ jest to mój główny kosmetyk oczyszczający. Od listopada na wannie stoi żel antybakteryjny 2w1 z peelingiem Soraya
Z serii antybakteryjnej miałam już tonik, który był całkiem, całkiem. Co do żelu to miałam pewne obawy ponieważ nie przepadam za połączeniem żelu z peelingiem. 
Nie jestem zwolenniczką  peelingów mechanicznych przez co obawiałam się, że kosmetyk ten będzie dla mnie za mocny. 
Producent  zapewnia, że:
Żel z peelingiem odblokowuje pory, usuwa z nich wszelkie zanieczyszczenia i przywraca skórze zdrowy wygląd. Dzięki zaawansowanej recepturze wzbogaconej o Witaminę B3, wyciąg z Trawy Cytrynowej oraz Acnacidol działa silnie antybakteryjnie i reguluje wydzielanie sebum. - głęboko oczyszcza,
- usuwa martwe komórki naskórka,
- redukuje zmiany trądzikowe i zapobiega powstawaniu nowych,
- wygładza i odświeża skórę, przywracając jej zdrowy koloryt,
- koi i łagodzi podrażnienia,
- optymalnie nawilża,
- likwiduje świecenie skóry i delikatnie ściąga pory 

Producent zaleca, aby używać żelu tylko 2 razy w tygodniu. Moim zdaniem to trochę bez sensu ponieważ produkt ten nie przypomina peelingu. Drobne, czerwone ziarenka są bardzo delikatne przez co w ogóle nie ma się wrażenie, że żel peelinguje. Dla mnie to najzwyklejszy  żel o gęstej konsystencji i przyjemnym, świeżym zapachu.
Jeśli chodzi o działanie to źle nie jest, ale rewelacji również nie ma. 
Dla mnie średniaczek, który oczyszcza skórę nie powodując jej wysuszenia. Nie podrażnia.
Czy spełnia obietnice producenta ? Tak nie do końca.
Owszem oczyszcza, ale na pewno nie jest to dogłębne oczyszczenie. 
Nie mogę się zgodzić z producentem, że jest to żel i peeling w jednym. 
Nie redukuje zmian trądzikowych, ale w niewielkim stopniu zapobiega ich powstawaniu. 
Nie zauważyłam żeby żel ten koił i łagodził podrażnienia.
Czy nawilża ? Żel ma oczyszczać, a nie nawilżać skórę. Ten żel nie wysusza skóry, a to dużo.
Owszem matuje, ale nie zauważyłam żeby zwężał pory.

Podsumowując: Żel Soraya 2w1 z peelingiem to wg mnie zwykły żel, który dobrze  myje, matuje  i odświeża skórę. Nie podrażnia, nie wysusza, ale też nie wykazuje jakiegoś rewelacyjnego działania. Jest wydajny ponieważ używam go od 3 miesięcy i nie zużyłam nawet połowy.
Dla mnie średniaczek, którego już więcej  nie kupię.
Cena tego produktu to ok 12 zł (za 180 ml).

Znacie ten "żelopeeling" ?
Co o nim sądzicie  ?   


Życzę Wam fantastycznego tygodnia! Mój będzie intensywny ;)
 



 

TAG: co kupiłam pod wpływem YT

Kasia bardzo, bardzo dawno temu (bo w listopadzie 2013) zaprosiła mnie do TAGu:

Dziś jako, że jest piątek chciałabym się zabawić ;p 
Bawimy się ? Bawimy! ;)

1.Kosmetyki Alterra
Dla większości Hit nad hity, a dla mnie zmora ;/
 Dlaczego ? wszystkiego dowiecie się w TEJ notce
 2. Balsam CARMEX
Kupiłam go, bo blogerki rozpływały się nad nim więc gdy rok temu trafiłam na mega promocję kupiłam od razu 2 tubki. Niestety okazał się być bublem ;/
 Dla zainteresowanych recenzja
 3. Lakiery WIBO z piaskowym wykończeniem. 
Tym razem cieszę się, że się skusiłam. 
Szczerze polubiłam te lakiery. O jednym pisałam TUTAJ
Zaś  moim ulubieńcem stał się ten cudak
Prawda, że cudny jest ? ;>

4. Woski Yankee Candle
 Niestety ich fanką nie zostałam i raczej nie zostanę. 
Na zdjęciu powyżej widzicie moje pierwsze zamówienie YC, a przed świętami skusiłam się jeszcze na kilka innych woskowych  tart jednak żadna mnie nie zachwyciła na tyle żeby kupić ją ponownie.

5. Żele Balea
 Pokochałam je szczerą miłością i bardzo się cieszę, że znalazłam sklepik gdzie mogę je kupić stacjonarnie ;)
6. Zestaw korektorów WIBO
Nie dziwie się, że blogerki i vlogerki  polecają te korektory
. Są fantastyczne ;) Recenzja znajduje się TUTAJ

7. Odżywka Eveline 8w1
Niestety zdjęcia nie mam, ale produkt przypadł mi do gustu i mimo, że na blogach ostatnio nie pojawią się za często to ja bardzo lubię i chwalę sobie tę odżywkę ;)

8. Micel Bebeauty z biedronki.
Kupiłam go gdy na blogach była "akcja" - zapasy, bo go wycofują. 
Kupiłam i kolejny raz nie żałuję, bo ten miecelek okazał się bardzo dobry i co najważniejsze ma bardzo korzystna cenę ;)

Jestem bardzo ciekawa  co Wy kupiłyście pod wpływem YT i blogera ? ;>

EPONA krem co cery wrażliwej i problemowej

EPONA to firma, która kojarzy mi się z początkiem mojej blogowej przygody. 
Gdy założyłam bloga i odwiedzałam inne blogi o tematyce kosmetycznej był szał na kosmetyki z mleka klaczy. Blogerki kusiły, a ja tak bardzo, bardzo chciałam przekonać się na własnej skórze o cudowności produktów tej marki.
Okazja do przetestowania kosmetyków EPONA nadarzyła się w sierpniu na spotkaniu u Angel.
Dla mnie przeznaczony był krem do cery wrażliwej i problemowej
Krem idealny dla mnie. Wiadomo wszak, że cera trądzikowa to cera problematyczna i do tego jeszcze wrażliwa.
Dzisiaj po kilku tygodniach użytkowania przyszedł czas na zrecenzowanie tego kremu.
 
Zapewnienia producenta:
Krem ten swoim zapachem przypomina mi krem GEN FACTOR No 2 (recenzja KLIK), ale niestety działanie już nie jest takie cudowne.
 Skład kremu Epona jest bardzo dobry:
 Aqua, Equae Lac, Prunus Amygdalus Dulcis (Sweet Almond Oil), Sorbitan Stearate (and) Sucrose Cocoate, Macadamia Ternifolia Seed Oil, Squalene, Cetearyl Alcohol, Glycerin, Persea Gratissima (Avocado)Oil, Xanthan Gum, Sodium Benzoate, Potassium Sorbate, Lactic Acid, Tocopherol (mixed), Beta-Sitosterol
 
Krem ma lekką konsystencję, przedziwny, niekoniecznie przyjemny zapach. Po nałożeniu go na twarz mam wrażenie "oblepienia". Niby się wchłania, ale pozostawia na skórze taki niewidzialny, trochę lepki krem. 
 Stosuję go tylko na noc ponieważ pod makijaż się nie sprawdził. Rolował się i strasznie tłuścił cerę. Ani podkład, ani puder nie były wstanie zmatowić skóry ;/
Jako krem nocny sprawdza się średnio. Po aplikacji skóra lekko się zaczerwienia, nie piecze, nie swędzi tylko jest lekko czerwona. Przez pierwsze 3 dni, a właściwie noce z efektu byłam bardzo zadowolona. Rano skóra była ukojona, stany zapalne zredukowane. Niestety teraz po ponad miesięcznej kuracji mogę stwierdzić, że krem ten przestał działać. Rano skóra wydaje się być przesuszona i mam wrażenie, że krem ten zaczął mnie zapychać. Gdybym miała teraz powiedzieć, czy jestem z niego zadowolona to powiedziałabym stanowcze NIE!
Plusem jest opakowanie: buteleczka z dozownikiem to najlepsze rozwiązanie w kremach.  
Obecnie krem ten stosuję na twarz, szyję, dekolt i ramiona ponieważ chcę żeby się już skończył. Kolejnego opakowania nie kupię, bo wrócę do oleju jojoba ;)
Cena waha się od 50-65 zł.

Znacie kosmetyki Epona ?
Co o nich sądzicie ?


Uwaga HIT! 5 hitów ;)

Post z bublami (KLIK) cieszy się nadal dużą popularnością. Żeby nie było, że w ostatnim czasie trafiłam tylko na kosmetyczne kity dzisiaj przedstawię Wam 5 kosmetycznych HITÓW ;)

Pierwsze miejsce w tym zestawieniu należy do kapsułek DERMOGAL A+E
Czy jest ktoś, kto jeszcze nie słyszał o kapsułkach, które zawierają cudowny eliksir pomagający na trądzik, AZS czy nadmierne łuszczenie skóry ? Ja o tym specyfiku dowiedziałam się z YT. 
Vlogerki polecały go na trądzik. Nie mogłam sobie wyobrazić jak coś oleistego może pomóc tłustej cerze. A może i to bardzo. Ten produkt ratuje mnie w kryzysowych chwilach. Z trądzikiem radzi sobie wspaniale! Stosuję go zamiast kremu na noc. Zapachem może nie powala, ale idzie się do niego przyzwyczaić. Ilość produktu w rybce wystarcza na twarz, szyję i dekolt. Mimo, że jest to olejek na skórze nie zostaje tłusty film. W bardzo złych dniach stosowałam też te rybki pod makijaż i świetnie sobie w tej roli radziły. Cera po kuracji dermogalem jest uspokojona, zregenerowana, problem suchych skórek znika! Jednym słowem kosmetyk CUD w bardzo przystępnej cenie (w DOZ ok 13 zł).

Drugie miejsce należy do płynu micelarnego DERMEDIC
W sumie zużyłam 3 butelki tego płynu . Testowałam go na sobie i na klientkach, i muszę potwierdzić, że nadaje się do każdej nawet najbardziej wrażliwej czy alergicznej cery. Mimo, że płyn ma charakterystyczny zapach nie podrażnia, nie wysusza skóry. Nadaje się do demakijażu oczu za co ogromny plus! Jedynym minusem jest cena, za 200 ml zapłacimy ok 25-30 zł. Jednak jak trafię na dużą promocję na pewno kupię przynajmniej 2 butelki ;)

Trzecie miejsce zajmuje odżywczy balsam-miód do ust TOŁPA, botanic czarna róża
Po Tisane to najlepszy balsam do ust jaki miałam. 
Używam go od miesiąca codziennie na noc i  czasami w ciągu dnia. Skład tego balsamu jest fantastyczny, a zapach kojarzy mi się z bananami ;) Jedyny minus to opakowanie -słoiczek nie każdemu przypadnie do gustu. Wiadomo balsamy w takim opakowaniu łatwiej używa się w domu. Balsam rewelacyjnie nawilża, odżywia i regeneruje usta. Stanowi też dobry podkład pod pomadki kolorowe. Cena tego balsamu to ok 15-20 zł.

4 miejsce to maska algowa rozświetlająco-rozjaśniająca CosmoSPA
Ta maska algowa świetnie sprawdza się przy cerze zmęczonej, szarej, pozbawionej życia. Przygotowanie jest bezproblemowe, tak samo jak nakładanie i zdejmowanie. Maska schodzi o wiele lepiej niż popularne algi Bielenda. Po 15-20 minutach cera faktycznie jest rozjaśniona, uspokojona, nawilżona i zrelaksowana. 40 g tej maski kosztuje ok 14 zł

I na ostatnim 5 miejscu w Hitowym rankingu Kapryska znalazło się EKOmydło w płynie  o zapachu fiołkowym
Jest to naturalne mydło marsylskie, które zostało wyprodukowane we Francji z  naturalnych składników. Mydło o pojemności 500 ml znajduje się w butli z dozownikiem. Zapach jest przepiękny, kwiatowy, nic a nic sztuczny. Mydło nie wysusza skóry, a wręcz przeciwnie nawilża ją. 
Bajka ? Nie fakt! ;) 
Jedynym minusem tego cuda jest jego cena ... 500ml naturalnego mydła marsylskiego kosztuje 43 zł.

Czy moje hity są Wam znane ?
A może wśród nich znalazłyście  swoje hity ;)



SPA Vintage Oil z olejem abisyńskim

Wczorajsza notka cieszyła się ogromną popularnością. W ciągu 3 godzin została ona wyświetlona prawie 800 razy ;) Mam nadzieję, że dzisiejsza notka również będzie cieszyć się popularnością ;)
Gdy czytacie moje wypociny ja pewnie piję kawę w Wiślańskiej kawiarni. Tak zrobiłam sobie dzień wolny i wybrałam się w góry. Co prawda na nartach nie pojeżdżę, bo śniegu brak, ale długi spacer górskimi drogami dobrze mi zrobi ;)

Olej abisyński to dla mnie coś całkiem nowego.  
Naczytałam się o nim troszkę i teraz już wiem, że roślina, z której powstaje ten olej naturalnie występuję w Etiopii, która dawniej nazywana była Abisynią. 
Ja o tym nie wiedziałam, a Wy?
 Sam olej jest bezzapachowy, a jego kosmetyczne zastosowanie jest ogromne. Olej ten wyraźnie poprawia stan skóry, wygładza ją, intensywnie nawilż, a dzięki zawartości kwasu erukowego  również regeneruje skórę. Same ochy i achy  ;)

Dzięki SPA Vintage Body Oil miałam okazję poznać 2 kosmetyki z serii z olejem abisyńskim
Na spotkaniu opłatkowym u Alicji < relacja>  pod choinką znalazłam 
 Cała seria z olejkiem abisyńskim jest przeznaczona do skóry suchej i dojrzałej. 
Co prawda moja skóra jeszcze aż tak dojrzała nie jest, ale gdy powąchałam oba produkty wszystkie inne poszły w odstawkę. Zapach zniewala! Nie potrafię określić wam tego zapachu. Jak tylko będziecie w HEBE gdzie kosmetyki Vintage Body Oil są dostępne koniecznie powąchajcie, bo zapach jest boski ;)

Kaszmirowy olejek do kąpieli znajduje się w czarnej buteleczce. Szata graficzna w stylu retro przyciąga wzrok !
Olejek jest dość gęsty i niesamowicie wydajny. Używam go od miesiąca i zużyłam dopiero połowę produktu. Kilka kropli wlane pod strumień wody daje mnóstwo pięknie pachnącej piany. Istne SPA ;)
Skóra po kąpieli jest miękka, jedwabiście gładka i ukojona. Uczucie jakie towarzysz po wyjściu z wanny jest nie do opisania. Przekonajcie się na własnej skórze jakie to odczucie ;)
Żeby zachęcić Was jeszcze bardziej dodam, że skóra nie wymaga już nałożenia balsamu no chyba, że jest ona bardzo bardzo bardzo sucha.
Jeśli tak to przyda Wam się  masło do ciała z tej serii! ;)
Regenerujące masło do ciała z olejem abisyńskim zawiera oprócz cennego oleju abisyńskiego jeszcze oliwę z oliwek, prowitaminę B5 i ekstrakt z zielonej herbaty.
Masło jest treściwe, ale jednocześnie rewelacyjnie się rozprowadza i bardzo szybko wchłania. 
Skóra już po kilku dniach stała się bardziej sprężysta. Poprawa nawilżenia jest natychmiastowa! Do tego skóra po "balsamowaniu" odżywa - staje się miękka, napięta, jest nawilżona i zrelaksowana ;)
Masło pachnie cudnie i zapach ten przez długi czas utrzymuje się na skórze.

Oba kosmetyki moim zdaniem są warte uwagi. Ich właściwości pielęgnacyjne są rewelacyjne, a cena kusząca. Kaszmirowy olejek do kąpieli kosztuje ok 12 zł, a masło do ciała jakieś 15 zł.

Jesteś zainteresowane kosmetykami z olejem abisyńskim ? ;>

Uwaga bubel! A raczej 5 bubli!

Witam, witam i o zdrowie pytam ;)
Jak ja lubię mieć wolny weekend! 
Cieszę się i korzystam ponieważ za niedługo skończą mi się wolne soboty i niedziele ;)

Dzisiaj tak już pewnie się domyślacie po tytule recenzji będzie o bublu, a właściwie o 5 kosmetycznych bublach, z którymi miałam (niestety) kontakt w ostatnim czasie.
Od razu zaznaczam, że przedstawione kosmetyki są bublami w moim - kapryskowym odczuciu. Dlatego jeśli macie odmienne zdanie napiszcie o tym w komentarzach, ale nie obrażajcie !

Nr 1 to istny bubel roku! Kto zasłużył na to miano ? A płyn micelarny Melisa firmy URODA Polska
Płyn ten mam z wymianki. 
Cieszę się, że była to tylko połowa opakowania. 
Wg producenta zadaniem tego micela jest oczyszczanie, łagodzeniem i pielęgnacja.
 Płyn ma służyć do demakijażu cery, a nie oczu. I w sumie za to już pierwszy minus. Dla mnie micel ma być do demakijażu zarówno oczu jak i twarzy. 
Jeśli zdecydujecie się na kupno tego płynu to pamiętajcie żeby kupić również coś do oczu. Nie polecam prób zmywania makijażu oczu tym płynem! 
Tak! Tak! zrobiłam ten błąd i myślałam, że moje oczy się wypalą. 
Ale jak się okazało skóra twarzy zareagowała podobnie ;/  
Po demakijażu cera była podrażniona, zaczerwieniona, ściągnięta i piekła niemiłosiernie !
Dla mnie bubel, a dla Was ? ;>

Nr 2 Maseczka Peel Off  Egyptian Secrets Planet SPA AVON 
Maseczka z ekstraktem z lilii wodnej, która ma koić, nawilżać i relaksować skórę brzmi pięknie, prawda ? Niestety maseczka się u mnie kompletnie nie sprawdziła.
 Produkt ten jest niesamowicie gęsty, dla mnie za gęsty! Równomierne rozprowadzenie (co przy maseczkach typu peel off jest szaleńczo ważne) jest wręcz nie możliwe. Plus za to, że maseczka ładnie pachnie, chemicznie bo chemicznie, ale pachnie. Z maseczką męczyłam się  40 minut. Przez 20 miałam ją na twarzy jak się okazało był to za krótki czas ponieważ maseczka jeszcze nie dawała znaku, że chce odchodzić. Wytrzymałam w niej jeszcze 5, ale po 25 minutach z maseczką, która ściągała moje policzki do kolan musiałam się jej pozbyć.
 Nie było to łatwe, oj nie było. Maska schodziła kawałeczkami! W efekcie skóra była wysuszona. 
Tak więc zafundowałam sobie maseczkę wysuszającą! Brawo dla Avonu! ;/

Nr 3 Sole do kąpieli Bebeauty SPA z Biedronki
Tak! Wiem, że są hitem na wizażu, odkryciem na blogach! 
Miłośniczki kąpieli polecają je na każdym kroku, a ja wielbicielka kąpielowych pieszczot nie polubiłam się z żadną wersją zapachową tych soli.
Kryształki są duże, słabo się rozpuszczają, ranią moją pupcię i wysuszają skórę (mimo, że dokładnie spłukuję ciało po solnej kąpieli). Jestem na NIE i tak już pozostanie!

Nr 4 to  słynny wyrób medyczny krem Beta Skin
Liczyłam na krem cud, który okazał się być bublem! 
Naczytałam się o tym specyfiku wiele. Na blogach zdania są podzielone, ale badania wskazują, że krem ten wyleczy większość chorób dermatologicznych. Niestety  mi ten krem nie pomógł, a wręcz zaszkodził. Dziwna konsystencja, przedziwny zapach  już po pierwszym użyciu dały mi do myślenia, ale myślę sobie " najgorszy lek, najlepiej leczy". Niestety nie w tym przypadku!
Krem podrażnił moją skórę. Objawiało się to zaczerwienieniem i swędzeniem. Było źle, ale najgorszy był wysyp nieprzyjaciół tyle tylko, że był on opóźniony.
Może sprawdza się w przypadku łuszczycy,  czy  bardzo suchych skór, ale na trądzik to ja bym go nie poleciła!

I ostatni nr 5 również należy do firmy AVON, a dokładnie do mascary colour STYLE
Tusz ten wygrałam w rozdaniu. Jako, że tusze z AVONU nie goszczą u mnie za często ciekawa byłam jak się sprawdzi. Szczoteczka jest klasyczna, bez rewelacji. Konsystencja wodnista, czerń czarna ;) Dlaczego mascara ta to bubel nr 5 ? 
A dlatego, że  skleja rzęsy, odbija się i co najgorsze daje efekt pandy już po 3 godzinach. 
Przez to, że konsystencja jest płynna (i nie zastyga z czasem) po pomalowaniu rzęsy odbijają się na powiece (może przy krótkich rzęsach nie ma tego problemu), a po kilku godzinach mamy piękne podkówki ponieważ mascara spływa. 
Zraz po pomalowaniu mamy efekt "3 grubych rzęs" co same wiecie ładnie nie wygląda. 
Dla mnie bubel, a dla Was ? Może hit.... ?
 
Tak prezentują się kosmetyki -  buble, które ostatnio trafiły w moje łapki. 
Jestem bardzo ciekawa czy znacie któryś z tych produktów ? 
Jeśli tak to jak się on u Was sprawdził ?
Miłego wieczoru ;)



TAG: jedno słowo!

Witajcie! witajcie !w deszczową, styczniową noc ;)
Zapraszam Was na TAG, który ostatnio krąży po blogach.
Jaki to TAG ? A taki to TAG ;)



1. Gdzie jest Twój telefon? śpi 
2. Twój partner? 
nieobecny
3. Twoje włosy?
rude ;)
4. Twoja mama? 
kochana
5. Twój tata? wesoły
6. Twój ulubiony przedmiot materialny? 
laptop
7. Twój sen z zeszłej nocy? 
las
8. Twój ulubiony napój?
kawa ;)
9. Twój wymarzony samochód?
Jeep
10. Pokój, w którym teraz jesteś? Przytulny
11. Twój ex? 
daleko
12. Twój strach? 
choroba
13. Kim chciałabyś być za 10 lat? 
Księżną ;)
14. Z kim spędziłaś ostatnią noc?
tajemnica
15. Jaka nie jesteś?
 szalona
16. Jaka jest ostatnia rzecz, którą robiłaś przed tą, którą robisz teraz?
 kąpiel
17. Co masz na sobie? 
Nic ;)
18. Ulubiona książka? 
Kwiat  śniegu i sekretny wachlarz
19. Ostatnia rzecz, którą jadłaś? 
granat
20. Twoje życie?
zaplanowane
21. Twój nastrój?
senny
22. Twój przyjaciel? Przyjaciółka! ;)
23. O czym teraz myślisz? 
O rozwoju dorożkarstwa w Afryce
24. Co teraz robisz? 
Piszę TAG
25. Twoje lato?
Góry ;)
26. Co jest w Twoim telewizorze? 
Revenge
27. Kiedy ostatni raz się śmiałaś? wieczorem
28. Kiedy ostatni raz płakałaś? 
ciiiiii
29. Szkoła?
Psia ;)
30. Czego teraz słuchasz?
Avicii – Hey brother
31. Twoje ulubione zajęcie weekendowe? Wieczorne SPA
32. Wymarzona praca? 
Już jest ;)
33. Twój komputer?
LOVE ;)
34. Za oknem? 
Noc
35. Piwo? 
Ginger
36. Meksykańskie jedzenie? 
Nie!
37. Zima? 
Śnieżna!
38. Religia?
pytania !
39. Wakacje? 
Góry
40. W Twoim łóżku? 
Pościel ;)
41. Miłość? Chemia! 

Takie TAGi to fajna zabawa więc zachęcam do podzielenia się jednym słowem ;) 

Dobranoc ;*


Life NAIL LACQUER nr 33

Dobry wieczór ;)
W co, a dokładnie w jaki lakier "ubrane" są Wasze pazurki ? ;>
........
U mnie od kilku dni na paznokciach gości bardzo ciekawy lakier, który jak się okazało jest dzieckiem popularnej drogerii super-pharm. 
Znacie lakiery life produkowane przez firmę ados ?

Ja nie znałam, ale w kolorze nr 33 wręcz się zakochałam!
Czyż nie jest piękny ? ;)
W buteleczce wygląda jak metaliczny fiolet, ale mieni się na turkusowo, zielono, niebiesko. 
Zaś na zdjęciach wychodzi kolor niebieski z zieloną poświatą.
Kolor fantastyczny! 
Ale nie tylko kolor mnie zachwycił.
 Jakość i  trwałość tego lakieru również jest na 5! 
A cena wcale nie należy do wysokich!
Lakier o pojemności 5,5 ml, trwałości 6 dni, o smukłym, idealnie wyprofilowanym pędzelku kosztuje ok 6 zł (w promocji nawet 3 zł)!
Konsystencja tego lakieru jest kremowa, do tego rewelacyjny pędzelek sprawia, że malowanie jest precyzyjne. Lakier nie smuży, nie spływa, nie bąbelkuje.
Krycie jest średnie, na moich paznokciach są 2 warstwy. Lakier wysycha  błyskawicznie ;)
Zmywanie należy do bezproblemowych.
Tak więc dla mnie ten lakier to same ochy i achy. 
Szczerze Wam polecam!
 
 Na pewno przy okazji wizyty w SP kupię inne kolory ;)




BARWA Siarkowa moc - tonik i krem matujący

W drogeriach rzadko trafiam na pielęgnacyjne hity, ale zdarza się, że jakiś kosmetyk do pielęgnacji przypadnie do gustu mojej kapryśnej cerze. Dzisiaj będzie o dwóch takich kosmetykach!
Kosmetykami, które mnie szczerze zaskoczyły i które uważam za drogeryjny HIT  są:
tonik antybakteryjny i krem matujący 
z serii SIARKOWA MOC firmy BARWA
Tonik kupiłam w ciemno, tak przy okazji zakupu kremu, za to krem był przemyślanym zakupem, a wszystko pod wpływem próbek, które dostałam na pewnym spotkaniu blogerek ;)

Oba produkty są niesamowicie wydajne i mają przepiękny cytrusowo - limonkowy zapach.
Używam ich od września i dopiero teraz dobijają dna. 
Ich używanie należało do przyjemnych, dlatego z czystym sumieniem mogę je polecić posiadaczom cery tłustej i tylko tłustej! oraz wszystkim walczącym z trądzikiem ;)

Tonik antybakteryjny normalizujący Siarkowa Moc mieści się w prostej, pomarańczowej buteleczce z bardzo ciekawym otwarciem
Tonik ma za zadanie oczyścić, odświeżyć i tonizować skórę, A specjalnie dobrany zestaw składników aktywnych pozwala na skuteczną walkę z objawami trądziku i nadmiernym błyszczeniem się skóry.
W składzie na drugim miejscu znajdziemy alkohol  i z tym alkoholem to ciekawa sprawa. 
Wszystkie toniki, które zawierają alkohol wysuszają, podrażniają, ściągają moją skórę. Ten tego nie robi! 
Ba ! alkoholu w ogóle nie czuć i to dosłownie. Stosowałam ten tonik na rozdrapane zmiany trądzikowe i nie poczułam żadnego szczypania, pieczenia. Przecierałam nawet okolice oczu i gdybym nie przeczytała składu byłabym pewna, że jest to tonik bezalkoholowy.
Tonik świetnie radził sobie z odświeżeniem cery, a także skutecznie ją matowił. 
Po jego użyciu cera  była delikatna, promienna, mimo wszystko ukojona i świeża przez długi czas. Zauważyłam też, że pod jego wpływem niedoskonałości szybciej znikały. 
Jednym słowem bardzo dobry produkt!
Do tego toniku na pewno będę wracać ;)

Jeśli chodzi o krem to uważam, że krem matujący Siarkowa moc jest najlepszym drogeryjnym kremem matującym!

Krem ma gęstą, ale jednocześnie lekko konsystencję.Wchłania się momentalnie  i daje efekt pudrowego matu na cały dzień. Jednocześnie cera jest wygładzona, a rozszerzone pory zwężone. Mimo, że daje efekt natychmiastowego matu nie ściąga skóry! Jednak stosowany codziennie przez dłuższy czas może lekko wysuszać skórę dlatego też tak ważne jest żeby wieczorem postawić na krem intensywnie nawilżający. Broń boże nie stosujcie tego kremu zarówno rano jak i na noc. 
Krem matujący nie jest kremem nocnym!
Pewnie teraz część z Was myśli: "heloł no przecież logiczne, że nocą nasza cera nie potrzebuje zmatowienia". Cieszę się, że to wiecie, ale niestety trafiałam na blogi gdzie autorki pisały, że używają tego kremu  i na dzień, i na noc. 
Tak więc napiszę to jeszcze raz: ten krem jest świetny jeśli stosujemy go tylko na dzień.
Druga Ważna spraw - nie polecam go osobom z cerą mieszaną (no chyba, że tylko (!!!) na strefę "T"), a posiadaczką cery suchej wręcz zakazuję go stosować.
 No chyba, ze marzy Wam się "buzinkowe samobójstwo".
Jeśli chodzi o mnie posiadaczkę cery tłustej ze skłonnością do trądziku to krem ten wychwalam pod niebiosa, bo dzięki niemu zapomniałam co to błyszcząca buzia! 
Krem prawie każdego ranka swym zapachem pobudzał mnie  do działania. 
Dlaczego "prawie każdego ranka", a dlatego, że nie używałam go codziennie. Krem ten nakładałam w dni, kiedy miałam "wychodne" i robiłam makijaż. Nie jestem osobą, która siedząc w domu ma pełny makijaż. 
Jednak ostatnio (czyli jakieś 2 miesiące) jestem kobietą pracującą (która żadnej pracy się nie boi) i krem ten towarzyszy mi codziennie. Po jakiś 2 tygodniach zauważyłam lekkie przesuszenie zwłaszcza policzków i nosa, ale wieczorna dawka kremu odżywczo - nawilżającego załatwiła sprawę ;)

Podsumowując: krem matujący Siarkowa moc to najskuteczniejszy krem matujący jaki w życiu miałam jednak codziennie stosowany może lekko przesuszyć skórę dlatego zalecam stosowanie wieczorem silnych kremów nawilżających. Krem ten polecam tylko i wyłącznie osobom z cerą tłustą! Krem błyskawicznie się wchłania, daje pudrowe wykończenie i stanowi rewelacyjną bazę pod makijaż. Co do toniku to mimo, że w składzie ma alkohol świetnie odświeża skórę i zapobiega występowaniu zmian trądzikowych!

Oba produkty serdecznie polecam!


Gabriel Jose Martini szampon i maska 3w1 + rabat!

Od ponad miesiąca moje włosy pielęgnowane są po królewsku.
Pielęgnacja jest profesjonalna ponieważ kosmetyki są profesjonalne;)
Kosmetyki, które używam to: szampon 3w1 i maska 3w1 
Linia kosmetyków profesjonalnych Gabriel Jose Martini ma za zadanie przywrócić kondycję, blask i jedwabistość naszych włosów. Substancje aktywne tej serii kosmetyków do włosów są bogate w witaminę E, olej arganowy i keratynę. 

Miałam okazję poznać 2 produkty z tej serii i dzisiaj opowiem Wam czy mnie zachwyciły, czy może wręcz przeciwnie ....

Podstawą pięknych, zdrowych włosów jest ich oczyszczanie. 
Szampon 3w1 GJM  ma nie tylko oczyścić włosy, ale także odżywić, nawilżyć, dodać im blasku i miękkości. 
Przyznam szczerze, że dla mnie szampon ma głównie myć włosy, ale jeśli przy okazji robi coś więcej to jestem jak najbardziej na TAK  ;)
Szampon ma rzadką konsystencję, jest trochę perlisty, a jego zapach należy do bardzo przyjemnych. Pieni się średnio,  piana jest delikatna. 
Oczyszcza włosy rewelacyjnie, ale też je trochę plącze. 
Gdybym miała krótkie włosy mogłoby się obyć bez odżywki jednak przy moich włosach do ramion wskazane jest  zastosowanie po umyciu odżywki, maski lub olejku. 
Mimo to kilka razy z braku czasu zastosowałam sam szampon i po  wysuszeniu włosy były miękkie, lśniące, sprężyste. Jednak zanim włosy wysuszyłam musiałam je rozplatać ;p 
Tak więc efekt bez odżywki jest ok, ale tylko przy krótkich włosach jest on całkowicie bezbolesny.
Osoby, które śledzą mojego bloga wiedzą, że szampony perliste zazwyczaj powodują u mnie łupież i niestety ten szampon po ok 2 tygodniach również spowodował delikatny łupież ;/ 
Jednak zaczęłam go stosować rzadziej, czyli co 2-3 dzień, w miedzy czasie  stosowałam szampon przeciwłupieżowy i problem został zażegnany. 
Podsumowując: z szamponu jestem zadowolona, ale niestety nie mogę stosować go codziennie ponieważ wtedy pojawia się łupież ;(

Jeśli chodzi o Maske 3w1 GJM to jej działaniem jestem zachwycona!
Produkt ten nakładam prawie codziennie na umyte (niekoniecznie szamponem z tej serii) włosy. 
Po okołu minucie spłukuję i ... włosy są piękniejsze ;)
Maska tak jak szampon znajduje się w bardzo poręcznym opakowaniu z dozownikiem. 
W kosmetykach do włosów butelka z dozownikiem jest rewelacyjnym rozwiązaniem, bo wiadomo, ze mokrymi rękami czasami trudno otworzyć klips szamponu lub odżywki. 
Maska ma gęstą konsystencję i piękny zapach, który na włosach utrzymuje się calutki dzień ;)
Działanie maski jest rewelacyjne! 
Włosy stają się jedwabiście gładkie, miękkie, lśniące i co najważniejsze nie sprawiają trudności w układaniu. Maska sprawiła, że nie muszę używać prostownicy ponieważ włosy są wygładzone i nie puszą się. Do tego wszystkiego włosy są zregenerowane, odżywione i mocniejsze! ;)
Maska w 100% spełnia obietnicę producenta i mogę Wam ją z czystym sumieniem polecić!
Oba produkty możecie kupić w sklepie Jalyd Professional

Dziewczyny! 
Jeśli jesteście zainteresowane kosmetykami dostępnymi w Sklepie JALYD mam dla Was 20% rabat. Wystarczy się zarejestrować i w polu kod promocyjny wpisać KAPRYSEK20
zniżka zostanie naliczona automatycznie ;)
Udanych zakupów ! ;)

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...