Mydło błotno-solne

Mydło błotno-solne to ostatni kosmetyki firmy White flower's
który miałam okazję stosować.
Jest to bardzo ciekawy, naturalny kosmetyk, który nie tylko pielęgnuje skórę, ale też wykazuje działanie lecznicze!
Jako, że jest to mydło błotne ma odpowiedni - "błotny" (czyli czarny) kolor. Zapach jest specyficzny. Producent pisze, że jest on subtelny ... Hmmmm! Dla mnie zapach jest raczej neutralny. Na pewno nie umila kąpieli, ale też jej nie uprzykrza. 
W końcu pachnące błoto  ? To się rzadko zdarza! ;p
Kostka znajduje się w kartoniku, na którym znajdziemy szereg cennych informacji. Producent wspomina, że mydło nadaje się do skór wrażliwych oraz tych z chorobami dermatologicznymi jak np. egzema, łuszczyca czy trądzik.
Używałam tego mydła codziennie przez prawie miesiąc. Co do wydajności to jest ona normalna. Myłam nim całe ciało także twarz. Jednak do twarzy używałam go tylko kilka razy w tygodniu. Mydło rewelacyjne oczyszcza skórę, poprawia jej wygląd oraz stan. Przyspiesza gojenie krostek oraz wzmacnia skórę! Można stosować je po depilacji ponieważ świetnie łagodzi podrażnienia. Przy tym wszystkim nie wysusza i nie powoduje ściągnięcia skóry.
Po kąpieli ciało jest czyste, odżywione, zregenerowane i jakby odtrute ;)
Jedyny minus jaki to mydło ma to ze względu na zawartość magnezu tworzy na powierzchni wody taki czarny kożuch, który nie wygląda przyjemnie ;/
Skład tego mydło wygląda tak:

Podsumowując: mydło ma ciekawy kolor, dobry skład. Bardzo dobrze oczyszcza skórę nie powodując jej wysuszenia czy ściągnięcia. Przyspiesza gojenie ran oraz stanów zapalnych. Cena może wydawać się wygórowana - ok 8/9 zł za 100 g, ale mimo to ja jestem na TAK ;)


PS Wiem, że to nie ładnie nie odpowiadać na Wasze komentarza, ani nie odwiedzać Waszych blogów, ale musicie mi wybaczyć. Obiecuję szybką poprawę ;)

Miłego weekendu!;)

Woda lawendowa Fitomed

Lawenda  to piękna roślina o specyficznym zapachu.
Nie każdy toleruje lawendowe nuty. 
Ja bardzo lubię kosmetyki pachnące lawendą, dlatego też przetestowanie wody lawendowej  firmy Fitomed było dla mnie jedną wielką przyjemnością
Lawenda, a właściwie olejek eteryczny z tej rośliny wykazuje działanie łagodzące, kojące i przeciwbakteryjne. Jakiś czas temu pisałam o lawendowym płynie do twarzy (recenzja KLIK), który zdobył moje serce. Dziś napiszę o wodzie lawendowej, dzięki której same możemy stworzyć taki płyn i nie tylko. 
Jest to produkt naturalny dlatego nie możemy stosować go bez rozcieńczenia! Ja rozcieńczyłam go wodą niegazowaną w proporcji 1:1 tak jak zaleca producent.
Skład jest piękny:

Każdy ranek rozpoczynam od spryskania twarzy tą wodą. Nic tak nie pobudzi jak właśnie ten płyn!
Regularne używanie wody lawendowej poprawia krążenie krwi i sprawia, że cera jest bardziej promienna, elastyczna  i wypoczęta ;) Produkt nie uczulił, nie podrażnił, anie też nie zaszkodził mojej cerze. Lubię dodawać wodę lawendową do maseczek glinkowych ponieważ dzięki niej maseczka pięknie pachnie. Jako, że woda ta pobudza krążenie nie polecam jej osobom z problemem naczynkowym. Jeśli szukacie odświeżającego produktu do twarzy to ta woda jest dla was ;)
Do kupienia TUTAJ.
 Cena za 150 ml wynosi 15 zł, a w sumie mamy co najmniej 300ml wody lawendowej!
 

Glinka zielona illite

Mam słabość do glinek!
Zazwyczaj kupuję takie w proszku i sama sobie przyrządzam maseczki. 
Jednak od czasu do czasu w mojej łazience pojawiają się gotowce.
I dzisiaj właśnie o takim "gotowcu" będzie ;)
Zielona glinka illitowa produkcji francuskiej zagościła u mnie po raz pierwszy
Maseczka ma postać gęstej pasty. Jest w 100% naturalna ponieważ zawieraj jedynie wodę i glinkę zieloną. Jako, że nie zawiera substancji zapachowych produkt ten nie pachnie.
Glinka illitowa przeznaczona jest do cery tłustej oraz trądzikowej.
Jest to najsilniejsza z glinek, a jej zadanie to:
*oczyszczenie i detoks skóry
* silne działanie antyseptyczne
*odtłuszczenie
* odżywienie, regeneracja oraz przyspieszenie gojenia skóry
* delikatne właściwości złuszczające.

Jako, że bogata jest ona w kalcyt świetnie oczyszcza skórę przy czym nie powoduje jej wysuszenia. Oprócz działania przeciwtrądzikowego  redukuje zmarszczki, delikatnie rozjaśnia i napina skórę.
Nakładam ją na lekko zwilżoną twarz raz w tygodniu lub rzadziej na ok 6-7 minut. 
Glinka bardzo szybko zasycha więc należy ją od razu po nałożeniu zraszać wodą lub hydrolatem  i nie doprowadzić do zaschnięcia.
Nie wolno jej nakładać w okolicy oczu i ust ponieważ tam skóra jest bardzo wrażliwa i cienka przez co może pojawić się zaczerwienienie i ściągnięcie skóry.
Glinka ta jest bardzo mocna dlatego też możliwe, że po jej zmyciu wasza twarz będzie zaczerwieniona. Jeśli tak się stanie to znak, że jest ona zbyt silna do waszej cery.
Przy cerze mieszanej można ją tylko nakładać miejscowo, czyli na czoło, nos, brodę. 

Czasami mam tak, że tylko broda lub czoło potrzebuje tej glinki ;)

Jeśli minie dany czas glinkę należy delikatnie zmyć. Nie trzeć, a delikatnie zmyć. Pod palcami można wyczuć jakby ziarenka piasku dlatego też ważne jest żeby nie zmywać jej zbyt agresywnie.

Po zmyciu, które wymaga kilku chwil twarz jest niesamowicie gładka, idealnie oczyszczona. 
Pory zwężone, skóra napięta, a zmiany trądzikowe szybciej się goją.
 Jednocześnie skóra nie jest wysuszona czy ściągnięta. 

Po tej maseczce nakładam olej arganowy (recenzja KLIK) i rano moja skóra jest jak nowa ;)

Gotowa maseczka z glinką zieloną illitową prosto z Prowansji dostępna jest w sklepie  grandi.pl

Polecam tylko i wyłącznie osobom z cerą tłustą oraz wszystkim, których problemem jest trądzik!

skusicie się ? ;>

Pinky day

Skoro mamy majowe lato to i manicure musi być letni.
Moje paznokcie noszą się na różowo z delikatnymi złotymi drobinkami
Taki efekt zawdzięczam nowemu (przynajmniej dla mnie) lakierowi Wibo z serii Celebrity Nails.
Na paznokciach prezentuje się nr 4,czyli Pinky Day!
Lakiery wibo lubię, bo gama kolorystyczna jest ogromna, cena przyjazna (a w promocji wręcz bajeczna), a i z dostępnością nie ma większego problemu.

Pinky day to soczysty, ciemny róż z mieniącą się złotą poświatą. Konsystencja lakieru oraz cienki pędzelek ułatwiają aplikację. Czas schnięcia jest standardowy, czyli ok 20 minut.  Krycie jest dość dobre choć 2 warstwy prezentują się lepiej. Zmycie nie stanowi większego problemu.
 Jedyne moje zastrzeżenie dotyczy trwałości, która w przypadku tego lakieru nie powala. Na moich paznokciach lakier był 5 dnia, ale niestety już po dwóch wyraźnie zaznaczały się starte końcówki. 
Lakier nałożony na bazę nie odbarwił płytki.
Normalna cena tego lakieru to niecałe 7 zł ( 6,89??). W promocji kupiłam go za 3,50 ;)

Podoba wam się połączenie takiego malinowego różu ze złotym shimmerem  ?; >

Cynkowa maska do twarzy BingoSpa

O BingoSpa było głośno kilka tygodni temu. 
Wszystko przez odważne hasła reklamowe.
Wtedy też wiele blogerek zarzekało się, że prze seksistowskie hasła więcej nie kupią produktu tejże firmy. Dla mnie reklama nie jest wyznacznikiem zakupu kosmetyku. 
Liczy się jego działanie, cena, skład. 
Dlatego też gdy dostałam propozycję kontynuacji współpracy chętnie na nią przystałam ponieważ oferta BingoSPA jest bogata, a ja nie mam zbyt dużego dostępu do tych kosmetyków.
Tym razem otrzymałam bon o wartości 50 zł. 
Po długiej analizie zdecydowałam się na 4 kosmetyki  m.in na 
Tak! Tak! Dobrze kombinujecie Dzisiaj będzie na twarz ;p 

Maska przeznaczona jest do cery tłustej, zanieczyszczonej i trądzikowej. 
Jej głównym zadaniem jest oczyścić twarz z nadmiaru sebum, ściągnąć rozszerzone pory, przyspieszyć gojenie  uszkodzeń i niedoskonałości  skóry
Maska jest gęsta, biała, bardzo kremowa. Przypomina kremy dla niemowląt pod pieluszkę. 
Rozprowadza się ją jak krem - bez problemu ! 
Jednak należy uważać na okolice oczu - tam maska nie powinna się znaleźć. 
Tak jak pisze producent wystarczy cienka warstwa pozostawiona na około 15 minut żeby efekty były widoczne już po pierwszym użyciu.
Skład tej maski jest całkiem przyjemny ;)
Zawiera aż 15% cynku przez co zbyt częste jej używanie może lekko wysuszyć skórę. 
Absolutnie nie polecam jej osobom z cerą suchą - no chyba, że stosowana punktowo.
Maska jest bezzapachowa, niesamowicie wydajna!!!!
Początkowo po nałożeniu odczuwa się delikatne mrowienie, które po ok 3 minutach mija.
Zmycie nie jest jakoś specjalnie problematyczne, jednak należy użyć ciepłej wody (nie gorącej) i dokładnie maskę zmyć zwłaszcza z okolic nosa czy przy włosach.

Z efektu jestem niesamowicie zadowolona dlatego stosuję tę maskę regularnie raz w tygodniu, a gdy moja cera jest w opłakanym stanie to nawet 2 razy w tygodniu. 
Czasami nakładam ją punktowo na noc.
Po zmyciu maski cera jest przyjemna w dotyku, pory są zwężone, niedoskonałości szybciej się goją. Najważniejsze, że cera nie jest ściągnięta - pory tak, ale cera nie ;)
 Rano cera wygląda rewelacyjnie! Makijaż prezentuje się lepiej  i trzyma dłużej! Efekt matu również utrzymuje się przez dłuższy czas!

Cena jak na tak dobre działanie i taką pojemność (150g) jest fantastyczna - 12 zł. 
Do nabycia tutaj !

Polecam posiadaczom cery tłustej oraz wszystkim walczącym z trądzikiem.

Sól karnalitowa do kąpieli White Flower's

W sobotę mimo kiepskiej pogody urządził sobie SPA - solne SPA ;)
Na twarz nałożyłam solny peeling ryżowy (recenzja KLIK)
A ciałko zamoczyłam w wodzie z dodatkiem 
Sól karnalitowa to najcenniejszy gatunek soli, który przede wszystkim wykorzystywany jest do leczniczych kąpieli,okładów i peelingów ciała.
Producent o soli pisze:
Sól z Morza martwego można też stosować do sporządzania płynów do przemywania twarzy. Próbowałam stworzyć taki "tonik", ale niestety sól ta okazała się zbyt mocna. Udało mi się to jednak z inną solą, o której wkrótce Wam napiszę.

Sól ma postać dość dużych kryształków, które jednak bardzo szybko się rozpuszczają
Sól nie ma zapachu, dlatego do  kąpieli można dodać kilka kropel ulubionego olejku.
Ja używam jej solo. Po 20 minutowej kąpieli skóra jest bardzo dobrze oczyszczona, zregenerowana, wygładzona, a  w dotyku przypomina jedwab. Wszystkie zaczerwienienia, krostki (np. po depilacji) są mniej widoczne i szybciej się goją. Najbardziej jednak taka kąpiel pomaga w bólach mięśni i stawów. Po intensywnym treningu, długim spacerze czy biegach polecam Wam taką solną kąpiel.
Regeneracja i odprężenie gwarantowane! ;)

Koncentrat nawliżający z liposomami Fitomed

Moda na kosmetyki naturalne trwa. 
Analizujemy składy, dyskutujemy o przeróżnych substancjach aktywnych, uczymy się. 
Coraz więcej dziewczyn zaczyna zabawę w "tworzenie kosmetyków". 
Półprodukty są coraz bardziej rozchwytywane. 
I dobrze! I bardzo dobrze! 

Jeśli lubicie same produkować kosmetyki powinien Was zainteresować produkt, o którym dzisiaj Wam napiszę ;)
Koncentrat nawilżający z liposomami mojej ukochanej firmy 
FITOMED (która obecnie obchodzi 15 urodziny) to produkt uniwersalny.
Jego zadaniem jest nawilżyć i nawodnić skórę. 
Można z jego pomocą stworzyć fantastyczny nawilżający kosmetyk jak i poprawić działanie gotowego produktu.
Ze względu na bajeczny skład nasza skóra bez względu na rodzaj pokocha go. 
Pamiętajcie, że NAWILŻENIE to podstawa pielęgnacji zarówno cery suchej jak i tłustej!!!!!
Koncentrat zawiera wyciągi roślinne oraz szereg substancji o działaniu nawilżającym i łagodzącym.
Dokładny skład wygląda tak: 
aqua, herb extracts: aralia nudicaulis, linum usitatissimum, glycyrrhiza glabra, tropaeolum majus, glycerin, lecithin, D-panthenol, sorbitol, glucose, silkaminoacids, trilaureth-4-phosphate, lactic acid, sodium hyaluronate, diazolidynyl urea, magnesium pca, Phenethyl Alcohol, Caprylyl Glycol

Koncentrat jest wodnisty i bezzapachowy. Podczas stosowania należy uważać żeby nie przeciekł przez palce. Na szczęście butelka (zwykła, przezroczysta) ma odpowiedni - wąski otwór, który ułatwia dozowanie koncentratu.
Jeśli chodzi o zastosowanie to u mnie sprawdza się zarówno jako dodatek do gotowych kosmetyków np. kremu do twarzy czy balsamu jak również solo - pod krem ;)
Dodaję go również do kremu do rąk - zwłaszcza wieczorem. 
Rano dłonie są delikatne, nawilżone i rozjaśnione ;)

Bardzo lubię używać go do rozrabiania glinek.
Dodałam go również do płynu lawendowego ( recenzja KLIK) dzięki temu cera nie tylko jest odświeżona, ale także odpowiednio nawilżona. Jeśli macie cerę suchą zróbcie sobie tonik nawilżający. Wystarczy 75 ml wody różanej i 75 ml tego koncentratu ;)
Możecie też śmiało podrasować zwykły tonik poprzez dodanie właśnie tego produktu.

Tak jak pisałam stosuję go również bezpośrednio na twarz pod krem lub olej arganowy.
Nie robię tego codziennie, ale tak 2-3 razy w tygodniu. Po nałożeniu na twarz bardzo szybko się wchłania i pozostawia taką satynową powłoczkę. Nie podrażnia, anie też nie szczypie. 
Takie wodniste serum poprawiające poziom nawilżenia cery ;)

Dla mnie ten koncentrat to uniwersalny i bardzo wydajny produkt, który poprawi działanie kupnego kosmetyku jak i pozwoli stworzyć własny krem, tonik lub serum.
150 ml kosztuje 19 zł. Do kupienia TUTAJ!

Szczerze polecam ;)


Czy są wśród Was fanki tego typu produktów ? 
Czy może wierzycie producentom i tylko gotowe kosmetyki Was interesują ? ;> 
 Przyznajcie się jak to u Was jest ;)


Soraya BodyDiet24 Antycellulit i wyszczuplenie

Kosmetyki wyszczuplające to bardzo kontrowersyjny temat. 
Chyba już żadna z nas nie wierzy, że krem, serum czy peeling nas 
wyszczupli (nie mylić z odchudzeniem!). 
Sama w takie bajki nie wierzę. 
Przez dłuuugi czas byłam przeciwniczką tego typu kosmetyków. 
Jednak rok temu spotkałam się z pierwszym żelem, który faktycznie wyszczuplił i ujędrnił moje ciało. Od tamtego czasu z namiętnością testuję kosmetyki wyszczuplające. 
Jak na razie mam 2 faworytów ;) 
Od miesiąca stosuję serum do ciała Soraya Body Diet24 antycellulit i wyszczuplenie
Czy to serum również znajdzie się na mojej liście "pewniaków" ? 
Niestety nie!  Dlaczego ? Zaraz się dowiecie.
Producent pisze dużo dobrego:
Krem dzięki zawartości nowatorskich składników aktywnych ma zredukować cellulit, poprawić jędrność i sprężystość skóry, polepszyć nawilżenie, a nawet zmniejszyć obwód ud o 2 cm.
Byłoby pięknie, prawda ?
 Szkoda, że to tylko obiecanki. 
Obiecanki cacanki ;/
Skład serum wygląda tak:
Nie jest źle, ale fantastycznie też nie.
Według producenta serum powinno się używać 2 razy dziennie na miejsca z nadmiarem tkanki tłuszczowej oraz celullitem. 
Ja używałam tego kosmetyku codziennie wieczorem i prawie codziennie rano (zdarzało się, że rano nie miałam czasu, albo było za zimno na dodatkowe chłodzenie) na brzuch i  uda.
Po 6 tygodniach "kuracji" mogę stwierdzić, że producent obiecuje wiele, ale niestety są to tylko obietnice ;/ 
Serum bardziej przypomina krem niż serum - jest gęste, kremowe, o bardzo ładnym cytrynowym zapachu. Efekt chłodzenia jest delikatny, ale jest ;)

Co do działania to ... hmmm i tu mam problem.

Cellulit raczej się nie zredukował, jakiekolwiek wyszczuplenia również nie zauważyłam. 
Nawilżenie oraz elastyczność i sprężystość skóry może i jest lepsza, ale na pewno bez szału.

Pewnie teraz co niektórzy napiszą, że sam krem nic za nas nie zrobi.
I ja się z tym zgadzam, ale krem, a właściwie serum było dodatkiem do diety (regularne posiłki niskokaloryczne, dużo wody, bardzo mało słodyczy) oraz zwiększonej aktywności fizycznej.

Wyszczuplające i antycellulitowe serum Soraya Body Diet24 to według mnie to najzwyklejszy, chłodzący balsam do ciała. Cena jest przyjemna ok 13-15 zł. Jednak więcej na ten produkt się nie skuszę, wolę trochę dołożyć i kupić moich pewniaków 1 i 2

Jestem ciekawa czy macie doświadczenia z nowościami Soraya z serii Body Diet24 ?



Łaźnia Agafii - ryżowy peeling do twarzy

Złuszczanie to bardzo ważny krok w pielęgnacji. 
Uważam, że w każdej kosmetyczce powinien się znaleźć odpowiedni peeling. 
Mój ulubiony rodzaj peelingu to peeling enzymatyczny. Regularnie też serwuję mojej cerze peeling kawitacyjny, a w okresie jesienno-zimowym stawiam na kwasy.
Jednak czasami nachodzi mnie ochota na coś innego, nowego.
Tej wiosny postawiłam na peeling ryżowy z Łaźni Agafii ;)
 Produkt znajduje się w standardowym okrągłym pojemniku, który dodatkowo zapakowany jest w tekturowe pudełku. Jednak sposób zapakowania jest inny niż zazwyczaj
Wygląda to jak ozdobne składanie origami ;)

O peelingu producent pisze:
 Skład jest przyjemny - naturalny. Produkt nie zawiera SLS ani parabenów
Jest to kosmetyk do użytku codziennego. 
Nie przepadam i nie polecam używania peelingu codziennie. Nie jestem fanką żeli peelingujących. 
Peeling ma być peelingiem, a żel żelem. 
W przypadku tego peelingu drobinki soli są tak małe i tak delikatne, że bez problemu można używać go codziennie ponieważ krzywdy sobie nie zrobimy (gdy nałożymy go na wilgotną twarz). 
Używam go prawie codziennie wieczorem. 
Dobrze zmywa makijaż i oczyszcza skórę.
Jego irysowy zapach umila stosowanie i poprawia humor. 
Konsystencja jest miodowa, czyli produkt jest gęsty, ciągnący, ale nie klejący. 
Gdy nałożymy go na zwilżoną skórę (tak jak zaleca producent)  drobinki soli bardzo szybko się rozpuszczają, jednak gdy zastosujemy go na sucho to musimy być delikatni ponieważ wtedy peeling jest naprawdę ostry. 
Tak więc moc tego peelingu zależy od sposobu użycia (na mokro lub na sucho). 
Po zmyciu twarz jest wygładzona, oczyszczona, przyjemna w dotyku. Nie ma uczucia ściągnięcia, wręcz przeciwnie skóra jest delikatnie nawilżona i odżywiona oraz lekko rozjaśniona. Stosując ten produkt pożegnałam się z suchymi skórkami. Nie polecam używania go w okolice oczu ponieważ gdy się do nich dostanie to mamy przerąbane. 
Jako, że jest tam sól nie stosujcie go również w obrębie ust ;p
Ogólnie z produktu jestem zadowolona choć wydajnością nie powala. 
Używam go od ok 4 tygodni i nie mam już połowy opakowania ;/

Jeśli zainteresował Was ten produkt rozejrzyjcie się za nim w internecie, sklepach zielarskich czy aptekach. Cena tego ryżowego peelingu waha się w granicach 20 zł.

Peeling ryżowy dystrybuowany jest przez 
http://www.biosferapolska.pl/index.php

Golden Bar - złoty masażer

Dzisiejsza notka będzie inna. Trochę inna, ale nadal kosmetyczna ;p
Zazwyczaj piszę o kosmetykach pielęgnacyjnych, czasami o kolorówce, a dzisiaj opowiem Wam o urządzeniu, które od kilku tygodni uprzyjemnia mi dbanie o skórę nie tylko twarzy, ale także szyi, dekoltu, ramion.
Golden Bar to wodoodporny masażer  pokryty 24K złotem. 
Urządzenie wykorzystuje mikrowibracje (60 000 razy na minutę) przez co poprawia krążenie skóry, pobudza syntezę kolagenu i elastyny przez co skóra staje się jędrniejsza i bardziej elastyczna, a zmarszczki wygładzone.
Produkt ma kształt litery T, nie jest ciężki, dobrze się go trzyma i łatwo obsługuje. Zasilane jest baterią dzięki czemu możemy zabrać go w podróż. 
Stosuję go kilka razy w tygodniu, zazwyczaj wieczorem oglądają serial. Za jego pomocą rozprowadzam kremy (obecnie olej arganowy).
Czas takiego "zabiegu" to ok 5-10 minut.
Masażer to przede wszystkim relaks i miłe odczucia. 
Skóra po takich masażach jest bardziej elastyczna i wygładzona (zwłaszcza na czole). Pomaga w pozbyciu się drugiego podbródka! ;)
 Jednak najbardziej pomaga mi zwalczyć opuchnięcia pod oczami.
Jest to fajny gadżet, który dostarcza przyjemnych doznań (twarzowych! żeby nie było ;p).      Lubię go ;)
Jeśli nie macie pomysłu na prezent dla mamy, babci czy koleżanki 
Golden Bar będzie świetnym rozwiązaniem ! 
Znajduje się w solidnym, złotym pudełku, w którym oprócz urządzenia znajduje się welurowy woreczek.
Cena takiego urządzenia waha się od 60 do 200 zł

Lubicie takie bajery ?;)

Artdeco All In One Mascara

Pozostajemy w temacie makijażu. 
Wczoraj było o słynnej bazie pod cienie Avon (recenzja KLIK) a dzisiaj będzie o tuszu do rzęs Artdeco All In one Mascara ;)
Jest to miniprodukt o pojemności 3 ml. 
Dostałam go prawie rok temu na wakacyjnym spotkaniu blogerek w Częstochowie
Niby 3 ml, a ja używam go już 5 miesięcy! ;)
A efekt jaki daje jest spektakularny.
Prze pierwsze tygodnie był dość rzadki przez co zdarzało się, że dawał efekt pandy.
Teraz jest lepiej choć po 8 godzinach lekko odbija się pod okiem.
Jest to tusz, który pogrubia, wydłuża i zwiększa objętość.
 Nadaje się zarówno do makijażu dziennego jak i wieczorowego. 
Szczoteczka jest gęsta i dość gruba ;)
Lubię ją i lubię efekt jaki daje na rzęsach.
Rzęsy są rozdzielone, wydłużone, pogrubione, podkręcone i  do tego bardzo, bardzo czarne. 
Ta mascara i podkład tworzą idealny makijaż do pracy ;)
Według producenta tusz zawiera woski roślinne, żywicę z palmy kokosowej oraz akacji co sprawia, że rzęsy są sprężyste i elastyczne. Chyba coś w tym ;) 
Kondycja moich rzęs się poprawiła, a nie używam teraz żadnej odżywki! 
Tusz nie obciąża rzęs i jakby mniej ich wypada.
 Tak jak pisałam używam go już od 5 miesięcy i nadal w buteleczce produkt jest, tak więc wydajność rewelacja! ;)
Pełnowymiarowy produkt zawiera 8 ml mascary i kosztuje ok 60 zł. 
Dużo, ale uważam, że jest on wart tej ceny ;)

Znacie kosmetyki firmy Artdeco ?

Baza pod cienie AVON

Pamiętam czasy kiedy posiadanie kosmetyku firmy AVON było powodem do dumy.
Fakt były to czasy gimnazjum, ale pamiętam to uczucie gdy malując usta pomadką ochronną z Avonu wzbudzałam zainteresowanie koleżanek.
Obecnie firma ta rzadko gości w mojej łazience. 
Nadal jednak mam sentyment to zapachów tej marki ;)

Jakiś czas temu blogi i kanały na YT huczały o kolejnej AVONowskiej perełce. 
Mowa o słynnej i wychwalanej bazie pod cienie ! ;)
Dzięki uprzejmości Kasi  w zeszłym miesiącu (dopiero!) baza trafiła w kaprysowe łapki, a dokładnie na kapryskowe powieki, które są tłuste i nie współpracują z cieniami.

Czy baza ta faktycznie jest hitem ? Jest! ale jest też pewne małe "ale"...

Bazy pod cienie używam dopiero od kilku lat - dokładnie od 3.
 Dotychczas zadowolona byłam jedynie z  bazy KOBO, która niestety dość szybko wysychała i miała dość niewygodne opakowanie. 
Baza z AVONu znajduje się w szklanym (dość ciężkim) pojemniczku, który dodatkowo zapakowany jest w tekturowy kartonik. 
Nie powiem wizualnie wygląda na kosmetyk drogi i profesjonalny.
Baza ma konsystencję musu. Na początku trzeba się przyzwyczaić do jej delikatnej formuły.
Baza dostępna jest w kolorze light beige dzięki czemu świetnie wyrównuje koloryt powieki, delikatnie ją rozjaśnia i matuje.
Zadaniem bazy wg producenta jest:
- wygładzenie powieki
- zmatowienie
- ujednolicenie koloru
- przedłużenie trwałości cieni
- zapobieganie zbieraniu się cieni w załamaniu
- baza jest wodoodporna.

Baza u mnie najlepiej sprawdza się nałożona solo. 
Idealna do makijażu dziennego ponieważ doskonale zastępuje matowy, cielisty cień. 
Dobrze kryje, ale nie jest ciężka. Bardzo podoba mi się efekt jaki daje. 
Jako baza sprawuje się też całkiem dobrze. Sprawia, że cienie mają  intensywniejszy kolor i są trwalsze. Jednak nie zapobiega (przynajmniej u mnie) zbieraniu się cieni w załamaniu powieki. Niestety po ok 4 godzinach cienie wchodzą w załamanie i makijaż oka wymaga poprawki. 
Tak więc wszystko poza "zbieraniem się cieni" baza spełnia!
Przez to, że wystarczy jej minimalna ilość jest bardzo, ale to bardzo wydajna. 
Cena też jest jak najbardziej korzystna - 3g kosztują ok 10 zł ( w promocji). 
Jej standardowa cena to ponad 20 zł (o ile dobrze kojarzę).

Podsumowując: Baza pod cienie Avon w kolorze light beige to bardzo dobry produkt, który ułatwia makijaż oka ponieważ wzmacnia kolor cieni. Bardzo dobrze kryje, ujednolica i matowi powiekę jednocześnie nie obciąża jej.Osobiście  używam jej zamiast cielistego cienia. Jest idealna do makijażu oka typu nude. Zapewnienia producenta w 90% są spełnione. Jedyne moje zastrzeżenie to to, że baza nie zapobiega zbieraniu się cieni w załamaniu powieki. 
Poza tym jest idealna! ;)


Znacie ten AVONowski hicior ? 
Lubicie ?
Jaka jest Wasza ulubiona baza do powiek ?

życzę Wam rewelacyjnego weekendu, 
buziaki ;*


Manufaktura apteczna - olej arganowy 100%

               Dzień dobry ;)

Dzisiaj napiszę o kolejnym kwietniowym ulubieńcu, 
o którym już Wam wspominałam w TEJ notce ;)
Zapraszam na recenzję Oleju arganowego, który przywędrował do mnie z
 Manufaktura apteczna
Sumiennie przez 5 tygodni codziennie (no prawie) stosowałam ten  olej na twarz wieczorem zamiast kremu "na noc".
Przez bardzo długi czas byłam przeciwniczką stosowania olei na twarz trądzikową.
Olej arganowy zaś kojarzył mi się z cerą suchą, dojrzałą i wiotką, czyli przeciwnie do mojej cery, która jest tłusta (z dużą skłonnością do trądziku), młoda (wszak 30 na karku to taka trochę starsza młodzież ;p) i grubą (jak na cerę tłustą przystało).
Nie jest to pierwszy olej, który stosowałam. Już jakiś czas temu przekonałam się (dzięki dermogalowi i oleju jojoba) do "olejowania" twarzy ;)
Jednak nadal olej arganowy był na liście produktów zakazanych. 
Dlaczego ? Nie wiem!
Dopiero gdy bardziej zainteresowałam się właściwościami olei spotkałam się z tezą, że  
...olej arganowy  zalecany jest przy leczeniu trądziku.
 Wyobraźcie sobie moje zdziwienie ;)
Jak się okazało olej arganowy ma o wiele więcej pozytywów niż mi się wydawało. 
Producent wylicza, że:
Olej arganowy MANUFAKTURA APTECZNA znajduje się w ciemnej szklanej buteleczce. Pozbawiony jest konserwantów, barwników czy substancji zapachowej. 
W butelce znajduje się 100% nierafinowanego oleju prosto z Maroka. Produkt posiada liczne certyfikaty ( ECOCERT, USDA Organic EU Organic farming), które potwierdzają najwyższą jakość!
Do produktu dołączona jest pipeta dzięki, której wydobycie jest łatwe i proste. Mamy też pewność, że nie wylejemy za dużo lub nie przelejemy tego marokańskiego złota.
Wiele osób nie lubi oleju arganowego za zapach. Ten olej nie pachnie (moja mama za to go wręcz wielbi)! Przez co nawet osoby bardzo, bardzo wrażliwe na zapachy mogą go używać ;)
Tak jak pisałam olej ten stosowałam głównie na twarz zamiast kremu nocnego. Na włosy nałożyłam go raz, ale niestety moje kosmyki nie lubią czystych olei. Włosy po nim nie wyglądały za dobrze. Może i były lśniące, ale za to przyklapnięte, bez życia i szybciej się przetłuszczały (mimo, że olej był dobrze zmyty). Raz w tygodniu olejem arganowym traktowałam moje dłonie i paznokcie.
Bardzo ważnej jest żeby olej ten stosować na wilgotną skórę czy włosy!
Ale teraz przejdźmy do najważniejszego! Do działania!
Jak już napisałam do pielęgnacji moich włosów niekoniecznie się sprawdził, za to z cerą poradził sobie świetnie. Po ok 10 dniach stosowania moja twarz była idealna. Mogłam wyjść bez podkładu. Szok! Rzadko mogę sobie na takie coś pozwolić ;/ Znajomi pytali co robię, że pozbyłam się niedoskonałości ;) Większość była pewna, że biorę tabletki. A tu zonk ! olej arganowy okazał się moim sposobem na trądzik ;)
I niestety gdy cera była wręcz doskonała (a był to okres Wielkanocy) postanowiłam użyć czegoś innego, nowego (będzie o tym produkcie za jakiś czas). To był błąd! Duży błąd! ;/
Stan cery znów się pogorszył! powyskakiwały ropne bąble (których już dawno nie miałam), pory się zapchały i ogólnie twarz wygląda źle. Przeprosiłam się z olejem i powoli, powolutku wracam do stanu sprzed 3 tygodni, ale jeszcze daleka droga przede mną ;/ 
Olej arganowy nie tylko poprawia stan cery trądzikowej i przyspiesza gojenia oraz zapobiega wyskakiwaniu nowych nieprzyjaciół. Rewelacyjnie odżywia, regeneruje i nawilża skórę. 
Poprawia elastyczność i jędrność (wg mojej mamy) cery dojrzałej, wygładza zmarszczki, sprawia, że skóra jest miękka, gładka i zdrowa ;)
Dobrze wpływa też na stan paznokci, wzmacnia je, nabłyszcza, a skórki nie tworzą zadziorków ;)

Olej jest bardzo wydajny. Używam go z moją mamą prawie codziennie i zużyłam 1/3 opakowania ;)

Olej arganowy  szczerze polecam każdemu ! A zwłaszcza osobom z trądzikiem, łojotokiem i łuszczycą. Lista sklepów gdzie można kupić (KLIK) ten olej dostępna jest TUTAJ
Jego cena to  od 33 do 38 zł za 100 ml.

Zachęcam do zakupu oleju w cenie promocyjnej KLIK KLIK KLIK
kod rabatowy to: poradnikbezradnik


Jeśli chcecie być na bieżąco z informacjami o tym oleju kliknijcie
lubię to na FB ;)

Jestem bardzo ciekawa Waszego zdania na temat oleju arganowego ! ;)

Ulubieńcy kwietnia - glinka czarna

Dziś zapraszam Was na KWIETNIOWYCH ULUBIEŃCÓW

Moim ulubieńcem nr 1 została Glinka czarna
Jestem fanką glinek i regularnie je stosuję. 
Przez dłuugi czas moją ulubienicą była glinka zielona ( recenzja KLIK). Jednak obecnie glinka ta jest dla mnie zbyt mocna i jej miejsce zajęła glinka czerwona (klik), która niestety powoli się kończy.
Glinka czarna jest wskazana do cer trądzikowych ponieważ skutecznie oczyszcza, przyspiesza gojenie wyprysków, pomaga pozbyć się zaskórników i hamuje nadmierne wydzielanie sebum. Do tego fantastycznie zwęża rozszerzone pory. 
Jednak nie tylko cery tłuste i trądzikowe mogą stosować tę glinkę. 
Raz na jakiś czas można zafundować każdej cerze oczyszczenie i odżywienie. 
Przy regularnym stosowaniu poprawia się jędrność i sprężystość skóry.
Glinki możemy stosować nie tylko jako maseczki do twarzy. 
Można też przygotować sobie glinkową kąpiel. 
Jednak ja najbardziej lubię glinkowe maseczki.
Na kartoniku znajdziemy krótką informację jak wykorzystać glinkę czarną
Ja robię maseczkę tak na  "oko" trochę proszku, odrobina wody źródlanej i czarna papka gotowa do nałożenia na twarz ;)
Taką maseczkę nakładam 1-2 razy w tygodniu na ok 20 minut. Nie pozwalam zaschnąć więc co jakiś czas spryskuję ją wodą lub hydrolatem. Maseczka nie powoduje pieczenia czy nadmiernego ściągnięcia skóry. Po zmyciu cera nie jest zaczerwieniona.
Zmycie maseczki nie jest uciążliwe choć wymaga kilku chwil. 
Woda po zmyciu ma ciekawy - szarawy kolor ;p 
Za to cera promienieje ;) Jest oczyszczona, ale nie ściągnięta. Pory są widocznie zwężone! Niedoskonałości są zasuszone i szybciej się goją. Glinka ta zredukowała ilość zaskórników (choć na nosie ich liczba się nie zmniejszyła ;/ ) Skóra jest gładka, uspokojona i odżywiona.
Naprawdę warto rozejrzeć się za tą glinką w sklepach zielarskich, aptekach  czy internecie. 
Produkt dystrybuowany jest przez
http://www.biosferapolska.pl/index.php


O pozostałych ulubieńcach przeczytacie w kolejnych notkach ;)

Ciekawa jestem jakie kosmetyki Was zachwyciły w minionym miesiącu, hmm ? ;>


Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...