Fitomed odżywka normalizująca ekstraziołowa

Dzień dobry! ;)
Z perły Beskidów pozdrawia Was zrelaksowany Kaprysek ;)
Jako, że dzisiaj pogoda raczej nie dopisała (chyba, że ktoś lubi wilgoć, deszcz, burze i  wysoką temperaturę) chciałabym się z Wami podzielić moją opinią o dobrej odżywce do włosów, dzięki której już od dłuższego czasu nie mam problemów z łupieżem.
Jest to normalizująca, ekstraziołowa odżywka Fitomed przeznaczona do włosów tłustych oraz skłonnych do łupieżu
 Odżywka ta nie pomoże w walce z łupieżem, ale skutecznie nas przed nim ochroni.
Niestety łupież to mój nawracający problem, ale odkąd 1-2 razy w tygodniu  stosuję tę odżywkę na razie biała zmora nie pojawiła się. Nawet teraz gdy zmieniłam szampon i  wodę ;)
 Zadaniem odżywki jest:
Skład jak dla moich włosów jest świetny ;)
Odżywkę nakładam max. 2 razy w tygodniu na jakieś 3 do 5 minut po czym dokładnie spłukuję.
Zmycie odżywki jest szybkie i bezproblemowe. Włosy po tej odżywce są niesamowicie miękkie, błyszczące, uniesione, gładkie. Wyglądają pięknie i zdrowo.Działanie jest na 6 ponieważ nie tylko włosy są czyste  - bez łupieżu, ale także wzmocnione (!!!)odżywione, zregenerowane, zdyscyplinowane i świetnie się układają. Dodatkowo przez cały dzień przepięknie pachną ;)
Z odżywki jestem bardzo zadowolona i na pewno kupię kolejną butelkę, bo choć wydajna nie jest to cena nie zabija (w DOZie w promocji kosztuje 7 zł) .

Pozdrawiam Was urlopowo ;)



Astor Nail Whitener

Lubicie malować paznokcie ?
Ja uwielbiam! 
Na palcach mogę policzyć dni w ciągu roku kiedy moje paznokcie są goły, znaczy nagie ;p 
Niestety częste zmiany kolorów powodują, że moje paznokcie żółkną.
 Żółte paznokcie są nie do zaakceptowania !
Dlatego bardzo się cieszę, że podczas kwietniowych zakupów w drogerii kosmetykizameryki wrzuciłam do koszyka wybielającą  odżywkę Astor Nail whitner Blanchissant
Według producenta odżywka ta rozjaśnia i wybiela płytkę paznokcia. Redukuje jej niedoskonałości oraz wygładza powierzchnię. Oprócz tego chroni paznokcie, a także nadaje im połysk
Można ją stosować zarówno samodzielnie jak i bazę pod lakier.

Dla mnie odżywka ta okazała się hitem ponieważ zapobiega odbarwieniu płytki, chroni paznokcie i przepięknie prezentuje się solo. Gdy nałożę 2 warstwy mam delikatny, bardzo naturalny french.
 Tak więc jeśli nie mam czasu stosuję jedynie tę odżywkę. 
Schnie błyskawicznie, długo się utrzymuje.
 Klasyczny, długi i średniej grubości pędzelek perfekcyjnie sunie po płytce.
Stosowana pod lakier wygładza powierzchnie paznokcia, współgra z każdym lakier, wydłuża czas noszenia lakieru i tak jak pisałam skutecznie chroni przed przebarwieniami.

Jestem na tak i gorąco polecam tę odżywkę wszystkim lakieromaniaczką ;)
Ja za 12 ml zapłaciłam 4,99 zł ;)
Warto! ;)

TAG: all about eyes

 Lubię  odpowiadać na pytania, zwłaszcza kosmetyczne.
Dlatego też dziś zapraszam Was na TAG, który jakiś czas temu był bardzo modny na YT

1. Ulubiony krem/serum pod oczy?
Lubiłam krem pod oczy AA 20+ (klik) jednak od jakiegoś czasu o wiele lepszy efekt daje mi naturalny kwas hialuronowy 
 na który nakładam  - delikatnie wklepując masło SHEA. Co prawda śmierdzi okrutnie, ale skóra jest elastyczna, nawilżona, ujędrniona i wolniej się starzeje ;)
Teraz czekam na krem pod oczy firmy Fitomed z białą herbatą ;)
2. Ulubiony korektor pod oczy?
Z tym jest problem, bo nie używam tego rodzaju kosmetyku. I to nie dlatego, ze nie potrzebuję, ale zawsze o tym zapominam. 
W mojej kosmetyczce gości korektor rozświetlający Studio Artist Oriflame
Użyłam go naprawdę kilka razy i efekt był OK jednak rano po prostu zapominam o tej małej tubce ;p

                                                             3. Ulubiony produkt do brwi?
Mam dwa ;) Set do brwi Oriflame ( recenzja KLIK), któremu jestem wierna od prawie 3 lat i korektor do brwi ladycode by Bell (recenzja). Oba kosmetyki są świetne i szczerze Wam je polecam ;)

                                                         4. Ulubiona baza pod cienie?
Moją pierwszą bazą była baza KOBO jednak baza z Avonu jest lepsza ;)

                                             5. Ulubiona paletka cieni? (musisz wybrać jedną)
Moją ulubioną paletką przez długi czas była paletka z H&M. Była, bo już niestety się skończyła. Były to 4 cienie w naturalnych kolorach, które pasowały na każdą okazję.
Teraz moim nr 1 jest ta oto paletka ;)

                                                         6. Ulubiony płyn do zmywania makijażu oczu?
Kto mnie zna ten wie, że Dermedic wg mnie jest THE BEST

                                                           7. Ulubiony tusz do rzęs?
Bardzo lubię tusze z oriflame. Wonder lash (recenzja KLIK) znam i regularnie 
kupuję chyba od 10 lat.
Ostatnio bardzo przypadł mi do gustu mascara The ONE Volume Blast w kolorze chabrowym ;)

                                               8. Ulubiony eyeliner? (żelowy, kredka, w pisaku?)
                                                                   Nie używam ;)

                                                             9. Ulubiony pojedynczy cień?
Ostatnio jest to cień z Oriflame z serii Very Me Black Sky

                                                      10. Ulubione okulary przeciwsłoneczne?
Okulary przeciwsłoneczne to mój obowiązkowy letni dodatek. Co roku kupuję  nowe. W tym roku postawiłam na zielone z serii Peyton Oriflame ;)

Wygląda na to, że produkty Oriflame królują w pielęgnacji i podkreślaniu okolicy moich oczu ;)

A jak jest u Was ?
Alu ?
Dakoto ?

Uwaga! Masakra tzn mascara Hean MAXXIlash flexi

Dzisiaj ostrzegam przed pewną masakryczną mascarą.
Hean MAXXI lash flexi to najgorszy tusz jaki w życiu miałam!
Zapamiętajcie to eleganckie opakowanie!
Według producenta  jest to intensywnie pogrubiający  i modelujący tusz do rzęs, który maksymalnie pogrubia i zagęszcza rzęsy. Wosk Carnauba i keratyna wzmacniają i odbudowują strukturę rzęs. Nie kruszy się, nie rozmazuje. Modelująca szczoteczka perfekcyjnie rozdziela i podnosi rzęsy. 
Gwarancja to ELASTYCZNE RZĘSY i ZERO GRUDEK.

Opis faktycznie brzmi kusząco. Jednak rzeczywistość okazała się brutalna.
Modelująca szczoteczka prezentuje się tak:
Efekt jaki daje ten tusz jest bardzo, bardzo delikatny.  Rzęsy są lekko wydłużone, ale pogrubienia czy idealnego rozdzielenia nie zauważyłam. Z efektu nie do końca byłam zadowolona. 
Jak widać nic specjalnego ;/ 

Jednak najgorsze to to, że tusz ten spływał, dosłownie spływał z rzęs. W upalne dni wygląd pandy był murowany po 40 minutach! Coś okropnego! 
Miałam wrażenie, że tusz ten pod wpływem ciepłą się topi ;/
W dni chłodniejsze gdy się "nie rozpuścił" to się skruszył.
Tak czy siak jest nietrwały i lepiej brudzi okolice oczu niż ją podkreśla.

Podsumowując: Hean MAXXI lash flexi to lekko podkreślający rzęsy tusz, który do końca życia będzie mi się kojarzyć z efektem spływania z rzęs. Nie sprawia, że rzęsy stają się jakoś specjalnie wydłużone czy wymodelowane. Czerń jest dość blada i przy ciemnych rzęsach w ogóle nie zauważalna. Za to pod okiem jak najbardziej. Tusz kruszy się, a w ciepłe dni spływa z rzęs.

Jestem na NIE i szczerze Wam odradzam tego gościa ;/

Fitomed ziołowy tonik nawilżający

Fitomed w swojej ofercie ma 2 toniki: do cery tłustej oraz wersję do cery suchej i wrażliwej.
O toniku oczyszczającym do cery tłustej pisałam TUTAJ
Dziś pora na wersję do cery suchej i wrażliwej wszak cera trądzikowa to również cera wrażliwa ;)
Ziołowy tonik nawilżający Fitomed to idealny tonik na lato ;)
Tonik ma przepiękny, ziołowy zapach i słomiany kolor.
Opis producenta jest konkretny bez jakikolwiek bajecznych obietnic:
Skład piękny ;)
Działanie rewelacja! ;) Tonik łagodzi podrażnienia, koi skórę, nie podrażnia jej,nie ściąga.
Nawilżenie jest odczuwalne. Po przetarciu twarzy mam wrażenie jakby moja skóra piła.
W efekcie jest nawilżona, jędrna, gładka i ... rozjaśniona!
Piękny, ziołowy, ale delikatny zapach rano budzi wieczorem uspokaja.
Tonik nie pieni się, ani nie obkleja twarzy.
Jestem zachwycona działaniem tego kosmetyku. Polecam go każdej miłośniczce ziołowych kosmetyków niekoniecznie z cerą suchą. 
Idealnie sprawdzi się przy cerze mieszanej, tłustej, trądzikowej.
Bardzo lubię dodawać go do maseczek glinkowych dlatego też na pewno kupię kolejną butelkę.
Obecnie możecie go kupić TUTAJ za uwaga! 9 zł!

Warto naprawdę warto ;)



DD - matujący fluid ochronny LADYCODE by Bell

Szał na kremy BB (oczywiście te oryginalne, a nie drogeryjne podróbki) powoli mija.
Firmy kosmetyczne idąc za ciosem stworzyły kremy CC, które miały lepiej kryć niż kremy BB.
Ostatnio pojawiły się kremy DD (a nawet EE), które wg założenia mają pomóc w walce z niedoskonałościami cery dojrzałej. Kilka miesięcy temu w biedronce trafiła mi się okazja.
Krem DD (Daily Defence Cream) Ladycode by Bell był w promocji. 
Co prawda moja cera dojrzała nie jest, ale producent pod tajemniczą nazwą DD ukrył matujący fluid ochronny dający świeży, matowy efekt.
 Wydawałoby się, że jest to kosmetyk idealne dla mnie i mojej kapryśnej cery. 
Cena ( obniżka z 12,99 na 5 zł) również kusząca.
Co zrobiłam ? No pewnie, że wrzuciłam do koszyka ;)
Wybrałam najjaśniejszy kolor jaki był dostępny. 
Odcień light beige jest dla mnie idealny zimą, ale latem zazwyczaj wybieram bardziej naturalne kolory. Jednak ten podkład ciemnieje przez co nawet latem nie odcina się od reszty ciała.
Producent jak prawie zawsze obiecuje dużo:
W tym opisie brakowało mi tylko, że podkład  nas uszczęśliwi i sprawi, że nasze życie  będzie jednym wielkim rajem !
Skład jest długi! Baaardzo długi ;/ 
Jako, że jest to fluid taką też ma konsystencję, czyli lekką, wodnistą. 
Zapach specyficzny, charakterystyczny do podkładów Bell.
Opakowanie jest smukłe, poręczne. 
Co prawda nie ma pompki, ale zwężany "dziubek" ułatwia dozowanie produktu.
Krycie jest średnie, niestety przy cerze trądzikowej niewystarczające. Czasami nawet 3 warstwy nie radziły sobie z wyrównaniem kolorytu (nie mówiąc już o zatuszowaniu większych gagatków).
Zaraz po nałożeniu cera (może nie idealna) wyglądała świeżo. Niestety efekt ten trwał bardzo krótko, a w słoneczne, wakacyjne dni jeszcze krócej. Producent obiecuje efekt matu, ale żadna za nas nie chce tego matu mieć przez godzinę, prawda ?
  Cera niesamowicie szybko się świeci i nawet puder nie pomaga.
Zauważyłam też, że fluid ten pogorszył stan mojej cery. Pojawiło się więcej wyprysków i zaskórników. Mogę stwierdzić, że do cery tłustej, trądzikowej lub skłonnej do trądziku ten podkład się nie nadaje. Jeśli jednak macie cerę mieszaną (w kierunku suchej) lub suchą, pozbawioną zmian trądzikowych to jest duże prawdopodobieństwo, że krem DD stanie się Waszym ulubieńcem ;)

4 pory roku - przyspieszacz wysychania lakieru

Kiedy czekam aż wyschnie lakier do paznokci minuty ciągną się jak godziny.
Zazwyczaj staram się wykorzystać ten czas na oglądanie seriali ewentualnie filmików na YT.
Dlatego też bardzo cenię lakiery, które schną błyskawicznie.
Niestety bardzo często zdarza się, że  suche paznokcie wcale takie suche nie są ;/ 
Dlatego też wierzę firmom, które na rynek wypuszczają przyspieszacze wysychania lakieru.
Co prawda z wysuszacza essence (recenzja KLIK) nie byłam zadowolona, ale postanowiłam dać szansę Przyspieszaczowi wysychania lakieru z 4 pory roku
Jest on bardzo podobny do tego z essence - znajduje się w szklanej butelczynie
 i posiada zakraplacz
Konsystencja jest również bardzo wodnista, ale mimo obecności olejku ze słodkich migdałów nie jest tłusty. Producent o przyspieszaczu pisze:
Pamiętam, że mój pierwszy raz z tym produktem był obiecujący.
Niestety po prawie 4 miesiącach wiem, że już do niego nie wrócę ponieważ tylko pozornie wysusza paznokcie. Fakt, że ślicznie nabłyszcza lakier, ale nawet te obiecane 2 minuty nie zapewniają całkowitego wysychania lakieru ;/ 
Są lakiery(np. Colour Alike, Miss sporty, Wibo), które po ok 10/15 minutach nawet bez wysuszacza są suchutkie i można wrócić do normalnego funkcjonowania, ale są też takie (Eveline, Oriflame, Maybelline) , które nawet z wysuszaczem potrzebują godziny do całkowitego wyschnięcia ;/

Podsumowując: Niestety przyspieszacz wysychania lakieru 4 pory roku nie przyspieszył wysychania lakieru i tym samym nie spełnił moich oczekiwań. Jestem na NIE!

Używacie takich cudów przyspieszających wysychanie lakieru ?
Możecie mi coś polecić ?

Pianka do mycia twarzy ECOreceptura by Stara Mydlarnia

Nie przepadam, a raczej nie przepadałam za piankami do mycia twarzy. 
Jestem zwolenniczką żeli ponieważ wydaje mi się, że dokładniej oczyszczają.
Jednak pianka, którą obecnie mam ( a kupiłam ją w zielonej mydlarni skuszona promocją) tak przypadła mi do gustu, że albo się starzeje, albo do tej pory trafiałam na złe pianki do mycia buzi.
Pianka do mycia twarzy Sea minerals z serii ECOreceptura by Stara Mydlarnia to najlepsza pianka jaką dotąd miałam.
Pianka spełnia wszystkie zapewnienia producenta
W składzie nie znajdziemy parabenów i silikonów jest za to SLES
Opakowanie jest klasyczne - przezroczysta butla z  "pianotworem" (dozownikiem zamieniający płyn w przyjemną piankę), który działa bez zarzutu.
 Jedna porcja piany wystarczy do umycia twarzy, szyi i dekoltu. Pianka jest niesamowicie wydajna!
Puszysta pianka o przepięknym świeżym morskim zapachu uprzyjemnia ranne i wieczorne mycie twarzy.  Z działania jestem bardzooo zadowolona. 
Twarz jest dokładnie oczyszczona, ale nie mam wrażenia ściągnięcia. Wręcz przeciwnie skóra jest nawilżona (przynajmniej takie ma się wrażenie), gładka, miękka i przyjemna w dotyku.

Cóż mogę więcej napisać o produkcie do mycia twarzy ?
Oczyszczać oczyszcza i to na 5+
Nie wysusza
Nie ściąga
Nie podrażnia
Łagodzi podrażnienia
Nadaje się do cery skłonnej do trądziku
Przepięknie pachnie
Jest wydajna

Jednym słowem polecam!

Cena ok 19 zł ( ja kupiłam za jakieś 13)
Były, ale czy nadal są w Katowickiej Zielonej mydlarni tego nie wiem. 
Musicie zajrzeć i zobaczyć ;)

 

Ziołowy balsam do ciała FITOMED

Z firmy Fitomed miałam już naprawdę wiele kosmetyków. 
Do większości z nich wracam regularnie.
Jednak ziołowy balsam do ciała z lukrecją gładką mam  po raz pierwszy, ale już wiem, że będę do tego kosmetyku wracać tak samo ja do oczarowego (klik) i lawendowego (klik) płynu do twarzy oraz żelu do higieny intymnej (KLIK).

Ziołowy balsam do ciała Fitomed przeznaczony jest do każdej skóry. 
Osoby borykające się z bardzo suchą, wrażliwą skórą lub mające problemy dermatologiczne wręcz powinny wypróbować ten balsam! Polecam go również mamom, których dzieci mają problemy z podrażnioną, skłonną do alergii skórą. Moje 2 znajome po licznych poszukiwaniach kremu idealnego dla dzieci  pokochały ten balsam i kupują go regularnie.
Producent zapewnia:
Balsam ma gęstą, ale lekką konsystencję. Gładko się rozprowadza, błyskawicznie wchłania. Nie pozostawia lepkiego, tłustego filmu oraz nie bieli skóry. Zapach jest subtelny. Liczyłam na przepiękną ziołową woń, ale niestety jest on tak delikatny, że dla mojego nosa ledwo wyczuwalny. Tak więc miłośniczki bezzapachowych kosmetyków, a także Ci, którzy nie lubią ziołowych zapachów będą zadowoleni ;)
Skład jest na plus mimo obecności Mineral Oil w środku składu:
Wszystkie zapewnienia producenta zostały spełnione! Balsam rewelacyjnie nawilża, wygładza i regeneruje skórę. Świetnie łagodzi podrażnienia po depilacji oraz po kąpielach słonecznych.
Pomaga zwalczyć przymieszkowe zapalenie skóry. 
Sprawdza się także jako balsam po ukąszeniach owadów.
Jeśli wasza skóra się łuszczy lub swędzi ten balsam również przyniesie ukojenie.
Jego cena jest bardzo korzystna! Bo czy 12 zł to dużo jak na takich wachlarz właściwości ?

Jestem pod wrażeniem tego balsamu i szczerze Wam go polecam!
Do kupienia TUTAJ lub z sklepach zielarskich i aptekach ;)

Letnie paznokcie - Miss sporty nr 060

Latem na moich paznokciach goszczą przeróżne kolory, efekty i wykończenia.
W ciągu roku staram się zawsze mieć pomalowane paznokcie jednak moja praca nie do końca pozwala mi na szaleństwo. Jednak w czasie wakacji porzucam delikatne, nudziakowe odcienie ;)
Podczas ostatnich zakupów w drogerii kosmetyki z ameryki do koszyka wpadł lakier 
miss sporty nr 060 
w przecudnym morsko-zielono-niebieskim kolorze z metalicznym wykończeniem
Lakier kosztował grosze. Dosłownie grosze, bo 3 zł za tak piękny odcień i rewelacyjną jakość to naprawdę grosze.
Lakier jest z serii Lasting Colour Up to 7 days
Producent wspomina, że jest on trwały,  nie odpryskuje i nie ściera się do 7 dni. Na moich paznokciach gości już 9 dzień i dopiero dziś widać lekko starte końcówki.
Pędzelek jest średniej grubości, lekko wystrzępiony, ale mimo to rewelacyjnie się nim maluje.
Krycie jest dobre, choć 2 warstwy moim zdaniem lepiej się prezentują. Konsystencja  idealna, a czas schnięcia błyskawiczny. 
Na paznokciach prezentuje się pięknie ponieważ mieni się raz na zielono, raz na niebiesko, czasami wpada w turkus, a czasami w morską zieleń. 
 Efekt naprawdę jest spektakularny!
 Niestety zdjęcia nie do końca oddają urok tego lakieru
Zdjęcie z lampą i bez.

Zwraca uwagę, nawet nie wiecie ile osób mnie pytało co za cudo mam na pazurkach ;)
Jeśli lubicie tego typu odcienie na pazurkach to polecam Wam zajrzeć do sklepu kosmetyki z ameryki gdzie za kilka złotych kupicie kosmetyki znanych firm w bardzo atrakcyjnych cenach!

Bielenda BiO Esencja młodości - nawilżający płyn micelarny

Płyn micelarny to kosmetyk, który od kilku lat regularnie gości w mojej kosmetyczce. 
Będąc kilka tygodni temu w rossmanie mój wzrok przykuł nowy kosmetyk firmy Bielenda z serii esencja młodości - nawilżający płyn micelarny

Skuszona promocyjną ceną (7,99 zł), innowacyjnością oraz informacjami takimi jak: 
*24 h nawilżenie,
*0% sztucznych barwników, parabenów i SLS-u
 wrzuciłam produkt do koszyka.
Niestety z tym panem się nie polubiłam i żałuję wydanych na niego 8 zł ;/ 

Na stronie producenta przeczytamy  zachęcający opis produktu:
W bardzo poręcznej butelce mieści się 200 ml bezbarwnego, pięknie pachnącego płynu.
Kosmetyk ten przeznaczony jest do  oczyszczenia skóry twarzy, szyi oraz demakijażu oczu.
Producent wspomina, że nawet cera wrażliwa może być potraktowana tym kosmetykiem.
Największym problemem tego płynu jest to, że strasznie, ale to strasznie podrażnia oczy. 
Po przetarciu moje oczy są zaczerwienione, pieką, szczypią i łzawią ;/ i jeszcze zachodzą mgłą!
Tak więc jako produkt do demakijażu oczu nie sprawdził się.
Jeśli chodzi o twarz to jest już lepiej choć czasochłonne jest oczyszczenie twarzy przy pomocy tylko tego płynu. Niestety  płyn ten delikatnie się pieni i pozostawia lepiki film. Zdecydowanie nie jest to kosmetyk dla mnie ;/ 
Za to moja mama nawet się z nim polubiła i całe szczęście przygarnie go, bo szkoda by mi było wylać do zlewu  8 zł ..... ;(
Nie mogę się wypowiedzieć co do działania pielęgnacyjnego choć wydaje mi się, że producenta trochę poniosła fantazja gdy pisał o właściwościach tego kosmetyku.

Jestem bardzo ciekawa czy znacie te nowości Bielendy, która powstała przy użyciu technologii ciekłokrystalicznej 7 D (cokolwiek to znaczy) ??

Le Petit Maseillais Fleur d'Oranger

Kremowe żele Le Petit Marseillais podbijają blogosferę.
Nie powiem ich  - reklama, nazwa i zapewnienia producenta oraz szum na fb sprawiają, że o kosmetykach tych słyszał już chyba każdy.
Kusiły mnie, a jakże ! 
Jednak cena, średniawy skład oraz powiązanie z firmą J&J spowodowały, że jedynie je oglądałam i wąchałam w rossmanie.
Ale, że mój tatuś bardzo lubi mnie kosmetycznie rozpieszczać, pewnego razu po przyjściu z pracy na moim biurku znalazłam kremowy żel pod prysznic o zapachu pomarańczy ;)
Opakowanie tych żeli wyróżnia się na drogeryjnej półce. Prostokątna butelka, delikatna grafika oraz bajeczny opis producenta to jest to co lubię ;)
 Zapach tego żelu zniewala. Niby delikatny, a jednak wyczuwalny, niby słodki a orzeźwiający i świeży.  Czy tak pachnie prowansalska kraina ? 
Nie wiem, ale jeśli tak to zazdroszczę tym którzy tam mieszkają ;)
Kremowa konsystencja w kolorze czystej bieli sprawia, że ilość piany jest niesamowita!
Ten żel to raj dla pianolubnych miłośników kąpieli, a wszystko to dzięki SLES na drugim miejscu  zaraz po wodzie w składzie ;)
Skład jest jednak wolny od parabenów
Żel LPM przypadł mi do gustu ponieważ pięknie pachnie, doskonale oczyszcza skórę, ale jej nie wysusza. Po kąpieli skóra jest czysta, miękka, elastyczna i delikatnie pachnąca.
Producenta wspomina, że żel nawilża i odżywia. Moim zdaniem od tego jest balsam, a żel ma dobrze  oczyszczać, ale nie wysuszać skóry. Jednak moja mama, która ma bardzo suchą, wrażliwą skórę chwali sobie ten żel. Według niej po kąpieli na skórze pozostaje delikatny nawilżający film. Ja nic takiego nie zauważyłam, ale faktycznie mamina skóra po kąpieli, a przed balsamowaniem nie jest ściągnięta. Także coś w  tych zapewnieniach producenta jest ;)

Z tej firmy kusi mnie jeszcze wersja lawendowa, ale poczekam na jakąś dużąąąąąą promocję ;)

A czy moje koleżanki blogerki poznały już kosmetyki wprost z pól Prowansji?


Bioelixire ARGAN OIL

Moja skóra  czyste oleje lubi (oczywiście nie wszystkie, ale arganowy, jojoba czy mieszankę dermogal wręcz kocha) za to moje włosy niekoniecznie przepadają za czystymi olejami. 
Miałam kilka podejść do olejowania włosów, ale niestety efekty po mnie nie satysfakcjonowały.
Za to produkty , które zawierały olej arganowy w szczątkowych ilościach jak np. słynna kuracja Marion (RECENZJA KLIK) moje kapryśne włosy bardzo lubiły.
Dzisiaj będzie o kosmetyku bardzo podobnym do kuracji Marion, mianowicie bohaterem dzisiejszej notki będzie Serum Argan Oil Bioelixire
W tym średniej wielkości kartoniku znajduje maleńska - 20 ml buteleczka oleistej cieczy
Według producenta jest to olej arganowy, ale w rzeczywistości jest to mieszanina silikonów, roślinnych kwasów tłuszczowych, szczątkowych ilości oleju arganowego, oleju jojoba, oleju słonecznikowego oraz substancji zapachowych. 
Producent cały czas sugeruje, że mamy do czynienia z prawdziwym olejem arganowym, który słynie z cudownych właściwości odżywiających i  regenerujących. Już sam zapach mówi, że nie jest to prawdziwy olej arganowy. W przeciwieństwie do prawdziwego oleju , który śmierdzi tzn. ma specyficzny zapach to serum przyjemnie pachnie jakby połączenie wanilii z cytryną.

Producent zapewnia, że serum to:
U mnie ten produkt się sprawdził, ale nie do pielęgnacji ile do stylizacji włosów.
Nałożony na wilgotne włosy pomaga ujarzmić fryzurę. Dzięki zawartości silikonów wygładza włosy, lekko je "ulizuje" i zapobiega puszeniu. Dodatkowo włosy po użyciu Argan oil są błyszczące i niesamowicie miękkie. Należy uważać z ilością ponieważ zbyt duża dawka sprawi, ze włosy będą przetłuszczone i wcale nie będą wyglądać estetycznie.
Buteleczka ma dużo otwór więc uważajcie, bo łatwo o przelanie!
Producent wspomina, że produkt można dodać do farb podczas koloryzacji. Jest to świetny pomysł! Sprawdziłam to na sobie i na mamie. Dzięki temu po koloryzacji włosy nie są szorstkie, pięknie się błyszczą, są jedwabiście gładkie i miękkie.
Mimo, że serum ma tylko 20 ml pojemności jest bardzo wydajne. Używam je tylko kilka razy w tygodniu oraz podczas farbowania i przez to starcza mi na ok 2 miesiące ;)
Jest to moja 2 buteleczka, ale nie wiem czy kupię trzecią.

Jeśli zainteresował Was ten produkt zajrzyjcie do sklepu największe rabaty gdzie można go kupić za niecałe 10 zł.

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...