Nadmierny konsumpcjonizm - październik miesiącem bez zakupów kosmetycznych

Znacie piosenkę Sylwii Grzeszczak Małe rzeczy ?
Nie wiem dlaczego, ale moim pierwszym skojarzenie po usłyszeniu tej piosnki był konsumpcjonizm.
Nadmierny konsumpcjonizm! 
Ta piosenka i film Niedościgli Jonesowie dały mi do myślenia ....

Tak myślałam nad sobą i swoimi zakupami i doszłam do wniosku, że wpadłam w spiralę kosmetycznych zakupów. Gdy podliczyłam wszystkie wydatki na zakupy kosmetyczne okazało się, że nie jest to parę złotych, a całkiem pokaźne kwoty. W sumie w ciągu 3 miesięcy wydałam na kosmetyki ( w większości niepotrzebne) tyle ile potrzeba na tygodniowy wyjazd do SPA.
.............................................
To się tak wydaje -  tu 5 zł, to 10 a tu tylko 50 zł, ale gdy to podliczymy to .... oczy ze zdumienia same się otwierają. Z drugiej strony drogerie kuszą promocjami, szafy z nowymi jakby się wydawało niezbędnymi kosmetykami  zachwycają kolorami i zapewnianiami producenta, do tego blogerki i vlogerki kosmetyczne .... ach! te ostatnie kuszą chyba najbardziej ;) 
Nie raz nie dwa zdarzyło mi się, że po przeczytaniu recenzji jakiegoś produktu od razu szukałam go sklepie czy to internetowym czy stacjonarnym, a przy okazji do koszyka wpadały inne cuda, no bo przecież skoro już płacimy za przesyłkę lub już jesteśmy w danym sklepie to warto kupić jeszcze kilka rzeczy. I co z tego, że mam 9 płynów micelarnych, 6 balsamów do ciała, 23 żele pod prysznic, każdy kolejny się przyda, a to, że musi poczekać minimum pół roku na zużycie jest nie ważne.

Koniec z tym!

Po długiej analizie wydatków, po przejrzeniu swoich kosmetycznych zapasów postanowiłam, że idę na przynajmniej miesięczny odwyk zakupów kosmetycznych.
Tak! taki detoks mi się przyda. 
Przyda się on mi (czy mnie?), moim szafkom z kosmetykami, a najbardziej to chyba mojemu portfelowi!

Dzisiaj  - ostatniego dnia września postanawiam, że....
 październik będzie miesiącem bez zakupów kosmetycznych!
W październiku nie wydam nawet złotówki na kosmetyki!
Poinformowałam o tej decyzji swoich najbliższych oraz znajomych. 
Większość z nich stwierdziła, że nie dam rady, że nie wytrzymam, ale ja im pokażę, ja im udowodnię! ;) Gdy tylko będę miała ochotę wrzucić coś kosmetycznego do koszyka przypomnę sobie moje pełne szafki ;p 
Tak będzie! I koniec, i kropka - jak to mawia Kamilka ;)

Jestem pewna, że mi się  uda. Jeśli któraś z Was również potrzebuje zakupowego odtrucia, oczyszczenia mieszkania z nadmiaru kosmetyków oraz chce zaoszczędzić kilkanaście czy tam kilkaset złotych zachęcam do przyłączenia się do  akcji.

Jeśli zaś nie odczuwacie takiej potrzeby, trzymajcie za mnie kciuki, przesyłajcie dobrą energię i nie kuście na blogach! ;) 

L'biotica aktywne serum do rzęs i brwi na dzień

Dwa albo trzy miesiące temu w biedronkach pojawiły się 2 produkty popularnej firmy L'biotica -  aktywne serum do rzęs na dzień i regenerujący krem do rzęs na noc. 
Nie pamiętam ile one wtedy kosztowały, ale po kilkunastu dniach ich cena spadła do 5 zł.
Właśnie za 5 zł kupiłam aktywne serum do rzęs na dzień
Moje rzęsy nie sprawiają mi zbyt dużego problemu, za to brwi niestety są w opłakany stanie - zwłaszcza ich część dystalna. Dlatego też serum kupiłam z myślą głównie o brwiach, ale przy okazji moje rzęsy również miały na tym zakupie skorzystać ;) 
Producent zaleca stosowanie tego serum rano pod makijaż. 
Ja natomiast stosowałam je na noc ponieważ nie lubię nakładać tego typu produktów pod makijaż.
Opis producenta prezentuje się następująco:
Serum znajduje się w typowej  - tuszowej - butelce z szczoteczką, która jest różowa (oł jeee ;)), giętka, silikonowa, z licznymi wypustkami. Wygląda identycznie jak na opakowaniu
Mimo, że serum ma jedynie 7 ml pojemności jest bardzo wydajne. 
Używam je już 2 miesiące i coś mi się wydaje, że  jeszcze na kilka tygodni mi wystarczy ;)
Tak jak pisałam serum nakładam wieczorem na oczyszczoną linie brwi oraz rzęsy.
Pierwsze efekty widoczne już były po ok 2 tygodniach. 
Moje brwi widocznie się zagęściły, a końcówki zaczęły być widoczne nawet bez podkreślenia ich cieniem do brwi ;) Rzęsy również się wzmocniły, zwiększyły objętość, stały się elastyczniejsze, ciemniejsze i dłuższe ;)
W składzie zaraz po wodzie znajduje się olejek rycynowy, który jak wiemy nie tylko pobudza włoski do wzrostu, ale także je przyciemnia ;) Oprócz tego serum zawiera także glicerynę, pantenol (prowitamina B5),  hydrolizowaną keratynę oraz ważny aminokwas - L- argininę.

Dokładny skład wygląda tak: Aqua, Riccinus Communis Oil, Pentylene Glycol, Glycerin, Panthenol, Biotinoyl, Tripeptide-1, Sodium Polyacrylate, Dimethicone, Cyclopentasiloxane, Hydrolyzed Keratin, L- Arginine, Trideceth- 6 PEG/PPG-18/18 Dimeticone

Podsumowując: serum do rzęs i brwi firmy L'biotica to świetna inwestycja. 
Zarówno rzęsy jak i brwi wyglądają lepiej, stają się mocniejsze, gęściejsze, dłuższe, grubsze i ciemniejsze. Serum jak najbardziej polecam zwłaszcza w takiej cenie ;)

ESTIEN glinka czerwona z algami -

Jakiś czas temu mój zbiór półproduktów kosmetycznych powiększył się o ciekawy (wydawało mi się, że ciekawy) produkt firmy ESTIEN, który jest połączeniem glinki czerwonej z algami

Glinkę czerwoną bardzo lubię, algi już mniej ale ze względu na działanie staram się stosować je regularnie. Jednak z tą maseczką mam pewien problem. Według producenta połączenie alg z glinką czerwoną wspomaga leczenie trądziku różowatego oraz poprawia stan cery z niedoskonałościami - zaskórnikami, rozszerzonymi porami. Mieszanka ta oczyszcza, nawilża, odżywia skórę. Można ją stosować nie tylko na twarz, ale na całe ciało - ponoć fantastycznie ujędrnia i działa antycellulitowo.
Ja stosowałam ją tylko na twarz, ale z efektów nie jestem zadowolona. 
Zamiast efektu WOW moja skóra wygląda źle, wręcz tragicznie ;(

I teraz pytanie do Was - może ja robię coś nie tak ... ?

Sam produkt jest w formie proszku. Widoczne grudki bez problemu  można rozdrobnić

Żeby uzyskać odpowiednią papkę mieszam porcję proszku z wodą i do tego dodaję kilka kropli oleju. Producent podpowiada, że olej lub oliwkę ewentualnie kwas hialuronowy można dodać jeśli cera jest bardzo sucha. Jak wiecie ja mam cerę mieszaną w kierunku tłustej, z tendencją do trądziku, ale nie wyobrażam sobie tej maseczki bez dodatku oleju. 
Co do oleju to próbowałam już  arganowy, z avocado, z dzikiej róży lub fitomedową mieszankę z ceramidami .  Najczęściej jednak dodaję olej z dzikiej róży

Gotowa maseczka jest gęsta, bez grudek, bezzapachowa (ewentualnie delikatnie pachnie danym olejem np. arganowym) i pomarańczowa.
Mimo dodatku oleju maseczka błyskawicznie zasycha (nie zastyga jak alginat tylko zasycha jak glinka). Według producenta maksymalny czas aplikacji to 30 minut. Śmieszy mnie to ponieważ ja po 5 minutach czuję takie ściągnięcie, że jedyne o czym marzę to zmycie maseczki. Nie pomaga spryskiwanie twarzy hydrolatem, ani też wilgotne powietrze podczas kąpieli. 
Maseczka zasycha i nie potrafię temu zapobiec ;(

Z maseczką najdłużej wytrzymałam 7 minut. Podczas zmywania trzeba uważać ponieważ papka się kruszy i zbyt mocne pocieranie skóry może skończyć się ranami ;/ 
Po zmyciu twarz jest zaczerwieniona, na szczęście rumień szybko znika i nie piecze. 
Skóra jest gładziutka, napięta, pory wyraźnie są zwężone, ale ....  niestety następnego dnia budzę się z podskórnymi, bolącymi krostami ;/ 
Wczoraj sobie tę maseczkę znów zrobiłam i niestety dzisiaj moja twarz wygląda paskudnie ;/ 
Zaznaczę, że stosowałam zarówno  glinkę czerwoną jak i algi solo i takie nieprzyjemności nie występowały. Wręcz przeciwnie glinka czerwona pięknie koiła i łagodziła podrażnienia.

Jeśli chodzi o skład  to mamy tutaj:
Calcium Sulfate, Illite, Sodium chloride, Xanthan Gum, Sodium carrageenan

100 g tego produktu kosztuje ok 12-13 zł. Np. TUTAJ kosztuje 12,90 zł
Ja niestety po kilku nieudanych próbach nie mogę Wam polecić tego półproduktu, ale jestem ciekawa dlaczego tak źle działa on na moją skórę, co robię nie tak ?

Jeśli wiecie lub się domyślacie bardzo proszę dajcie mi znać ....


Sylveco krem brzozowo-nagietkowy z betuliną

Firma Sylveco to polska firma, która staje się coraz popularniejsza dzięki  naturalnym kosmetykom 
o pięknych i prostych składach oraz korzystnej cenie.
 Przetestowałam większość ich kosmetyków (choć czaję się jeszcze na płyn micelarny ;)) 
i  miło je wspominam, a do niektórych z przyjemnością wracam ( np. brzozowy balsam do ciała
 -recenzja- albo rumiankowy żel do mycia twarzy - recenzja-)  
lub będę wracać np. żel do higieny intymnej - recenzja
Są też jak na razie dwa produkty, które nie przypadły mi do gustu:
 tonik hibiskusowy - recenzja- i krem pod oczy - recenzja-)

Jednak jest jeden krem, do którego miałam już 2 podejścia, ale dopiero 3 opakowanie zostało przeze mnie otworzone, a sam krem przetestowany.
Dzisiaj opowiem Wam o mojej przygodzie z 
Kosmetyki firmy Sylveco mają solidne opakowania z piękną, prostą, botaniczną grafiką. 
Seria brzozowo- nagietkowa (chyba tak jak brzozowo-rokietnikowa) ma biało - pomarańczową kolorystykę. Na opakowaniu znajdziemy bardzo dużo informacji.
 Zarówno o samym produkcie:
jak i roślinie, która znajduje się w danym kosmetyku. 
Co prawda ekstrakt z nagietka w tym kremie jest na końcu składu, ale producent dba o to, abyśmy poszerzyli wiedzę z zakresu fitokosmetyki ;)
Skład jest prosty wręcz bajeczny ;)
Dodatkowo w opakowaniu znajduje się ulotka informacja, na której znajdziemy jeszcze więcej informacji o kremie. Wersja brzozowo-nagietkowa skutecznie pomaga m.in przy trądziku, ale również AZS, łuszczycy, grzybicy.
Zadanie tego kremu to głównie:

Dlaczego dopiero za 3 razem zdecydowałam się otworzyć i zużyć ten krem ?
A dlatego, że nie lubię tłustych kremów! Brrr! 
 A ten już po samym składzie przypomina mi tzw. krem smalec. 
Jednak, że data ważności powoli się kończy, a ja nie wyrzucam kosmetyków to postanowiłam dać mu szansę, a jakby się nie sprawdził to chciałam go użyć do stóp ;p
Krem ma gęstą, tłustą, pomarańczową konsystencję
Jako, że jest to kosmetyk naturalny bez "poprawiaczy" zapachu jego woń jest neutralna.
Używałam go na noc ponieważ wg mnie absolutnie nie nadaje się pod makijaż. 
Ewentualnie może się sprawdzić jako krem dzienny podczas  zimy, 
ale w mieście nie w górach. 
Krem bardzo dobrze łagodzi podrażnienia i przyspiesza gojenie ran. 
Wszystkie stany zapalne czy zmiany trądzikowe po nocy były ukojone. 
W ogóle skóra była jakby uspokojona. 
Prze pierwsze 2 tygodnie byłam zachwycona działaniem 
jednak się okazało krem ten zbyt słabo nawilża ;(
 Dlatego też teraz nakładam pod niego albo lekki krem nawilżający albo serum z kwasem hialuronowym. Krem jest bardzo wydajny, ale że data ważności powoli się kończy korzystała z niego cała moja rodzina (dzięki temu udało mi się go zużyć w miesiąc ;)).
Stosowałam go nie tylko na noc, ale również jako balsam do ciała, krem do rąk i stóp. 
W efekcie moja skóra jest elastyczna, wygładzona, zregenerowana, wszystkie podrażnienia są zredukowane. Na ciele nie zauważyłam takiego przesuszenia jak na twarzy. 

Tak więc krem Sylveco brzozowo-nagietkowy to dobry krem łagodzący podrażnienia jednak zbyt słabo nawilża dlatego może (ale nie musi) powodować lekkie przesuszenie.
Polecam go stosować na noc na lekkie kremy nawilżające (tworzy rewelacyjną okluzje).
Za 50 ml kremu zapłacicie ok 30 zł
W sklepie econaturals możecie kupić ten krem oraz inne naturalne kosmetyki z  rabatem



Miałyście okazję na własnej skórze przetestować ten krem ? ;>


Kosmetyczny HIT - 5 propozycji

Witajcie w to piękne, deszczowe, ale piątkowe popołudnie ;)
Chciałabym Wam dzisiaj pokazać 5 kosmetyków, które są mało znane, ale  moim zdaniem można je śmiało zaliczyć do kosmetycznych hitów ;)

Nr 1 to krem do rąk Jaskółcze ziele od Green Pharmacy
Krem idealny do pracy ponieważ błyskawicznie się wchłania i nie pozostawia tłustej warstwy!
Co prawda na drugim miejscu znajduje się parafina, ale w kremach do rąk mi to w ogóle nie przeszkadza. Dłonie są nawilżone,elastyczne, wygładzone jednym słowem idealnie wypielęgnowane!
A zapach jest przepiękny, delikatny, roślinny - super!
Szczerze polecam ten krem ! ;)

Nr 2   to kredka do oczu z serii pastelowej firmy Manhattan  o pięknej nazwie chic-A-Dahilia
 Kredkę kupiłam w drogerii kosmetyki z Ameryki w zawrotnej cenie 1,99 zł!
Jest to piękny delikatny róż, który świetnie rozświetla oko. 
Kredkę nakładam na linię wodną przez co makijaż zyskuje świeżość, a oczy są promienne
 Kredka jest miękka, precyzyjna, nie rozmazuje się, nie ma drobinek i nie podrażnia spojówki ;)
Hit za małe pieniądze!

Nr 3 to zmywacza Le FLASH MANICURE firmy L'Oreal
Nie jest to zwykły zmywacz, a zmywacz w gąbce, która zajmuje całą butelkę
 Kupiłam go na wakacjach w małej górskiej drogerii. 
Wpadł do mojego koszyka bo był tani (4,99 zł) i jednocześnie był dla mnie czymś nowym.
Producent obiecuje zmycie lakieru w ciągu sekundy! Jakie było moje zaskoczenie gdy faktycznie wystarczyło paznokieć zanurzyć w mokrej gąbce i ... po lakierze nie było śladu!
Nawet piasek po 10 dniowej ekspozycji na moich pazurkach schodził błyskawicznie!
Żałuję, że nie kupiłam więcej butelek, ale jak tylko gdzieś zobaczę to na pewno zrobię zapas!

Nr 4 to żelowy antyperspirant w sztyfcie Lady Speed Stick invisible
 Przez długi czas byłam zwolenniczką sprayów, ale tego latem przekonałam się do sztyftów i ... lady speed stick, która dotąd kojarzyła mi się z nastolatkami. 
Jednak mój tatuś pewnego dnia trafił na promocję w rossmanie i tak przekonałam się do LSS.
Żelowa formuła szybko się wchłania i nie pozostawia białych śladów. 
Zapach jest delikatny - kwiatowo-pudrowy, ale wyczuwalny przez calutki dzień!
 Do tego 100% ochrona przed nieprzyjemnym zapachem i mokrymi plamami. 
Jestem bardzoo zadowolona i również polecam Wam ten antyperspirant ;)

Nr 5 reprezentuje korektor modeling Illuminator KOBO w najjaśniejszym odcieniu
Kupiłam go za 10 zł w Naturze (była promocja -40%). 
Jest to świetny korektor pod oczy. 
Kryje cienie, lekko rozświetla, nie zostawia maski, ładnie się prezentuje.
Sprawdza się też jako baza pod cienie ;)

Tak prezentuje się moja wspaniała 5 ;)
Jestem ciekawa czy znacie któryś z tych kosmetyków ?

życzę Wam spokojnego i słonecznego weekendu ;)

Owocowa kąpiel ON LiNE HARMONY FIGA

Jeśli jesteście fankami kąpieli lub szybkich pryszniców i lubicie się otaczać owocowymi zapachami to żel pod prysznic i do kąpieli ON LiNE HARMONY Figa 
będzie dla Was idealnym rozwiązaniem ;)
Figi kojarzą mi się z Chorwacją. Pamiętam jak częstowaliśmy się nimi  z pobliskiego drzewa ;)
Smak chorwackich fig czuję do dziś i mimo, że w naszych marketach można je kupić to ..  
to już nie to samo. 
Figi są słodkie, figi są grzeszne ;) Lubię figi .... 
Dlatego też żel z serii Harmony o zapachu i z ekstraktem Fig polubiłam choć z nie wszystkimi zapewnieniami producenta mogę się zgodzić,
Co ma robić żel ? żel ma myć! 
Ma oczyszczać, nie wysuszać. Może, a nawet powinien pięknie pachnieć i dobrze się pienić.
Więc po co drogi producencie piszesz o właściwościach nawilżających czy regenerujących ?
Tak wiem, taki chwyt, ale kłamać nie wolno! Oj nie wolno, 
Niestety nasi politycy chyba też o tym zapominają ... 
Ja napiszę jak jest. 

Żel HARMONY FIGA ma ładny, bardzo, bardzo słodki zapach. 
Czy jest to zapach fig ? Tak nie do końca, ale coś tam ze słodkości figi ma.
Jednak mimo wszystko zapach jest chemiczny.
Skład (niestety nie potrafiłam zrobić zdjęcia) tego żelu jest typowo żelowy, czyli zaraz po wodzie znajdziemy mamy SLES. Jednak tak ja zapewnia producent nie ma tutaj parabenów.
Jeśli chodzi o oczyszczanie to jestem zadowolona ponieważ skóra jest czysta. Nie zauważyłam wysuszenia czy podrażnienia. 
Co do właściwości nawilżających, regenerujących to nie oszukujmy się żel do mycia nam tego nie zapewni. Natłuszczenia jakoś też nie zauważyłam. 
Po kąpieli skóra jest czysta, gładka i pięknie pachnie. 

Tak więc żel u mnie się sprawdził, ale niczym się nie wyróżnił. 
Jeśli lubicie słodkie zapachy i dużo piany to warto wydać na niego te 6 zł ;)
Za taką cenę mamy 500 ml dobrze myjącego żelu, który starczy nam na długo ;)

Możliwe, że jeszcze kiedyś skusze się na inną wersję zapachową ;)
A Wy lubicie żele  ON LiNE ? ;>


Sylveco żel do higieny intymnej

Jesień to bardzo dobry czas na kuracje z kwasami. Jeśli chcecie przygotować skórę do zabiegu eksfoliacji polecam Wam żel ... łagodny żel do higieny intymnej Sylveco

Żel ten tak jak i pozostałe kosmetyki firmy Sylveco kusi świetnym, naturalnym składem
Nie znajdziemy tu mocnych, wysuszających środków myjących, substancji zapachowych czy sztucznych barwników. Bardzo wysoko w składzie znajduje się kwas mlekowy, który zapewnia nam kwaśny odczyn tegoż żelu a tym samym nie powoduje wysuszenia zarówno okolic intymnych jak i skóry twarzy. 
Ale uwaga! Jeśli macie jakieś otarcia, ranki możecie czuć delikatne szczypanie.
Opis producenta to nie bajka, to obietnica, która zostaje spełniona! ;)
Żel faktycznie delikatnie, ale skutecznie oczyszcza skórę (czy to twarzy czy okolic intymnych), łagodzi stany zapalne, przyspiesza regenerację skóry, ale gdy mamy przerwaną ciągłość naskórka możemy odczuwać szczypanie lub pieczenie. 
Oprócz kwasu mlekowego w żelu znajdziemy:
Kosmetyk znajduje się w wygodnej butelce z pompką (która działa bez zarzutów). Jest to bezbarwny żel o dość lejącej konsystencji. Zapach jest delikatny, dla mojego nosa ledwo wyczuwalny, Wydajność jest dużym plusem tego produktu. Jedna porcja wystarczy do umycia twarzy, a pół do okolic intymnych.
Używam tego żelu wieczorem zarówno do mycia twarzy jak i okolic intymnych. 
Mimo delikatnego detergentu dość dobrze się pieni.
Polubiłam się z tym kosmetykiem ponieważ świetnie przygotowuje moją twarz do zabiegów z wykorzystaniem kwasu mlekowego. Skutecznie oczyszcza skórę, nawilża, delikatnie rozjaśnia, działa antybakteryjnie, likwiduje stany zapalne i co najważniejsze nie wysusza skóry!

Żel do higieny intymnej Sylveco dostępny jest w prawie każdej drogerii internetowej z naturalnymi kosmetykami np. econaturals.

Jeśli jesteście z Katowic i okolic wpadnijcie do Zielonej  Mydlarni gdzie oprócz całej oferty Sylveco znajdziecie inne naturalne cuda kosmetyczne ;)
Cena tego żelu to ok 16 zł
Warto! ;)

TAG: Kocham jesień ♠

To właśnie dzisiaj o 4:29 rozpoczęła się moja ukochana, bajeczna pora roku.
Tak! Kocham jesień!
I dlatego dzisiaj zapraszam Was na 

PYTANIA:
1) Ulubiony produkt do ust
Jesienią moje usta mają troszkę mocniejszy kolor. Tej jesieni na pewno będzie królować "love in red" Lip tint & care ASTOR perfect stay. Uwielbiam te mazaki ;) 

2) Ulubiony lakier do paznokci
Jesień to czas brązów, fioletów, szarości oraz czerwieni ;)
Nie wyobrażam sobie również jesieni bez 2 lakierów PAESE - pięknej śliwki nr 131 - KLIK oraz szarobrązowego nr 130 - KLIK 

3) Ulubiona świeca
Zapach jesieni doskonale oddaje wosk YC November rain.
I choć nie przepadam za woskami YC ten zapach miło wspominam ;)
Jesienią liczą się również świeczniki.
Piękne szklane róże tworzą na ścianie magiczne wzorki,
a halloweenowa dynia  poprawia mi humor ;)

4) Ulubione perfumy/zapach
 I tu mam problem, bo tej jesieni nie wiem czym będę pachnieć. Chyba jeszcze nie znalazłam odpowiedniego jesiennego zapachu ;(

5) Ulubiony napój
Kawa rano, herbata wieczorem ;)
Królować na pewno będzie nowość Lipton - czarna aromatyzowana - gruszka z czekoladą ...
 PYCHA ;)

6) Ulubiony dodatek/ubranie
Wszelkie szale, szaliki i chusty oraz bransoletka ;)

7) Ulubiona fryzura na jesień
Nie liczy się fryzura, liczy się kolor ;)
Czerwień  <love>

8) Co najbardziej lubisz robić jesienią
SPACERY! Razem z Messim wędrujemy po lasach,
po łąkach.
Karoteny i ksantofile zachwycają mnie co roku! ;)
Napatrzeć się nie mogę ;)

9) Najładniejsze wspomnienie związane z jesienią
Jak zwykle góry ;) Uważam, że jesienią w górach jest najpiękniej.
Ten zapach liści, kolorowe drzewa, wszystkie odcienie czerwieni! spokój, poranne mgły, wieczorny przymrozek, gwieździste niebo, puste szlaki ;)
W pamięci mam wiele pięknych jesiennych wspomnień, między innymi z sentymentem wspominam jesień 2010 gdy urodziła się Kamilka ... 
Pamiętam też jesień w Krakowie razem z ... cudownymi ludźmi, a zwłaszcza jednym takim fajnym ludkiem ;)

10) Ulubiony trend w modzie na jesień ?
Gumowce  i  parasol ;)

11) Otaguj 4 ulubionych youtuberów/ blogerów ;)
Tym razem nikogo nie zmuszam do udziału choć Kasiu, Rarity, Alicjo, Blondechemist oraz Wy moje czytelniczki fajnie by było jakbyście się zabawiły ;)

Cudownej Jesieni Wam życzę ;)

All in One MASCARA Professional MAY TO BE

Tusz do rzęs to chyba obowiązkowy kosmetyk w makijażu.
Dla mnie podkład, korektor do brwi oraz tusz do rzęs stanowią obowiązkowe trio makijażowe.
Dziś opowiem Wam o mało znanej mascarze równie mało znanej firmy May to Be.
Tusz nazywa się All in One (tak samo jak mascara artdeco - recenzja KLIK) i jest z serii professional
Zadaniem tej mascary jest ekstremalne wydłużenie, pogrubienie i delikatne podkręcenie. Produkt dodatkowo ma pielęgnować nasze rzęsy poprzez dodatek witamin A, E i B5
Taaaaak! Wszystko pięknie, ładnie, ale rzeczywistość jak się okazało już tak piękna jak słowo pisane nie jest ;/ Po pierwsze szczoteczka!
Klasyczna z włosiem, twarda, sztywna, niekoniecznie miła dla oka.
Po drugie konsystencja. Tusz all in one May to be jest  z rodzaju tuszy suchych. 
Oznacza to, że podczas nakładania ciągnie się rzęsy co wcale przyjemne nie jest. Trzeba się nieźle namachać żeby choć trochę rzęsy podkreślić. 
Na zdjęciu zobaczycie 3 warstwy tuszu, a efekt jak dla mnie wcale rewelacyjny nie jest
Rzęsy są delikatnie podkreślone. Nie zauważyłam ekstremalnego wydłużenia ani pogrubienia. Owszem rzęsy są delikatnie podkręcone, ale bez rewelacji. Niestety tusz  pozostawia na rzęsach grudki oraz lubi sklejać rzęsy w kępki ;/ 
Tusz ten nie przypadł mi do gustu choć to jedyny tusz, który dobrze podkreśla dolne rzęsy ( to chyba dlatego, że jest suchy i mało nabiera się go na szczoteczkę). Zazwyczaj nie maluję dolnych rzęs ponieważ tusze zbyt mocno podkreślają je czego ja akurat nie lubię. Ten subtelnie je podkreśla i nie rozmazuje się podczas aplikacji ;) 
Podsumowując: Tusz May to be all in one to bardzo przeciętny tusz (porównałabym go do bazarkowych tuszy) o klasycznej, szorstkiej szczoteczce oraz suchej konsystencji. 
Moim zdaniem napis professional na opakowaniu wprowadza kupującego w błąd ponieważ z kosmetykiem profesjonalnym ten tusz nie ma nic wspólnego!
Efekt jaki daje jest bardzo delikatny (jak dla mnie minimalny): lekko wydłuża, pogrubia i podkręca rzęsy przy czy nie ma żadnego efektu wow. 
Za to ładnie  podkreśla dolne rzęsy. 
Nie osypuje się, nie rozmazuje, nie sprawia problemu podczas zmywania. 
 Nie mam pojęcia ile kosztuje oraz gdzie można go kupić.
Ale wiem, że ja już go więcej nie kupię, ani też Wam nie mogę go polecić ... ;(
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...