Flos-Lek żel arnikowy

Kosmetyki FLOS LEK rzadko goszczą w mojej kosmetyczce.
Nie wiem dlaczego, ale mimo bogatej oferty nie specjalnie kuszą mnie te kosmetyki. Jednak podczas wakacyjnego spotkania blogerów 
w Zielonej Mydlarni <relacja>, dzięki  uprzejmości sklepu wizaż24 do moich zbiorów wpadł żel arnikowy 
na rozszerzone naczynka, sińce, potłuczenia i obrzmienia

Z opisu producenta wynika, że żel ten można używać zarówno na ciało jak i pod oczy. Służy każdemu bez względu na wiek, a jego główne zadanie to obkurczenie drobnych naczyń krwionośnych oraz zmniejszenie ich widoczności. Żel chłodzi i przynosi ulgę przy mikrourazach, przyspiesza gojenie, pomaga w walce z siniakami, a stosowany pod oczy zapobiega sińcom, podpuchnięciom i workom. Skład jest krótki i przyjemny

Aqua, Propylene Glycol, Arnica Montana Flower Extract, Arnica Chamissonis Flower Extract, Panthenol, Phenoxyethanol, Triethanolamine, Carbomer, Ethylhexylglycerin.

Żel ten używałam zarówno pod oczy jak i do twarzy (zwłaszcza na policzki).
Jako żel pod oczy sprawdza się rewelacyjnie. Nakładałam go pod krem głównie rano po nieprzespanej lub "trudnej" nocy. Żel jest gęsty, bezzapachowy, błyskawicznie się wchłania i przynosi natychmiastową ulgę. Efekt chłodzenia jest delikatny, ale bardzo przyjemny. Jako, że nie pozostawia żadnego filmu nie utrudnia makijażu. Skóra pod oczami staje się wygładzona, zasinienia są mniej widoczne, opuchnięcie również jest zredukowane. Nie ściąga skóry co niestety często się zdarza podczas używania żeli pod oczy.

Bardzo lubię go też nakładać pod krem nocny, zwłaszcza gdy moja skóra ma gorszy okres lub trochę przesadziłam z kwasami.
Ulga jest natychmiastowa! Zaczerwienienie szybko znika, a skóra wraca do równowagi. Rano twarz jest uspokojona bez zaczerwienień ;)
Nie spodziewałam się, że żel, który kosztuje 8,77 zl <klik> okaże się tak rewelacyjnym i uniwersalnym kosmetykiem.
Jak się okazało jest o niebo lepszy niż dużo droższy 
żel pod oczy Bottega Verde <recenzja klik>!!!

Dzięki wizaż24 poznałam rewelacyjny i tani kosmetyk, który zagości w mojej kosmetyczce na stałe.

Serdecznie Wam go polecam, a osobom z cerą naczyniową lub problemami z opuchniętymi oczami radzę jak najszybciej sprawdzić na własnej skórze ten niepozorny, wyjątkowo wydajny żel ;)

TAG: Uwielbiam drogeryjne kosmetyki

W zeszłym tygodniu na blogu Sekrety naszego piękna <klik
pojawił się bardzo fajny TAG. 
TAG dotyczy drogeryjnych kosmetyków

Jeśli jesteście ciekawe jakie kosmetyki z drogerii lubię, a jakich nie polecam to zapraszam do dalszej części "zabawy" ;)


1. Ulubiona drogeryjna marka?
Mam kilka drogeryjnych marek, które lubię choć nie ukrywa, że jeśli chodzi o kosmetyki  pielęgnacyjne to przestawiłam się na produkty naturalny oraz apteczne. Jednak chętnie sięgam po kosmetyki Ziaja.
Jeśli chodzi o kolorówkę to stawiam na KOBO  lubię też lakiery Wibo ;)
Antyperspirant to na pewno Garnier <klik> ;)
A pasta do zębów to tylko Colgate Max WHITE One 


2. Ulubiony produkt do ust, policzków, twarzy? 
Jeśli chodzi o usta to polubiłam się z carmexem <klik> choć nasz "pierwszy raz" nie był udany <klik>. Nie mogę tutaj nie wspomnieć o mojej ulubionej pomadce wiśniowej NIVEA, która jest ze mną od lat ;)

 Produktów do policzków nie używam, mam naturalne rumieńce więc sami rozumiecie.

Zaś na twarz lubię nakładać krem tonujący ziaja NUNO <klik>, a ostatnio bardzo sobie chwalę kremy CC firmy Soraya <recenzja KLIK> oraz Kolastyna <recenzja wkrótce>

3. Najgorszy drogeryjny kosmetyk? 
Nie lubię kosmetyków Lirene jednak największe drogeryjne rozczarowanie to kosmetyki do włosów Alterra <recenzja KLIK> nie polubiłam się z nimi i naprawdę nie wiem skąd tyle zachwytów ;(

4. Niedoceniany drogeryjny produkt? 
Jedynym produktem, który jest jeszcze mało znany, a dostępny w prawie każdym rossmanie za grosze jest krem/maść antyseptyczna Himalaya <klik>. 
Warto też wspomnieć o serum Soraya hialuronowy zastrzyk <klik>, który świetnie wygładza i nawilża skórę ;)
Nieznane są również kosmetyki Gerovital dostępne w drogerii Natura, które są naprawdę dobre i warte poznania ;)

5. Kosmetyk niewart swojej ceny? 
Uważam, że zwłaszcza kolorówka w polskiej drogerii jest droga i niewarta swojej ceny. Na pewno nie opłaca się kupować takich marek jak ASTOR, Maybelline, Rimmel czy Bourjois. Jeśli coś mnie od nich ciekawi szukam tych kosmetyków w sklepach internetowych np. e-zebra gdzie kupię te kosmetyki bardzo często za 1/4 ceny drogeryjnej. Zaś jeśli chodzi o kosmetyki z pielęgnacji to osobiście uważam, że swojej ceny nie są warte kremy L'Oreal, Lirene, Perfecta, AA, Dermika.

6. Drogeryjny zamiennik drogiego kosmetyku. 
Tutaj długo się zastanawiałam, ale jedyne co przychodzi mi na myśl to Lovely natural lip stick, który śmiało może zastąpić droższy carmex <recenzja klik>

7. Produkt, który jest przereklamowany?
Moim skromnym zdaniem takim produktem jest micel Garnier. Owszem robi co ma robić, ale szału nie ma. Dla mnie niczym nie wyróżniający się średniaczek ;/ 

Tak wygląda moje zdanie na temat kosmetyków drogeryjnych. 
Chętnie poznam Wasze ;)

100% Argan Oil BIO

O oleju arganowym pisałam już kilka razy.
Kto mnie czyta ten wie, że wiosną dzięki arganowi stan mojej cery był idealny.
Jednak argan arganowi nie równy. 
Miałam ten olej różnych firm i nie zawsze efekt był taki sam.
Obecnie w mojej pielęgnacji oraz pracy wykorzystuję olej arganowy firmy Argan group, który dostępny jest w dwóch pojemnościach.
Buteleczka z atomizerem o pojemności 50 ml
Moim zdaniem ta wersja będzie idealnym prezentem dla każdej kobiety, która dba o swoją skórę w sposób naturalny. Włosomaniaczki również się ucieszą ;)
Olej arganowy można wykorzystać w pielęgnacji całego ciała. 
Zastąpi krem na noc, balsam do ciała, ale też może  wspomóc działanie używanych kosmetyków. Producent zaleca stosowanie oleju arganowego do:
Ja olej arganowy używam  przeważnie do ciała, moje włosy akurat z olejami się nie lubię. Często dodaję go do maseczek - zwłaszcza glinek, pod krem lub zamiast kremu na noc. Wykonuję też na nim masaż twarzy u moich klientek.
Atomizer działa bez zarzutu dozując odpowiednią ilość produktu.
Dla niektórych olej arganowy może wydawać się za ciężki, za tłusty. Jednak warto dać mu szansę ponieważ działanie tego oleju jest naprawdę niesamowite.
Skóra staje się elastyczna, jędrna, idealnie nawilżona i odżywiona.
Problem suchej, ściągniętej skóry znika. W czasie kuracji kwasami chyba żadne krem nie da nam takiej ulgi jak właśnie olej arganowy.
Pomoże on również przy problemach z paznokciami i suchymi skórkami ;)

Wersja 10 ml ma formę roll-on
Jest to idealny produkt pod oczy. Nie tylko dba o skórę, ale zapewnia również delikatny masaż   ;)

Olej arganowy Argan group posiada 5 certyfikatów, które zapewniają, że produkt jest w 100% czysty. Do kupienia TUTAJ w korzystnych cenach.
50 ml kosztuje 45 zł, a 10 ml 15 zł

Garnier NEO antyperspirant w kremie

Nie przepadam za kosmetykami pielęgnacyjnymi Garnier.
Za to ich antyperspiranty uwielbiam od kilku lat i regularnie je kupuję.
Gdy kilka tygodni temu na drogeryjnych półkach pojawiła się nowość Garniera - antyperspirant NEO o formule suchego kremu
 wiedziałam, że gdy cały ten reklamowy booom choć trochę opadnie będzie mi dane na własnej skórze, pod własną pachą to cudo wypróbować.

Mój tatuś wie, że lubię próbować nowości, a antyperspiranty Garniera bardzo lubię dlatego też suchy krem NEO o zapachu świeżej bawełny trafił do mnie zaraz po tym jak pojawił się w rossmanie ;)

Jak się sprawdził ? świetnie! ;)
Producent zapewnia, że antyperspirant zawiera 80% składników pielęgnacyjnych, które chronią skórę pod pachami. Co prawda w składzie za bardzo ich nie widać, ale faktycznie stan skóry pod pachami się poprawił. 
Skóra jest nawilżona, zregenerowana, miękka, wypielęgnowana  i bardziej odporna na podrażnienie po depilacji.
Oprócz tego, że antyperspirant w kremie Garnier NEO chroni i pielęgnuje skórę pod pachami zapewnia też skuteczną ochronę przed poceniem przez cały dzień, a delikatny, świeży zapach bawełny utrzymuje się na skórze aż do kąpieli.
Moim zdaniem jest to bardzo dobry, innowacyjny produkt, który zapewnia mi poczucie świeżości i pewności przez cały dzień. 
Nawet gdy muszę pokonać 5 pięter z moim mobilnym gabinetem kosmetycznym wiem, że nie odstraszę klientkę ;)
To właśnie najbardziej cenię w antyperspirantach - 100% pewności.
Ten antyperspirant mi to daje, a w porównaniu do innych dodatkowo pielęgnuje wrażliwą skórę pod pachami. Cena może i jest wyższa od innych antyperspirantów (40 ml kosztuje ok 15zł), jednak w promocji (ok 11 zł) naprawdę się opłaca ;)

Dla mnie ideał!

A dla Was ?


Wibo Express growth lakier multiwitaminowy nr 346

Lakiery Wibo bardzo lubię choć ich najnowsze dziecko - 1 COAT MANICURE <klik> mnie nie zachwycił, a wręcz rozczarował. 
Jednak nie przekreślam firmy i na pewno jeszcze nie jeden ich lakier zamieszka w mojej lakierowej szufladzie.
Kilka miesięcy temu trafiła w rossmanie na dużą promocję niektórych lakierów firmy Wibo. Kupiłam wtedy chyba z 4 buteleczki.
Między innymi skusiłam się na lakier EXPRESS growth nr 346 z formułą multiwitaminową, która ma wspomagać wzrost paznokcia.
Kolor ten skradł moje serce i tak się składa, że tej jesieni często gości na moich paznokciach. Jest to lakier o kremowym wykończeniu, który niesamowicie  się błyszczy nawet bez nabłyszczacza.  Taki efekt utrzymuje się od pomalowania, aż do zmycia, czyli ok 5 dni. Trwałość jest jak najbardziej na plus ;)
Konsystencja lakieru jest rzadka więc trzeba uważać żeby nie zalać skórek. Pędzelek jest wąski, długi, dobrze wyprofilowany. Zdecydowanie ułatwia malowanie wąskich płytek, przy szerokich trzeba się trochę namachać, ale wszystko jest do ogarnięcia, Bez obaw- zakwasów się nie dorobicie ;p
Jedyne co nie do końca jest fajne w tym lakierze to krycie. Lakier nałożony na bazę potrzebuje 2 warstw do wydobycia tego pięknego, ziemistego brązu.
Jako, że producent chwali się obecnością witamin oraz substancji wspomagających wzrost paznokcia nakładam go bezpośrednio na płytkę i wtedy niestety potrzeba aż 3 warstw lakieru ;/ 
Pierwsza warstwa jedynie delikatnie i nierównomiernie pokrywa paznokieć, druga daje taki lekko sraczkowaty kolor, dopiero trzecia pozwala  wydobyć głębie koloru (ale to ładnie napisałam;)).
Gdy pierwszy raz nałożyłam ten lakier na "goły" pazurek  byłam pewna, że podczas zmywania będzie problem i że w pewnym stopniu lakier odbarwi płytkę. Na szczęście nic takiego nie miało miejsca.

Czas schnięcia jest standardowy na pewno nie błyskawiczny.
 Lakier na paznokciu wygląda dobrze jakieś 5/6 dni choć lekko starte końcówki pojawiają się już na 3 dzień.

Zmycie lakieru jest bezproblemowe, a płytka faktycznie wygląda lepiej - jest mocniejsza i jakby bardziej zregenerowana. 
Czy paznokcie rosną szybciej ? Hmm chyba coś w tym jest ;)

Lakier kupiłam w promocji za 2 zł, a jego "normalna" cena w szafie Wibo to ok 5-6 zł. Osobiście lakier lubię i mimo średniego krycia polecam!

Na pewno skusze się jeszcze na inne (może bardziej czerwone) kolory ;)

KOBO trwały podkład matujący nr 101 Light Beige

Rzadko się zdarza, że dwa razy kupuję ten sam podkład. Naprawdę!
Na rynku jest tyle tego, że za każdym razem gdy muszę kupić podkład to wybieram coś nowego, innego z nadzieją, że trafię na CUD ;)
Jednak w mojej podkładowej historii zdarzyła się powtórka.
Właśnie kończę drugą buteleczkę matującego podkładu KOBO nr 101
Producent obiecuje:
Lubię ten podkład mimo silikonowej formuły. 
Bardzo dobrze kryje i tak jak zapewnia producent nie daje efektu maski co możecie zobaczyć na poniższym zdjęciu gdzie mój "makijaż" ogranicza się tylko do podkładu.
Jedyne co mnie zastanawia to skład. Na opakowaniu go nie znajdziemy.
Zaś na stronie producenta widnieje troszkę inny podkład, owszem matujący, z SPF 15, ale o pojemności 30 ml, a nie 40.
 Jeśli jednak jest to ten sam produkt to skład nie należy do najciekawszych - KLIK
Składniki/Ingredients: Aqua, PEG/PPG-18/18Dimethicone, Isododecane(and)Dimethicone(and)Polysilicone 11(and)Dimethylacrylamides/Acrylic Acid/Polystyrene/Ethyl Methacrylate Copolymer(and)Butylene Glycol(and)Coco-Caprylate Caprate, Cyclohexasiloxane(and)Cyclopentasiloxane, PPG-3 Benzyl Ether Myristate, Propylene Glycol, Octyl Methoxycinnamate, Dimethiconol, Methylmethacrylate Crosspolymer, Cyclomethicone(and)Quaternium-18 Hectorite(and)Propylene Carbonate, Polyglyceryl-4 Isostearate(and)Cetyl PEG/PPG-10/1 Dimethicone(and)Hexyl Laurate, Talc, Magnesium Aluminum Silicate(and)Cellulose Gum, Phenoxyethanol(and)Methylparaben(and)Propylparaben(and)DMDM Hydantoin, Potasium Cetyl Phosphate, Stearyl Dimethicone(and)Octadecene, Sodium Chloride, Parfum, Benzyl Salicylate, Citronellol, Coumarin, Geraniol, Hexyl Cinnamal, α-Isomethyl Ionone, Tocopheryl Acetate, [+/- Triethoxycaprylylsilane, CI 77491, CI 77499, CI 77891, CI 77492]

Jednak mimo to nadal lubię się z tym podkładem, bo tak jak pisałam daje fajne krycie, ale nie tworzy pudrowej maski. Efekt matu utrzymuje się do 8 godzin nawet bez pudru. Rewelacyjnie stapia się z cerą. 

Nawet używany codziennie nie pogorszył stanu mojej cery (jak wiadomo mam kapryśną  z tendencją do trądziku) za co otrzymuje ogromnego plusa.
Sprawdził się też podczas upału. Na plus jest też obecność filtra o SPF 15.
Jego konsystencja jest gęsta, ale bardzo dobrze się rozprowadza dlatego wystarczy niewielka ilość żeby pokryć całą twarz. Przez to podkład ten jest bardzo wydajny. Moje opakowanie zużywam już prawie rok ;)

Uważam, że warto się na niego skusić podczas promocji. Na początku roku kupiłam go za 10 zł, a jego normalna cena to ok 20 za 40 ml.

Eveline Balsam z peelingiem 2w1 pod prysznic

Firma Eveline znana jest z kosmetyków typu 100w1.
Ostatnio na rynku pojawił się bardzo ciekawy produkt
Tak dobrze widzicie! Jest to balsam o działaniu peelingu i to jeszcze pod prysznic. Czy można chcieć czegoś więcej ?
W 1 produkcie teoretycznie mamy 3 kosmetyki.
Teoretycznie, bo jak się okazuje  balsam z peelingiem pod prysznic stosujemy na umyte wcześniej żelem ciało, wykonujemy ok 3 minutowy masaż i spłukujemy.
Producent obiecuje, że po tym kosmetyku nie musimy używać balsamu do ciała ponieważ balsamo-peeling zawiera unikalne połączenie 3 naturalnych olejków, 7 ekstraktów roślinnych, składniki głęboko nawilżające i witaminy.
Co jeszcze obiecuje producent ?
A teraz proszę państwa weryfikacja zapewnień producenta.
  Skład!
I co my tutaj mamy ? Parfum na 4 miejscu! 
tak! tak! tak! 
Woda, gliceryna, polietylen (substancja ścierająca) i parfum
A cała reszta magicznych, cudownych składników pielęgnacyjnych znajduje się po składnikach zapachowych, które powinny być na końcu składu!
Kolejny bajeczny produkt jak się okazało  jest mieszaniną kłamstw marketingowców!

Mimo, że skład jest tragiczny to kosmetyk ten  w pewnym stopniu działa, a z działania jestem nawet zadowolona. Oczywiście o pielęgnacji nie ma tutaj mowy, ale delikatne drobinki ładnie wygładzają skórę, nie uszkadzając jej, a zapach faktycznie umila czas w łazience.
Dla mnie jest to bardzo dobry peeling do ... rąk! ;)
Tak używam go podczas manicureSPA i w tej roli sprawdza się świetnie.
Kremowa konsystencja z drobinkami świetnie masuje dłonie pozostawiając je gładkie, aksamitne, miękkie, rozjaśnione i pięknie pachnące ;)
Jest to świetny wstęp do zabiegu z parafiną lub przed maską na dłonie ;)

Według e-sklepu Eveline balsam z peelingiem kosztuje 17,99 zł. 
W rossmanie widziałam go za niecałe 20 zł.



Drożdżowa maseczka z kolagenem do cery tłustej BingoSPA

Mam już swoje ulubione, sprawdzone maseczki do twarzy.
Mimo to jak tylko gdzieś zobaczę coś nowego, innego przeznaczonego do cery tłustej wewnętrzny głos podpowiada mi: "kup to, spróbuj! może akurat jest to kosmetyk idealny dla Ciebie..."
I tak właśnie było z drożdżową maseczką do cery tłustej firmy BingoSPA
Kupiłam ją przy okazji zakupu kosmetyków z serii "profesjonalnej".

Za 120 g zapłaciłam jedynie 10 zł.
Maseczka  ma pomóc w pielęgnacji cery tłustej. 
Producent obiecuje, że:
  Teoretycznie maseczka powinna zdziałać cuda. 
Chyba każdy posiadacz cery tłustej marzy o:
- regulacji wydzielania sebum,
- zmniejszeniu widoczności porów,
- oczyszczeniu i ujędrnieniu skóry
Prawda ?

Jak maseczka spisała się na mojej kapryśnej buźce ?
 Zaraz się dowiecie ;)

Nie napiszę, że jest to maseczka cud, ale nie mogę powiedzieć, że jest to bubel.
Co prawda w składzie znajdziemy "zły" alkohol ( Alcohol denat.) oraz parabeny
Jednak maseczka działa i co najważniejsze nie wysusza skóry ;)

Maseczka znajduje się w klasycznym opakowaniu, które pozwala na zużycie 100% produktu. Maseczka ma bardzo gęstą, żelową konsystencje o delikatnie żółtym zabarwieniu. 
Jej zapach jest delikatny, aczkolwiek drożdże da się wyczuć.
Mimo, że nie lubię drożdżowego zapachu ten zbytnio mi nie przeszkadza.
Maseczka jest bardzo wydajna, wystarczy niewielka ilość na pokrycie całej twarzy. Mimo, że producent zaleca nakładanie maseczki 2-3 razy w tygodniu ja używam jej raz, góra 2 razy. 
Po nałożeniu czuć delikatne mrowienie, które dość szybko znika. 
Maseczka na twarzy jest bezbarwna i po kilku minutach zasycha.
Zmycie jej po 15 minutach nie jest trudne ;)

Jeśli chodzi o działanie to jest ono dobre, ale nie rewelacyjne. 
Maseczka ładnie uspokaja cerę, łagodzi stany zapalne oraz widocznie zwęża rozszerzone pory.
Skóra po zmyciu maseczki jest delikatna, miękka i gładka. 
Dłużej też pozostaje matowa. 
Nie zaliczyłabym tej maseczki do oczyszczających. 
Co do nawilżenia to jest ono powierzchowne.
W żaden sposób maseczka nie podrażniła mojej skóry, nie wysuszyła jej.
 Mimo obecności alkoholu  skóra nie była ściągnięta, za to delikatnie napięta.

Uważam, że drożdżowa maseczka BingoSPA z kolagenem to dobry produkt do cery tłustej jednak nie stosowałabym jej 3 razy w tygodniu. 
Raz, ewentualnie dwa (gdy mamy gorsze dni) zdecydowanie wystarczy ;)

Equilibra tricologica nawilżająca odżywka zwiększająca objętość włosów

Moje włosy nie mają ze mną lekko. 
Codziennie je myje, codziennie suszę suszarką. 
Może nie codziennie, ale często prostuje.  
Regularnie są też farbowane. 
Nie są za to jakoś specjalnie pielęgnowane. 
Skończyłam jak na razie z kremowanie włosów, a olejowanie w ogóle nie przypadło mi do gustu. 
To, że moje włosy jeszcze są to cud, a to, że mimo podstawowej pielęgnacji wyglądają dobrze zawdzięczam nawilżającej odżywcze Equlibra, która dodatkowo ma zwiększać objętość włosów.
Odżywka jest ze mną już dość długo (dostałam ją na spotkaniu w Opolu bodajże w kwietniu 2013), ale używam jej dopiero od kilku tygodni.
Z notki producenta dowiadujemy się, że: 
Faktycznie tak jak zapewnia producent odżywka ma gęstą, kremową konsystencję i świetnie rozprowadza się na wilgotnych włosach. Od razu sprawia, że włos staje się miękki, sypki i gładki ;)
Na ostatnim miejscu w składzie znajduje się parfum, ale mimo to zapach odżywki utrzymuje się na włosach cały dzień!
Jest to specyficzna, lekko cytrusowa woń.
Dokładny skład prezentuje się następująco:
Jak się okazało dla moich włosów odżywka ta jest rewelacyjna.
Nakładam ją co 2 mycie choć gdy zależy mi na efekcie lśniących, gładkich włosów to zdarza się, że nakładam ją codziennie.
Odżywka nie obciąża moich włosów oraz nie przyspiesza przetłuszczenia ich. 
Nakładam ją dosłownie na chwilkę, na wilgotne, świeżo umyte włosy - 2/3 długości. Nie używam jej na skórę głowy jedynie na włosy, ze szczególnym uwzględnieniem końcówek.

Włosy po użyciu tej odżywki są niesamowicie gładkie, lśniące, sypkie, nie puszą się, nie elektryzują. 
Są również nawilżone, odżywione, a końcówki się nie rozdwajają. Wydaje mi się, że odżywka ta przyspiesza suszenie włosów. Naprawdę! ;) Możecie się śmiać, ale włosy szybciej są suche po użyciu tejże odżywki niż wtedy gdy umyję włosy samym szamponem.

Odżywka Equilibra sprawia, że moje włosy są proste przez cały dzień i to bez użycia prostownicy!
Jeśli chodzi o zwiększenie objętości włosów to nie jest ono jakieś spektakularne, co akurat mi pasuje ponieważ moje włosy nie mają z tym problemu. 
Jednak produkt ten bardzo ładnie odbija włosy od skóry głowy, co sprawia, że fryzura jest lekka i sprężysta. Właśnie takiego efektu szukam w odżywkach ;)

Podsumowując: Nawilżająca odżywka Equilibra z aloesem spełnia wszystkie zapewnienia producenta. Wspaniale nawilża i odżywia włosy. 
Sprawia, że kosmyki są lekkie, sprężyste, miękkie i lśniące. Zapobiega puszeniu i elektryzowaniu się włosów. Dodatkowo zapewnia efekt wygładzenia bez użycia prostownicy. A całość dopełnia piękny skład i dość przyjemna cena - ok 20 zł za 200 ml. 

Ja jestem na TAK i szczerze ją polecam ;)




Uwaga! Bubel!

Jako, że nie mam ostatnio szczęścia do kosmetyków zapraszam Was na kolejny post z serii "Uwaga bubel!"
Od razu uprzedzam, że każdy z tych 5 produktów jest bubelm w moim odczuciu. Jest duże prawdopodobieństwo, że to co nie sprawdziło się u mnie może  okazać się hitem u kogoś z Was. 

Na 5 kosmetyków, aż cztery są z kategorii kolorówka ;/ 
No mówię, że nie mam szczęścia jeśli chodzi o kolorowe kosmetyki ;(

Jednak w pielęgnacji nie sprawdziła się u mnie i nie polecam maseczki oczyszczającej z cynkiem słynnej firmy z DMu Balea
 
 Maseczka ta przeznaczona jest do cery mieszanej i tłustej oraz z tendencją do trądziku. Jej zadanie to m.in oczyszczenie skóry, zwężenie porów, regulacja sebum. I wydawałoby się, że maseczki powinna być "cudem", ale skład sprawił, że stałą się bublem. Bardzo wysoko w INCI są alkohole. 
Sama maseczka nimi pachnie ;/ Podczas aplikacji skóra dość mocno piecze, a po zmyciu skóra jest zaczerwieniona, podrażniona i wysuszona ;/ 
Tak więc dla mnie maseczka ta niestety okazała się bublem, o wiele bardziej lubię czyste glinki wymieszane z wodą lub hydrolatem ;/ 

Teraz przejdźmy do kosmetyków kolorowych, które również mi nie przypasowały. Na pierwszy ogień idzie słynna
 pomadka ochronna Maybelline BABY LIPS.
 Kupiłam ją latem w promocji za 6 zł. 
Początkowo byłam zadowolona ponieważ delikatnie barwiła usta na wiśniowy kolor. Byłam pewna, że będzie ona zamiennikiem mojej ulubionej pomadki Nivea cherry. Niestety przy dłuższym stosowaniu pomadka ta niesamowicie przesuszała moje usta ( a wg producenta miała zapewniać im 8h nawilżenie;/).
Tak więc bez sensu stosować na usta produkt, który je wysusza, prawda ? ;/

Nie polubiłam się też z paletką naturalnych cieni 
JOKO Perfect Your Look nr 403 MAT.
 Paletkę otrzymałam na wakacyjnym spotkaniu blogerów. Kolorystyka tych cieni jest fantastyczna, idealna do makijaży dziennych. Niestety jak się później okazało cienie te mają bardzo słabą pigmentację i stworzenie za ich pomocą makijażu jest praktycznie niemożliwe ;(
Tak więc w solidnej, prostej kasetce z lusterkiem znajdują się 4 cienie w pięknych neutralnych odcieniach, niestety o bardzo słabej pigmentacji ;/
Makijażu nimi nie stworzycie ewentualnie możecie ich używać jedynie do zmatowienie powieki ;/ 

Kosmetyki mineralne lubię, ale niestety nie polubiłam się z minerałami Earthnicity minerals Londyn
 Kolorystyka jest jak najbardziej ok, na pewno każdy znajdzie coś dla siebie. Jednak krycie, trwałość zostawiają wiele do życzenia. Mimo, że moja cera teraz nie przechodzi kryzysu pielęgnacyjnego to podkład mineralny Earthnicity miał problem żeby ujednolicić moją twarz ;/ 
Krycie jest jak dla mnie niewystarczające.
 Nie podobał mi się efekt stosowania tego podkładu solo. Nałożony na krem CC podkreślał nawet lekko rozszerzone pory. Niestety podkład ten w ogóle nie matuje skóry przez co już po kilku minutach pojawia się świecenie i nie jest to piękny, subtelny blask tylko tłusta skóra ;/ 
Tak więc niestety, ale te podkłady mineralne na pewno nie zagoszczą w moim kuferku ;/ Stosowałam go też na kilku klientkach, ale u nich również efekt nie był zachwycający ;/

I ostatnim nieulubionym kosmetykiem kolorowym jest wodoodporny tusz z Wibo Volume Size Lash
 Kupiłam ten tusz ze względu na formułę wodoodporną, Ale tak sklejał rzęsy i kruszył się, że za długo go nie używałam ;/  No nie dało się.
Już lepiej rzęsy wyglądały bez jakiejkolwiek mascary niż z tą ;/
I jeszcze ta szczoteczka .... ciągnęła rzęsy tak, że myślałam, że mi je powyrywa.
Jednym słowem bubel !

Ciekawa jestem czy miałyście któryś z tych kosmetyków?
Może u Was się  sprawdził ? ;>



Love Me Green energetyzujący peeling do ciała

Peelingi do ciała używam sporadycznie.
 Szczerze przyznam, że nie lubię peelingować nóg, rąk czy brzucha. 
Twarz tak, ale moje ciało mam wrażenie, że peelingu nie potrzebuje.
Jeśli już to drobinki muszą być z rodzaju mikro.

Kilka tygodni temu na wannie zagościł naturalny, 
energetyzujący peeling do ciała Love Me green 
z olejkiem pomarańczowym
Firma Love Me Green ma bardzo dobre - naturalne składy. 
Miałam próbki ich kosmetyków i wyjątkowo przypadł mi do gustu peeling do twarzy oraz wyszczuplający balsam do ciała z zieloną herbatą. Miałam też okazję używać ich balsamu do ciała, który był ok, ale jego cena była z tych kosmicznych ;/ 
Producent wypuścił peeling do ciała ze świetnym składem, który ma nie tylko złuszczyć martwy naskórek (za pomocą cukru), ale także pielęgnować naszą skórę dzięki obecności oleju arganowego.
Konsystencja jest bardzo gęsta, ale należy uważać na olej, który oddziela się od cukry i może znaleźć się nie tam gdzie byśmy tego chciały
Kryształki cukru są dość duże i należy ostrożnie masować nimi swoją skórę - wilgotną skórę. Nie radzę stosować go na sucho.
Najlepiej używać tego peelingu w wannie po kąpieli, bo pod prysznicem może być niewygodnie. Pamiętajcie też, że ten peeling nie ma za zadanie umyć naszego ciała tak więc stosuję się go po oczyszczeniu skóry, a nie zamiast żelu pod prysznic. 
Jeśli chodzi o zapach to trochę się rozczarowałam. Liczyłam na soczystą pomarańczę, a otrzymałam zapach pomarańczopodobny. 
Ja wiem, że naturalny olejek pomarańczowy nie pachnie tak jak chemiczne aromaty, ale mimo wszystko liczyłam na słodszy, bardziej orzeźwiający zapach. 

Co do działania to jak dla mnie peeling ten jest za ostry. 
Owszem skóra po nim jest gładka, miękka, otulona odżywczą warstewką, ale samo peelingowanie nie jest dla mnie przyjemne tak więc głównie używałam go do stóp, łokci i kolan gdzie moja skóra jest zgrubiała.
Teraz moje łokcie są idealnie gładkie i odżywione ;) 

Jednak peeling ten oprócz tego, że dla mnie jest za ostry ma jeszcze 1 minus. Opakowanie
Uważam, że producent powinien pomyśleć nad innym ponieważ to nie dość, że jest niewygodne to jeszcze olej przez nie przecieka ;/ 

Jeśli chodzi o cenę to jak przystało na kosmetyki naturalne nie jest ona niska. 
Za 200 ml produktu producent życzył sobie prawie 80 zł. Jednak teraz ze względu na opakowanie i dużą możliwość wycieku olejku podczas transportu cena została obniżona i obecnie peeling kosztuje 49,90 zł.

Czy warto się skusić ?
 Jeśli lubicie mocne peelingi i naturalny skład bez parafiny, barwników, silikonów itp. to tak ;)

Jako, że peeling jest wydajny postanowiłam podzielić się nim z Kasią, która z tego co wiem  peelingi do ciała uwielbia ;)

życzę Wam przyjemnego tygodnia ;)

1 Coat Manicure Wibo nr 14

To, że producenci często robią nas w balona i obiecują cuda na kiju wie każdy konsument. Jeśli chodzi o kosmetyki to bardzo często producenci puszczają cugle wyobraźni i obiecują takie rzeczy, że sami nie wierzą w to co piszą.
Niestety ostatnio dość często trafiam na produkty, które miały zbawić moją skórę, poprawić samopoczucie i w ogóle sprawić, że stanę się lepszym człowiekiem. Kiedy ostatni raz przyłapałam producenta na kłamstwie ?
Wczoraj! malując paznokcie lakierem Wibo 1 Coat Manicure nr 14
Według producenta lakiery te mają specjalną formułę, która zapewnia pełne krycie już przy 1 warstwie lakieru, szeroki pędzel ułatwia perfekcyjny manicure, a szybki czas schnięcia jest dopełnieniem  tego idealnego lakieru.

Tere fere !!!
Niestety nie  mogę przyznać producentowi racji.

Lakier ma żelową konsystencję, która niestety rozlewa się na skórki i zamiast zostać na płytce "ucieka" na boki
(i nie jest to wina zbyt dużej ilości nabranego lakieru).
Krycie jest średnie i 1 warstwa niestety nie wystarcza ponieważ lakier nierówno pokrywa płytkę i tworzą się nieestetyczne prześwity.
Druga warstwa jest konieczna!
Pędzelek jest długi, smukły i w żaden sposób nie ułatwił mi malowania paznokci. Mimo to uważam, że pędzel jest dobrze wyprofilowany, ale trzeba się nauczyć nim malować. Czas schnięcia również nie jest błyskawiczny.
Mimo, że paznokcie malowałam popołudniu to rano obudziłam się z charakterystycznymi odgnieceniami ;/
Trwałością lakier ten też nie powala. Już na drugi dzień po malowaniu pojawiły się starte końcówki ;/
Jedyne co mi się w tym lakierze podoba to kolor trochę trudny do zidentyfikowania.
Według mnie jest to ciemny, brudny róż, który czasami wpada w burgund (?)
Aaaa i połysk jak przy hybrydach również jest na plus ;)

Raczej na inne odcienie się nie skuszę choć w kolekcji mam jeszcze nr  8 ponieważ lakiery kupiłam w promocji Rossmana 1+1 gratis.

Lakiery Wibo bardzo lubię, ale ta jednowarstwowa seria moim skromnym zdaniem się producentowi nie udała ;/

Miałyście lakiery z tej serii ?


Serum czekoladowo pomarańczowe do ciała BingoSPA

Tej jesieni postawiłam na czekoladowe kosmetyki. 
Jak na razie skusiłam się na czekoladowy koktajl do kąpieli <recenzja KLIK>, który niestety mnie nie zachwycił oraz na 
Nie wiem dlaczego producent nazwał ten produkt serum(?). 
Dla mnie jest to balsam do ciała o treściwej konsystencji. 
W składzie zaraz po wodzie znajduje się masło kakaowe, a dopiero później parafina. Jak wiecie ja nic do parafiny w kosmetykach do ciała nie mam
Czy polubiłam to "serum" do ciała ? Ja je pokochałam!!!
Głównie za zapach, który jest zniewalający
Przepiękne połączenie czekolady z pomarańczą jak z najpyszniejszego cista.
Zapach jest z rodzaju tych świątecznych, których ja w tym okresie szukam nie tylko w kosmetykach, ale także świeczkach i wszystkich dodatkach ;)
Tak więc już za sam zapach balsam ten dostaje ocenę celującą.
 Jednak działanie pielęgnacyjne ku mojemu zaskoczeniu jest również bardzo dobre ;) Producent zapewnia
(..)Składniki czekoladowego serum BingoSpa drenują i pobudzają metabolizm komórkowy, regenerują i działają kojąco (...)Aksamitne i delikatne, czekoladowo - pomarańczowe serum BingoSpa do pielęgnacji ciała to odżywczy kompres, który ożywi i przywróci młodzieńczy blask zmęczonej i suchej skórze.

I w tym produkcie zapewnienia mają pokrycie. 
Skóra jest nawilżona, odżywiona, poprawia się jej elastyczność. 
Mimo gęstej konsystencji balsam bardzo szybko się wchłania i nie pozostawia tłustej warstwy. Po balsamowaniu  ciało jest gładkie, miękkie, napięte i odpowiednio nawilżone.
 Opakowanie również jest na plus - przezroczysta, solidna butelka z pompką, która dozuje dość małą ilość produktu.
Jedynym minusem jest wydajność. 
150g  wystarczy na jakiś miesiąc codziennego balsamowania całego ciała. 
Ja używam go już od 3 tygodni i niestety została mi 1/3 produktu.
Zapach jak już wspomniałam jest bajeczny choć na skórze za długo się nie utrzymuje. Mimo to balsam ten wyjątkowo przypadł mi do gustu i chętnie poznam inne połączenia zapachowe, zwłaszcza ciekawa jestem jak pachnie czekolada z papają ;)

W sklepie BingoSPA balsam ten kosztuje 16 zł.

Szczerze polecam zarówno miłośniczkom czekolady jak i wszystkim lubiącym takie "ciasteczkowe" zapachy ;)

Krem arganowy z różą damasceńską

                      Na początku października skończył się mój ukochany krem "nocny" <recenzja KLIK> i pewnie kupiłabym kolejne opakowanie 
gdyby nie 4 nowe kremy z olejem arganowym czekające na przetestowanie
Jako pierwszy postanowiłam sprawdzić krem arganowy przeznaczony do cery naczyniowej z różą damasceńską 
Opis na stronie producenta zachęca. W skrócie krem ten:
Skład jest prosty, naturalny, jak najbardziej na plus ;)
 Argania Sipnosa Kernel Oil, Rosa Damascena Flower Water, Hamamelis Virginiana (Witch Hazel) Leaf Water, Butyrospermum Parkii (Shea butter) Fruit, Cocos Nucifera, Cera Alba, Glycerin, Rosa Moschata Seed Oil, Phenoxyethanol, Ethylhexylglycerin

Krem znajduje się w sterylnej butelce z dozownikiem typu airless
Krem jest treściwy. Według producenta nadaję się zarówno na dzień jak i na noc.
Ja ze względu na to, że krem pozostawia tłusty film i potrzebuje dużo czasu żeby się wchłonąć używałam go tylko na noc.
30 ml wystarczyło mi na  miesiąc stosowania przy czym nakładałam ten krem nie tylko na twarz, ale również szyję i dekolt
(nie zapominajcie o pielęgnacji szyi ponieważ to ona zdradza nasz wiek!).
Krem ma specyficzny, lekko ziołowy zapach.
Nie spodziewajcie się delikatnej woni róży. 
Zapach raczej nie spodoba się osobom wrażliwym na zapach. Jeśli chodzi o działanie pielęgnacyjne to szczerze napiszę, że mam mieszane uczucia.
Niby krem ma rewelacyjny skład, ale nie zachwycił mnie on na tyle żeby kupić kolejne opakowanie. Moja skóra bardzo lubi się z olejem arganowym, hydrolat z róży damasceńskiej i oczaru wirginijskiego również dobrze się spisywały. 
Mimo wszystko ta mieszanka wzbogacona masłem shea, które wg niektórych źródeł rewelacyjnie pielęgnuje skórę trądzikową, niekoniecznie sprawdziła się na mojej skórze. 
Ktoś powie, że to wina niedopasowania kremu do rodzaju cery, ale ja mam problemy naczyniowe, co podkreśla za każdym razem mój dermatolog jak również wszyscy dermokonsultanci. 
Po nałożeniu kremu moja skóra robi się czerwona i delikatnie piecze. 
Zazwyczaj kremy do cery naczynkowej koją zaczerwienia, a mam wrażenie, że po tym kremie moja twarz jest jeszcze bardziej zaczerwieniona. 
Ze względu na 50% zawartość oleju arganowego krem nakładam na zwilżoną skórę. Tak jak wspomniałam krem aplikuję wieczorem. 
Rano moja skóra jest wygładzona, miękka, ale nie mogę powiedzieć, że jest jakoś rewelacyjnie nawilżona, odżywiona i zregenerowana. Mam nawet wrażenie, że nawilżenie jest niedostateczne dlatego co drugą noc pod krem nakładam olej z nasion dzikiej róży<recenzja>.

Wczoraj krem się skończył, a ja nie czuję potrzeby kontynuacji kuracji ponieważ nie zauważyłam nic szczególnego w działaniu tego kremu. Szkoda;(
Mam jednak nadzieję, że pozostałe kremy okażą się lepsze niż ich różowy brat.

Jeśli na własnej skórze chcecie sprawdzić działanie tego kremu zajrzyjcie TUTAJ


Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...