Denko nr 1/2015


31 dni nowego roku dość szybko minęło dlatego dziś zapraszam Was na pierwsze w tym roku denko ;)

Moje denka zazwyczaj są spore. 
Często pytacie mnie jak ja to robię. Jak mam być szczera trochę mnie to dziwi.
Przecież każda z nas codziennie się myje (przynajmniej mam taka nadzieję), kremuje twarz,balsamuje ciało dba o dłonie i włosy, 
robi makijaż oraz nakłada maseczki (powinno się przynajmniej raz w tygodniu).
Dlatego też w ciągu miesiąca nazbiera się dość trochę pustych buteleczek po kosmetykach. Ja nie oszczędzam na żelach pod prysznic, które bardzo często używam zamiast płynów do kąpieli. 
Dłonie smaruję kilka razy dziennie, włosy myje codziennie  więc standardowe 200 ml kosmetyku zazwyczaj wystarcza na 30 dni.

 I oto cała tajemnica ;)

Zainteresowanych styczniowym denkiem zapraszam na krótki przegląd zużytych kosmetyków. Oto i one ;)

1. Pasta colgate MAX WHITE ONE - standardowo w każdym denku ;)
2. Balsam do ciała Farmona tutti frutti karmel i cynamon- typowo zimowy zapach, który inaczej sobie wyobrażałam jednak bardzo dobrze pielęgnuje skórę: nawilża, odżywia, uelastycznia i wygładza. Z przyjemnością poznam inne warianty zapachowe ;)
3. Plastry Kinoki
4. Odżywka do rzęs Revitalash - recenzja klik
5. Antyperspirant w sprayu  Lady speed stick - wolę sztyfty, ale ochrona bdb
6. Perfum Celin Dion All of Love -  skusiłam się na kolejny flakonik
7. Perfum Nike 5 
8. Antyperspirant w kulce Oriflame cotton - bez szału
9. Wysuszacz lakieru Avon - bubel!
10. krem modelujący Pulanna - recenzja KLIK
11. Żel pod prysznic Tesori d'oriente - boski zapach białego piżma -klik
12. Żel pod prysznic LR Hawaii - recenzja klik
13. Żel pod prysznic LPM słodkie mleczko migdałowe - bardzo dobry żel o przepięknym zapachu amaretto. Na pewno do niego wrócę, bo zapach idealnie odzwierciedla moje ukochane San Marino ;)
14. Szampon z olejem konopnym Cannabis, który ostatecznie zużyłam jako żel do mycia twarzy -recenzja KLIK
15. Szampon Joanna ultra color do włosów czerwonych, rudych 
i miedzianych - recenzja klik
16. Żel antybakteryjny Dermedic Normacne - recenzja klik
17. Żel pod oczy Bottega verde - bubel! ;/ 
18. Glinka biała anapska
19. Algi Algo z biedronki
20. Spirulina z biochemii urody
21. Perfecta krem do stóp - średniak ;/
22. Green Pharmacy krem do stóp przeciw pękaniu pięt.
23. Fitomed krem nawilżający pomarańczowy. Polecam! ;)
24. Balsam do ust Einstein - bubel
25. Miodzik do ust Oriflame czarna porzeczka - nie przypadł mi do gustu
26. Rozgrzewający peeling do rąk cztery pory roku z żurawiną
27. Odżywka do włosów PHYTO
28. Podkład Miss sporty So Clear - świetny podkład antybakteryjny 
Mój hit - klik
29. Eliksir do twarzy Retinol - recenzja KLIK - mnie nie  zachwycił za to moja mama bardzo się z nim polubiła.
30. Lirac serum nawilżające
31. Kostka myjąca Dove - jestem ich wierną fanką. Recenzja klik
32. Pomarańczowe mydło Alterra - lubię je, ale Dove lubię bardziej ;p
33. Kilka lakierów, które już skończyły żywot m.in 
- Maska do paznokci na noc Oriflame - Bubel!
- Paese nr 130 - klik
-Venita Glamour nr G16 - klik
- lakier termiczny alle paznokcie - klik
34. Dermaglin maseczka oczyszczająco - odżywcza - recenzja klik
35. Próbki i saszetki:
- Ziaja kuracja AZS - pomógł mi w walce z okropną wysypką i chyba skuszę się na opakowanie pełnowymiarowe
- Floris sól bocheńska do kąpieli - nie przepadam za solami, ale nie była zła
- aloesowy szampon i odżywka dołączone do farby Herbatint - świetne, ale niestety ich cena niekoniecznie mi się podoba ;/ 
- próbka kremu nawilżająco-ujędrniającego Clochee - przypadł mi do gustu, ale na razie się nie skuszę na zakup pełnowymiarowego opakowania.

I tak prezentuje się moje pierwsze w tym roku denko. 
35 zużytych kosmetyków to dobry wynik ;)

Ciekawa jestem jak Wam poszło ?;>




FOTOstyczeń

Jakiś czas temu pytałam na FB czy podobają się Wam fotowpisy.
Ja bardzo lubię tego typu notki dlatego postanowiła, że od tego roku raz w miesiącu pojawi się fotonotka, która zobrazuje Wam co robiłam przez cały miesiąc. Mam nadzieję, że pomysł i forma przypadnie Wam do gustu.
Jako, że styczeń się kończy zapraszam Was na pierwszy Fotopost, czyli

Rok rozpoczęłam od Noworocznego spotkania blogerek. 
Bawiłam się świetnie i mam nadzieję, że wkrótce znów się spotkamy.
Jeśli jesteście ciekawi jak dokładnie przebiegło to spotkanie 
przeczytajcie relację - Klik ;)

Na spotkaniu dowiedziałam się o cudownych właściwościach soku z młodego jęczmienia i sama postanowiłam przeprowadzić taką kurację.
Teraz dzień zaczynam od szklaneczki tego zielonego napoju ;)

Nowy rok przywitałam z nowym kolorem włosów - mahoniowy kasztan.
Koloryzacja była ziołowa dzięki farbie Herbatint - recenzja 

Początek stycznia był ubogi w śnieg, na szczęście teraz mamy już prawdziwą zimę. Razem z Messim bardzo się z tego cieszymy.
Wspólne zabawy połączone z ćwiczeniami to najlepszy rodzaj aktywności fizycznej ;)

A po spacerze czas na relaks. Messi wie do czego służy podusia ;p

W tym miesiącu po raz pierwszy w życiu na moich paznokciach zagościł lakier Essie. Odcień Fiji to piękny rozbielony róż, który wytrzymuje na paznokciach ponad tydzień. 
Może aplikacja do najłatwiejszych nie należy, ale efekt jest piękny ;)

Jeśli jesteśmy już w temacie kosmetycznym to muszę wspomnieć o moich pierwszych maskach Kallos
Wersja bananowa nie tylko przepięknie pachnie, ale również rewelacyjnie pielęgnuje moje włosy i sprawia, że są jedwabiste i nieziemsko (czyli kosmicznie;p) błyszczące. Wkrótce na pewno napiszę o nich więcej ;)

Od zawsze styczeń kojarzy mi się z zapachem pomarańczy i mandarynek.
Zimą to właśnie moje ulubione owoce: pomarańcza, mandarynka i jabłko ;)

Zimowe wieczory umila mi herbata. Dużo herbaty.
Dlatego też cieszę się z tego Kubka, który dostałam od Kasi.
A napis w 100% tyczy się mnie ;p 

W tym miesiącu miałam też szczęście i wygrałam główną nagrodę w konkursie organizowanym przez Desire25.
Dzięki niej poznaję kosmetyki firmy Decoderm ;)

Wiecie, że lubię zapach białego piżma ? Wręcz kocham!
Dlatego też w styczniu pachniałam 
Tesori D'Oriente Muschio Blanco

Niebo w tym miesiącu zachwycało. Ranki były różowe
Pewnego dnia chmury ułożyły się jak górskie pasma.
Ha! zawsze marzyłam o górskim krajobrazie widzianym z okna ;)

I na koniec małe zakupy. W styczniu nie poszalałam. 
Oprócz masek Kallos  poznaję się również z kosmetykami tea tree, wodą różaną i plastrami kinoki

Udało mi się też kupić pingwinkowy żel ISANA
Pingwinek to taka duża jaskółka, która nie przestrzega diety i je po 18 ;p

Tak wyglądał mój miesiąc, a jak wyglądał Wasz ?; >

Inveo Lash boosting mascara

Na co dzień mój makijaż ogranicza się do użycia podkładu, mascary i produktu do podkreślenia brwi. Lubię poznawać nowe tusze do rzęs i mimo, że w tej kategorii mam swoich faworytów, do których wracam to podczas zakupów wybieram produkt, którego jeszcze nie miałam i o którym jeszcze nie słyszałam;p 
Obecnie w mojej kosmetyczce nowością jest 
Tusz do rzęs INVEO
Opakowanie tego tuszu przyciąga wzrok. 
Czerń z turkusem wygląda pięknie. Nazwa również wpada w ucho. 
Inveo kojarzy mi się z czymś innowacyjnym. I chyba dobrze mi się kojarzy, bo wg producenta faktycznie tak jest. 
Tusz ma nie tylko podkreślać rzęsy, ale również je pielęgnować.
Zapewnienia producenta:

Szczoteczka jest dla mnie bardzo ważna. Nie przepadam za klasycznymi preferuję silikonowe z krótkimi, gęsto rozmieszczonymi wypustkami.
Ta mascara wg mnie ma świetną wręcz idealną szczoteczkę!
             
Za to formuła już tak świetna nie jest. 
Tusz jest dość suchy i podczas malowania  na szczoteczce jest go bardzo mało. Malowanie nie jest łatwe ponieważ nie ma tego ślizgu ;/ Mam wrażenie, że szczotkuję rzęsy na sucho, a to przyjemne nie jest ;/ 
Efekt jaki daje ta mascara jest typowo dzienny. 
Nic spektakularnego. Od razu zaznaczam, że jedna warstwa nie podkreśli naszych rzęsy. Ja zazwyczaj nakładam 2, a jak chce mieć trochę bardziej podkreślone rzęsy to nawet 3 warstwy.
Jak widzicie rzęsy są delikatnie pogrubione, lekko wydłużone i minimalnie podkręcone. Jak mam być szczera to dla mnie efekt nie jest rewelacyjny.
Jako, że tusz jest z rodzaju tych suchych to często skleja rzęsy zwłaszcza ich końcówki ;/ Co do obiecanego połysku to niestety producent trochę poszalał z tymi obietnicami. Ani nie ma głębszej czerni, ani  lśnienia.
Nie zgodzę się również z tym, że tusz nie osypuje się i nie odbija na dolnej powiece.
Niestety po kilku godzinach  delikatny efekt pandy występuje ;/

Tak więc jest to bardzo średni tusz z fajną szczoteczką, który delikatnie podkreśli nasze rzęsy. Efekt dzienny, bardzo naturalny murowany, 
na wieczór nie polecam. 

Produkty marki Inveo dostępne są w drogeriach Natura i Rossman oraz on-line.
Cena mascary wynosi ok 17 zł. 

AA płyn micelarny Ultra Nawilżanie

Moje wieczorne oczyszczanie twarzy przebiega 2-etapowo.
etap nr 1: to demakijaż przy użyciu płynu micelarnego,
etap nr2 : mycie twarzy żelem antybakteryjnym lub mydłem Aleppo.

Obecnie do pierwszego etapu używam płynu micelarnego AA 
z serii Ultra Nawilżanie (klik)
Według producenta micel ten ma nie tylko świetnie usuwać makijaż, ale także nawilżać, zapobiegać przesuszeniu i działać odżywczo. 
Jak na zwykły płyn micelarny ma robić dużo. 

A co robi ? Według mnie bardzo dobrze radzi sobie z demakijażem.
Przy jego użyciu pozbędziemy się pudru, podkładu, a także tuszu do rzęs i cieni.
Duży plus za to, że nie podrażnia okolic oczu, nie daje efektu zamglenia, anie też nie powoduje potoku łez. 
Tak więc pierwsza obietnica producenta - doskonale oczyszcza -  jest spełniona. 
Czy nawilża ? Spektakularnie na pewno nie, ale też nie wysusza i nie pozostawia efektu ściągniętej skóry. 
Zapobiega przesuszeniu ? Jak mam być szczera nie oczekuję tego od płynu micelarnego. Od takiego czegoś mam serum (recenzja klik), które świetnie sobie z przesuszeniem radzi. Żaden płyn micelarny go nie zastąpi. 
Teraz "najlepsze" zapewnienie producenta - działa odżywczo
Drogi producencie od odżywiania jest krem to po pierwsze, a po drugie naprawdę uważasz, że wrzucenie prowitaminy B5 (inaczej pantenol, który jest na 8 miejscu w składzie) doskonale wypielęgnuje naszą skórę ? 
W takie bajki klientki już nie wierzą. A może wierzą .. ? ;>

Jeśli chodzi o skład to nie jest on zły, ale też nie zachwyca.
Jako, że w składzie  mamy łagodną substancję myjącą, która jest pianotwórcza płyn pieni się na skórze czego ja nienawidzę w płynach micelarnych.
I przez to właśnie płyn ten jest u mnie skreślony.

Tak więc oczyszcza dobrze, nie wysusza skóry, nie podrażnia jej, nadaje się do demakijażu oczu, ale się  PIENI  i pozostawia taki delikatny lekko klejący się film przez co na pewno do niego nie wrócę.
Jednym słowem - pieniący się średniak! 
Kupicie go w większości drogerii, w supermarketach i internecie.
Jego cena to ok 12 zł. Moim zdaniem nie jest on wart tych pieniędzy.

Znacie ten płyn micelarny ?
A może to Wasz ulubieniec ? ;>






Joko Find your moment nr 217 Aster

Kwiaty kochamy za zapach i przepiękne kolory.
Joko postanowiło stworzyć serię lakierów, które odzwierciedlają te czasami niesamowite kwiatowe barwy. 
Seria Find Your Moment to typowa seria kwiatowa, w które znajdziemy zarówno soczyste, żywe odcienie jak i delikatne pastele.
Pierwszym lakierem z tej serii, który zagościł na moich paznokciach 
jest nr 217 Aster
Jest to bardzo ładny pastelowy róż. 
Kolor faktycznie odwzorowuje barwę Callistephus chinensis
Jeśli lubicie pastele na paznokciach będziecie zachwycone ;)
Kolor w buteleczce bardzo mi się podoba, jednak na paznokciach już mnie tak nie zachwycał. 
Wbrew zapewnieniom producenta jakością ten lakier nie grzeszy. 
Krycie jest słabe - potrzebne są aż 3 warstwy aby płytka paznokci była równomiernie pokryta. Lakier niesamowicie smuży przez co malowanie wymaga wprawy i worka cierpliwości. 
Konsystencja jest dość lejąca co również nie ułatwia aplikacji. 
Pędzelek standardowy, dobrze wyprofilowany.
Schnie szybko, ale niestety ma słaby połysk. 
Musiałam sobie pomóc moim ulubionym top coatem Fluo z Wibo.
Ważne, że lakiery te nie zawierają toluenu i formaldehydu.
Jak prezentuje się na moich paznokciach ? 
Moim zdaniem niezbyt ;/
Według mnie jest za mdły i zbyt kremowy. 
Dlatego też postanowiłam go troszkę podrasować srebrnym brokatem i wydaje mi się, że jest o niebo lepiej i bardziej karnawałowo ;p
Z tej serii mam jeszcze nr 214 Freesia, ale jak na razie nie poznam się z nim bliżej mimo, że frezje bardzo lubię.

A Wam podoba się ten kolor ?
Wolicie wersję solo czy z brokatem ? ;>

Noni Care serum nawilżające

Wróciła zima ! ;) 
Lubię zimę, cieszę się, że już ponad 30 godzin pada śnieg.
Jednak moja skóry tej zimy nie lubi. Oj nie lubi!
 A ostatnio można powiedzieć, że jej nienawidzi.
Na przełomie roku w ramach akcji protestacyjnej była sucha, łuszcząca, ściągnięta i mega wrażliwa. Teraz jest już lepiej choć jeszcze nie idealnie.
Zdecydowanie mojej skórze w tym trudnym czasie pomogło serum intensywnie nawilżające firmy NONI CARE z serii intensive
Serum to taki cudowny kosmetyk do zadań specjalnych, który wprowadza się do pielęgnacji gdy chcemy nasza skórę zregenerować, odżywić, dodać jej blasku lub po prostu  lepiej o nią zadbać.
Moja skóra potrzebowała intensywnego nawilżenia i to serum sprawdziło się świetnie. Ten niepozorny kosmetyk ma niesamowitą moc.
Producent obiecuje...
i słowa dotrzymuje ;)

Serum używałam równy miesiąc (30 dni) codziennie wieczorem pod olej i co 2/3 dni rano pod krem nawilżający. Serum ma postać wody, jest przezroczyste, o dziwo nie pachnie tropikalnymi owocami jak pozostałe kosmetyki Noni Care. Szkoda! Zapach jest bardzo delikatny, trudny do określenia, na pewno nie owocowy ;( Nałożone na czystą skórę szybko (ale nie błyskawicznie) się wchłania jednak pozostawia taki delikatnie satynowy film, który w żaden sposób nie przeszkadza i nie utrudnia makijażu.
Przez kilka pierwszych dni zaraz po nałożeniu serum moja skóra robiła się czerwona i czułam delikatne mrowienie. Po tygodniu już takiej reakcji nie było, owszem skóra delikatnie się różowiła, ale nic poza tym.
Skład jak na produkt drogeryjny jest bajeczny. 
Sami zobaczcie:

Opakowanie jest typowe dla tego typu kosmetyków - szklane, minimalistyczne, 
z pipetką, która zdecydowanie ułatwia aplikację.
Serum stosowałam na dekolt, szyję i twarz pomijając okolice oczu (tam aplikowałam krem pod oczy również Noni Care - recenzja).
Jest to bardzo wydajny kosmetyk ponieważ przez 30 dni używania zużyłam 1/2 preparatu. Tak więc na wiosnę będę mogła kurację powtórzyć ;) 
Producent zaleca 30-dniową kurację, którą można powtórzyć maksymalnie 4 razy w ciągu roku. Nie wierzyłam, że w miesiąc  to serum zdziała takie cuda, ale
efekty naprawdę są zaskakujące. 
Już po tygodniu zauważyłam, że skóra jest w o wiele lepszej kondycji. 
Już nie była taka wrażliwa, mega przesuszona i ściągnięta.
Wyjście na zewnątrz nie było bolesnym przeżyciem.
Obecnie jest zdecydowani lepiej nawilżona, a tym samym wygładzona i napięta (w pozytywnym tego słowa znaczeniu). 
Niesamowicie miękka w dotyku (mogłabym się miziać godzinami ;p). 
Serum przeznaczone jest dla osób 25+ jednak wydaje mi się, że jeśli macie mniej, a skóra potrzebuje porządnego nawilżenia i regeneracji to raz lub dwa razy w roku możecie sobie taką kurację przeprowadzić.

Kosmetyki Noni Care dostępne są w drogerii Natura oraz TUTAJ.

Cena jest tak samo świetna jak działanie - 20 ml, które śmiało wystarczy na 2 kuracje kosztuje ok 30 zł.

Szczerze Wam to serum polecam jedynie osoby uczulone na aloes  mogą się z nim nie polubić. Pozostali na pewno będą zachwyceni efektem miesięcznej kuracji. Jak zobaczycie kupujcie wasza skóra będzie wam wdzięczna ;)



Celia nude matujący fluid korygujący

Podkład to mój najważniejszy kosmetyk kolorowy. 
Lubię poznawać nowe podkłady i tak jestem podkładomaniaczką ;)
Ale dobrze mi z tym i jak na razie nie będę z tym uzależnieniem walczyć ;p 
Gdy jakiś czas temu w Biedronce pojawiły się podkłady 
Celia z serii Nude skusiłam się na dwa odcienie. 
Nr 01 ecru i 03 beżowy
Kolor beżowy używałam latem i jesienią (głównie jesienią), zaś teraz nr 1 jest odcień ecru, który idealnie odzwierciedla mój naturalny kolor skóry.
Firma Celia jest mi znana jednak ich kosmetyki to dla mnie zagadka.
Podkład kupiłam tylko ze względu na cenę (4,99 zł)
 i zapewnienia producenta:
I wicie co ? 
Nie dość, że producent nie kłamie to jeszcze okazało się, że podkład idealny nie musi kosztować 100 zł.
Tak! Podkład, który kupiłam za 5 zł okazał się tym mega super truper ;)
Ten podkład to absolutny hit w kategorii podkładów!
Niby jest to fluid, ale jego konsystencja jest jak najbardziej kremowa.
Aplikacja bezproblemowa. Ja nakładam go palcami, bo tak lubię najbardziej.
Wystarczy niewielka ilość żeby ujednolicić kolor, zakryć niespodzianki i móc pokazać się światu ;) Przy tym podkładzie nawet korektor jest niepotrzebny, bo krycie jest naprawdę świetne. Mat również zadowalający choć podkład daje bardziej satynowe (bardzo ładne) wykończenie.
 Bardzo podoba mi się to, że podkład nie podkreśla suchych skórek, a nawet delikatnie nawilża suche partie.
Przez cały dzień prezentuje się świetnie, mimo, że nie jest wodoodporny nie ściera się i nawet deszcz czy mokry śnieg mu niestraszny.
Bardzo ważne, że nie ciemnieje w ciągu dnia.
Mimo dobrego krycia, nie daje efektu maski!
Dla zainteresowany skład:

Podkład Celia Nude stanowił podstawę 
mojego świątecznego i noworocznego  makijażu
Na razie nie planuję zakupów podkładowych, bo chcę wykończyć ten do ostatniej kropli ponieważ latem będzie za jasny, a nie chciałabym go wyrzucać  bo naprawdę byłoby szkoda.

Miałyście ten podkład ? 
Jak się u Was sprawdził ? ;>



Joanna oleje świata z olejem makadamia

Jakiś czas temu firma Joanna wypuściła na rynek nową serię kosmetyków 
oleje świata. W ofercie znajdziemy 3 wersje olejków do ciała i twarzy 
( z olejem makadamia, olejem arganowym i olejem migdałowym) oraz małe balsamy na suche miejsca 3w1 ( z masłem oliwkowym, masłem pomarańczowym i olejem kokosowym)
Z całej oferty najbardziej zaciekawił mnie olejek z olejem makadamia, o którym dzisiaj będzie mowa
Wiele osób błędnie twierdzi, że jest to czysty olej makadamia. Sam producent wspomina, że jest to olejek z  olejem makadamia, a nie sam olej makadamia. 
To jest różnica!
W składzie olej makadamia znajduje się dopiero na 4 miejscu.
Bazę stanowi olej słonecznikowy następnie mamy olej migdałowy, emolient tłusty, olej makadamia i parfum, czyli substancję zapachową.
Tak więc jak sami widzicie jest to mieszanina olejów, a nie sam olej.

Według producenta olejek ten można używać zarówno do pielęgnacji ciała jak i twarzy. Ja używałam go do ciała i włosów ;) 
Najczęściej używałam go zamiast balsamu.
Zaraz po kąpieli gdy skóra jeszcze jest wilgotna nakładałam ten olejek wykonując delikatny masaż. Kosmetyk nałożony na wilgotną skórę o wiele lepiej się wchłania niż rozprowadzony na skórę suchą.
 Pamiętajcie też, że oleje lepiej działają nałożone na mokro niż na sucho. 
Po tym olejku skórą jest świetnie nawilżona, delikatnie natłuszczona, staje się elastyczna, miękka i odżywiona.
Wszystkie suche i szorstkie miejsca takie jak łokcie, kolana i w moim przypadku przedramiona stawały się miękkie i gładkie. 
Jeśli chodzi o włosy to używałam tego oleju tylko na końcówki żeby nie były takie suche. Sprawdził się ;)
Polecam też dodawać ten olejek do farby podczas farbowania. Włosy będą błyszczące, miękkie i na pewno mniej zniszczone ;)

Jednak najlepiej produkt ten sprawdził się po depilacji woskiem.
Rewelacyjnie usuwa pozostałości wosku, pięknie koi skórę i zmniejsza zaczerwienienie. Sprawdza się o wiele lepiej niż profesjonalne kosmetyki po woskowaniu. Naprawdę! ;)
Tak więc jak widzicie olejek z olejem makadamia firmy Joanna to uniwersalny kosmetyk, który możecie używać zarówno do ciała jak i włosów.
Jeśli chodzi o twarz to osobiście preferuję jedynie czyste oleje i nie zaryzykowałabym używania go do mojej kapryśnej buźki.

Olejek jak najbardziej polecam. 
Za 100 ml zapłacicie ok 10 zł. Jedyny problem jest taki, że nie widziałam tych kosmetyków w stacjonarnych drogeriach. 
Jeśli wiecie gdzie go można kupić dajcie znać ;)

LR Classics Hawaii

Firma LR mimo, że na Polskim rynku jest już 10 lat nadal jest mało znana.
Na noworocznym spotkaniu blogerek (relacja) każda z nas otrzymała od Jurka - niezależnego partnera biznesowego firmy LR - kosmetyk specjalnie do niej dobrany. Ja jako żelomaniaczka otrzymałam żel pod prysznic z serii 
LR CLASSICS wersja Hawaii
Według producenta (klik):
LR Classics Hawaii żel pod prysznic przeznaczony jest do codziennej pielęgnacji skóry. Wyjątkowo delikatny korzystnie wpływa na strukturę naskórka, łagodzi podrażnienia . Skóra staje się jedwabiście gładka i aksamitna w dotyku. Dzięki uwodzicielskiej kompozycji cynamonu, heliotropu, wanilii i fasoli tonka budzi wspomnienia niewinnego wakacyjnego flirtu.

Niestety butelka nie chciała ładnie na zdjęciach wychodzić dlatego też zdjęcia nie są najwyraźniejsze ;/ 

Żel ma intrygujący, bardzo elegancki zapach. 
 Producenta sugeruje, że zapach jest orientalny, pudrowy, uwodzicielski (klik):
LR Classics Hawaii żel pod prysznic - Tęsknota za prawdziwą namiętnością!
Ekscytujący i kuszący jak Hawaje. Uwodzicielska kompozycja zapachowa z nutami cynamonuheliotropudrzewa sandałowego i jaśminu budzą wspomnienia o niewinnym wakacyjnym flircie. Hipnotyzująca kompozycja białego piżmawanilii i fasoli tonka pobudza zmysły.

Czy tak pachną hawaje ? Nie wiem, ale  za kilka miesięcy Wam powiem ;)
Tak swoją drogą zapach jaśminu faktycznie kojarzy mi się z wakacyjnym flirtem ;p Zapach na pewno jest kuszący ;) 
Zdecydowanie umila czas spędzony zarówno w wannie jak i pod prysznicem.
Najbardziej lubię używać go jako płyn do kąpieli, Kilka kropel wlanych pod strumień bieżącej wody nie tylko spowoduje eksplozję zapachu, ale także da dużo piany. A czy jest coś piękniejszego niż kąpiel  z dużo ilością piany ? 
Dobra może i jest, ale ja kocham właśnie taki relaks ;)
Skład tego żelu jest najzwyklejszy na świecie. 
Nic specjalnego
Skład:
Aqua (Water), Soduim Laureth Sulfate, C12-13 Pareth-9, Parfum (Fragrance), Sodium Lauryl Sulfoacetate, Disodium Laureth Sulfosuccinate, PEG-120 Methyl Glucose Dioleate, Cocamidopropyl Betaine, Sodium Chloride, Sodium Isostearyl Lactylate, PEG-15 Glyceryl Isostearate, Sodium Lauroyl Glutamate, Coumarin, Ehtylhexyl Methoxycinnamate, Butyl Methoxydibenzoylmethane, Ehtylhexyl Salicylate, Sodium Benzoate, Benzyl Alcohol, Methylchloroisothiazolinone, Methylisothiazolinone, Magnesium Chloride, Magnesium Nitrate, Propylene Glycol, Triethylene Glycol, Citronellol, Benzyl Benzoate, Geraniol.

Zaraz po wodzie znajduje się SLES (detergent), C12-13 Pareth-9 (sub. zwilżająca, emulgator) i parfum, a po nim jeszcze sporo chemii ;/ 
Jak na żel, który kosztuje 39,90 zł skład jest beznadziejny.
Gdybym zobaczyła skład i miała wycenić produkt to maksymalnie mogłabym za niego zapłacić 5 zł. Naprawdę!
Cena jest największym minusem tego żelu, bo reszta jest poprawna. 
Żel dobrze się pieni, oczyszcza skórę, nie ściąga jej, pozostawia przyjemny zapach. Jednak na pewno kolejna butelka w mojej łazience nie zagości. 

A Wy skusiłybyście się na ten żel ? ;> 

Joanna ultra color szampon podkreślający włosy kasztanowe, rude i czerwone

Już od ponad 4 lat moje włosy mienią się czerwienią.
Kasztan, mahoń, ciemna wiśnia to kolory, które na włosach zawsze wzbudzały mój zachwyt. Co prawda stylista fryzur odradzał mi ten kolor jednak ja postawiłam na swoim i chyba dobrze zrobiłam, bo wyjątkowo dobrze się w takim kolorze czuję. Jednak czerwienie mają to do siebie, że bardzo szybo kolor płowieje i się wymywa. 
Długo szukałam szamponu do włosów w odcieniach czerwieni. Są do włosów brązowych, siwych, blond, ale do rudych i czerwonych jest ich naprawdę niewiele. Pod koniec listopada przy okazji zakupów w sklepie e-zebra wrzuciłam do koszyka szampon Joanna Ultra color system, który przeznaczony jest do włosów rudych, czerwonych i kasztanowych. 
Cena (6,33 zł) nie była wygórowana więc co mi szkodziło wypróbować.
Szampon ma chronić czerwone pasam, nawilżać, a także zapewnić intensywny blask ;) Producent zapewnia, że:
Szampon można używać w dwojaki sposób. 
Albo używać do codziennego mycia jako szampon podstawowy lub po myciu zwykłym szamponem jako coś w rodzaju płukanki.
Ja używałam ten szampon codziennie. Początkowo wydawało mi się, że działa on odwrotnie niż powinien. Miałam wrażenie, że kolor szybciej schodzi ;/ 
Jednak stosowany od razu po farbowaniu faktycznie przedłuża trwałość koloru i sprawia, że staje się on wyraźniejszy. Tak więc polecam go używać na świeżo farbowane włosy ponieważ wtedy faktycznie pomaga nam zachować piękny kolor na dłużej. Jeśli jednak wasza czerwień już wypłowiała to szampon ten wam nie pomoże.
Skład szamponu przedstawia się następująco:
Szampon ma żelową konsystencję i intensywny czerwony kolor. Podczas mycia musicie uważać żeby piana  nie spłynęła na ubranie, ręcznik czy inny materiał. Kontakt szamponu z tkaniną gwarantuję czerwoną plamę, którą niestety nie da się usunąć ;/  Ja już tak sobie załatwiłam piżamkę i 2 ręczniki ;/
Ale jeśli macie włosy w kolorach czerwieni, kasztanu czy mahoniu warto poznać ten szampon. Moje włosy nie tylko dłużej zachowują kolor, ale także pięknie się błyszczą, są lekkie jednak nie puszące. Są nawilżone i co najważniejsze bez łupieżu!!! Szampon współgra z każdą odżywką jednak użyty solo  również dobrze się sprawdza. Włosy po umyciu są gładkie, sprężyste, dobrze się rozczesują i zdrowo wyglądają.
Dodatkowo szampon jest bardzo wydajne, używam go codziennie od  prawie 2 miesięcy, a jeszcze mam 1/3 produktu. 

Swój egzemplarz kupiłam w sklepie e-zebra za 6,33 zł. 

Gorąco  polecam wszystkim czerwonowłosym ;)
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...