FOTOluty

28 dni drugiego miesiąca prawie minęło więc zapraszam Was na

Ten miesiąc był ubogi w zakupy kosmetyczne. 
Skusiłam się tylko na bronzer KOBO, który marzył mi się już od kilku miesięcy.
Na początek wybrałam odcień jaśniejszy - sahara sand, ale na pewno kupię też wersję ciemniejszą ;)

Zapachem miesiąca była Lawenda ;)
Olejek lawendowy Mokosh (recenzja klik) zadowoli każdego, kto kocha zapach naturalnej lawendy, sól lawendowo-waniliowa Isana (recenzja klik) również przypadnie do gustu miłośnikom lawendowych kosmetyków, za to wosk French Lawender YC ( recenzja klik) odradzam ;/

W tym miesiącu skróciłam włosy
i zachwyciłam się maseczką kakaową ;)

Tematem nr 1 zaś była równowaga kwasowo-zasadowa i sok z młodego jęczmienia. Słyszeliście o tym ? ;)

Wróciłam znów do gotowanych jabłek. 
Świetny pomysł na deser lub kolację ;)
Smak gotowanego jabłka zawsze już będzie mi się kojarzył z moją babcią ;)

Postny obiadek i rybka w kształcie serca ;p

Kawka  z cynamonowym obrazkiem ;)




A na deser klasyczne, banalnie proste muffinki ;)


W tym miesiącu obejrzałam 20 filmów, ale tylko Początek zasługuje na polecenie
Lutowe zachody słońca były piękne

W tym miesiącu odwiedziłam moje ukochane góry ;)
Dla takich widoków warto było jechać ponad 2 godziny w korku ;p

Śnieżyce śnieżne (jak mawiał mój brat) odeszły (niestety), ale przedwiośnie też jest piękne. Tak! czuć, że wiosna już tuż tuż ;)

Tak ja spędziłam dni w lutym, a co Wy porabiałyście ? ;>

Denko nr 2/2015

Za dwa dni kończy się luty. Szybko, bardzo szybko.
Jako, że miesiąc się kończy zapraszam Was na kolejne - drugie denko ;)
Nie jest to jakieś mega duże (jak na mnie) denko. Raczej takie standardowe. Niestety pokończyło mi się kilka fajnych kosmetyków i chyba będę musiała w marcu wybrać się na małe, internetowe zakupy ;)

Dobra, kto ciekawy jakie kosmetyki wykończyłam w tym miesiącu zapraszam dalej ;) Oto moi zdenkowani:
Pielęgnacja twarzy:
1. Hydrolat oczarowy Fitomed - recenzja klik
2. Tonik nawilżający Fitomed - recenzja klik
3. Płyn micelarny AA -recenzja- mało wydajny produkt ;/
4. Płyn micelarny Corine de Farme -recenzja- świetny miecel
5. Płyn micelarny Bielenda Bio esencja młodości - bubel!
6. Kwas hialuronowy zróbsobiekrem
7. kremożel nawilżający Hydra Vegetal YR - próbka była świetna, a produkt pełnowymiarowy mnie rozczarował ;/
8. Algi Algo 
9. Krem antyseptyczny Himalaya -recenzja- mój ulubieniec ;)
10. Carmex balsam do ust w słoiczku - recenzja klik

Pielęgnacja ciała:
11. Krem wyszczuplający - rozgrzewający Eveline 4D -rewelacja!
12. Bielenda lawendowy olejek do kąpieli - ulubieniec ;)
13. Żel pod prysznic Le petit Marseillais Morela i orzech laskowy - przyjemny i bardzo wydajny umilacz kąpieli
14. Żel do higieny intymnej Vagisil - recenzja
15. Ziaja krem do rąk z proteinami kaszmiru - średniak ;/
16. Le Petit Marseillais krem do rąk - bardzo dobry, polecam klik
17. Lirac miniolejek do ciała, twarzy i włosów
18. Antyperspirant w kremie Garnier Neo -recenzja-lubimy się
19. Sól karnalitowa do kąpieli White flower's - recenzja klik
20. Isana Med mydło antybakteryjne. Szczerze polecam
21. Saszetki do kąpieli Isana - mój faworyt to wersja lawendowa z wanilią 
czas marzeń- recenzja klik

Maseczki:
22. Ziaja liście oliwki regenerująca- świetna maseczka
23. Maseczka błotna Efektima - mam mieszane uczucia
24. Dermaglin maseczka do skóry głowy - recenzja wkrótce

Pielęgnacja włosów:
25. Ziołowa farba Herbatint - recenjza klik
26. Joanna Naturia głęboki Burgund
27. Marion spray prostujący włosy - bardzo lubię ;)
28. Szampon serwatkowy Bania Agafii - recenzja klik
29. Szampon do włosów cienkich Oriflame - lubię
30. Żeloszampon z YR Monoi de Tahiti - latem pewnie znów do niego wrócę ;)

Inne:
31. Perfum Extasia Golds - recenzja klik
32. Lakier do paznokci all about beauty  - wszyscy zachwycają się Isaną, a ja uważam, że zmywacz z Tesco nie dość, ze jest tańszy to jeszcze o wiele lepszy ;)
33. Himalaya sparkly white - świetna pasta ;)
34. Plastry kinoki
35. Bepanthen eye - krople do oczu - polecam wrażliwcom ;)
36. Płyn do soczewek eye comfort
37. Maxi carea duże płatki kosmetyczne z biedronki. Są godne uwagi, szczerze je wam polecam.

Jak wygląda moje denko już wiecie, teraz ja idę pooglądać Wasze ;)
Pozdrawiam ;)

Avon untamed

Za kosmetyki Avon nie przepadam, ale trzeba im przyznać, że lakiery do paznokci mają świetne (baza pod cienie - recenzja klik też im się udała). 
Są o niebo lepsze niż lakiery Oriflame, których szczerze nie lubię.
Dzisiaj chciałam się trochę pozachwycać lakierem 
Avon z serii nailwear pro+ o nazwie untamed

Seria nailwear pro+ to wg producenta odporne i trwałe lakiery o wysokim połysku z nowoczesnym, specjalnym pędzlem, który ułatwia dozowanie lakieru oraz jego aplikację. Formuła z diamentowym pyłem, akrylem, pantenolem oraz specjalne polimery zapewniają maksymalne lśnienie i wilgotny połysk.
Moim zdaniem wszystkie zapewnienia producent mają pokrycie w rzeczywistości! Malowanie tym lakierem to czysta i bezproblemowa przyjemność. Moja płytka paznokcia jest dość wąska przez co zawsze, ale to zawsze skórki są umazane lakierem ( co zresztą bardzo często widać na zdjęciach). Ten lakier pozwala mi perfekcyjnie pomalować paznokcie bez zabrudzenia skórek! Pędzelek jest dla mnie idealny.
 Długi, smukły, prostokątny, idealnie wyprofilowany.
Chyba faktycznie ma jakieś kanaliki czy rowki dzięki którym nie nabiera się zbyt duża ilość lakieru. Włosie jest idealnie przycięte i naprawdę malowanie nim to sama przyjemność;)
Kolor untamed to piękny, trochę trudny do określenia kolor. 
Faktycznie jest on untamed, czyli nieokiełznany, nieoswojony.
Niby to beżowo-brązowy nudziak, ale ma w sobie takie coś, co trudno nazwać
Krycie jest dobre - 2 warstwy  idealnie pokryją płytkę, przy jednej są widoczne delikatne prześwity. Lakier nie smuży, nie bąbelkuje, idealnie się rozprowadza. Schnie bardzo szybko. Trwałość bez topu jest naprawdę świetna. Na moich paznokciach jest już tydzień i dopiero dzisiaj zauważyłam lekko starte końcówki. Połysk jest niesamowity i to bez nabłyszczacza!
Wygląda jak żel. Już kilka osób pytało czy to hybryda ;)

Jeśli szukacie trwałego, pięknie błyszczącego lakieru, którego aplikacja nie stwarza problemu szczerze Wam polecam lakiery Avon!
Naprawdę nie pożałujecie.
Nie wiem ile kosztują te lakiery i czy ta seria jest jeszcze dostępna.
Ja swój egzemplarz otrzymałam od Kasi, której serdecznie dziękuję ;*

Podoba Wam się ten kolor ? ;>

Micelarne mleczko do demakijażu Marion

Nie przepadam za mleczkami kosmetycznymi jednak od czasu do czasu jakieś wpadnie do mojej kosmetyczki.
Takim najnowszym kosmetykiem do demakijażu jest mleczko micelarne do demakijażu twarzy i oczu firmy Marion
Mleczko jest jedną z nowości firmy.
Szata graficzna w moim odczuciu jest idealna. 
Dwa kolory, prosta, czytelna czcionka. Takie opakowania mi się podobają.
Opis produktu zachęca do zakupu
Mleczko ma bardzo fajną, nie za gęstą konsystencję. Jego zapach jest miły, kremowy, bardzo przyjemny. Niestety mleczko to bazuje na parafinie przez co niekoniecznie nadaje się do każdej cery tak jak zapewnia producent.
Ja parafinę lubię, ale w kosmetykach do ciała, nie do twarzy ;/
Skład mnie nie zachęca:
Głównie mleczko to używam do demakijażu oczu.
Dobrze sobie radzi z usuwaniem produktów do makijażu dziennego: mascary i cieni. Czy usunie produkty wodoodporne? Według producenta tak, moim zdaniem niekoniecznie ;/ Gdy zrobiłam mocniejszy makijaż z użyciem wodoodpornej kredki i mocnego tuszu to niestety nie do końca wszystko zostało zmyte. Duży plus za to, że micelarne mleczko Marion 
nie rozmazuje produktów tylko je rozpuszcza na płatku kosmetycznym!
Niestety po demakijażu moje oczy są zaczerwienione, podrażnione i delikatnie łzawią. Odczuwam też lekkie pieczenie co nie powinno mieć miejsca. 
Nie zauważyłam żeby mleczko to w jakiś sposób wzmocniło moje rzęsy, ale może za krótko je stosuję ?
Co prawda parafina nie jest polecana osobom z tendencją do trądziku, ale kilka razy użyłam tego mleczka do pierwszego - wstępnego oczyszczenia twarzy.
Jak stosowałam to mleczko ? podobnie jak żel! Czyli  niewielką ilość rozprowadziłam na zwilżonej twarzy i następnie usunęłam zabrudzenia dużym, mokrym płatkiem kosmetycznym.
Owszem cera była czysta, ale zaczerwieniona, delikatnie piekła i trochę się kleiła. Zdecydowanie nie dla mnie takie oczyszczanie ;/ 
Cery suche, dojrzałe mogą być zadowolone z tego produktu jednak ja zostanę przy płynach micelarnych i żelach do mycia twarzy.

Jeśli lubicie mleczka kosmetyczne to jak najbardziej polecam wypróbować nowość firmy Marion. Jego cena nie jest wysoka ok 6/7 zł za 150 ml produktu.

Używacie mleczek do demakijażu ? 

Olej z Maruli Esent

Olej z Maruli może nie jest tak słynny jak zachwalany wszędzie olej arganowy, ale warto się z nim poznać chociażby dlatego, że jest to panaceum na wszystkie problemy dermatologiczne.
Olej z Maruli firmy Esent sprawdzi się w pielęgnacji każdej cery, zwłaszcza dojrzałej, wrażliwej i problematycznej. Można go stosować nie tylko na twarz, ale również na całe ciało jak i włosy
Ja używam go tylko na twarz ponieważ szkoda mi go na resztę ciała ;p 
Działanie tego oleju jest fenomenalne!
Może nawilżenie nie jest jakieś spektakularne (przynajmniej w moim odczuciu) za to łagodzenie podrażnień, regeneracja skóry oraz eliminacja niedoskonałości jest niesamowite. Olej marula bardzo ładnie rozjaśnia skórę i nadaje jej blasku!
Gdy  moja cera staje się zaogniona i czuję, że w najbliższym czasie czeka mnie wysyp nieprzyjaciół to na noc nakładałam na lekko zwilżoną twarz  (hydrolatem) olej marula i rano skóra jest idealna.
Naprawdę idealna - uspokojona, czysta, jasna, pełna blasku! 
Olej sprawdza się również gdy na skórze już są ropne wykwity. Dzięki niemu można się ich pozbyć w przeciągu dwóch no może trzech nocy. U mnie nawet już po jednej nocy efekty były zauważalne ;)
Olej ten bardzo dobrze pielęgnuje też skórę wokół oczu, a przy tym ich nie podrażnia i nie wywołuje łzawienia ;)

Olej z Maruli Esent to organiczny, nierafinowany olej tłoczony na zimno
Znajduje się on w szklanej, ciemnej buteleczce z zakraplaczem, który akurat u mnie opornie dawkował produkt dlatego też musiałam się go pozbyć.
Buteleczka mieści w sobie  20 ml oleju i kosztuje niecałe 20 zł.
Wydajność jest bardzo duża, wystarczą 2 góra 3 kropelki na całą twarz oraz szyję. Ja używam go na noc, ale dzięki temu że bardzo dobrze się wchłania i nie tłuści skóry sprawdzi się również pod makijaż. 

Jedyny minus tego oleju to jego zapach - ostry, duszący, dla mnie bardzo nieprzyjemny i kojarzący się z moczem. Naprawdę zapach ma o niebo gorszy niż olej arganowy, który również zapachem nie zachęca.

Olej marula można stosować  bezpośrednio na skórę, ale również mieszać go z innym olejami lub dodać do niego np. żel hialuronowy i wtedy jego właściwości nawilżające są o niebo lepsze. Ja najczęściej nakładam najpierw olej, a po kilkunastu minutach delikatnie wklepuję żel hialuronowy.
Rano moja skóra jest odświeżona, rozjaśniona, ukojona, elastyczna, napięta, bardzo ładnie odżywiona i zregenerowana ;)

Jeśli lubicie naturalną pielęgnacje i cenicie oleje szczerze Wam polecam 
olej z Maruli firmy Esent. Do kupienia TUTAJ ;)

French Lavender YC

Jako miłośniczka wszystkiego co lawendowe skusiłam się na 
lawendowy wosk YC. 
French lavender miał mnie uwieść zapachem lawendy dojrzewającej
w słońcu  Prowansji.

Czy uwiódł ? No niestety tym razem się nie udało ;/
Woski YC ponoć zawierają naturalne, czyste olejki eteryczne. 
Zapachy mają być intrygujące i długotrwałe.
Niestety ten lawendowy wosk jest jakby przeciwieństwem tego co obiecuje producent. Doskonale wiem jak pachnie lawenda.
Potrafię rozróżnić zapach naturalny od sztucznego-chemicznego.

Według mnie ten wosk nie ma w sobie ani grama zapachu naturalnej lawendy.
Ba! Jakbym nie wiedziała, że to lawenda to nawet nie potrafiłabym określić tego zapachu ;/  Dla mnie zapach tego wosku jest bliżej nieokreślony.
Może nie jest najgorszy, ale na pewno nie lawendowy.

Mało tego, że nie pachnie lawendą i naprawdę nie wiem czym pachnie to jeszcze zapach unosi się w powietrzu chwilkę. Nawet nie godzinę!
Z jednej strony to dobrze, bo skoro wosk nie pachnie tak jakbym chciała to się długo zapachem nie męczę jednak z drugiej strony nie po to wydaje się 7 zł żeby zapachem cieszyć się 20 minut, prawda ?

Na szczęście udało mi się znaleźć sposób na wykorzystanie tego wosku.
Wosk  stanowi świetne podłoże do prawdziwego olejku lawendowego!
Mianowicie do rozpuszczonego wosku YC dodaje kilka kropli olejku lawendowego Mokosh (recenzja klik) dzięki czemu w moim pokoju roznosi się cudowny zapach prawdziwej lawendy. Oprócz tego nie muszę pamiętać o dolewaniu wody do kominka, bo wiadomo, że wosk nie wyparuje tak jak woda ;)
 Tak więc wosk YC o zapachu lawendy nie zachwycił mnie swoim zapachem, ale udało mi się znaleźć dla niego zastosowanie jako baza do lawendowego olejku eterycznego. Kolejnej tartej o tym zapachu na pewno nie kupię.

W swoich woskowych zbiorach mam jeszcze wersję lawenda z cytryną Lemon Lavender - która zdecydowanie bardziej przypadła mi do gustu.
Tam lawendowe nuty są wyczuwalne, a ich połączenie z cytrusem okazało się świetnym pomysłem ;)




TAG: To właśnie ja ;)

Witajcie ;)
 Jak wiecie bardzo lubię blogowe Tagi.
W tym roku jeszcze żadnego nie było. Tak więc dzisiaj zapraszam Was na TAG mojego autorstwa, który nosi nazwę

Pytań jest 20. Mam nadzieję, że dzięki nim poznacie mnie lepiej ;)
To co zaczynamy ? Oczywiście jeśli macie ochotę to chętnie poznam Wasze odpowiedzi na te pytania ;)

1.Do dziś pamiętam zapach...
Zapach świeżego chleba z piekarni "za rzeką" w Bystrej ;)
Będę go pamiętać do końca dni ;)

2.Najwspanialsze wspomnienie z dzieciństwa...
Co roku na wakacje wraz z dziadkami wyjeżdżałam na 2 miesiące w góry -  to były piękne czasy ...

3. Poczułam się dorosła gdy...
Gdy zaczęłam sama jeździć do Krakowa na kurs przygotowawczy Instytut Medicus. Podróż pociągiem potem cały dzień w Krakowie i powrót do domu to było coś ;)

4. W torebce zawsze mam...
Zawsze mam balsam ochronny do ust, żel lub chusteczki antybakteryjne
 i chusteczki higieniczne (moje wierne przyjaciółki)

5. Dom rodzinny kojarzy mi się z...
Bezpieczeństwem, spokojem i śmiechem ;)

6. W trudnych chwilach...
Ciężkie, trudne lub smutne chwile wolę przeżyć w samotności.

7. Wzruszam się gdy...
Widzę krzywdę zwierząt....

8. Nie mogłabym żyć bez...
Obecnie ? bez internetu ;)

9. Od mężczyzny oczekuję...
Dobrego wychowania, akceptacji moich kaprysów i poczucia humoru.
Dużego poczucia humoru ;)

10. Książka, do której wracam...
Planeta dobrych myśli Beaty Pawlikowskiej

11. Dzień zaczynam od...
Kiedyś od cappucino teraz od soku z młodego jęczmienia ;)

12. Mój ulubiony film to ...
Mam ich naprawdę sporo.
Ale bardzo lubię "Stowarzyszenie umarłych poetów" ;)

13. Gdy brakuje mi energii..
Biorę kąpiel ;) Zawsze pobudza mnie do życia ;)

14. Ulubiony zapach perfum...
W perfumach szukam nut białego piżma.
Samo białe piżmo też świetnie do mnie pasuje dlatego bardzo lubię
Tesori D'Oriente white musk 

15. Chciałabym nauczyć się...
Od zawsze chciałam nauczyć się języka niemieckiego.
Niestety nie było mi dane ;/
Bardzo chciałabym też nauczyć się robić kreskę, bo na razie to marnie mi to wychodzi ;/ Jest tutaj jakiś kreskowy nauczyciel ? ;p

16. Moje ulubione kwiaty...
Mimo, że jestem biologiem to nie przepadam za roślinami.
Ale frezje ze względu na zapach i kształt zawsze są u mnie miele widziane ;p

17. Kosmetyczne odkrycie...
Olej Sacha Inchi (recenzja klik)
Rewelacyjny kosmetyk ;)

18. Najlepiej wypoczywam...
W górach, najlepiej w Beskidach ;)

19. Jestem ...
Czasami bywam skomplikowana, uparta, rozrzutna, niegrzeczna i złośliwa, miewam humorki i zachcianki, ale jak to mówią beze mnie nie da się żyć !!!! ;)
A tak na poważnie to mam świadomość tego, że jestem kapryśna ;p

20. Życiowa dewiza...
Taka jak w nagłówku bloga ;)
Worek cierpliwości, szczypta humoru i jakoś to będzie! ;)











Mam nadzieję, że ten TAG Wam się spodobał i miło spędziliście te kilka minut na moim blogu ;)

miłego weekendu 

kosmetyczne rozczarowanie 1/2015

Producenci kosmetyków kuszą nas na każdym kroku. 
Piękna szata graficzna, bajeczny opis, cudowne obietnice. Bardzo często jednak się zdarza, że kosmetyk,  który miał zdziałać cuda nas rozczarował. 
I nie chodzi mi tu o to, że okazał się bublem (co niestety też się zdarza), ale najzwyczajniej w świecie liczyłyśmy na coś lepszego.

 Chciałam Wam dzisiaj pokazać 5 produktów, które mnie w ostatnim czasie rozczarowały.....

Ogromnym rozczarowaniem okazała się paletka cieni JOKO, którą otrzymałam na  noworocznym spotkaniu blogerek w Sosnowcu (relacja klik)

Paletka składa się z 5 potrójnych mini paletek najprawdopodobniej są to
 zestawy Trio PERFECT your LOOK (klik). 
Zestawy kolorystyczne bardzo mi się podobają jednak jakościowo są to bardzo słabe cienie. Według producenta  to luksusowe, aksamitne cienie z dodatkiem jedwabiu o satynowym wykończeniu. Niestety pigmentacja zwłaszcza jasnych cieni jest słaba, trwałością również nie grzeszą.
Mimo, że kolory piękne to cienie mnie zawiodły.
Jest to kolejna już paletka JOKO, która mnie nie zachwyciła więc wiem, że  na kolejną raczej się nie skuszę ;/

Dużym rozczarowaniem jest również nowość Eveline, a dokładnie ich regenerujący krem - maska do rąk i paznokci 5w1 (klik)

Tak te ich słynne Xw1 ;p
Producent obiecuje głęboką regenerację, intensywne nawilżenie, odżywienie, łagodzenie podrażnień, wygładzenie i wzmocnienie paznokci. Jako, że krem jest dość tłusty i pozostawia film stosowałam go na noc.
Dla mnie krem-maska to coś  intensywnie działającego.
Niestety krem ten działał pozornie. Po nałożeniu dłonie były natłuszczone, wydawało się, że są mega odżywione i nawilżone, ale ....  rano budziłam się z suchymi, szorstkimi, lekko popękanymi dłońmi ;/
Zmieniłam krem na inny tej firmy ( o którym napiszę w marcu) i efekt jest już o niebo lepszy ;)
Tak więc krem extra soft wg szwajcarskiej receptury  przynosi chwilową
i pozorną ulgę.
Niestety u mnie się nie sprawdził ;(

Jeśli chodzi o usta to nie polubiłam się z balsamem ochronnym Laura Conti z masłem karite i bajkaliną (klik)
Mimo dobrego składu balsam ten niczym szczególnym mnie nie zaskoczył. 
Typowy średniak, który trochę bielił usta i lubił się zbierać w kącikach ;/
Za 7 zł znam lepsze pomadki ochronne do ust.
Ten egzemplarz trafił do kosmetyczki mojej chrześnicy, która zawsze podkrada moje usteczkowe mazidła. Teraz przynajmniej ma coś swojego ;p 

Bardzo dużym rozczarowaniem pielęgnacyjnym okazała się pianka do mycia twarzy Lirene youngy 20+
Mimo, że nie lubię kosmetyków Lirene to skusiłam się na nią podczas promocji w Rossmanie. Nie wiem dlaczego nie sprawdziłam wtedy składu. 
Zachęciła mnie cena (6zł). Jednak gdybym nawet na szybko przeanalizowała skład to nie wzięłabym tej pianki nawet jakby kosztowała 1 zł!
Skład jest beznadziejny! Zapach jest sztuczny, chemiczny i nie ma nic wspólnego z egzotyką. Jedyne co mi się w tej piance podoba to konsystencja. Pianka jest gęsta, treściwa i  przyjemnie się ją aplikuje.
Niestety przesuszyła ona moją skórę oraz spowodowała wysyp nieprzyjaciół na twarzy, ramionach i dekolcie.
Wiele osób się nią zachwyca, a ja mogę ją polecić do mycia ... stóp,
na pewno nie do twarzy!!!

Ta pianka to nie tyle rozczarowanie co istny bubel ;/ 

Ostatnim produktem, który również bardzo mnie rozczarował jest pasta do zębów Silver Action Blue Nature z Betterware

Pasta zawiera srebro koloidalne i naturalny olejek z goździków. 
Składem nie grzeszy, ale srebro koloidalne jest zaraz po wodzie.
Jeśli chodzi o działanie to niestety zapewnienia producenta ni jak się spełniają.
Pasta ma przyjemny zapach, ale w smaku jest słona. Średnio się pieni.
Wybielać nie wybiela i u mnie spowodowała krwawienie dziąseł ;/
Nie czuję też świeżości ani oczyszczenia po jej użyciu ;/ 
Po paście za 25 zł spodziewałam się dużo więcej. 

Ogólnie nie polecam!

Jestem ciekawa czy znacie któryś z pokazanych kosmetyków.
A jaki kosmetyk ostatnio Was rozczarował ?

Wibo Glamour Satin nr 3

Satyna od zawsze kojarzy mi się z elegancją.
Dlatego gdy Wibo wypuściło na rynek serię Glamour Satin, która imituje satynę skusiłam się na dwa odcienie: ciemny fiolet i piękny bordo.
Piękny satynowy fiolet to lakier nr 3
Wykończenie satynowe ma w sobie to "coś". 
Nie jest typowo matowe, ale też nie mega błyszczące tylko takie delikatnie (!!!) połyskujące... Jak dla mnie rewelacyjne ;)
Lakiery satynowe mają to do siebie, że nałożone solo mogą być elegancką satyną, a z topem zmienią się w błyszczący, lekko perłowy lakier ;)
Niestety mój aparat nie do końca potrafi pokazać taki efekt.
Satynowy lakier Wibo sprawdza się u mnie świetnie (w sumie jak większość lakierów tej marki). Jakościowo jest bardzo dobry - ładnie kryje (choć jedna warstwa nie wygląda tak dobrze jak dwie ;p), nie smuży, szybko schnie i jest dość trwały. Na moich paznokciach wytrzymał 5 dni, a starte końcówki pojawiły się dopiero pod koniec 3 dnia.
Konsystencja jest odpowiednia (bardziej gęsta niż wodnista), 
a pędzelek długi i smukły:
Noszenie tego lakieru to dla mnie czysta przyjemność.
Kolor- głęboki, elegancki fiolet  wprost idealnie pasuje do mojego obecnego nastroju. Polubiłam się z tym lakierem i  z pewnością często będę do niego wracać. Jest to bardzo elegancki kolor, który sprawdzi się zarówno na co dzień do pracy jak i na uroczystą kolację.

W zależności jak pada światło lakier ten za każdym razem prezentuje się inaczej. Raz jest typową satyną, innym razem półmatem, a czasami delikatnie połyskuje jak lakier perłowy. Naprawdę warto choć raz pomalować nim paznokcie.

Jedyne zastrzeżenie jakie mam to mały problem podczas zmywania.
Lakier dość opornie schodzi z płytki, dlatego zmywaniu trzeba poświęcić kilka chwil. Najlepiej przyłożyć mocno zmoczony zmywaczem płatek kosmetyczny i chwilkę poczekać. Całe szczęście lakier nie odbarwia płytki ;)

Z satynowego lakieru Wibo nr 3 jestem bardzo zadowolona i na razie nie oddam go nikomu ;p Z tej serii mam jeszcze nr 5, czyli  satynowe bordo, o którym też na pewno Wam napiszę ;)

Lakiery Wibo dostaniecie w Rossmanie, a ich standardowa cena to ok 7 zł ;)

Podobają Wam się satynowe paznokcie ? ;>
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...