FOTOmarzec

To był dobry miesiąc. Miły i sympatyczny ;)
Jeśli jesteście ciekawe co robiłam przez te 31 dni to zapraszam na

Po pierwsze odwiedziłam mój Kraków.
Nie sądziłam, że kiedyś to powiem, ale tęsknie za czasem tam spędzonym....

Pogoda była cudowna, idealna na  długie spacery z Messim ;)

W ogródku wiosna na całego ;)

Miesiąc obfitował w spotkania blogerek.
Najpierw blogerski Dzień Kobiet w Krakowie (relacja klik), a tydzień później wiosenne, nieoficjalne spotkanie przy kawie w Katowicach (relacja klik).

Moją ulubioną aplikacją został pedometer. Świetna sprawa! ;)

W końcu wróciłam do regularnego czytania.
Książki Katarzyny Michalak bardzo mnie relaksują ;)

Był to miesiąc zdrowego odżywiania.
Na stole królowały kiełki i bataty ;)
A każdy poranek rozpoczynam od szklanki soku z młodego jęczmienia. Mijają już 2 miesiące jęczmiennej kuracji i z efektów jestem bardzoooo zadowolona.

Jednak pewnego wieczoru naszła mnie ochota na domowe mini zapiekanki ;)

Ograniczam kawę. Stawiam na zioła ;)

W tym miesiącu zakochałam się w kosmetykach Resibo, a ich magazyn to skarbnica wiedzy ;)



W najbliższym czasie opowiem Wam o nich ;)

Wieczory bardzo lubię spędzać na spokojnie.
Oglądanie filmów to taki wieczorny obowiązek. W tym miesiącu najbardziej przypadł mi do gustu film "Nasz dom" warto go zobaczyć ;)

Jednak najważniejszym wydarzeniem minionego miesiąca jest ...
powiększenie rodziny ;)

A  dla Was marzec był dobrym miesiącem? ;>

Fitomed ziołowy szampon do włosów suchych i normalnych

Nie mogę narzekać na moje włosy.
Wręcz przeciwnie. Moje włosy są super choć nie mają ze mną dobrze.
Jedynym problemem od kilku miesięcy jest ich nadmierne wypadnie.
Wiem co jest tego przyczyną i niestety wiem też, że na razie tak będzie ;/
Jeśli chodzi o pielęgnacje moich włosów to nie jest ona "bogata". 
Szampon, bananowa maska kallos (recenzja klik), nawilżający spray Marion (recenzja klik), arganowy fluid na końcówki Marion (klik), codziennie mycie i suszenie - tak wygląda moje dbanie o włosy.
Obecnie moim szamponowym faworytem jest ziołowy szampon Fitomed przeznaczony do włosów suchych i normalnych.
Jeśli chodzi o szampon to niestety nie sprawdzają się u mnie szampony naturalne, pozbawione SLES czy SLS. Dlatego też bardzo lubię szampony firmy Fitomed, które w swoim składzie mają SLES, ale jest on daleko w składzie.
Skład jak dla moich włosów jest idealny:
Na początku zaraz po wodzie mamy wyciąg z mydlnicy lekarskiej, ekstrakt ze skrzypu polnego, szyszek chmielu lipy oraz liścia pokrzywy. Dopiero później znajdziemy detergenty.

Szampon ma delikatnie złoty kolor, przepiękny ziołowy zapach. 
Pieni się bardzo dobrze, choć piana jest delikatna i taka jakby kremowa.
Po umyciu włosy są lekko sztywne, ale obejdzie się bez odżywki.
Szampon oczyszcza włosy, ale nie podrażnia skóry głowy.
Nie spowodował u mnie wysypu łupieżu oraz nie przesuszył  moich włosów.
Spełnił wszystkie zapewnienia producenta:
Włosy po umyciu i wysuszeniu są błyszczące, wyglądają zdrowo. Szampon jakby trochę zwiększał objętość. Skóra głowy jest oczyszczona,podrażnienia są złagodzone, ustąpił również świąd, który często u mnie występuje.

Uważam, że jest to bardzo dobry szampon, z dobrym składem i można go kupić w rozsądnej cenie. Na stronie fitoteka dostaniecie go za niecałe 12 zł.
Niektóre kosmetyki Fitomed dostępne są też w aptece DOZ oraz niektórych sklepach zielarskich.

Ja szczerze polecam zarówno ten szampon jak i wersję do włosów ciemnych (recenzja klik). Na pewno też wypróbuję wersję do włosów tłustych ;)

Miałyście okazję używać szamponu Fitomed ?;>

Przypominam o ostatnich godzinach wiosennego ROZDANIA

Marcowi ulubieńcy

Marzec powoli się kończy...
Uważam, że był to jak na razie najlepszy miesiąc tego roku. Ale o szczegółach opowiem Wam w notce FOTOmarzec, która pojawi się pod koniec miesiąca.
Dziś chciałabym Wam pokazać marcowych ulubieńców.
Wszystkim zainteresowanym życzę miłej lektory ;)

Ulubieńcem nr 1 zostało skoncentrowane serum regenerujące firmy 
Jest to nowość, która pojawiła się na naszym rynku kosmetycznym.
Serum tak jak zapewnia producent przynosi natychmiastową ulgę.
Formuła jest lekka. Krem bardzo szybko się wchłania, nie pozostawia tłustego i lepkiego filmu, ale ekspresowo poprawia stan skóry. Dłonie stają się nawilżone, wygładzone, zregenerowane, miękkie i delikatne.
Na uwagę zasługuje opakowanie, które różni się od tych tradycyjnych.
Serum znajduje się w tubce o pojemności  50 ml, która zakończona jest pompką. 
Niestety gdy produkt się kończy musimy wydobywać go tradycyjnie ponieważ pompka nie ma długiego wężyka i nie zasysa kremu.
Jednak działanie rekompensuje drobne braki opakowania ;p

Ulubieńcem nr 2 jest podkład kryjący z formułą matującą Perfecta
Jest to mój pierwszy podkład firmy Dax. 
Kupiłam go głównie ze względu na cenę. W drogerii Natura kosztował 7,99 zł.
A że moja cera ostatnio przechodzi kryzys potrzebowałam czegoś kryjącego.
Mój odcień to wanilia, czyli nr 1 i jest to najjaśniejszy kolor
Dla mnie jest odrobinę za ciemny dlatego rozcieńczam go podkładem L'Oreal true match. Działanie kryjące jest bardzo dobre choć przy większych krostach potrzebny jest jeszcze korektor. Konsystencja jest gęsta, zastygająca, ale nie czujemy go na twarzy. Nie ma się wrażenia maski jak to jest przy większości podkładów kryjących. Efekt jest naturalny, podkład nie ściera się, nie ciemnieje, nie podkreśla rozszerzonych porów ani suchych skórek, których u mnie ostatnio jest pełno. Jedynie efekt matu nie jest tak długi jakbym chciała. Bez pudru matowa skóra jest jakieś 3-4 godziny. Uważam, że jak na podkład za 8 zł jest on świetny. Jego standardowa cena to ponad 20 zł.

Ulubieniec nr 3 to rewitalizująca miodowa oliwka do skórek Lidan
Bardzo podoba mi się forma aplikacji. Odżywka jest w pisaku zakończonym pędzelkiem. Używanie jest bardzo przyjemne i bezproblemowe ;)
Skład i działanie tej odżywki są rewelacyjne, a cena śmiesznie niska.
Z tego co wiem na allegro dostaniecie ją za 5 zł(!!) a skład naprawdę jest fantastyczny. Oliwka pięknie odżywia, regeneruje i nawilża. Zapobiega powstawaniu zadziorków oraz pęknięciom.
Jeśli gdzieś wpadnie Wam w oczy skuście się, nie pożałujecie ;)

Ulubieniec nr 4 to czekoladowe mydło The secret soap store
Żałuję, że nie natrafiłam na to mydło w listopadzie, gdy miałam fazę na kosmetyki czekoladowe. To mydło pachnie bajecznie. Zapach czekolady jest naturalny, nie mdły, nie niknie w kontakcie z wodą.
W dodatku skład tego mydła również zachwyca. Mydło powstaje na bazie naturalnych, tłoczonych na zimno olejów: awokado, jojoba, oliwa z oliwek, macadamia, olej ze słodkich migdałów, a do tego wszystkiego dodano masło shea. Skóra po umyciu jest gładka, czysta i nawilżona. Tak to mydło nawilża skórę ;) Do tego otulający czekoladowy zapach sprawia, że każda kąpiel to słodki relaks ;)

Ostatnim kosmetycznym ulubieńcem nr 5 jest fluid na rozdwojone końcówki z serii arganowej firmy Marion
Z tej serii miałam już olejek do włosów (klik) oraz odżywkę w sprayu.
Olejek bardzo lubiłam, z odżywką się nie pokochałam, a ten fluid również przypadł mi do gustu. Skład może nie jest zachwycający, ale u mnie się sprawdzał. Dobrze zabezpiecza końcówki przed działaniem wysokiej temperatury, dyscyplinuje je, sprawia, że ładnie się układają i są dociążone. Nakładam ją na 1/3 włosów (licząc od końca) i dzięki temu włosy ładnie się układają, są błyszczące i miękkie. W dodatku fluid ten jest niesamowicie wydajny i to 50 ml opakowanie chyba będę 2 lata zużywać ;p
Szczerze polecam! ;)

Jeśli chodzi o kosmetycznych ulubieńców to by było na tyle. 
Jednak muszę Wam wspomnieć o jeszcze jednym nie kosmetycznym a zapachowym ulubieńcu. Jest nim dekoracyjny odświeżacz powietrza z kolorowymi ozdobami Pachnąca szafa
Jest to mój pierwszy odświeżacz powietrza w takiej formie.
Nie liczyłam na dużo, ale miło się rozczarowałam. Połączenie jaśminu z drzewem sandałowym okazało się bardzo dobrą mieszanką. 
Zapach jest przyjemny, słodki, ale nie duszący. Niby orientalny, ale jednak świeży. W ciągu miesiąca ubyło niewiele płynu (jakaś 1/3) więc jest o wiele bardziej wydajny niż odświeżacze elektryczne. Filcowe ozdoby początkowo wydawały się kiczowate, ale w sumie stanowią ładną ozdobę. 
Na pewno poznam inne warianty zapachowe ;)

A co Was zachwyciło w tym miesiącu ?


Wiosenne ROZDANIE powoli zbliża się ku końcówki.

Kto się jeszcze nie zgłosił ? ;>

Alessandro express polish dry

Alessandro to firma oferująca profesjonalny produkt przeznaczone 
do pielęgnacji dłoni, stóp i paznokci. 
Jak sami piszą "alessandro international- profesjonaliści dla profesjonalistów".
Na blogerskim Dniu Kobiet w Krakowie (klik), każda z nas otrzymała od firmy lakierowego cukierka, który zawierał 3 produkty:
- expressowy wysuszacz do paznokci
- lakier  Red ilussion
- lakier pastelowy róż Hot pink.

Nie jest to moje pierwsze spotkanie z lakierami tej firmy.
Gabinet, w którym miałam praktyki pracował na ich lakierach oraz żelach więc już coś nie co o firmie alessandro wiedziałam.

Czy faktycznie firma jest liderem oraz oferuje produkty najwyższej jakości ?
Moim skromnym zdaniem nie!
Firma owszem ma bogatą ofertę, prezentuje się na targach, przeprowadza liczne szkolenia, sugeruje "paznokciowe" trendy jednak  ich produkty są przeciętne.
Chociażby wysuszacz do paznokci  Express  polish dry
Preparat znajduje się w szklanej buteleczce z zakraplaczem.
Aplikacja jest łatwa i bezproblemowa
Wysuszacz nakładamy (kropla lub dwie) na świeżo pomalowane paznokcie, odczekujemy 2 minuty i.... powinnyśmy się cieszyć suchymi paznokciami, który dodatkowo są zabezpieczony przed uszkodzeniami.

Niestety  w rzeczywistości zapewnienia producenta nie są spełnione.
Wysuszacz tak jak większość tego typu produktów działa pozornie, czyli faktycznie po 2 minutach wydaje nam się, że paznokcie są suche, ale tak naprawdę nie są. Możemy sobie zniszczyć manicure gdybyśmy wróciły po tych 2 minutach do normalnego trybu życia ;/ 

Lakiery tej firmy również niczym szczególnym się nie wyróżniają.
No może poza małą, kwadratową buteleczką
Lakier Red Ilussion to przepiękna, głęboka, ciemna czerwień.
Krycie tego lakieru jest bardzo dobre i nawet 1 warstwa wystarczy żeby idealnie pokryć płytkę. Ja jednak nałożyłam drugą warstwę, która sprawiła, że lakier prezentował się jeszcze ładniej ;)
Formuła lakieru jest elastyczna choć trochę wodnista. Pędzelek dobrze wyprofilowany, jak dla mnie trochę za szeroki. Moja płytka paznokcia jest dość wąska przez co niestety skórki były umaziane lakierem ;/ 
Trwałością lakier nie grzeszy. Na moich paznokciach wytrzymał 3 dni, ale starte końcówki były już widoczne po pierwszej kąpieli.

Po dwukrotnym pomalowaniu paznokci użyłam wysuszacza, odczekałam 2 godziny (godziny, nie minuty!!!) i postanowiłam upiec muffinki. 
A jak wiecie albo i nie zrobienie muffinek nie jest specjalnie trudne. Jednak dla wysuszacza okazało się to zadanie bardzo trudne i niestety  na lakierze pojawiły się odgniecenia i lekkie rowki.

Tak więc wysuszacz przynajmniej u mnie się nie sprawdził - sprawia, że lakier wydaje się suchy, ale prawda jest taka że  paznokcie wcale nie są gotowe do normalnej pracy ;/ Co do lakieru to kolor jest piękny, krycie jest bardzo dobre, ale  trwałością nie powala. Użyty bez wysuszacza schnie ok 7 minut, a na paznokciach utrzymuje się maksymalnie 4 dni przy czym starte końcówki pojawiają się dość szybko.

Jeśli chodzi o lakier różowy to tutaj już krycie nie jest tak dobre.
Żeby kolor był taki jak w buteleczce najlepiej nałożyć go na biały lakier.
Wtedy i tylko wtedy faktycznie jest różowy.

Niestety gdy nałożymy go tylko na bezbarwną odżywkę lub samą płytkę  to nie wygląda on zbyt dobrze, ale nadaje się do frencha ;)


Mimo bogatej oferty nie skuszę się na inne produkty firmy.
A Wy znacie lakiery alessandro ?

Pamiętacie o wiosennym ROZDANIU ? ;)

Balneo biosiarczkowy żel głęboko oczyszczający

Kosmetyki na bazie wody siarczkowej nie są mi obce.
Jako posiadaczka cery kapryśnej - problematycznej już kilka lat temu odkryłam dobroczynne działanie wody siarczkowej.
Jednak  o kosmetykach Balneo jedynie czytałam na blogach...
Tak się złożyło, że na spotkaniu blogerek w Krakowie (relacja)
każda z nas otrzymała do przetestowania Biosiarczkowy żel głęboko oczyszczający do mycia twarzy
Żel przeznaczony jest do cery tłustej, mieszanej i trądzikowej, czyli dla mnie idealny ;) Jego zadanie to:

Początkowo żelu używałam 2 x dziennie jednak dla mojej mieszanej cery było to za dużo. Po umyciu skóra była ściągnięta i przesuszona. Dlatego też teraz używam go do mycia twarzy, dekoltu i ramion jedynie wieczorem.
Sam żel jest dość płynny, ma charakterystyczny siarczkowy zapach, który początkowo może zniechęcić jednak ja się z nim polubiłam.
Czy zapach wód siarczkowych może się podobać ? Może! Zwłaszcza jak charakterystyczna nuta złamana jest olejkiem grejpfrutowym ;)
W żelu zatopione są drobinki jojoba, które przyjemnie skórę masują, ale nie peelingują (!) Ich zadanie to odżywienie skóry oraz zahamowanie nadmiernego wydzielania sebum.
W składzie znajdziemy SLES jednak mimo to żel średnio się pieni.
Dokładny skład prezentuje się tak:
(niestety nie mam zdjęcia, bo jest on tak drobniutki, że mój aparat za nic nie mógł wyraźnie go uchwycić. Żałuję, że składu nie ma na stronie producenta;/)

Aqua (water), Acrylates Copolymer,Sulphide-SulphideHydrogen Salty Mineral Water, Sodium Laureth Sulfate, Cocamidopryl Betaine, Propylene Glycol, Peat Extrakt, Saponaria Officinalis(Soapwoworth) Extract, , Salix Alba (Willow) Bark Extract, Sodium Cocoyl Apple Amina Acids, Simmondsia Chinensis (Jojoba) Butter, Hydrogenated  Jojoba Oil, Citrus Grandis (grapefriut) Peel Oil, Sodium Chloride, Sodium Hydroxide, Panthenol, Limonene, 2- Bromo-2-Nitropropane-1,3-Diol, Methylchloroisothiazolinone, Methylisothiazolinone, Disodium EDTA. 

Skład nie jest zły, ale jest dość mocny.
 Dla mojej skóry okazał się zbyt mocny ;/ Jako, że jest to żel głęboko oczyszczający początkowo na mojej skórze pojawił się wysyp niedoskonałości. Liczyłam się z tym, ale nie sądziłam, że krost będzie aż tak dużo, że będą aż tak bolesne i co najgorsze, że będą aż tak długo ;/
Mija już 3 tydzień, a moja skóra nadal nie wygląda dobrze ;(

Po umyciu faktycznie ma się uczucie dobrze oczyszczonej skóry.
Zaskórników otwartych jest jakby mniej, niestety zamkniętych ten żel nie rusza. Pory są zwężone jednak cała twarz jest ściągnięta i aż woła: "daj mi krem, daj mi olej, daj cokolwiek... ale najpierw miziaj mnie tonikiem nawilżającym ;)". Zauważyłam też, że żel przesuszył mi okolice nosa i brodę. Łuszcząca się skóra nie wygląda zbyt dobrze i jak na razie nie pomagają żadne kremy czy ultranawilżające sera ;/

Zauważyłam też, że na policzkach pojawił się więcej rozszerzonych naczynek.
Przed stosowaniem tego żelu miałam pojedyncze "pęknięcia" jednak teraz jest ich zdecydowanie więcej, a jedynie ten żel jest czymś nowym w mojej pielęgnacji ...

Jak widzicie moja cera nie do końca się z tym kosmetykiem polubiła mimo, że z opisu producenta wynika, że żel ten powinien wybawić mnie z wszystkich skórnych problemów. No cóż i tak bywam ...
Jak na razie nie skuszę się na inne kosmetyki tej firmy choć przyznam, że ofertę mają atrakcyjną.

Jeśli interesują Was kosmetyki Balneo to mam dla Was dobrą wiadomość.
Na hasło "eko" w Balneokosmetyki dostaniecie masełko do torebki gratis oraz darmową dostawę przy zakupach powyżej 100 zł. 
Skusicie się ?;>


Przypominam o wiosennym konkursie, w którym do wygrania świetne produkty do paznokci. Szczegóły tutaj ;)





Domowy rytuał piękna z Mokosh cosmetics

Każda kobieta lubi rozpieszczać siebie i swoją skórę w SPA.
Niestety nie zawsze są na to fundusze i czas. Nie znaczy to jednak, że nie możemy podarować swojej skórze choć odrobiny luksusu w postaci zabiegu SPA wykonanego w domowym zaciszu.
Mój domowy rytuał piękna skupi się na 3 kosmetykach polskiej jeszcze mało znanej firmy Mokosh (klik).

Co będzie nam potrzebne ?
1. Hydrolat np. hydrolat malinowy
2. Glinka np. glinka biała
3. Czysty olej kosmetyczny np. arganowy
4. miseczka szklana lub porcelanowa
5. pędzel do nakładania maski lub drewniana szpatułka

opcjonalnie
6. woda niegazowana jeśli nie mamy hydrolatu
7. peeling w kremie
8. Olejek eteryczny np. lawendowy


Domowy rytuał rozpoczynam od (1) dokładnego demakijażu. 
Do tego celu używam płynu micelarnego, o którym pisałam tutaj
Następnie wykonuję (2)peeling. Możemy użyć gotowego peelingu drobnoziarnistego lub enzymatycznego. Ja bardzo lubię kawitację.
Robiąc taki zabieg mamie również wybrałam ultradźwięki ;)
Jeśli nie mamy w domu żadnego peelingu, a mamy glinkę możemy ją wykorzystać na dwa sposoby. Albo w formie maseczki, którą następnie rozmasowujemy po twarzy, albo mieszając glinkę z olejem i taką papkę rozprowadzamy na twarzy, masujemy i spłukujemy ciepłą wodą.
Po peelingu czas na tonizację (3).
Zamiast toniku można użyć hydrolatu.
Hydrolat malinowy Mokosh  ma za zadanie złagodzić podrażnienia, odżywić zregenerować, a także odświeżyć cerę.
Skład jest prosty i pozbawiony niepotrzebnej chemii
Malinowy hydrolat Mokosh powstaje na bazie wody aloesowej. Niestety aloes mimo, że bardzo ceniony w kosmetyce może uczulać. Dlatego też przed zastosowaniem należy wykonać test alergiczny spryskując nadgarstek odrobiną produktu. Ja tak zrobiłam i nic się nie działo dlatego bez obaw nałożyłam go na twarz. I niestety bardzo szybko musiałam go zmyć.
Jak się okazało hydrolat malinowy podrażnił moją skórę, spowodował pieczenie, zaczerwienienie i ogromne, nieprzyjemne ściągnięcie ;/
Czułam jakbym miałam popaloną twarz. Mało tego zaczerwienienie utrzymywało się przez kilka godzin ;/
Tak więc musiałam odpuścić sobie ten hydrolat i zastąpiłam go wodą różaną.

Po tonizacji możemy albo wykonać delikatny masaż twarzy (4) przy użyciu oleju np. arganowego lub nałożyć maseczkę z glinki.
Gdy robiłam zabieg mamie wykonałam masaż twarzy na bazie oleju arganowego, do którego dodałam kropeleczkę naturalnego olejku lawendowego Mokosh (recenzja klik). Relaks gwarantowany ;)
Olej arganowy to jeden z najcenniejszych olei. Wykazuje szereg dobroczynnych właściwości i w sumie można używać go do pielęgnacji każdej cery!
Ja bardzo lubię olej arganowy, ale są osoby, które nienawidzą go za zapach.
Sama za nim nie przepadam, na szczęście olej arganowy Mokosh jest bezzapachowy ;) 

Po masażu czas na maseczkę (5).
Glinka biała to najdelikatniejsza z  glinek. 
Nadaje się do każdej cery nawet suchej i wrażliwej.
Zadaniem glinki jest:
Glinka ta może zostać wykorzystana nie tylko do przygotowania maseczki, ale także do kąpieli. Wystarczy wsypać pod strumień wody 50-200g glinki, dodać kilka kropli oleju kosmetycznego i/lub olejku eterycznego i lecznicza kąpiel gotowa. Jeśli chodzi o przygotowanie maseczki to jest to bardzo proste.
Wystarczy zmieszać sproszkowaną glinkę z wodą, hydrolatem lub tonikiem do uzyskania papki i nałożyć na twarz. 
Pamiętajcie, że do przygotowania glinek nie powinno się używać metalowych akcesoriów. Glinką można się "bawić". Można ją mieszać z różnymi hydrolatami, olejami i olejkami:
Ja najbardziej lubię połączenie glinki z wodą różaną albo z wodą niegazowaną i kropelką naturalnego olejku lawendowego. Gdy zaś na mojej twarzy jest szereg nieprzyjaciół do glinki dodaję kilka kropli oleju tamanu.
Glinkowa maseczka nie powinna zaschnąć na twarzy (no chyba, że nasza cera jest bardzo tłusta). Żeby do tego nie dopuścić, albo co chwilkę pryskam twarz hydrolatem, wodą różaną lub wodą mineralną, albo na twarz nakładam zwilżoną gazę. Najczęściej jednak spryskuję twarz wodą różaną lub płynem lawendowym.
Zazwyczaj glinki zmywam po 10-15 minutach.
Po zmyciu maski cera jest uspokojona, rozjaśniona, oczyszczona, odżywiona, napięta (ale nie ściągnięta) miękka i wygląda zdrowo.
Na zakończenie zabiegu nakładam krem lub olej arganowy, który w roli kremu sprawdza się rewelacyjnie!

Taki domowy rytuał piękna z wykorzystaniem hydrolatu, glinki, oleju arganowego i naturalnego olejku lawendowego nie tylko oczyści, odżywi, nawilży, złagodzi stany zapalne, wygładzi i uelastyczni naszą skórę, ale również sprawi, że makijaż będzie lepiej wyglądać, a nasze samopoczucie zdecydowanie się poprawi. Warto w czasie takiego domowego SPA słuchać ulubionej muzyki, zapalić świeczkę i popijać wino lub zieloną herbatę albo miętę ;)
Polecam taki zabieg każdej kobiecie przynajmniej raz na 2 tygodnie.

Pamiętajcie, że świadomość pięknej, zadbanej skóry poprawia nasze samopoczucie ;)

Robicie sobie takie domowe zabiegi upiększające czy wolicie wizytę u kosmetyczki lub weekend w SPA ? ;>

Jestem też ciekawa czy znacie firmę Mokosh ?


Przypominam o Wiosennym rozdaniu na moim blogu ;)
Zainteresowanych zapraszam TUTAJ ;)
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...