FOTOwrzesień

W ostatni dzień września jak każdego ostatniego dnia miesiąca przedstawię Wam ten miesiąc w zdjęciach ;)
Zainteresowanych zapraszam na
Ten miesiąc tak samo jak poprzedni był bardzo pracowity, ale to dzięki pracy poznałam fantastyczne greckie kosmetyki Farcom, o których na pewno w najbliższym czasie Wam opowiem ;)
Był to zdecydowanie miesiąc udanych zakupów kosmetycznych.
Obkupiłam się jak nigdy w Golden Rose. 
Oprócz 7 lakierów WOW! zestawu Prodigy Gel postawiłam też na usta. 
Tej jesieni będę miała w czym wybierać. 
W sumie mam 10 nowych produktów do ust. 
Kolor zapewnią mi matowe kredki Matte Crayon Lipstick oraz pomadki Vision zaś pielęgnować je będą produkty Tisane, które dostałam do testów ;)
Uzupełniłam też zapas moich ulubionych lawendowo-waniliowych kryształków do kąpieli Isana <recenzja klik>
Z myślą o zbliżających się (bardzo szybko) świętach kupiłam w Kiku 3 gwiazdeczkomiseczki, prawda, że urocze ?;)
Większość czasu spędziłam w pracy. A w pracy w czasie wolnym raczyłam się pyszną herbatą (bo kawy pić nie mogłam ) i niezdrowym batonikiem bajka, który nie wiem dlaczego kojarzy mi się z moim dzieciństwem ;)
Gdy miałam wolne razem z Messim szukaliśmy jesieni ;)
Jak wicie bardzo lubię Górnośląski Park Etnograficzny potocznie zwany skansenem w Chorzowie i gdy tylko mogę to go odwiedzam. 
Jest to pełne magii miejsce, idealne na ślub ... ;)
W tym miesiącu w skansenie odbyły się między innymi pokazy zaganiania zwierząt przez psy pasterskie. 
Wieczory stają się coraz dłuższe - uwielbiam ten czas ;)
Jesienią i zimą zazwyczaj wieczory spędzam w domu przy gorącej, najlepiej cynamonowej herbatce i w towarzystwie świec
do tego film i jestem w raju ;)
A w tym miesiącu bardzo spodobały mi się dwa filmy
Deszczowe poranki najlepiej spędza się w łóżku. 
I Messi o tym bardzo dobrze wie. Ja do pracy,a Messi zastępował mnie w łóżeczku ... takiemu to dobrze ;)
W mojej kuchni jak co roku jesienią bardzo często gości dynia. 
Uwielbiam krem z dyni oraz jej dodatek do makaronów.
Sok z młodego jęczmienia jest ze mną już od stycznia. Teraz dałam szansę produktowi z Rossmana. Sprawdzimy czy jest wart swojej ceny ;)
I na koniec hit września, czyli ogólnokrajowa konferencja dla blogerów na którą zostałam zaproszona i ... Tak! Jadę! ;)
Z kim się spotkam w stolicy ? ;>

Czy Wasz wrzesień był udany ? ;)

Maska zwężająca pory ZiajaPRO

Kosmetyki profesjonalne ZiajaPRO poznałam kilka lat temu, ale nie powiem, że jakoś szczególnie przypadły mi do gustu. 
Miałam okazję na nich pracować i nie były złe, ale do najlepszych też bym ich nie zaliczyła. Owszem z ZiajiPRO lubię bardzo mocny peeling mechaniczny z serii oczyszczającej i krem-maskę pod oczy, a teraz doszła do tego duetu 
maska zwężająca pory

Maska przeznaczona jest do cer tłustych, mieszanych, problematycznych. 
Nie polecam jej osobom z cerą wrażliwą, bo możecie stać się buraczkami.
Zapewnienia producenta mają pokrycie w rzeczywistości
Skład jest jak najbardziej ok. Maska bazuje na ekstrakcie z oczaru wirginijskiego, który działa cuda przy cerze trądzikowej. Oprócz oczaru bardzo wysoko w składzie znajduje się ekstrakt z lukrecji i białej herbaty, a także prowitaminę B5, czyli D-panthenol ;)

Żelowa konsystencja i delikatny zapach uprzyjemniają aplikację.
Producent zaleca trzymanie maski od 5 do 15 minut w zależności od cery. 

Ja zazwyczaj nakładam ją na ok 10-15 minut, czasami przetrzymam ją nawet do 25 i po tym czasie zmywam. Wiem też, że niektórzy nakładają ją na całą noc, ale ja jeszcze się na to nie odważyłam i nie wiem czy się odważę.
 Po nałożeniu odczuwam delikatne mrowienie, jest to znak, że maseczka działa. Na szczęście to uczucie szybko mija. Po zmyciu cera jest czyściutka, jaśniutka, pory są widocznie zwężone, a efekt ten utrzymuje się przez kilka dni. Mało tego cera mniej się przetłuszcza i to również odczuwalne jest przez kilka dni po nałożeniu maski. Tak jak zapewnia producent maska ta również nawilża. 
Tak! I to nawilżenie jest odczuwalne.
Jednym słowem maseczka bardzo pozytywnie mnie zaskoczyła i bardzo się cieszę, że się na nią zdecydowałam. 
Cena wcale nie jest wygórowana -  za 270 ml zapłacimy ok 20-25 zł, a że maska
 jest niesamowicie wydajna to naprawdę się to opłaca!

Ja jestem na TAK i szczerze Wam ten profesjonalny kosmetyk polecam!;)

Zestaw PRODIGY GEL duo Golden Rose nr 5

Jakiś czas temu na blogowym FB (klik) prezentowałam Wam nową limitowaną serię lakierów żelowych PRODIGY GEL firmy Golden Rose
W skład zestawu wchodzi lakier kolorowy  oraz top coat. 
Do wyboru mamy aż 23 kolory. Jedynym minusem jest to, że lakieru kolorowego nie można kupić osobno zawsze jest on połączony z topem. 
Oferta kolorystyczna jest bogata- fantastyczne czerwienie, bajeczne fiolety, bordo, róże ... ale po namyśle zdecydowałam się na nr 5.
 Jest to przepiękny delikatny, pastelowy fiolet. Wybrałam go ponieważ w moich lakierowych zbiorach takiego delikatnego fioletu jeszcze nie ma
Producent zapewnia, że ten lakierowy duet da nam efekt paznokci żelowych bez konieczności używania lampy UV. Dodatkowo efekt idealnych paznokci utrzyma się do 7 dni, a do zmycia wystarczy zwykły zmywacz do paznokci.
Aplikacja jest banalnie prosta:
Skuszona obietnicami producenta nałożyłam 2 warstwy lakieru oraz top na paznokcie i ... przez 9 dni cieszyłam się idealnym manicure ;)
Zarówno lakier jak i top coat mają sporą pojemność - 10,7 ml co dla mnie akurat jest minusem, bo wiem doskonale, że nie będę w stanie zużyć tych produktów.
Pędzelek w obu przypadkach jest idealny - prosty, smukły, dobrze wyprofilowany. Aplikacja jest bezproblemowa 
Lakier bardzo szybko schnie, nie smuży, nie tworzą się bąbelki powietrza.
Top nadaje faktycznie efekt manicure hybrydowego, który utrzymuje się ponad tydzień. Tak jak pisałam lakier zmyłam po 9 dniach ponieważ odrost paznokcia nie wyglądał już estetycznie. Zero startych końcówek czy pęknięć jedynie widoczny odrost!
Kolor nr 5 bardzo mi się podoba. Delikatny, pastelowy fiolecik prezentuje się ładnie zwłaszcza w słoneczny dzień ;) 
W cieniu przypomina bardziej biel z dodatkiem kropli fioletu, ale też nie jest źle.
Choć w zależności od karnacji może wyglądać trupio.
Zmycie lakieru również nie jest skomplikowane.
 Nawet bezacetonowy lakier poradzi sobie z tym lakierem. 

Top coat świetnie współgra nie tylko z lakierem  PRODIGY, bardzo dobrze dogaduje się ze zwykłymi lakierami i również sprawia, że paznokcie prezentują się jak po pomalowaniu hybrydą.
Nie żałuję, że kupiłam ten zestaw mimo, że cena może wydawać się dość wysoka - 22,90 zł. Top coat wykorzystuję teraz przy każdym malowaniu, a lakier kolorowy na razie poczeka, bo tej jesieni na moich paznokciach królować będą ciemniejsze kolory ;)

Miałyście już kontakt z tym duetem ? ;>

Najel Aleppo z olejem z czarnuszki

Olejem z czarnuszki zachwycałam się kilka tygodni temu.
Szczerze ten olej pokochałam (recenzja klik) dlatego też do mojej kosmetyczki jakiś czas temu trafiło 12% mydło aleppo firmy Najel z dodatkiem tego oleju
Mydła Aleppo lubię i pisałam już o nich nie raz (np. Tutaj). 
O ich właściwościach również Wam już kilka razy wspominałam <klik>.
Mydło oliwkowo-laurowe z dodatkiem oleju z czarnuszki ma regenerować skórę i działać przeciwzapalnie
Z działania tego mydła jestem bardzo zadowolona. Używam go każdego wieczoru do mycia twarzy, ale nie tylko. 
Myję nim również ramiona, dekolt oraz plecy.
Na ramionach poznikały wszystkie stany zapalne oraz krostki, które po wakacjach zawsze się u mnie pojawiają.
Twarz również jest w dobrej kondycji i jestem pewna, że jest to zasługa połączenie właśnie tego mydła z moim autorskim serum olejowym z dodatkiem m.in oleju z czarnuszki oraz kwasu mlekowego. Owszem niedoskonałości jeszcze się pojawiają, ale też bardzo szybko znikają. Mydło absolutnie nie wysusza mojej skóry, a po umyciu nie mam uczucia ściągnięcia.
Mydło doskonale oczyszcza moją skórę, regeneruje ją, przyspiesza proces gojenia, zwęża pory, a także uspokaja. Po umyciu cera jest czysta, gładka, odżywiona, promienna i o wiele jaśniejsza.
Wszystko poza zapachem w tym mydle mi odpowiada. 
Niestety nadal zapach przypomina mi kupkę dziecka i nie uprzyjemnia mycia.
Okrągły kształt mydła wg mnie jest o wiele bardziej poręczny niż kostka.
Ale wiecie co oprócz działania urzekło mnie w tym mydle ?
Sposób w jaki było zapakowane. Normalnie rewelacja!
Mydło aleppo z olejem z czarnuszki idealnie nadaje się do pielęgnacji cer problematycznych, mieszanych, tłustych. Nie wiem czy osoby ze skórą suchą polubią się z tym mydłem, ale że cena nie jest wysoka (ok 15 zł) to można spróbować. U mnie spisało się naprawdę dobrze i mogę je szczerze polecić.
Warto zaznaczyć, że mydło to jest również bardzo wydajne. 
Gdy dobrze je przechowujemy, czyli w suchej mydelniczce to taka kostka wystarczy nam śmiało na 4-6 miesięcy.

I mimo tego, że mydło aleppo bardzo sobie chwalę to gdybym miała wybrać pomiędzy aleppo a czarnym mydłem Dudu Osun (recenzja klik) to jednak wybrałabym czarne mydło ;)

A Wy bardziej lubicie aleppo czy czarne mydło afrykańskie ? ;>

Mój codzienny makijaż

Nie jestem mistrzynią makijażu i raczej nie będę.
W moim codziennym makijażu stawiam na wyrównanie kolorytu cery, podkreślenie brwi, wytuszowanie rzęs oraz mocniejsze podkreślenie ust.
Nic skomplikowanego, łatwy i szybki makijaż.
A moimi ostatnimi ulubieńcami w kwestii makijażu są kosmetyki kolorowe podstawowe ogólnodostępne, czyli:
Podstawą w moim makijażu jest podkład.
 Zazwyczaj stawiałam na podkłady kryjące i matujące ponieważ moja problematyczna cera tego wymagała.
Jednak w tym roku mimo, że moja cera nadal nie jest doskonała zakochałam się w podkładach rozświetlających. Bourjois Healthy mix pokochałam od pierwszego użycia!
Odcień 52, czyli słynna wanilia rewelacyjnie ujednolica cerę, neutralizuje różowe tony, delikatnie tuszuje niedoskonałości i pozostawię skórę pełną naturalnego blasku przy czym nie jest ona tłusta tylko promienna. 
Ten podkład bardzo pozytywnie mnie zaskoczył.
Nie spodziewałam się, że moja kapryśna skóra tak dobrze będzie wyglądać ubrana w podkład rozświetlający.
Choć jak widać przy większych niespodziankach korektor jest niezbędny to
mimo wszystko podkład bardzo sobie chwalę i coś czuję, że będę do niego wracać. Teraz już wiem skąd ten blogowy i youtubowy zachwyt wokół niego.

Pod oczami mam niewielkie zasinienia, które pozwala mi zminimalizować rozświetlający korektor pod oczy Catrice z przyjemnym pędzelkiem


Niestety srebrne opakowanie nie jest zbyt fotogeniczne ;/ 
Strasznie się palcuje i raczej nie nadaje się na pokaz.
Poza nieciekawym opakowaniem sam produkt jest  dobry. 
Delikatnie kryje i jednocześnie rozjaśnia skórę pod oczami.
Lubię go, ale nie wiem czy wrócę do niego ponownie.

Moje brwi nie są idealne, ale najważniejsze, że już są. 
A wierzcie mi przez długi, długi czas ich nie było.
Jako, że jestem naturalną blondynką to moje brwi są jasne. 
Przez chorą tarczycę są niepełne, a ich końcówek prawie wcale nie ma.
 Dlatego też produkt do podkreślenia brwi jest niezbędny. 
Od kilku już miesięcy stawiam na puder do brwi marki Golden Rose w odcieniu najciemniejszym , czyli 107

Jest to bardzo ładny chłodny brąz z dodatkiem szarości. 
Moim zdaniem idealnie pasuje do moich kasztanowych włosów.

Z tego produktu jestem bardzo, ale to bardzo zadowolona ponieważ podkreślenie brwi zajmuje chwilkę, a efekt jest naprawdę naturalny. Nie przepadam za mocno wyrysowanymi wręcz mazakowymi brwiami. Ten puder pozwala mieć naturalnie podkreślone brwi przez cały dzień. A do tego jest tak niesamowicie wydajny, że będę się nim cieszyć jeszcze długie lata ;)

Rzęsy w przeciwieństwie do brwi mam długie i gęste, dlatego też ich podkreślenie jest obowiązkowe nawet gdy idę po bułki do sklepu.
Jeśli chodzi o tusze do rzęs to bardzo lubię mascary Eveline.
Bardzo polubiłam się z wersją Extension Volume, która nadaje objętości 
i pięknie podkręca rzęsy
Silikonowa szczoteczka rewelacyjnie wyczesuje i rozdziela rzęsa.
Naprawdę jest to bardzo dobry tusz w rozsądnej cenie - ok 12 zł

Jedyne moje zastrzeżenie jest takie, że mascara dość szybko zasycha i po 2 miesiącach kruszy się i niestety odbija na dolnej powiece ;/ 

Na sam koniec usta, czyli najbardziej podkreślona część mojego makijażu;)
Bardzo lubię siebie w mocniejszych kolorach, a w czerwieni czuję się jak rybka w wodzie ;) Jednak ostatnio zakochałam się w pomadce Golden Rose Vision 
w odcieniu 107

Pomadki z serii Vision mają kremową konsystencję. 
Kolory są wyraźne i trwałe, a komfortowe noszenie sprawia, że chce się je mieć na ustach każdego dnia ;)

Nr 107 to malinowa czerwień w chłodnym odcieniu. Dzięki tej pomadce nasze zęby wydają się bielsze niż są w rzeczywistości.
Dodatkowo formuła nawilżająca pielęgnuje nasze usta, nie wysusza ich 
i  sprawia, że usta wyglądają pięknie.
Co ciekawe mimo kremowej konsystencji pomadka faktycznie długo utrzymuje si na ustach, u mnie jest to nawet 5 godzin z jedzeniem ;)
Pomadki Golden Rose tak samo jak lakiery kocham szczerą miłością
I to by były wszystkie kosmetyki kolorowe, które obecnie używam do podkreślenia swojej urody. A mam co podkreślać ...  
Niestety sama szminka nie załatwi sprawy, a szkoda
Efekt końcowy mojego makijażu prezentuje się tak
Wiem, że nie jest to nic szałowego, specjalnego, ani rewelacyjnego.
Ot taki zwyklaczek. Jednak w tej notce nie chodzi mi o pokazanie moich makijażowych umiejętności, których tak na marginesie nie mam, ale o produkty warte uwagi. Z całego serca polecam Wam podkład Healthy Mix, puder do brwi Golden Rose oraz pomadkę Vision.

Metoda SVS w leczeniu żylaków

Po moim tatusiu oprócz dużego, aczkolwiek specyficznego poczucia humoru odziedziczyłam również tendencję do żylaków.
Niestety w rodzinie mojego taty żylaki są częstym problemem.
Zmagała się z nimi moja babcia (mama taty), mój tata, a teraz ja.
Żylaki tak mają, że bardzo często dziedziczone są krzyżowo, czyli z matki na syna, z syna na córkę ;/
 Nie wiem czy wiecie, ale prawie 70% kobiet ma problemy żylne kończyn dolnych. Żylaki są wynikiem nie tylko genetyki, ale także stylu życia, czy zaburzeń hormonalnych. Bardzo często defekty żylne pojawiają się w czasie ciąży czy w okresie menopauzy.

U mnie problem pajączków na udach z tego co pamiętam był od zawsze.
Niestety ostatnio widzę coraz więcej rozszerzonych naczyń krwionośnych, do tego dochodzą bardzo bolesne skurcze, a także uczucie ciężkości nóg.
Żeby tego było mało moja praca (stojąca) i siedzący tryb życia sprzyjają chorobie ;/ Walka z żylakami to trochę jak walka z wiatrakami.
Mimo, że noszę swobodne ubrania, smaruję nóżki specjalnymi żelami, staram się nie zakładać nogi na nogę, ograniczam noszenie szpilek, ba! nawet zrezygnowałam z woskowania nóg to problem jak był tak jest ;/
Na szczęście współczesna medycyna oferuje nowe techniki leczenia żylaków nóg. Jeszcze kilka lat temu żylaki usuwane były poprzez zabieg chirurgiczny polegający na nacięciu okolic pachwiny i usunięciu chorobowo zmienionych żył.
Mój tata przeszedł taki zabieg i nie było to nic miłego.
Z jego opisu wynikało, że żyły były wręcz wyrywane, a po operacji bardzo długo dochodził do siebie. Ja byłam przerażona perspektywą takiego zabiegu ...
Całe szczęście dzisiaj leczenie żylaków wygląda inaczej.
Nowe metody minimalizują dyskomfort podczas zabiegu, przyspieszają rekonwalescencję, a także dają lepsze i trwalsze efekty.
 Jedną z takich technik jest metoda SVS, czyli wykorzystanie pary wodnej.
Ciekawe, prawda ? ;>
Ablację parą wodną (bo tak naukowo nazywa się ten zabieg) do świata medycyny wprowadził francuski chirurg prof. Rene Milleret.
W Polsce leczenie żylaków metodą SVS stosuje się dopiero od 2013 roku więc jest to jeden z nowocześniejszych zabiegów cieszący się coraz większą popularnością ;) Zabieg polega na wprowadzeniu do chorych żył  pary wodnej poprzez cewnik, który podłączony jest to specjalnego urządzenia.

W czasie zabiegu pacjent znieczulony jest miejscowo, a sam zabieg trwa niecałą godzinę. Co najlepsze pacjent tego samego dnia może wyjść ze szpitala
i normalnie funkcjonować. Oczywiście nie wolno mu od razu pokonywać maratonów, ale spokojny spacer jest wręcz zalecany.
Metoda SVS jest mało inwazyjna, a przy tym nie ma ograniczeń ilościowych.
Tak więc można "naprawić" tyle żył ile potrzeba bez ryzyka wystąpienia reakcji alergicznych.

Żeby poddać się zabiegowi należy udać się do kliniki, która zajmuje się usuwaniem żylaków za pomocą pary wodnej. Niestety NFZ na razie nie refunduje tego typu zabiegów.
Po konsultacji ze specjalistą pacjent wykonuje podstawowe badania takie jak morfologia czy USG Dopplera.
W dniu zabiegu  należy  zgłosić się do kliniki wraz z osobą towarzyszącą.
Oczywiście nie muszę wspominać, że zgłaszając się na zabieg trzeba być na czczo. Zaleca się, aby godzinę przed zabiegiem pacjent zażył lek przeciwbólowy ibuprofen - wszystko wg zaleceń lekarza prowadzącego.
Zabieg składa się z trzech etapów:
1 etap polega na mapowaniu żylaków, czyli za pomocą USG lekarz wyznacza za  zmiany chorobowe i zaznacza je mazakiem.
2 etap odbywa się już na sali operacyjnej. Chirurg wprowadza do żyły bardzo cienki i elastyczny cewnik i za jego pośrednictwem parę wodną o temp. 110 stp. C, która zamyka światło żyły.
Ostatni 3 etap to ponowne - kontrolne USG, założenie opatrunku i pończochy uciskowej. Po zabiegu pacjent może wrócić do domu, a wizyty kontrolne odbywają się tydzień po zabiegu i w 4-8 tygodniu.

Po zabiegu pacjent bardzo szybko dochodzi do siebie. Jedyne co musi to nosić opaskę uciskową w dzień i w  nocy przez co najmniej pierwsze dwa dni, a następnie zaleca się noszenie  przez 2 tygodnie pończoch uciskowych.
Opatrunek można zdjąć po 24 godzinach od zabiegu.
Do pracy można wrócić w zależności od samopoczucia już po 3 dniach.

Jedynym minusem może wydawać się cena zabiegu, która waha się od 3000 do nawet 6000 zł. Jednak mała inwazyjność oraz duża skuteczność przemawia za tą metodą. Ja jestem zdecydowana i wiem, że za kilka lat na własnej skórze, a właściwe żyłach  poznam działanie pary wodnej.
Może do tego czasu szanowny NFZ zdecyduję się choć w części pokryć koszty tego zabiegu ;)

Red Love Body Mixture

Kosmetyki The Secret Soap Store kuszą atrakcyjnym opakowaniem oraz zniewalającymi zapachami. W mojej kosmetyczce równy miesiąc mieszka ich arbuzowy balsam do ciała Red Love Body Mixture
Mimo, że używam go już miesiąc to nadal mam w stosunku do niego mieszane uczucie. Niby nie jest zły, ale czegoś mu brakuje.
Zapach jak dla mnie jest bardziej melonowy niż arbuzowy. Nie powiem, że śmierdzi, ale akurat ten zapach mnie nie zachwyca. 
Wersja grejpfrutowa <klik> jest o niebo przyjemniejsza i bardziej naturalna. 
Opakowanie balsamu jest smukłe, butelka z pompką ułatwia aplikację  
Producent za dużo nie obiecuje, a i skład pozostawia wiele do życzenia ;/
Mam wrażenie, że głównym zadaniem tego balsamu jest ładnie i długo pachnieć. I owszem zapach długo się utrzymuje na skórze, ale ja od balsamu do ciała wymagam czegoś więcej. Niby ten balsam ma cudownie nawadniać skórę, pozostawiać ją gładką i nawilżoną, ale wg mnie producent skupił się na zapachu, a kwestie pielęgnacyjne trochę zaniedbał.
Działanie jest średnie, bardzo średnie. 
Balsam delikatnie nawilża skórę i w sumie nic więcej nie robi.
Oczywiście poza zapachem - tak jak obiecuje producent 
arbuzowy fun dla każdego! ;)

Tak więc jeśli lubicie melonowe nuty, a wasza skóra nie jest zbyt wymagająca to balsam powinien się u Was sprawdzić. 
Ja na pewno nie skuszę się na ten balsam kolejny raz.
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...