Dotleniająco-nawilżająca maseczka enzymatyczna Bielenda professional formula

Maseczki do twarzy inne niż glinkowe rzadko u mnie goszczą. Jestem fanką naturalnych glinek, które bardzo często lądują na mojej twarzy w przeróżnym towarzystwie. Jednak od czasu do czasu skuszę się na gotową - drogeryjną maseczkę o działaniu innym niż oczyszczenie i detoksykacja.
Na Meet Beauty w paczce od Bielendy każda z nas znalazła saszetkę maski enzymatycznej o działaniu dotleniająco-nawilżającym
Jest to nowość firmy, którą już możecie dostać w drogeriach. Zadaniem tej maseczki jest rewitalizacja skóry, jej dotlenienie, głębokie nawilżenie, poprawa elastyczności i jędrności oraz dodanie blasku

Według producenta maseczka jest alternatywą dla profesjonalnych zabiegów kosmetycznych, ale absolutnie nie mogę się z tym zgodzić. Kremowa maseczka owszem ładnie odświeża skórę, delikatnie ją nawilża oraz wygładza jednak nie jest ona w stanie zastąpić żadnego zabiegu przeprowadzanego w gabinecie kosmetycznym.
  Skład maseczki nie jest zły jednak zdecydowanie bardziej wolę naturalne glinki z dodatkiem hydrolatów i olejów.
Po zmyciu maseczki skóra jest wygładzona, przyjemnie nawilżona i delikatnie rozjaśniona. Niestety efekt nawilżenia i komfortu bardzo krótko się utrzymuje dlatego też maseczkę fajnie zaaplikować przed wielkim wyjściem.

Ja raczej nie kupię jej ponownie, ale że jej cena nie jest wysoka (ok 3 zł) warto sprawdzić jak zadziała u Was ;)

26 komentarzy:

  1. ja mam " fazę " mam maski w płacie :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Mam ją właśnie w zapasach ;) Musze skusić się ;)

    OdpowiedzUsuń
  3. Zgodzę się, że taka maseczka nie może równać się gabinetowym zabiegom :) No ale reklama dźwignią handlu :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Jeszcze jej nie używałam, czeka ;) Robię maski regularnie, ale wolę te w płacie :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Nie używałam jej zazwyczaj tego typu maski wolę w tubkach lub słoiczkach, a najlepsze są te do rozrobienia na świeżo w proszku tak jak algowe lub glinki :)

    OdpowiedzUsuń
  6. Trochę mi się nie chce zmywać tych wszystkich maseczek, ale może się na tę skuszę ;)

    OdpowiedzUsuń
  7. Ja z kolei lubię gotowe maseczki bo jestem leniwa i nie chce mi się mieszać glinek.

    OdpowiedzUsuń
  8. Miałam ją już kiedyś, nic na mnie nie zdziałała, zero efektów...

    OdpowiedzUsuń
  9. Dawno nie miałam takich masek, ostatnio rządzą u mnie te w plachcie.

    OdpowiedzUsuń
  10. mam tę maseczkę, ale jeszcze jej nie użyłam :-)

    OdpowiedzUsuń
  11. Szkoda, że efekt nawilżenia skóry po tej maseczce nie utrzymuje się długo.

    OdpowiedzUsuń
  12. Już jakiś czas temu zrezygnowałam z masek w saszetkach na rzecz większych opakowań ;) Nie nadążałam z zakupem tych saszetek :D

    OdpowiedzUsuń
  13. Chyba mam ją gdzieś w szufladzie, ale jakoś nie miałam okazji jej sprawdzić...

    OdpowiedzUsuń
  14. Chyba mam ją gdzieś w szufladzie, ale jakoś nie miałam okazji jej sprawdzić...

    OdpowiedzUsuń
  15. U mnie maseczka jak na razie leży nieotwierana. Może w tym tygodniu się na nią skuszę, ciekawa jestem czy u mnie efekt nawilżenia będzie równie krótki.

    OdpowiedzUsuń
  16. ja ostatnio wsiąkłam w maski glinkowe.. ale pomału wychodzę z nałogu i szukam czegoś ciekawego w większej pojemności ;-)

    OdpowiedzUsuń
  17. Nie znam tej maseczki ale takie lubię brać ze sobą na wyjazd.

    OdpowiedzUsuń
  18. Ja z kolei najbardziej lubię algi :) Miewałam maseczki Bielendy, jednak żadna nie skradła mojego serca.

    OdpowiedzUsuń
  19. Co robię maseczkę to zerkam na nią i zerkam, ale jeszcze nie używałam. Szkoda, że efekt jest krótkofalowy.

    OdpowiedzUsuń
  20. Nigdy jej nie miałam, obecnie moimi ulubionymi są maski z ziaji, ale może na tą też się skuszę :)

    OdpowiedzUsuń

Kochani, zachęcam do pozostawiania swoich myśli ;) Dziękuję ! ;)

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...