FOTOczerwiec 2016

Czerwiec to dla mnie wyjątkowy miesiąc... 
I mimo, że za latem nie przepadam to czerwiec bardzo lubię ;) 
A jaki był dla mnie czerwiec 2016 ? Był dobry ;)

Na początku miesiąca skończyłam roczną szkołę manicure, której nie polecam, a wręcz odradzam. Jeśli chcecie wiedzieć dlaczego Nova CE w Katowicach nie polecam zachęcam do przeczytania mojej opinii o niej (recenzja klik)

Wolne weekendy sprawiły, że często odwiedzałam Górnośląski Park Etnograficzny, który uwielbiam!
Byłam na dwóch imprezach plenerowych i bawiłam się świetnie. Najpierw świętowałam Noc Świętojańską
a tydzień później poznałam historię miasta, w którym się urodziłam ;)
Jeśli jesteście z Chorzowa lub okolic zachęcam Was do odwiedzenia Skansenu. 

Czerwiec to również miesiąc moich urodzin ... 
A, że jestem miłośniczką lawendy te okrągłe urodzinki były bardzo lawendowe
W kuchni królowały truskawki, owoce i warzywa sezonowe. Wypieków było zdecydowanie mniej ponieważ po pierwsze ograniczam słodycze, a po drugie mój piec nie chce ze mną współpracować i chyba czas zmienić go na nowszy model ;(
W tym miesiącu rozpoczęłam suplementację Merz Spezial, która będzie trwała 3 miesiące. Mam nadzieję, że suplement ten poprawi zwłaszcza stan moich włosów ponieważ wypadają mi na potęgę ;(
Jakby poprawił stan mojej cery to też bym się nie pogniewała ;) Jestem bardzo ciekawa czy znacie ten suplement i jakie macie o nim zdaniem. Zainteresowanych zapraszam na stronę producenta MERZ SPEZIAL DRAGEES gdzie dowiecie się więcej o suplemencie, a także gdzie możecie go zakupić. Ja na pewno za jakiś czas dam Wam znać jak ten specyfik zadziałał u mnie ;)

Film, który w tym miesiącu zapadł mi w pamięć to Mama z Penelope Cruz. 
Piękny, niesamowicie wzruszający .... 
Szczerze polecam!

Ale nie myślcie, że czerwiec był miesiącem totalnej laby. Co to to nie! Pracy zwłaszcza na początku miesiąca było bardzo dużo ;) A stylizacja paznokci coraz bardziej mnie wciąga ;)

Korzystając z dermokonsultacji Sylveco uzupełniłam troszkę mój kuferek ;)
Bardzo się cieszę, że kosmetyki Sylveco mam pod nosem ;)

Koniec czerwca miałam trochę luźniejszy, a to dlatego, że od lipca czeka mnie jeszcze więcej pracy przez co chciałam trochę odpocząć. Wakacyjny look zawdzięczam nowemu podkładowi Lirene No Mask, o którym wspominałam Wam kilka dni temu <recenzja klik>
30 dni czerwca minęło mi  naprawdę błyskawicznie. Lipiec mam nadzieję zleci równie szybko choć nie będzie to dla mnie wakacyjny miesiąc ;(

Korana relaksujący żel do nóg

Latem moje nogi są jak kamienie. 
Ciężkie, opuchnięte, twarde. Klasyczne sandały to zabójcze obuwie i jedynie  japonki się sprawdzają ;( Dlatego też od kilku lat obowiązkowym letnim kosmetykiem jest relaksujący żel do nóg o działaniu chłodzącym. W tym roku już od marca towarzyszy mi relaksujący żel do nóg Korana
Żel działa od razu po aplikacji. Idealnie chłodzi i odpręża nogi, szybko się wchłania, nie pozostawia tłustego filmu. Nogi stają się lżejsze i aż chce się iść na spacer. W sumie wszystkie zapewnienia producenta mają pokrycie w rzeczywistości ;) 
Żel nie tylko przynosi ulgę, ale także delikatnie pielęgnuje nogi. Lekko nawilża, odświeża, delikatnie wzmacnia naczynia krwionośne i ogólnie dba o nasze nogi. Produkt przypadł mi  bardzo do gustu i nawet kupiłam już sobie drugie opakowanie. Jeśli wasze nogi są ciężkie i zmęczone koniecznie poszukajcie tego żelu. Ja pierwsze opakowanie kupiłam w sklepie zielarskim i płaciłam 10 zł z groszami. Drugie natomiast kupiłam na imprezie prozdrowotnej w galerii handlowej i zapłaciłam za 100 ml opakowanie 11 zł. 
Polecam! ;)
Czy kupię 3 opakowanie na razie nie wiem, bo chcę też wypróbować nowy - specjalistyczny  chodzący żel Barwa Balnea foot - ponoć jest super i kosztuje niecałe 7 zł ;)

Używacie chłodzących kosmetyków do nóg i stóp ? ;>

Golden Rose Sheer Shine Stylo Lipstick nr 04

Produkty do ust Golden Rose cieszą się dużą popularnością i bardzo dobrą opinią. Sama lubię ich pomadki oraz kredki do ust i szczerze je polecam. Jednak w swoich pomadkowych zbiorach mam jeden produkt GR, który kompletnie się u mnie nie sprawdził i szukam mu nowego domku. 
Na Meet Beauty 2 każda uczestniczka otrzymała 2 drobiazgi - pomadkę i lakier od firmy. Pomadkę, którą otrzymałyśmy to nowość firmy Sheer Shine Stylo Lipstick - Połyskująca pomadka do ust
Według producenta jest nawilżająca pomadka o wyjątkowo miękkiej strukturze zapewniająca transparentne i połyskujące wykończenie, a wysoki filtr SPF 25 chroni delikatną skórę przed słońcem. 
Wybór kolorystyczny jest ogromny. 
Do wyboru mamy 32 odcienie w większość są to subtelne róże lub nudziaki. Ja zdecydowanie bardziej wolę intensywne kolory na ustach więc otrzymany numerek 04 niestety nie wpisał się w moje preferencje ;/ 
Mimo, że kolor w opakowaniu wydaje się ciekawy - jest to taki subtelny, lekko nudziakowy brudny róż to niestety, ale jego nasycenie oraz wykończenie kompletnie mi się nie podoba. Z ledwością ten kolorek widać na dłoni, a na ustach zamiast dodawać kolorytu to ta pomadka rozjaśnia wargi ;/ Dla mnie szminka w kolorze jaśniejszym niż naturalne usta to nieporozumienie i mało kto w takich jasnych ustach wygląda dobrze.

Moje usta w tym kolorze wyglądają tandetnie,  twarz wygląda jakbym była chora , a ja czuję się z takimi ustami bardzo źle;/ 
Bardzo miękka konsystencja niby przyjemnie się rozprowadza, ale na pewno nie jest to pomadka do torebki ponieważ gwarantuję Wam, że w ciepłe dni szminka się Wam rozleje ;/ Podczas wiatru również nie będzie zadowolone. No i niestety ślady po ustach pomalowanych tą szminką ą wszędzie ;/ Na pewno nie jest to pomadka długotrwała. Bardzo szybko się zjada i niestety lubi osadzać się w kącikach ust ;/
Wiem, wiem źle wyglądam w takich jasnych ustach ;/

Owszem pomadka nawilża i regeneruje usta dzięki obecności oleju arganowego i wit. E, jednak efekt jaki daje mnie nie przekonuje i już po pierwszym użyciu wiem, że nie jest to produkt dla mnie. 
Żałują, że nie trafiła mi się ognista czerwień (nr 25) lub ciemne wino (nr 26) albo jakiś inny - żywy kolor. Wtedy może  zniosłabym to połyskujące wykończenie, ale tak jestem zmuszona znaleźć tej szmince nowy dom, a jeśli się nie znajdzie to wyrzucić ;/ Podarowanie pomadki to raczej nie jest dobry pomysł więc na przyszłość drogie Golden Rose lepiej dać 50% rabat na zakupy niż losowo rozdawać pomadki. 

Lirene NO MASK płynny fluid

Na Meet Beauty 2 <relacja> każda uczestniczka warsztatów makijażowych miała okazję poznać nowy, płynny podkład Lirene No Mask
Jest to bardzo lekki podkład o długotrwałej formule, który zawiera w sobie nawilżające serum, dzięki czemu nie tylko ma zapewniać nieskazitelny wygląd skóry, ale także skutecznie ją nawilżać
Podkład znajduje się w małej, szklanej buteleczce ze złotą zakrętką o prostej szacie graficznej. Wygląda bardzo profesjonalnie. Zawsze uczono mnie, że im prostsze opakowanie tym lepszy produkt ;)
Niestety podkład nie posiada żadnego aplikatora. Jest za to dużo otwór przez, który możemy wylać produkt. Jednak przy tak płynnej, wręcz wodnistej konsystencji nie jest to dobry pomysł.
Uważam, że producent powinien zmienić formę aplikacji. Pompka byłaby idealnym rozwiązaniem, albo przynajmniej jakaś łopatka, bo przyznam, że sporo produktu przez przypadek może stracić ;/ 

Jak na podkład jest to naprawdę bardzo wodnisty produkt, ale przez to niesamowicie komfortowo się go nosi. W upalne dni bardzo się docenia taką konsystencję kosmetyków ;)

Tak jak zapewnia producent jest to bardzo lekki fluid, który zapewni naturalny wygląd makijażu i na pewno nie da nam efektu  maski. Cera owszem jest gładka, satynowa, koloryt wyrównany, ale osoby z bardziej problematyczną cerą na pewno nie będą zadowolone z krycia ponieważ jest ono średnie. Ale można tym podkładem budować krycie jednak przy większych zmianach korektor jest obowiązkowy. Do wyboru są chyba 3 odcienie (?). Najjaśniejszy - nr 1 jasny jest owszem jasny, ale na pewno dla bladych dziewczyn będzie za ciemny. Dla mnie jest idealny na teraz gdy już słoneczko lekko mnie musnęło (tzn. lekko musnęło moją skórę) ;p
Bardzo dobrze wtapia się w skórę, ale potrzebuje chwili żeby się z nią dobrze połączyć. Bardzo podoba mi się efekt końcowy - lekko satynowy. Nie jest to fluid matujący więc cery tłuste koniecznie muszą ten podkład przypudrować. Ja do tego celu używam pudru ryżowego (recenzja wkrótce) jednak stosuję go dopiero po ok 5 godzinach, bo wtedy moja cera zaczyna się błyszczeć.
Dla zainteresowanych skład podkładu. 

 Przy mojej mieszanej w kierunku tłustej cerze sprawdza się lepiej niż dobrze. Mimo, że krycie ma średnie i nie jest matujący bardzo podoba mi się to jak wygląda na mojej cerze. Lubię używać go solo, a także dodawać do innych podkładów. W upalne dni stosuję go zamiast kremu i ewentualnie większe niespodzianki przykrywam korektorem. Moim zdaniem jest to bardzo fajny fluid, z którym warto się poznać zwłaszcza w okresie letnim.
Należy pamiętać, że przed aplikacją musimy podkład wstrząsnąć! Można rozprowadzać go zarówno za pomocą gąbeczki jak i palców. Ja zdecydowanie wolę moje paluszki ;p Efekt gładkiej, ujednoliconej, promiennej cery uzyskamy od razu. W ciągu dnia podkład delikatnie ciemnieje, ale utrzymuje się na skórze ponad 10 godzin. Jest to kolejny podkład Lirene, który przypadł mi do gustu (pierwszy był Color Code zima - recenzja) i chyba zaczną łagodniejszym okiem spoglądać na kosmetyki kolorowe tej firmy ;p  Wiem, że podkład jest już dostępny w rossmanie, jego cena to ok 35 zł.  Warto poczekać na promocję ;p

Znacie ten fluidopodkład Lirene ? ;> Jeśli nie to naprawdę warto ;)

Pielęgnujący olejek pod prysznic Le Petit Marseillais olejek arganowy i kwiat pomarańczy

Gdy w drogeriach pojawiły się pielęgnujące olejki pod prysznic Le Petit Marseillais bardzo chciałam się z nimi osobiście poznać. Bardzo lubię ich żele pod prysznic (o czym nie raz wspominałam na blogu) jednak cena olejków skutecznie mnie zniechęciła do wrzucenia ich do koszyka. Ale mój tatuś (kochany tatuś) do prezentu z okazji dnia dziecka dorzucił odżywczy olejek z dodatkiem olejku (!) arganowego  i kwiatu pomarańczy
Zapach tego olejowego żelu jest zniewalający. Trudno mi go opisać, ale jest otulający, ciepły, ekskluzywny ale nie drażniący. Naprawdę dla mojego nosa przepiękny. Producent wspomina, że jest to pielęgnujący olejek do mycia ciała, który dzięki bogatej w naturalne składniki kompozycji delikatnie oczyszcza, ale i odżywia skórę pozostawiając ją niesamowicie miękką niczym jedwab.
Faktycznie żel ma lekko olejkową konsystencję, delikatnie się pieni, nie stwarza problemu podczas zmywania i pozostawia skórę niesamowicie gładką, miękką  i nawilżoną. Balsam po kąpieli jest zbędny (przynajmniej dla mnie) co doceniam zwłaszcza w takie upalne wieczory jak ostatnio ;)
Skład jak na produkt myjący dostępny w drogerii jest na plus
Niestety opakowanie mimo, że piękne jest bardzo niefotogeniczne ;p
Jednak produkt ma 2 duże minusy. Po pierwsze cena: regularna to 11,99, a promocyjna to 9,99 zł i może jakby produkt był wydajny to jeszcze byłabym w stanie to przełknąć, ale ten olejek do kąpieli nie  grzeszy wydajnością. Mnie wystarczył na dokładnie 16 myć ;/ Tak więc gdyby jego cena wynosiła 6-7 zł to pewnie skusiłabym się na poznanie innych wariantów zapachowy, ale za 12 cz 10 zł to raczej nie skuszę się na niego ponownie. Poznałyście nowe olejki pielęgnujące pod prysznic Le Petit Marseillais ? W ogóle lubicie produkty tej firmy ? ;>

Sylveco odżywcza pomadka z peelingiem

Kosmetyki Sylveco bardzo lubię jednak do tej pory nie rozumiałam zachwytów nad odżywczą pomadką z peelingiem

Mnóstwo blogerek ją chwaliło i polecało, a ja byłam zdania, że cukier i miód w zupełności mi wystarczą. Jednak w tym miesiącu kilka kroków ode mnie odbyły się dermokonsultacje Sylveco, na których uzupełniłam kosmetyczny kuferek, a także wybrałam kilka nowych produktów do przetestowania. Między innymi postanowiłam wypróbować polecany peeling do ust.

Pierwsza aplikacja odbyła się tego samego dnia i ... i się zakochałam. Już wiem skąd tyle ochów i achów nad tym produktem ;)

Faktycznie jest to produkt niezbędny w kosmetyczce każdej kobiety, a u miłośniczek matowych pomadek wręcz kosmetyk obowiązkowy. Producent obiecuje delikatne złuszczenie, doskonałe wygładzenie ust, a także silną regenerację dzięki olejowi z wiesiołka

I wicie co ? To co producent obiecuje ma pokrycie w rzeczywistości ;)
Peeling do ust w postaci pomadki to naprawdę świetne rozwiązanie i mimo, że miód + cukier też się dobrze sprawdza to jednak peeling do ust sylveco jest wygodniejszy i łatwiejszy w aplikacji ;)
Pomadka ma charakterystyczny - betulinowy zapach, kryształki cukru trzcinowego są wyczuwalne, ale nie drażniące, a do tego idealnie złuszczają usta i pozostawiają je niesamowicie gładkie i miękkie.
Zaś odżywcza formuła pozbawiona parafiny za to bogata w naturalne składniki takie jak betulina, olej z wiesiołka, wosk pszczeli, masło kakaowe, masło shea czy olej z gorzkich migdałów rewelacyjnie pielęgnują usta. Skład ten kosmetyk ma bajeczny ;)
 Moje usta mają się teraz dobrze, bo dzięki tej pomadce są odżywione, zregenerowane, idealnie nawilżone,a  do tego złuszczone i pozbawione suchych skórek. Nie wierzyłam, że taka mała rzecz może tyle zdziałać, ale może ... ;)Serdecznie Wam pomadkę z peelingiem do ust Sylveco polecam.
Cena w internecie waha się w granicach 10-11 zł, a w mojej aptece gdzie odbywały się dermokonsultacje pomadka kosztuje 8 zł ;) Wiem, że na jednym opakowaniu się nie skończy ;p 

Nivea Creme Care krem do oczyszczania twarzy

Co chwilę na kosmetycznym rynku pojawiają się nowe produkty, które mają zrewolucjonizować nasze dotychczasowe życie. Ostatnio Nivea wypuścił krem do oczyszczania twarzy z kompleksem Nivea creme care.

Jest to 1 z 3 produktów z pierwszej lini oczyszczania Creme Care.
Oczywiście w asortymencie kosmetyków Nivea znajdziecie inne produkty do demakijażu jak płyny micelarne, mleczka, żele czy pianki.
Jak sama nazwa wskazuje jest to krem, który ma dokładnie, ale łagodnie oczyszczać skórę jednocześnie ją pielęgnując, czyli nawilżać.
Według producenta krem ten dostosowany jest do wszystkich  typów cery. Jednak wg mnie jedynie cery suche, bardzo suche i atopowe będą zadowolone.
Po pierwsze skład jak dla mnie i mojej cery jest zabójczy.

Parafina - tego cery mieszane, tłuste i trądzikowe nie lubią. Po drugie lanolin alcohol, czyli emolient wyodrębniony z lanoliny jest niewskazany w przypadku cer  trądzikowych i skłonnych do zapychania. W składzie znajdziemy bardzo, bardzo delikatny środek myjący, który z mocnym makijażem sobie nie poradzi.

Ja już po pierwszej aplikacji widziałam, że miłości nie będzie.
Poza zapachem - bajeczna, klasyczna nivea, która zachwyca mnie od zawsze - dla mnie ten krem bardziej przypomina klasyczny krem Nivea niż produkt do mycia twarzy. Konsystencja jak na krem przystało jest gęsta, kremowa, nie pieni się nawet w kontakcie z wodą przez co po zmyciu w ogóle nie czuję, że moja cera jest oczyszczona ;/

Wręcz przeciwnie mam wrażenie, że makijaż się rozmazał po skórze i tyle. Żadnego oczyszczenia, odświeżenia ;/
Cera owszem jest miękka, ale cóż z tego jak nie czuję się umyta ;/
Ja jestem na nie, ale z tego co czytałam na stronie producenta masa dziewczyn jest zachwycona. Nie wiem tylko, czy jest zachwycona i zadowolona, bo produkt otrzymała za darmo czy faktycznie są to posiadaczki cer suchych, które na co dzień nie malują się zbyt mocno. Ja ten krem oddałam mamie, która ma cerę suchą i nie maluje się w ogóle. Jednak mojej mamie formuła kremu i brak uczucia czystej, odświeżonej skóry również nie pasuje. Obie mamy wrażenie, że nakładamy zwykły krem, który następnie zmywamy i w sumie z umyciem - oczyszczeniem ten produkt niewiele ma wspólnego ;/

Z tego co się orientuję 150 ml kremu oczyszczającego Nivea kosztuje ok 15 zł moim zdaniem za 15 zł lepiej kupić żel do higieny intymnej Sylveco, który dobrze skórę oczyści jednocześnie jej nie przesuszając.

Letni TAG

Dzisiaj początek astronomicznego lata. Mimo, że jestem typowym letnim dzieckiem to nie przepadam za tą porą roku. Za co lubię lato pisałam  w TAGU Kocham lato <klik> a dziś opowiem Wam co jeszcze lubię robić w czerwcu, lipcu i sierpniu ;)

1. Jakie są Twoje ulubione lody ?
To jest bardzo trudne pytanie, bo w sumie lubię większość smaków, pod warunkiem, że są to lody z lodziarni - gałkowe, bo za "lodami" na patyku nie przepadam;/ Bardzo lubię poznawać też nowe smaki więc gdy w lodziarni takie są zawsze się skuszę ;) Kilka lat temu miałam smaka tylko na jogurtowe, a w tym roku głównie kosztuję, smakuję i testuję bakaliowe, czekoladowe i waniliowe ;p Kobietą zmienną jest ;p

2. Twój ulubiony owoc ?
To, że lubię truskawki chyba nikogo nie zaskoczy, ale bardziej niż truskawki lubię czereśnie, a i zmrożonym arbuzem nie pogardzę ;p 

3. Japonki, sandały czy baleriny ?
Zdecydowanie japonki! Żałuję, że nie ma wersji zimowej tego obuwia ;p

4. Jaki lubisz lakier na paznokciach stóp ?
Ciemny ;p czerwienie, burgundy, fiolety, granaty - to moje typy ;)
choć niebieskie - turkusowe też ładnie się prezentują ;p

5. Preferujesz bikini, topiki czy strój jednoczęściowy ?
Nie chodzę w strojach kąpielowych ;) A jeśli już mi się zdarzy to tylko i wyłącznie jednoczęściowe + pareo wchodzą w grę.

6. Jak lubisz się opalać ? słońce, solarium czy samoopalacz ?
Ja się nie opalam, ja się od razu spalam dlatego też słońca unikami i nie wiem jak można plackiem leżeć na plaży, łące czy na balkonie. Jestem zdecydowanym przeciwieństwem mojego taty, który już od stycznia łapie promienie, a latem to bezkarnie wyleguje się na łączce (tzw. oślej łączce ;p) Latem moim przyjacielem jest balsam brązujący i tak już zostanie ;)

7. T-Shirt czy top ?
Lubię luźne tuniczki ;)

8. Spodnie, krótkie spodenki czy spódnica ?
Spodnie i koniec kropka. Spódniczkę albo sukienkę ubieram tylko na wesela ;p

9. Basen czy jeziora ?
Górski potok do moczenia stóp najbardziej mi odpowiada. Basenów nie lubię, a jeziora owszem są piękne, ale nie do kąpieli ;)

I to wszystkie letnie pytania ... Ciekawa jestem Waszych odpowiedzi ;)
Jeśli podobał Wam się ten Tag zachęcam do jego napisania na Waszych blogach, albo poniżej w komentarzach ;)

Cudownego lata kochani! ;)

Yoskine Kirei Lifting weekendowy zabieg japoński

Weekend to nie tylko na wypoczynek, zwiedzanie czy sprzątanie, ale także jest to idealny czas na zadbanie o swoją skórę. Bardzo fajnym rozwiązaniem są saszetkowe zabiegi weekendowe. Ja mojej cerze ostatnio zafundowałam nowy weekendowy japoński zabieg wygładzający skórę Kirei Lifting Yoskine
Zabieg składa się z 3 maseczek, które nakładamy przez 3 dni na noc zamiast kremu pielęgnacyjnego. Cały zabieg ma nie tylko wygładzić naszą skórę, ale także ją oczyścić, nawilżyć, zregenerować i dodać blasku
 Piątkowa i sobotnia maska zawiera w sobie kwasy (migdałowy i glikolowy), które delikatnie złuszczają skórę, a także ją oczyszczają i lekko rozjaśniają. Niedzielna maska zaś wygładza i ujędrnia skórę dzięki czemu po takimi weekendowy zabiegu skóra jest wypoczęta, odwieżona i wygląda młodziej.
Zabieg ten został stworzony przy współpracy z laboratorium w Japonii. Kirei to po japońsku Piękny ;) Skład tych maseczek nie jest zły choć na pewno nie nadaje się do cer wrażliwych i naczyniowych
Pierwsze 2 maseczki ze względu na kwasy mogą początkowo delikatnie szczypać skórę. Ja czułam leciutkie mrowienie, a moja skóra do kwasów jest przyzwyczajona więc osoby, które się nie kwaszą mogą się troszkę zdziwić. Jednak bez obaw uczucie to utrzymuje się chwilkę. Cera od razu po aplikacji robi się jaśniutka, a rano jest niesamowicie miękka, gładka i promienna. Nie zauważyłam żadnego ściągnięcia czy przesuszenia skóry. Mimo, że są tam kwasy nie musicie obawiać się złuszczania skóry. Maseczki są kremowe, ładnie pachną i jest ich sporo więc w sumie śmiało możecie używać ich 2 dni pod rząd, no chyba, że tak jak ja nakładacie je też na szyję, dekolt i ramiona to wtedy 4 ml w zupełności wystarczą ;) Maseczka niedzielna już nie szczypie, a jej działanie polega głównie na nawilżeniu i wygładzeniu skóry. Faktycznie rano cera wygląda na wypoczętą i zregenerowaną. Uważam, że takie saszetki to bardzo fajna forma pielęgnacji,a  także dobry pomysł na wyjazd. Koszt takiej maseczki to ok 6 zł więc warto skórze co jakiś czas zapewnić taki weekendowy zabieg detoksykująco- wygładzający. Warto wypróbować ;)
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...