FOTOsierpień 2016

Kończący się miesiąc był dla mnie fantastycznym miesiącem. 
Wszystkich zainteresowanych tym jak kapryskowi minął sierpień zapraszam na sierpniowy fotomix

W pracy dużo się dzieje, ale zdarzają się nanosekundy przerwy ;p 
To co robię coraz bardziej mi się podoba choć jeszcze nie zdecydowałam czy przedłużę umowę... 

Mimo dość intensywnego okresu w pracy miałam kilka dni urlopu, który wykorzystałam w 100% ;) Imprezy w skansenie zawsze są na 5 ;)
Dzień ziół to święto na które czekam cały rok ;)
Jarmark wyrobów tradycyjnych to pyszne święto ;p
Planetarium uwielbiam i gdy tylko mogę odwiedzam to kosmiczne miejsce. A miłością do gwiazd zaraziłam już młode pokolenie
Spacery po Parku śląskim zawsze cieszą, a zapach róż i pyszne lody robione na miejscu wg starych receptur uprzyjemniają czas tam spędzony
Biologia, kosmetyka, astronomia i historia to 4 dziedziny mojego życia. Pracuję jako biolog i kosmetyczka, fascynuję się nocnym niebem i uwielbiam historię ;) Dlatego średniowieczny gródek odwiedzam bardzo często i co roku biorę udział w imprezie rycerskiej. W tym roku było wyjątkowo ;)
Odwiedziłam mój ukochany Kraków i znów wróciły wspomnienia studenckiego życia. Tym razem na wycieczkę pojechała ze mną moja mała bratanica i chyba pokochała to magiczne miasto tak samo jak ja ;)
Udało mi się też zawitać w Beskidy! Jak ja kocham góry! Zdecydowanie muszę tam częściej wpadać ;)
Kino lubię choć zdecydowanie bardziej wolę seanse w zaciszu domowym. Szczerze Wam polecam film "Już za Tobą tęsknię". Cudowny!
 Do kina wybrałam się na "Epokę lodowcową - mocne uderzenie" Wesoły film dla całej rodziny ;)
Zakupy w tym miesiącu były bardziej obuwnicze niż kosmetyczne. Skorzystałam z mega promocji w Deichamnnie i kupiłam kilka par butów za naprawdę niewielkie pieniądze ;) Na zdjęciu widzicie zdobycze z 1 dnia, a do sklepu poszłam 3 razy ;p

 Oczywiście kilka kosmetyków też kupiłam cho w sumie w drogeriach bardziej spacerowałam niż kupowałam ;)
Zdecydowanymi ulubieńcami tego lata są termiczne hybrydy NeoNail i na pewno Wam o nich opowiem we wrześniu
oraz wkłady na komary Expel ;p
Sierpień kończę ciastem śliwkowym i z niecierpliwością czekam na wrzesień oraz moją ukochaną jesień ;)

A jak Wam się żyło w sierpniu ? ;>

TAG: Szczęśliwa skóra

Nie przepadam za katOsu, ale jakiś czas temu na jej kanale pojawił się bardzo fajny filmikowy TAG <klik>

1. Jak najlepiej opisałabyś swoją skórę ?
Moja skóra tak jak ja jest kapryśna. Miewa humory i zachcianki ;p
A tak na poważnie moja skóra jest wymagająca i niestety problematyczna. Ciało mam normalne choć wg dermatologa suche, a cera jest mieszana w stronę tłustej i z dużą tendencją do trądziku

2. Jakie są Twoje najlepsze wskazówki na promienną cerę ?
kuracja z kwasami oraz olejowanie cery. Mojej skórze zwłaszcza oleje sacha inchi <recenzja klik>, jojoba <recenzja> oraz z nasion ogórka <recenzja> wyjątkowo przypadły do gusty.

3.Jaki jest najdziwniejszy składnik, którego użyłaś w pielęgnacji ?
Pewien grzybek, o którym być może kiedyś Wam napiszę ;p 

4. Opisz swoją skórę w 5 słowach 
- kapryśna
- problematyczna
- mieszana
- miękka
- elastyczna

5. Podziel się swoją najlepszą wskazówką dotyczącą pielęgnacji skóry
Dla mnie najważniejsze jest dobre aczkolwiek nie drastyczne oczyszczanie skóry. O tym jak pielęgnuję skórę pisałam TUTAJ ;)

6. Co kradnie naturalny blask skóry ?
Stres, zmartwienia oraz samotność ....

7. Jakie są Twoje największe obawy dotyczące pielęgnacji/dbania o skórę?
szczerze ? nie mam obaw jeśli chodzi o moją skórę. Co ma być to będzie ;) Nawet jak mnie wysypie to cóż "alleluja i do przodu" ;p

8. Jaki jest Twój podręcznik podstaw pielęgnacji ?
Nie mam czegoś takiego.
Jedyne podręczniki dotyczące pielęgnacji jakie czytałam to książki obowiązkowe z zakresu kosmetologii i dermatologii. Ale nie zawsze "naukowe" teorie sprawdzają się w codziennej pielęgnacji. A wszystko co robię i jak robię znajdziecie na pewnym blogu co się Poradnik bezradnik nazywa ;p

Jestem bardzo ciekawa Waszych odpowiedzi ;) A czy Wasza skóra jest szczęśliwa ?;>



Yoskine Asayake Pure

Zabiegi saszetkowe - zwłaszcza maseczki cieszą się dużym powodzeniem. Jakiś czas temu Yoskine wypuściło 3 nowe serie zabiegów. Zabieg wygładzający Kirei Lifting <recenzja> , liftingujący Maryoku Excellence <recenzja> i oczyszczający Asayake Pure, o którym napiszę dzisiaj. Asayake Pure to termo-oczyszczający zabieg wulkaniczny
Saszetka zawiera peeling zeolitowy, który ma właściwości rozgrzewające oraz maskę z lawy. Głównym zadaniem oby produktów jest dogłębne oczyszczenie skóry oraz zapewnienie jej matowy wygląd
Ze  względu na właściwości rozgrzewające absolutnie nie polecam peelingu skórom wrażliwym i naczynkowym. Ja nie powinnam używać takich termicznych kosmetyków, ale że lubię efekt chwilowego rozgrzewania z przyjemnością ten peeling nałożyłam. Efekt cieplny był wyraźnie odczuwalny. Sam peeling jest dość mocny dlatego należy obchodzić się z nim delikatnie. Niestety peeling ten jest typowo parafinowy co niestety czułam przy próbie zmycia kosmetyku.
Niby peelingu już na skórze nie było, ale parafinowy film został i nie dało się go pozbyć ;/ Musiałam wspomóc się mydłem, a i tak czułam, że na twarzy warstwa parafiny została ;/ W ogóle skład tej saszetki jest bardzo, ale to bardzo przeciętny podobnie jak działanie. Peeling niby złuszczył naskórek, ale nie czułam żeby skóra była wyraźnie wygładzona czy oczyszczona. Z maseczką było podobnie. Maseczka zawiera w sobie glinkę, ale i szereg niepotrzebnych chemicznych dodatków. Nałożona na twarz nie zasycha zbyt szybko, po 20 minutach nadal jest lekko kremowa, a po zmyciu skóra w sumie jedynie jest lekko zaczerwieniona. Przez to, że jest czarna trudniej się ją zmywa, a i wanna wymaga staranniejszego  czyszczenia. W sumie ten zabieg nic rewelacyjnego nie zdziałał. Z obietnic producenta to jedynie zapewnienie skórze matowy efekt następnego dnia się sprawdziło. I nic poza tym. Dla mnie przygoda z tą saszetką była jednorazowa, bo na pewno nie kupię jej ponownie.

Znacie saszetki Yoskine ?;>

Wakacyjni ulubieńcy

Wakacje dobiegają końca ... lato się kończy ...
Niesamowicie cieszy mnie ten czas ;)Mimo, że jestem dzieckiem lata to nie przepadam za tą porą roku. Tegoroczne wakacje były bardzoo pracowite dlatego też potrzebowałam skutecznych kosmetyków. Dziś przedstawię Wam moich ulubieńców letnich miesięcy ;)

Większość moich ulubieńców już znacie, bo doczekały się już osobnych recenzji. Chyba najbardziej ulubionym z ulubionych był podkład matujący Bielenda MATT  <recenzja klik> który pozwolił mi cieszyć się nieskazitelną cerą nawet w upalny dzień. Rzadko kiedy kupuję 2 buteleczkę tego samego podkładu, ale ... ten już mam w zapasie ;) Jeśli jesteśmy przy makijażu to na uznanie i polecenie zasługuje mascara wodoodporna Delia Pro Aqua <recenzja> Może i nie dawała efektu sztucznych rzęs, ale nie tworzyła pandy i byłam jej pewna aż do demakijażu ;) Ostatnim wakacyjnym, makijażowym ulubieńcem jest produkt do ust, a dokładnie marokańska pomadka samoutleniająca <recenzja klik>. Rewelacyjna, długotrwała i do tego nawilżająca usta. Można chcieć czegoś więcej ? No chyba tylko komplementów, a i tego przy tej pomadce było sporo ;p Zaś usteczkowym ulubieńcem  końca wakacji była/jest matowa pomadka Bell Moroccan Dream <recenzja>

Kolejnym ulubieńcem jest  regenerujący krem-esencja na noc Ideal Beauty  Soraya <recenzja klik>. Mimo, że skład nie jest idealny to mojej cerze bardzo przypadł do gustu ;)

Skuteczną ochronę przeciw potliwą zapewnił mi sztyft Lady speed stick <recenzja> oraz antyperspirant MUM <recenzja> nie sądziłam, że z tą szwajcarską kulką się tak polubię ;)

Pod prysznicem zaś całe lato towarzyszył mi(między innymi oczywiście) żel Isana summer Feelings <recenzja> Co prawda jest to żel jak żel, ale o ciekawym zapachu. Dla mojego nosa piękna, owocowa woń idealna na letni czas. Kupiłam kilka buteleczek na zapas ;p 

Przez cały lipiec i sierpień towarzyszyła mi też chłodząca mgiełka z mentolem i witaminą C ziaja, która przynosiła orzeźwienie w upalne dni i pozostawiała przyjemny zapach ;)
Obecnie grzecznie stoi w  szafce, w pracy i przynosi ulgę w tych nanosekundach przerwy ;p I na koniec zdecydowany ulubieniec niekosmetyczny, czyli coś na komary. Wkłady Expel sprawiły, że noce były bezpieczne i wolne od bzykania (komarowego oczywiście ;p) Te wstrętne komarzyce gryzły mnie tylko na spacerach ;(
 Tak! I to by było na tyle! Cieszę się, że lato się kończy i już odliczam dni do jesieni ;) A jaki kosmetyk lub produkt był Waszym wakacyjnym hitem ? ;>

Bell Moroccan Dream

Ostatnio marka Bell jest bardzo popularna, a to za sprawą ich biedronkowych kosmetyków (czyli kosmetyków dostępnych w biedronce, a nie z biedronki - takiego owada) Zawsze gdy jestem w biedronce przeglądam szafę Bell, ale rzadko coś mnie kusi. Jednak matowe pomadki w kremie Bell Moroccan Dream zaciekawiły mnie na tyle, że się skusiłam
Z 6 kolorów najbardziej podobał mi się nr 5 choć miałam jeszcze ochotę na nr 3 jednak w żadnej pobliskiej biedronce go nie dostałam ;(
Nr 5 to dość intensywny kolor soczystej maliny choć po wyschnięciu jest bardziej stonowany niż w opakowaniu
Aplikator jest klasyczny, ale dobrze się nim maluje i rozprowadza pomadkę. Konsystencja jest idealna tak samo jak pigmentacja.
Zaraz po nałożeniu produktu usta stają się satynowe. Pomadka potrzebuje kilku chwil na zmatowienie.

Mimo matowej formuły komfortowo się ją nosi. Nie ściąga ust, nie wysusza ich i nie tworzy skorupy, a także nie zbiera się w kącikach ust. Trwałość wg mnie jest na 5 ponieważ zapewnia kolor na ponad 4 godziny. Oczywiście gdy coś jemy trochę się ściera, no i z rosołem niestety nie wygra. Jestem bardzo zadowolona z tego produktu ponieważ bajecznie wygląda na ustach, przyjemnie się nosi, nie wysusza i nie drażni warg, a także ma przyjemną cenę (8,99 zł). Żałuję, że już tych matowych pomadek nie ma w biedronce, ale liczę, że jeszcze kiedyś się pojawią ;)
A wy macie swój Moroccan Dream ?;>

Soraya Ideal beauty regenerujący krem-esencja na noc

Kilka lat temu zmieniłam swoją pielęgnację na bardziej naturalną. Była to bardzo dobra decyzja, która w znacznym stopniu pomogła mi uporać się z uciążliwym trądzikiem. Wtedy to m.in zamieniłam drogeryjne kremy na noc na czyste oleje. Jednak w zeszłym miesiącu wygrałam na blogu Kasi glowlifestyle zestaw nowości  Soraya. Regenerujący krem-esencja na noc tak mnie zaciekawił, że postanowiłam sobie zrobić przerwę od olei ;p
Krem przeznaczony jest do każdego typu cery co wiadomo nie zawsze się sprawdza. Trochę się obawiałam, że ten krem może spowodować u mnie wysyp nieprzyjaciół, ale szczerze ten krem pokochałam i z czystym sumieniem polecam go moim koleżankom, klientkom, a teraz i Wam - moim czytelnikom;) 
  Ten krem daje efekt jak najlepsza nawilżająca maseczka! W sumie wszystko co obiecuje producent ten krem spełnia
Rano skóra jest promienna, idealnie nawilżona, gładka, uspokojona i wygląda pięknie. Naprawdę nie wierzyłam, że drogeryjny krem może tak świetnie zadziałać na moją kapryśną skórę. Jestem oczarowana działaniem tym bardziej, że skład kremu wcale taki piękny nie jest
Nie mówię, że jest zły, ale daleko mu do idealnego. I mimo obaw o zapchanie i pojawienie się stanów zapalnych w żadnym stopniu nie pogorszył mojej cery,a  wręcz przeciwnie! ;)
Krem mieści się w szklanym słoiczku posiada delikatny - bardzo przyjemny zapach, kremową, ale lekką konsystencję - dzięki czemu szybko się wchłania pozostawiając lekki satynowy - nie drażniący film.

Rano moja skóra wygląda zdrowo i pięknie, a ja czuję się jak po ekskluzywnym zabiegu nawilżającym. Naprawdę warto ten krem poznać tym bardziej, że dostaniecie go w każdym rossmanie, a jego cena to ok 25 zł

Mam jeszcze z tej serii krem na dzień i planuję się z nim poznać już w przyszłym tygodniu kiedy to mój obecny krem dzienny wyląduje w denku;)

Gorąco polecam ;)

Mum Fresh Pink Rose

Antyperspirant to podstawowy kosmetyk każdego z nas. Przynajmniej mam nadzieję, że tak jest choć podróże komunikacją miejską niestety nie potwierdzają tego ;/ Dla mnie jednak jest to produkt obowiązkowy tak samo jak mydło, szampon, pasta do zębów i podkład. Mam swoje ulubione antyperspiranty, które zawsze stoją na łazienkowej półce (jak Lady speed stick <recenzja klik> czy garnier <recenzja>) jednak lubię poznawać nowości w tej kategorii. Korzystając z promocji w rossmanie poznałam antyperspirant MUM Fresh Pink Roses
Firma Mum jak się okazało to szwajcarska marka z ponad 120-letnią historią. Czy wiecie, że to właśnie ta firma jako pierwsza wprowadziła dezodoranty do świata kosmetycznego (ponoć w 1888 roku) ? wtedy miały one formę pasty i znajdowały się w metalowej puszce. A to, że antyperspiranty są w kulce również zawdzięczamy tej firmie;) Mimo, że na świecie kosmetyki MUM są znane to do polskich drogerii trafiły dopiero w zeszłym roku. Antyperspirant w kulce MUM ma zapewnić 48 H ochronę, przyjemny zapach, a przyjazna dla skóry formuła pozbawiona alkoholu, parabenów i parafiny ma być przyjazna skórze
Polubiłam się z antyperspirantem MUM ponieważ przyjemnie pachnie, jest delikatny do skóry, nie podrażnia  nawet po depilacji i dobrze chroni przed nieprzyjemnym zapachem. Zapach jest delikatny, słodki, dziewczęcy. Nie męczy, ani nie drażni, za to czuć go nawet pod koniec intensywnego dnia. Ochrona również jest na 5 choć może osoby z dużym problemem mogą nie do końca czuć się świeżo po kilku godzinach. Dla mnie jednak skuteczność jest wystarczająca i z przyjemnością poznam pozostałe 2 warianty zapachowe. Jedynie szklana buteleczka może dla niektórych być problemem... zwłaszcza jeśli często rzeczy wypadają wam z rąk ;p Jednak dla mnie to nie problem ;)
Antyperspirant Mum o pojemności 50 ml kosztuje ok 10 zł. Ja tak jak wspomniałam na początku kupiłam go w promocyjnej cenie za 6 zł i jeśli tylko pozostałe zapachy będą w promocji to się na nie skuszę ;)

Znacie firmę MUM ? ;>

Tołpa green matująca maska normalizująca

Nie jestem i nigdy nie byłam fanką kosmetyków Tołpa. 
W sumie więcej ich kosmetyków mnie rozczarowało niż zachwyciło i jak mam być szczera w drogeriach nigdy kosmetyki Tołpy mnie nie kusiły. Jednak ostatnio w biedronce pojawiło się kilka Tołpowych produktów, a że większość dziewczyn bardzo sobie chwali te kosmetyki postanowiłam dać im ostatnią szansę i skusiłam się m.in na maseczkę matująco -normalizującą Tołpa Green
Na opakowaniu producent umieścił sporo informacji. Jednak ja przyznam szczerze nie lubię takich trochę porozrzucanych opisów.
Maska przeznaczona jest do cer mieszanych i tłustych, ale także wrażliwych. Jej głównym zadaniem jest oczyszczenie, zwężenie porów, zmniejszenie świecenia skóry, a także jej nawilżenie. Jednak wg mnie oczyszczenie i nawilżenie to 2 zupełnie inne zabiegi i trudno żeby jedna maseczka jednocześnie miała i oczyścić skórę, i ją nawilżyć. Ale wiadomo producent obiecać może wiele. A jak jest w rzeczywistości ? ;> Jest dobrze, ale mogło być lepiej ;) Mam kilka zastrzeżeń. Po pierwsze maseczki nie poleciłabym osobom z wrażliwą skórą. Ta kremowa maska o bardzo przyjemnym zapachu ma dość silne działanie oczyszczające. Nałożona zbyt blisko oczy może powodować łzawienie. Ja zaraz po aplikacji czułam delikatne mrowienie, a i oczy trochę popłakały. Skład maski niby jest ok, ale wspomniany ekstrakt z tymianku i owoców z pigwy jest za substancją zapachową tak więc producent trochę oszukuje z tymi "cudownymi", "naturalnymi" składami
W sumie jest to maseczka na bazie glinki więc jej działanie jest głównie oczyszczające. Z tym nawilżeniem to tak nie do końca jest, ale fakt jest gliceryna więc można napisać że kosmetyk może nawilżać. Jest to bardzo kremowy kosmetyk, który nie zasycha tak szybko jak naturalna glinka. Skóra po zmyciu jest odświeżona, delikatnie rozjaśniona, miękka, gładka i promienna. Zwężenia porów nie zauważyłam za to bardzo ładnie maseczka matuje skórę. Nie jest to zły produkt (do dobrego mu daleko) - raczej przeciętny i mimo, że efekty nawet mi się podobały to nie zamierzam kupić kolejnych saszetek mimo atrakcyjnej ceny (2,99 zł). Tak więc Tołpa już raczej u mnie nie zagości ponieważ wcale nie jest tak rewelacyjną i naturalną firmą za jaką się ma ;/

Lubicie kosmetyki Tołpa ? ;>

Yankee Candle Sicilian lemon

Sierpień w tym roku pachnie mi cytrynowo.
A wszystko to dzięki żelowi Isana Lady Lemon & Mr. Mint <recenzja klik> oraz woskowi Yankee Candle Sicilian lemon
I mimo, że nie przepadam za cytrusowymi zapachami to oba produkty bardzo lubię ;) Yankee Candle bardzo dobrze i w naturalny sposób oddało woń cytryny. Jest to zapach rześki i przyjemny. Bardzo często cytrynowe świeczki zalatują płynem do mycia naczyń albo kostką toaletową. Ale nie sicilian lemon. Ten wosk pachnie dojrzałą i słoneczną cytryną! Lekko, ale nie przesadnie słodki, ma w sobie coś kwaskowatego, ale jednocześnie jest świeży. Naprawdę bardzo przyjemny zapach, który idealnie pasuje do letniego dnia. Zwłaszcza gdy temperatura nie przekracza 20 stopni. Zapach kojarzy mi się z południem Włoch i z bardzo, ale to bardzo przyjemnymi wakacjami ;)

Lubicie cytrynowe aromaty ?;>

Uwaga bubel! Golden Rose Longstay Matte foundation

Golden Rose to wg mnie jedna z ciekawszych firm kosmetycznych. 
Bardzo lubię ich lakiery oraz produkty do brwi. Dlatego też gdy kilka miesięcy temu firma wprowadziła na rynek nowy - długotrwały, matowy podkład Longstay Matte Foundation kupiłam go mimo, że cena nie była zbyt atrakcyjna.
Podkład znajduje się w szklanej buteleczce z pompką (lubimy to w podkładach i nie tylko, prawda ?). Dodatkowo buteleczka schowana jest w kartoniku, na którym znajdują się wszystkie niezbędne informacje. W sumie opakowanie to chyba jedyny pozytyw tego podkładu ;/ 
Do wyboru mamy 10 odcieni niestety większość jest bardzo ciemna wręcz brązowa. Zdecydowanie nie są to kolory dla słowianek;/ W sumie tylko 1 i 3 są jasne przy czym 1 wpada w róż, a 3 wypada biało. Odcienie na stronie internetowej nie oddają ani w 1% faktycznych kolorów ;/ Ja zdecydowałam się na nr 2, ale niestety ten kolor tak samo jak działanie jest beznadziejny.
Kolor jest ciemny, wpada w pomarańcz, a do tego bardzo szybko się utlenia i już po kilku minutach moja twarz przypomina cegłę ;/ Kupiłam go pod koniec zimy i  liczyłam, że latem będzie ok. Nie jest! Nawet moja koleżanka, która ma o wiele ciemniejszą karnację też nie może go nosić ;/ W dodatku formuła - niby długotrwała i matująca jest przeokropna. Według producenta podkład ten ma zapewniać idealne krycie i matowe wykończenie. Cera ma być nieskazitelna, gładka i matowa przez cały dzień.
Szkoda, że słowa producenta nie mają pokrycia w rzeczywistości. No może poza ochroną przeciwsłoneczną. Ale tego niestety nie sprawdzę... 
Podkład jest niesamowicie suchy, błyskawicznie zasycha i podkreśla wszystkie załamania skóry. Wchodzi w pory, średnio kryje i na twarzy wygląda ciasteczkowo ;/ I to już od samego początku.  Niestety nie mam zdjęcia jak prezentuje się na twarzy ponieważ wygląda tak obrzydliwie, że nie chciałam Was przerazić. Jest to chyba najgorszy podkład jaki w życiu miałam ;/ Tak więc nie dość, że kolor ciemny i jeszcze ciemnieje w ciągu dnia to cera zamiast wyglądać nieskazitelnie wygląda gorzej niż bez podkładu ;/ Jestem rozczarowana i zła, bo podkład kosztuje  ponad 30 zł (dokładnie 32,90) i za taką cenę miałabym przynajmniej 3 tubki rewelacyjnego podkładu Bielenda Matt <recenzja klik> ;(

Zdecydowanie tego podkładu nie polecam a wręcza odradzam zakup ;/ 

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...