Garnier Fructis Hydra Fresh

Szampony Fructis to były moje ulubione kosmetyki w LO.
Uwielbiałam ich boskie - owocowe zapachy oraz to jak radziły sobie z moimi puszącymi się włosami. Używałam tylko ich przez kilka dobrych lat jednak na studiach zauważyłam, że moje włosy przestały je lubić i coraz częściej pojawia się trudny do ogarnięcia łupież. Zrezygnowałam z tych szamponów na kilka lat, a późniejsze powroty nie były dobrze tolerowane. Pewnie nadal bym omijała szampony Fructis gdyby nie przesyłka z wizaz.pl
Do testów otrzymałam duet (szampon i odżywkę) Garnier Fructis Hydra Fresh na bazie wody kokosowej, który ma włosy wzmacniać, oczyszczać i nawilżać. Szampon przeznaczony jest do włosów przetłuszczających się z suchymi końcówkami, czyli dla mnie idealny
I mimo, że jest to szampon perlisty nie spowodował u mnie łupieżu. Fakt faktem nie używam go codziennie, bo jak Wam już pisałam moje włosy nie lubią być myte ciągle tym samym szamponem jednak używam go bardzo często a łupieżu nie ma. Co mnie oczywiście bardzo cieszy ;)
Tak jak zapewnia producent szampon bardzo dobrze włosy oczyszcza, ale ich nie przesusza, nie puszy, a w odczuwalny sposób nawilża i dyscyplinuje. Włosy są uniesione od nasady, elastyczne, niesamowicie błyszczące i miękkie  w dotyku. Są takie jak lubię dlatego chętnie po ten szampon sięgam.
Skład przeciętny, typowo drogeryjny, ale moje włosy takie składy lubią więc nie będę narzeka, a wręcz mogę szczerze napisać, że mi się podoba ;)

Ogólnie szampon bardzo dobrze się pieni, przecudownie pachnie owocami, a zapach utrzymuje się cały dzień. Włosy są oczyszczone, ujarzmione, miękkie i lśniące, a do tego w widoczny i odczuwalny sposób nawilżone ;) Lubimy się i to bardzo.

Z odżywką Hydra Fresh też się lubię, a wierzcie mi moje włosy jeśli chodzi o kosmetyki nakładane po umyciu są bardzo, ale to bardzo wybredne
Nie nakładam tej odżywki po każdym myciu (czyli codziennie), bo moje włosy tego ani nie potrzebują, ani nie lubią. Ale 2/3 razy w tygodniu mam ją na włosach i sobie chwalę.
Włosy to tej odżywce są bardzo wygładzone, ale nadal nie ulizane. Są też jedwabiście miękkie, błyszczące i faktycznie są mocniejsze. Oczywiście to wzmocnienie nie jest jakieś spektakularne, ale da się je odczuć.
Zapach odżywki to również duży plus tego kosmetyku i na wakacyjnych wyjazdach śmiało zastąpi ona perfumy ;)
Skład drogeryjny, jak dla mnie dobry.

Oba produkty Garnier Fructis Hydra Fresh bardzo polubiłam i śmiało mogę je polecić osobom, które nie wymagają od włosowych kosmetyków naturalnego składu. Jak dla mnie działanie i efekt wizualny jest bardzo dobry i pewnie kiedyś skuszę się jeszcze na inne warianty kosmetyków Fructis ;)

A Wy lubicie kosmetyki do włosów Garnier Fructis ?


Holika Holika żel aloesowy

Wiem, że o żelu aloesowym Holika Holika napisano już wiele. Ale dziś i ja muszę dodać mały wpis zachwalający ponieważ ten żel to dla mnie magiczny kosmetyk i uważam, że wart jest każdej złotówki!
Zacznę od opakowania, które od pierwszego wejrzenia skradło moje serce. Buteleczka wygląda jak aloesowy liść. No genialny pomysł! Jako, że jest to żel ma żelową konsystencję (wiem niczym Was nie zaskoczyłam), która błyskawicznie się wchłania, a delikatny zapach (niekoniecznie aloesowy) kojarzy mi się z czymś niesamowicie nawilżającym.
I ten żel jest niesamowici nawilżający, a do tego rewelacyjnie koi, łagodzi podrażnienia, przyspiesza gojenie ran, łagodzi trądzik i przynosi niesamowitą ulgę gdy słońce za bardzo pokocha się z naszą skórą!!!
Dla mnie ten żel to kosmetyczne odkrycie tego roku. Jest to fenomenalny i wielofunkcyjny kosmetyk. Można go używać na calutkie ciałko jak i włosy. Ja używam go zamiast kremu na dzień, bo fantastycznie się wchłania, wygładza skórę, nawilża ją i sprawia, że się o wiele mniej przetłuszcza. Dodatkowo współgra z każdym podkładem. Używam go również na noc jako serum pod oleje, dodaję go do kremów czy ser które robię dla siebie i najbliższych znajomych. Jest to kosmetyk dla każdej cery (chyba, że ktoś jest uczulony na aloes). Skład też ma bardzo, bardzo dobry!
Ja jestem tym żelem zachwycona i wiem, że jest to jeden z nielicznych kosmetyków, który zostanie ze mną na długo, bo obecnie nie wyobrażam sobie mojej pielęgnacji bez niego! A teraz najlepsze - cena ... za 250 ml aloesowe opakowanie żel, który ma w swoim składzie 99% ekstraktu z aloesu zapłaciłam 30 zł w stacjonarnej drogerii w Katowicach.

Ten żel kupiłam z ciekawości (zachęcona opiniami na blogach), a okazało się że kupiłam kosmetyczne wybawienie, które radzi sobie z moją kapryśną cerą i zapewnia jej maksymalne nawilżenia. Ja jestem jak najbardziej na TAK i szczerze Wam ten żel od Holika Holika polecam !!! ;)

Evree Pure Neroli normalizujący krem korygujący CC

Kosmetyki Evree cieszą się sporą popularnością i to nie tylko na blogach. 
Z tego co widzę w drogeriach też są często wybierane. Ja co prawda na razie miałam kontakt tylko z kilkoma ich produktami i nie każdy mi pasował, ale wiadomo - nie wszystko dla wszystkich. Gdy zobaczyłam w Rossmannie normalizujący krem korygujący CC z nowej serii Pure Neroli bardzo chciałam się z nim poznać i kupiłam go w sumie zaraz po tym jak pojawił się na drogeryjnych półkach.

Czy była to dobra decyzja ? Nie!!! A dlaczego tego zaraz się dowiecie.

Seria Pure Neroli przeznaczona jest do cer problematycznych, tłustych, mieszanych, trądzikowych.
Zadaniem kremu jest upiększenie niedoskonałej cery przy jednoczesnym zachowaniu lekkości makijażu. Producent obiecuje, że krem stopniowo zwalcza niedoskonałości i jednocześnie natychmiast poprawia wygląd skóry

Skład jak na kosmetyk drogeryjny jest niezły choć uważam, że normalna cena - 35 zł jest przesadzona i na pewno ten krem tyle wart nie jest.
Bardzo dużym minusem jest brak testera w sklepie. Wiadomo, że kremy BB i CC mają w sobie kolor i dobrze jest go widzieć przed zakupem. Ja kupiłam go w ciemno i to był mój błąd. Duży błąd. Jak się okazało krem jest ciemny i wpada w pomarańczę, a żeby tego było mało ciemnieje w ciągu dnia i po kilku godzinach na mojej dość jasnej cerze (choć już muśniętej słońcem) wygląda źle ;/
Niestety zdjęcia nie oddają faktycznego koloru. Mam wręcz wrażenie, że na zdjęciach moja twarz w tym kremie wygląda pięknie. 

Niestety rzeczywistość taka nie jest. Bo nie dość, że krem nie dopasowuje się do naturalnego odcienia skóry to jeszcze bardzo szybko zasycha i łatwo tworzy smugi. Wchodzi w załamania i podkreśla rozszerzone pory (czyli działa odrotnie niż obiecuje producent). Krycie ma minimalne (ale wiadomo, że krem czy to BB czy CC nie jest podkładem). Niby jest lekki, ale czuję go na skórze cały dzień do tego pozostawia takie lekko lepkie wykończenie. Brrr! w upalne dni nie jest to nic przyjemnego ;/ Dość szybko też się po nim świecę ;/ I co najgorsze zapycha ;/ Zauważyłam, że za każdym razem gdy mam na sobie ten krem to pod koniec dnia, albo na następny dzień wyskakują jakieś niedoskonałości ;/
Nie przekonał mnie ten krem do siebie i bardzo żałuję tych 35 zł które na niego wydałam. Próbuję go mieszać z podkładami, ale ciemnieje mimo wszystko i nadal lubi smużyć ;/ Nie wiem jak go wykorzystam, ale naprawdę jestem na ten krem zła i absolutnie go nie polecam!

Avon SUPER Shock Brights

Latem lubię gdy moje rzęsy są niebieskie. Już od kilku sezonów na czas wakacji (mimo, że w pracy) staram się zaopatrzyć w niebieską mascarę do rzęs. Przetestowałam już wiele i najmilej wspominam niebieski tusz do rzęs Flormar <recenzja klik> W tym roku zdecydowałam się na mascarę Avon superSHOCK Brights
Z avonem to ja się średnio lubię, ale ich kolorówka jest całkiem, całkiem, a z tego co wiem mascary super SHOCK cieszą się dobrymi opiniami. Wizualnie mascara od razu przypadła mi do gustu. Szczoteczka też jest taka jak lubię: silikonowa, duża, z ładnymi wypustkami wyczesującymi rzęsy.
I jeszcze ten kolor! W opakowaniu piękny, lekko neonowy niebieski, który niestety albo i stety na rzęsach aż tak intensywny nie jest. Konsystencja tuszu jest dość sucha i czujemy jak czeszemy rzęsy. 
Na rzęsach kolor widzimy pod światło albo w sztucznym oświetleniu. Co jest i plusem i minusem. Jak dla mnie jest to fajny tusz na lato, na wakacje gdy nie szaleje się z makijażem, a zawsze taka niebieska poświata na rzęsach to coś co zwraca uwagę ;) Jednak gdy komuś zależy na naprawdę niebieskich rzęsach to raczej z tego tuszu nie będzie zadowolony, bo efekt jest subtelny. Mnie się to podoba i z przyjemnością maluję rzęsy tym tuszem. A bardzo dużym plusem jest to, że tusz ten się nie osypuje i nie odbija. Wytrzymuje calutki dzień nawet podczas tych ekstremalnych upałów, które ostatnio są nawet minimalnie się nie odbił ;) A dla mnie to naprawdę coś rzadko spotykanego ;)
Z przyjemnością poznam inne warianty kolorystyczne tej mascary (o ile takie są) a także na pewno skuszę się na wersję klasyczną ;)

LAB ONE No 1 Vitamin Complex

Po kosmetyku, który kosztuje ponad 200 zł spodziewam się rewelacyjnego działania i efektu wow!. Czy serum LAB ONE No 1 Vitamin Complex, które kosztuje 259 zł zdziałało u mnie cuda ? Tego dzisiaj się dowiecie
Firma LAB ONE to dla mnie totalna nowość i pewnie gdyby nie warszawskie targi kosmetyczne  oraz propozycja zostania testerką Naturals Pharm nigdy bym się z tą marką nie poznała, bo ich kosmetyki uszczuplają portfel. 
Ale wróćmy do witaminowego serum, które jak zapewnia producent maksymalnie nawilża i regeneruje skórę
Obietnice są kuszące, ale rzeczywistość już taka cudowna nie jest. Wizualnie serum prezentuje się wspaniale. Szata graficzna jest prosta i daje do zrozumienia, że mamy kontakt z  kosmetykiem ekskluzywnym (złoto w połączeniu z bielą zawsze kojarzy mi się z czymś drogim). Sama buteleczka jest z mocnego szkła, ma pompkę i wygląda profesjonalnie.
Serum ma żelową, bezbarwną konsystencję i delikatny, nawet bardzo delikatny zapach, który na pewno nikomu nie będzie przeszkadzać ;)
Wchłania się błyskawicznie jak to zazwyczaj bywa z żelami i od razu wygładza skórę. Jednak poza tym, że ładnie wygładza i delikatnie nawilża nic więcej nie robi ;/  Przynajmniej u mnie ;/  Sprawdza się jako baza pod makijaż  (i ja to serum głównie nakładałam pod podkład, a wieczorem kropelkę mieszałam z olejami) jednak na kosmetyk, który kosztuje tyle pieniędzy działanie ma minimalne ;/ Do tego wszystkiego jeszcze bardzo przeciętny skład, który nie jest zły, ale jak za takie pieniądze nie jest rewelacyjny
Tak więc jest to kolejny drogi kosmetyk który mnie nie zachwycił. To typowy przeciętniak, a nawet mam wrażenie, że żel aloesowy Holika Holika, który obecnie stosuję sprawdza się o niebo lepiej niż to serum ;/  Niestety taka prawda. Osobiście tego serum nie polecam, a za taką cenę to już absolutnie nie.

Znacie kosmetyki LAB ONE ?

Le Petit Marseillais Truskawka

Gdy w sieci pojawiła się informacja, że wkrótce na sklepowych półkach pojawi się truskawkowa wersja żelu Le Petit Marseillais byłam jej  niesamowicie ciekawa. Lubię żele LPM i byłam ciekawa jak wg nich pachnie truskawka. Wiem jednak, że bardzo często truskawkowe kosmetyki pachną sztucznie. 
Podczas jednej z wizyt w rossmannie dojrzałam nowy żel ... powąchałam... i się rozczarowałam. Żelu nie kupiłam mimo, że był w cenie promocyjnej. Zapach miał niewiele wspólnego z prawdziwą truskawką. Żel pachniał sztucznie, chemicznie i był bardzo naciągany. Swoimi odczuciami podzieliłam się na profilu LPM na fb gdzie kilka osób się ze mną zgodziło, ale grono dziewczyn hejtowało mój wpis. No cóż wolny kraj, każdy może mówić czy pisać co myśli (przynajmniej na razie). Jednak żel Le Petit Marseillais truskawka cały czas chodził mi po głowie i rzucał się w oczy podczas wizyt w rossmannie. A, że ja mam słabą silną wolę to kupiłam, licząc na to, że może w kontakcie z wodą poczuję zapach słonecznej natury
Opis producenta jest bajeczny i kuszący. Niestety z prawdą ma niewiele wspólnego ;/ Po pierwsze w kontakcie z wodą zapach traci na intensywności i staje się tak delikatny, że czasami ledwo go czuć. Tak jak już pisałam dla mnie nie pachnie truskawką nic, a nic. Bardziej przypomina mi zapach żelek niż truskawek ;/ Według producenta jest to delikatny żel, ale skład wcale takie delikatny nie jest ;/ 
W ogóle żel ma dość lejącą konsystencję i przez to absolutnie nie jest wydajny. Za to daje dużo trwałej piany. I ta piana oraz delikatne zabarwienie wody na różowo są największym plusem tego żelu. No bo w nawilżenie skóry absolutnie nie wierzę zwłaszcza gdy na drugim miejscu w składzie jest SLES

Jak dla mnie ten zapach LPM nie jest udany i na pewno do niego nie wrócę. Uważam, że za 12 zł (taka jest standardowa cena) można kupić przyjemniejsze żele. Znacie ten żel ? Lubicie żele Le Petit marseillais ??

Spotkanie w Katowicach 23.09.2017 - lista zaproszonych ;)

Najmilsi! 
Organizacja blogowego spotkania nie jest jakoś bardzo skomplikowana. Wyznaczasz datę, organizujesz lokal, ogłaszasz nabór i ciach! Koniec!
Jednak gdy ilość zgłoszeń na spotkanie 10-osobowe przekracza 40 to wtedy zaczynają się schody. Bo niby większość osób znasz więc teoretycznie "bierzesz znajomych", ale chcesz też poznać nowe blogerki no i wtedy się zaczyna problem! I to duży problem. Owszem można zorganizować spotkanie na 40 i więcej osób, ale takie spotkanie nie ma większego sensu, bo wiadomo, że w takim gronie oczywiście będzie wesoło i sympatycznie, ale na pewno nie da się pogadać tak każdy z każdym ;) wiecie jak jest. Dlatego wybór był naprawdę trudny i skomplikowany....

I ja wiem, że poniższa lista nie jest sprawiedliwa i ktoś na pewno się obrazi, strzeli focha, tupnie nogą, ale sorry memory miejsc jest 10, a Was 40....

Tak więc w sobotę 23.09.2017 w Katowicach, w Synergii spotkają się:
* Kasia M - glowlifestyle
* Justyna - produktnatury
* Joasia - Nihil Novi
* Kinga - Kinga Gorzela
* Katarzyna - kobiecefascynacje
* Milena - kosmetycznepasje
*Adriana - avida Dollars
* Agnieszka - pielegnacyjnarewolucja
* Renata - Renia114

Jeszcze raz przypominam, że spotkanie jest czysto towarzyskie tak więc jeśli któraś z Was mimo wszystko liczy na drobne upominki to się przeliczy. I proszę potem tzn na spotkaniu nie okazywać swojego niezadowolenia tylko już teraz napisać mi maila, że jednak kogoś nie będzie.

Pozdrawiam, całuję, ściskam i do zobaczenia już za niecałe 2 miesiące ;)

Nivelazione ekspresowe nawilżenie stóp w 3 sek. - krem w sprayu

Moja pielęgnacja stóp jest bardzo podstawowa. 
Ograniczam się do pumeksowania, ewentualnie używam skarpetek złuszczających, no i gdy mi się przypomni wieczorem nakremuję nóżki kremem. Szał, prawda ?;p Latem oczywiście jest trochę lepiej - w końcu chodzenie w sandałkach i japonkach zobowiązuje, ale nadal nie jest to taka pielęgnacja na jaką zasługują moje stópki. Nie mam ulubionych produktów do pielęgnacji stóp, zazwyczaj kupuję coś co jest w promocji, albo gdy producent obiecuje cuda. Ostatnio - w ramach udziału w Meet Beauty <relacja klik> otrzymałam 3 kosmetyki Nivelazione od Farmony. Nie jest to dla mnie nowa firma, miałam już kilka ich kosmetyków i były ok. Z całej trójki najbardziej zainteresował mnie krem w sprayu Ekspresowe nawilżenie w 3 sekundy
Z opisu producenta wynika, że jest to produkt idealny dla mnie. Dlaczego ? Bo ma w 3 sekundy zapewnić nawilżenie i wygładzenie stóp, a do tego dzięki piankowej formule ma wchłaniać się błyskawicznie
Brzmi pięknie, ale niestety producenta poniosła wyobraźnia. Owszem krem ma formę pianki - takiej bardzo mokrej pianki
Którą niestety i tak trzeba wmasować w stopy, bo sama z siebie się nie wchłonie. Zresztą też nie idzie jej nałożyć precyzyjnie ponieważ aplikator trochę "pluje" kremem ;/ 
Zapach jest taki lekko pudrowy, nie drażniący. Za to działanie jest ledwo odczuwalne. Jedynie po zastosowaniu stopy są wygładzone. Nawilżenie jest minimalne, praktycznie zerowe. Skład taki sobie
Z zapewnień producenta mało co się sprawdza. Na pewno krem ten nie wchłania się w 3 sekundy, owszem wchłania się szybciej niż tradycyjny krem, ale nie błyskawicznie. A i reszta nie zachwyca. Moim zdaniem krem w sprayu evree <recenzja klik> sprawdza się lepiej. Rozczarował mnie ten kosmetyk i na pewno do niego nie wrócę ;/ 

Znacie ten kosmetyk ? Jak sprawdzają się u Was kosmetyki Nivelazione ?

----------------
Kochani ze względu na bardzo duże zainteresowanie wrześniowym spotkaniem jutro podam listę blogerek, z którymi spotkam się 23. września
-----------------

Badania kliniczne

Zastanawialiście się kiedyś jak wygląda procedura wypuszczenia leku na rynek farmaceutyczny ??? Ja się nad tym zastanawiam za każdym razem gdy przyjmuję jakiś preparat leczniczy ( ale nie tylko, bo kosmetyki podobnie jak leki przed trafieniem do drogerii muszą być przebadane i przetestowane). Wiadomo przecież, że naukowcy na całym świecie pracują nad wynalezieniem leków czy terapii, które pomogą w czasie choroby lub uchronią nas przed nimi. Badania kliniczne  to bardzo długi proces, w którym ochotnicy biorący udział w testach potwierdzają (lub nie) skuteczność  danego produktu.

Jak wygląda taki proces ? Składa się on z 4 etapów. 
I faza testów najczęściej dotyczy ludzi zdrowych i polega na obserwowaniu w jaki sposób substancje czynne zachowują się w zdrowym organizmie. Są to tzw. badania farmakologiczne i jeśli zakończą się pozytywnie bez niebezpiecznych działań ubocznych rozpoczyna się kolejna faza testów.
W II fazie substancje aktywne leku testują osoby chore, które zgłosiły się do badań klinicznych. Ten etap polega na określeniu dawkowania,  tak aby było jak najmniej skutków ubocznych.
III faza to czas kiedy badanie przeprowadza się na bardzo dużej grupie ochotników. Ten etap pozwala również porównać nowy lek do innych już dostępnych i wykorzystywanych w leczeniu danego schorzenia. Etap ten dostarcza również dowody na skuteczność nowego leku.

Gdy te 3 fazy zostaną przeprowadzone i wszystko skrupulatnie spisane zostaje złożony wniosek do Ministerstwa zdrowia o dopuszczeniu leku do obrotu. Gdy decyzja ministerstwa będzie pozytywna lek pojawi się w aptece. 

Wtedy rozpoczyna się IV Faza, czyli terapeutyczne zastosowanie leku w praktyce. Sprawdza się tolerancję leku przy długotrwałym stosowaniu oraz obserwuje się skutki uboczne o ile takie występują. Nie ma tak, że po wprowadzeniu leku na rynek badania się kończą, a firma farmaceutyczna może produkować lek do kiedy jej się podoba. Co 5 lat zezwolenie dopuszczające lek do obrotu musi zostać odnowione i wtedy też analizuje się najnowsze dane o zaletach i wadach stosowania  danego leku.

Obecnie w Polsce istnieje szereg ośrodków zajmujących się badaniami klinicznymi. Jest to szansa dla osób chorych na wyleczenie albo przynajmniej poprawę stanu zdrowia. Takie badania prowadzone są na większość chorób -mniej lub bardziej znanych. Na pewno osoby chorujące na choroby układu krążenia, choroby neurologiczne, łuszczycę, cukrzycę, nowotwory ( w tym chłoniaki) czy choroby autoimmunologiczne znajdą odpowiednie centrum medyczne zajmujące się danym schorzeniem. Jeśli Wy lub osoby z Waszego otoczenia chorują warto poszukać w internecie czy  aby przypadkiem nie są gdzieś prowadzone takie badanie. Udział w tego typu testach to duża szansa dla chorych. Gdy zakwalifikujecie się do badania macie zagwarantowaną specjalistyczną opiekę medyczną ( a wszystko to bezpłatnie), dostęp do najnowszych leków, które mogą pomóc Wam uporać się z chorobą lub przynajmniej złagodzą objawy (która bardzo często są niesamowicie utrudniające normalne życie. Zgodzą się ze mną na pewno pacjenci onkologiczni, a także chorujący chociażby na atopowe zapalnie skóry czy łuszczycę). Przyczynicie się również do rozwoju medycyny nie tylko w Polsce, ale i na świecie.

Zdecydowalibyście się na udział w badaniach klinicznych ? ;>

Pielęgnacja włosów latem

Latem włosy nie mają lekko. Słońce, wiatr, morska woda... tego włosy nie lubią. Moje włosy podobnie jak jak nie przepadają za latem.
Zawsze o tej porze roku wyglądają najgorzej ;/ Tropikalne upały, duża wilgotność sprawiają, że są bardziej suche i niesamowicie się puszą ;/ Trudno mi je ogarnąć, ale bardzo się staram. Postanowiłam, że dzisiaj opowiem Wam o tym co robię żeby w czasie wakacji nie straszyć fryzurą tym bardziej, że niestety w lipcu i sierpniu pracuję i muszę jakoś wyglądać ;p 

Oczywiście podstawą mojej i pewnie nie tylko mojej pielęgnacji jest szampon. Nie napiszę "dobry szampon", bo wiadomo, że co kosmyk to inne oczekiwania. Jeśli jednak macie włosy średnioporowate z dużą tendencją do puszenie oraz naturalnym "lekkim" skrętem to polecam Wam szampony o lekkiej formule.
U mnie wbrew pozorom świetnie sprawdzają się szampony, które dodają objętości. A wiecie dlaczego ? Bo one nie mogą włosów obciążać!!! Zazwyczaj mają lekką konsystencję po to żeby włosy unosić. Takie moje odkrycie ;p

Jednak moje włosy jak wiecie są kapryśne i zbyt pięknie byłoby gdybym używała tylko szamponu. Owszem mam takie szampony, które nie wymagają stosowania odżywek jednak nie mogę używać ich codziennie, bo moje włosy się nudzą i oczekują zróżnicowanej pielęgnacji ;/ Dlatego też w mojej łazience mam otwarte przynajmniej 3 różne szampony żeby moim włosom się nie znudziło. Tak to jest jak się myje włosy codziennie ;p

Oprócz szamponu co kilka dni nakładam odżywkę. U mnie jeśli chodzi o włosy nie do końca sprawdzają się kosmetyki naturalne. I tak jak moja twarz je ubóstwa, tak włosy niekoniecznie. W odżywkach również szukam lekkości i niekoniecznie naturalności. Odżywki napakowane olejami to niestety nie moja bajka. Najbardziej lubię odżywki w formie sprayu, którego już nie trzeba zmywać. 

W czasie wakacji nie zapominajmy o ochronie przeciwsłonecznej.
Włosy tak jak skóra potrzebują filtrów. W sprzedaży są już dostępne nawet całe serie kosmetyków stworzone do ochrony włosów i to nie tylko w czasie urlopu. Jednak sprawdzajmy czy taki spray do ochrony przeciwsłonecznej nie zawiera alkoholu denat., bo niby on szybko paruje, ale np. moje włosy od razu stają się suche i matowe.  

Inna moja rada na dobrze wyglądające włosy latem to między innymi nie suszenie włosów na słońcu. Ja w ogóle nie lubię naturalnego suszenia kosmyków. Zazwyczaj po takim niekontrolowanym suszeniu moje włosy wyglądają okropnie - są jeszcze bardziej napuszone i dziwnie skręcone. Nie dla mnie taka forma suszenia. Ja suszę włosy suszarką z zimnym nadmuchem i szczerze powiem, że ta metoda suszenia jest dla mnie i moich kapryśnych włosów najlepsza ;) A żeby włosy były jeszcze szybciej suche używam specjalnego sprayu firmy Matrix - Style Link Spray, który przyspiesza suszenie włosów ;) Taka ciekawostka ;)

Bardzo jestem ciekawa jak Wy dbacie o włosy latem. A może Wasze włosy przez cały rok wyglądają dobrze ? Napiszcie też koniecznie gdzie najczęściej kupujecie kosmetyki do włosów ;)
Pozdrawiam Was z moją codzienną - letnią fryzurą ;p

Schauma Nature Moments zioła prowansalskie i lawenda

Szampony Schauma na polskim rynku są od lat. Jednak ja nigdy się z tymi szamponami nie lubiłam, a to dlatego, że zazwyczaj są to szampony perliste, a ja po szamponach perlistych bardzo często mam łupież. Jednak gdy kilka miesięcy temu pojawiła się seria Schauma Nature Moments, która jest przezroczysta przychylniej patrzyłam w stronę tych szamponów. A gdy zobaczyłam wersję z lawendą... przepadłam! No przecież wszystko co lawendowe musi trafić w kapryskowe ręce ;p Dlatego też kilka tygodni temu w Rossmannie, w bardzo przystępnej cenie kupiłam szampon Schauma Nature Moments zioła prowansalskie i lawenda 
Szampon przeznaczony jest do włosów cienkich i pozbawionych objętości. Moje włosy na pewno nie są cienkie ani nie brakuje im objętości, ale szampon spisuje się u mnie cudnie! Opis producenta ma pokrycie w rzeczywistości
Jest to bezbarwny dość gęsty szampon, który dobrze się pieni. 
Jest lekki i nie obciąża włosów. Zapach jest zniewalający. Jestem zakochana w tym aromacie. Zdecydowanie wyczuwam tutaj lawendę, ale nie jest to nic sztucznego czy chemicznego. Piękna, czysta lawenda. 
Uwielbiam ten szampon i to nie tylko za zapach, ale także za działanie. Dla moich włosów skład tego szamponu jest bardzo na plus.
Owszem jest tutaj SLES, ale także bardzo wysoko w składzie hydrolizowana keratyna, panthenol, olej jojoba, ekstrakt z lawendy, ekstrakt z cząbru górskiego, ekstrakt z liści lebiodki pospolitej, ekstrakt z tymianku,  i rozmarynu.

Szampon wspaniale oczyszcza skórę głowy, przynosi ukojenie, łagodzi podrażnienia, zapobiega przetłuszczaniu się kosmyków, a jednoczenie ładnie dyscyplinuje końcówki. Fryzura jest uniesiona, lekka,  włosy sprężyste i  elastyczne, do tego niesamowicie błyszczące. Mimo, że szampon nie zawiera silikonów nie czuję potrzeby użycia odżywki czy jakiegokolwiek olejku. Sam szampon mi wystarcza. Jestem bardzo zadowolona z tego kosmetyku i z chęcią poznam inne warianty zapachowe choć już wiem, że do wersji lawendowej będę wracać regularnie ;)

Znacie szampony Schauma Nature Moments ?


Zapraszam do Katowic na spotkanie blogerek <klik>


Zapraszam na spotkanie blogerek urodowych w Katowicach

Uwaga aktywne blogerki z Katowic i okolic!!!
Już za dwa miesiące, a dokładnie w sobotę 23.09.2017 o 14:00 odbędzie się spotkanie blogerek urodowych czy jak kto woli kosmetycznych

Spotkanie odbędzie się w samym centrum Katowic niedaleko dworca PKP i galerii Katowickiej, a dokładnie w Coffee Synergia dobre miejsce gdzie miałam okazję już jeść i pić i wiem, że miejsce będzie odpowiednie dla takich gadułek jak my. Planuję spotkanie na max 10 osób i od razu piszę, że spotkanie ma być towarzyskie, a nie giftowe więc nie spodziewajcie się tony prezentów.

Jeśli zależy Wam na typowo towarzyskim- blogerskim spotkaniu zapraszam ;) Chętne osoby proszę o przysłanie maila "rejestrującego" na kaprysek246@gmail.com z:
* Imieniem 
*miejscowością
*linkiem do bloga
*adresem email

wyniki "rekrutacji" podam 31 lipca ;p 

Gwarantuję pyszne jedzenie, dobrą zabawę i pozytywne przywitanie jesieni ;)

Depilacja laserowa w Katowicach

Kosmetyczne marzenia są po to żeby je spełniać. Kto mnie śledzi na instagramie albo na fb wie, że w ostatni czwartek zaczęłam spełniać moje kolejne kosmetyczne marzenie jakim była tzn jest depilacja laserowa.

Wiem, że ten temat bardzo Was zainteresował dlatego dziś dowiecie się o nim trochę więcej, a po zakończonej serii opowiem Wam jak to wszystko u mnie wyglądało miesiąc po miesiącu ;)

O pozbyciu się niechcianych włosków marzyłam już dawno, ale  cały czas nie potrafiłam zdecydować się który salon wybrać. Po długich analizach, przeczytaniu wątków na forach i zapoznaniu się z wieloma opiniami zdecydowała się zaufać salonowi depilacja.pl, który oferuje zabiegi z depilacji laserowej w całej Polsce. Chyba w każdym dużym mieście znajdziecie ich salon. Wiem, że na pewno są w Krakowie, Warszawie, a także Gliwicach.
Jako, że jestem z okolic Katowic zdecydowałam się na salon depilacji laserowej w Katowicach, który mieści się prawie w samym centrum Katowic na ul. Jordana 19 w salonie City SPA & Wellness

Początkowo zdecydowałam się na depilację laserową pach  ale, że zawsze gładkie łydki też mnie kusiły to wybrałam jeszcze depilację laserową łydek.

O umówionej godzinie stawiłam się lekko zestresowana w salonie, ale Pani Oliwa, która wykonuje zabieg sprawiła, że już po kilku chwilach cały stres minął, a ja czułam się jakbym rozmawiała z koleżanką na spotkaniu blogerskim. Fachowość, delikatność i sympatyczność w jednym tak można opisać Oliwię ;)

Pierwsza wizyta rozpoczyna się szczegółowym wywiadem oraz opisaniem zabiegu. Jeśli chodzi o depilację laserową to jest kilka przeciwwskazań do jego wykonania. Oczywiście głównym jest ciąża i okres karmienia piersią, ale również:
*choroba nowotworowa
*padaczka
*wszczepiony rozrusznik serca
*schorzenia skóry np. łuszczyca czy bielactwo
* stosowanie terapii retinoidami
*przerwana ciągłość naskórka
*stosowanie leków czy ziół światłouczulających - wtedy należy na tydzień przestać zażywać np. dziurawiec czy nagietek

Niektóre źródła podają też, że przeciwwskazaniem są choroby tarczycy oraz cukrzyca, a także przyjmowanie tabletek hormonalnych jednak radzę porozmawiać o tym z lekarzem, bo przeciwwskazania podane są ogólnie, a do depilacji podchodzi się indywidualnie.
Zabiegu depilacji laserowej na pewno za to nie wykonuje się na skórze opalonej, podrażnionej czy potraktowanej kosmetykami samoopalającymi. Przed depilacją musicie zrobić sobie przerwę od peelingów czy kwasów.

Po dokładnym omówieni przeciwwskazań  i wypełnieniu ankiety oraz rozwianiu wszelkich wątpliwości można przystąpić do zabiegu. Zabieg został wykonany laserem diodowym Light Sheer Duet.  
Jest to najmocniejszy i najskuteczniejszy laser na rynku.
Użycie lasera nie wymaga żadnego specjalnego przygotowania. Wystarczy tylko ogolić depilowane miejsce (zostawiamy fragment z włoskami po to żeby osoba przeprowadzająca zabieg mogła zobaczyć kolor i grubość włosa) i nie stosować balsamów nawilżających czy antyperspirantów dzień przed zabiegiem. Z tym nie stosowaniem antyperspirantu było ciężko zwłaszcza teraz, ale dałam radę ;p

Jeśli przed zabiegiem Wasza skóra zostałaby posmarowana żelem chłodzącym lub jakimkolwiek innym specyfikiem możecie mieć pewność, że to nie jest depilacja laserowa a IPL (który bardzo często jest błędnie określany laserem). Zwracajcie na to uwagę, bo zarówno efekty  jak i odczucia podczas zabiegu diametralnie się różnią!!!


I teraz najlepsze - zabieg depilacji laserowej nie boli, jak dla mnie był to zabieg relaksujący. Depilacja pach trwała może z 5 minut. Została wykonana za pomocą większej głowicy, a odczucia jakie towarzyszyły "strzałom" to delikatne zassanie skóry i coś w stylu wibracji.

 Na nogach było podobnie, prawie w ogóle nic nie czułam. Serio!
Jedynie na paluchu ta mniejsza głowica delikatnie zamrowiła skórę i tyle. Po krzyku ;) W sumie pierwszy zabieg depilacji tych dwóch miejsc trwał 20/25 minut!!! ;) Szybko, prawda ? ;)

A co po zabiegu ? U mnie nie działo się nic.
Owszem dostałam wytyczne co i jak robić.

Kupiłam sobie zalecany po depilacji laserowej krem Alantan plus i owszem użyłam go na noc, ale moja skóra nie była nic, a nic zaczerwieniona, napuchnięta, podrażniona. Nic kompletnie nic! zero dyskomfortu czy jakiegokolwiek nawet delikatnego zaczerwienienia.

Teraz wiem, że do 3 tygodni wypadnie część włosów, a po kolejnych zabiegach następne ;) Kolejny zabieg mam na początku września, bo przerwa między zabiegami wynosi ok 5/6 tygodni.

Jestem tak pozytywnie zaskoczona, że jesienią skuszę się na serię zabiegów na twarz, bo z wąsikiem mi nie do twarzy ;p 




Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...