FOTOstyczeń 2017

Pierwszy miesiąc nowego roku dobiega końca! Już 3 rok w ostatni dzień miesiąca, w skrócie opowiem Wam jak minął mi dany miesiąc. No chyba, że nudzą Was takie posty ? Dajcie znać!


I bardzo dobrze, że ten miesiąc się skończył bo na dzień dzisiejszy tego roku mam serdecznie dość!!!
Styczeń był naprawdę zimowy.
Śnieg przywołały chyba moje nowe rękawiczki z Pepco ;p

Nie by to dla mnie łaskawy miesiąc. Najpierw przeżyłam prawdziwy horror z pralką firmą Beko <relacja klik>, która klienta traktuje karygodnie. Jeszcze raz przestrzegam przed firmą ponieważ  dla nich całkiem normalne jest sprzedać wadliwy produkt i mieć klienta gdzieś. Ja już na pewno nic tej firmy nie kupię;/
Dopadła mnie choroba i to na tyle poważna, że przez 2 tygodnie nie wychodziłam z łóżka. W sumie nadal nie czuję się w 100% zdrowa, ale co zrobić do pracy trzeba chodzić. Niestety! ;/
Herbata na zdrowe gardło pomagała w tym czasie chyba lepiej niż antybiotyk ;/ A leżenie w łóżku umilał mi mój ulubiony serial z lat dzieciństwa "Droga do Avonlea" 
Uwielbiam go do dziś. A Wy go znacie ?;>
Jedynym plusem był tygodniowy urlop, ale niestety wszystko co dobre szybko się kończy ;(
Wspomnienia zostaną ze mną na długo ;)

Czas świąteczny dobiegł końca. Było mi smutno gdy rozbierałam choinkę i chowałam świąteczne ozdoby. Na pocieszenie wybrałam się do Pepco i kupiłam kilka wesołych - romantycznych dodatków do mieszkanka ;)

W tym roku na moim blogu nie będzie już projektów denko. Jedynie w podsumowaniu miesiąca pokażę Wam zużyte produkty (nie wszystkie) ale tylko te, które albo są totalnym nieporozumieniem, albo ulubieńcem ;)
Z tego denka szczerze mogę Wam polecić
1. Szampon head&shoulders przeciw wypadaniu włosów <recenzja klik>
2. Żel Isana Forbidden apple <recenzja>
3. Olejek do kąpieli Farmona zimowe noce <klik>
4. Mydło dziegciowe elfa pharm <recenzja wkrótce>
5. Etja Aroma Oil <recenzja>
6. Pomadka peelingująca Sylveco <recenzja klik>

Podoba Wam się taka krótka forma denka ?

Chcę się również pochwalić, że w styczniu Magda z bloga Kraina Kobiecości przeprowadziła ze mną wywiad, który możecie przeczytać TUTAJ ;)

Postanowiłam, że w tym roku przeczytam przynajmniej jedną książkę miesięcznie. Wiem, że to mało, ale czas niestety mam bardzo ograniczony i dla mnie już ta jedna książka to jest coś. W tym miesiącu przeczytałam książkę Natalii Sońskiej"Obudź się kopciuszku"
Jest to moja pierwsza książka tej autorki, ale na pewno poznam kolejne ponieważ książka napisana jest w takim stylu jak lubię - lekko i przyjemnie. Mało tego główna bohaterka jest moją imienniczką, a jej historia jest mi bardzo bliska.
Jeśli lubicie literaturę kobiecą - lekką, romantyczną i pozwalającą się zrelaksować szczerze Wam tę książkę polecam! ;)

Z filmów, które obejrzałam to jedynie film animowany Bociany (choć wyglądem przypominają mewy) mogę Wam polecić.
I tak wyglądał mój styczeń. Nie był to dobry (poza urlopem) miesiąc. W sumie choroba zabrała mi większość styczniowych dni. Mam jednak nadzieję, że kolejne miesiące będą dla mnie i mojej rodziny łaskawsze. 

Golden Rose Matte Crayon nr 2

Ciemne pomadki do ust mają swoje zwolenniczki jak i przeciwniczki. Wiadomo nie każdej pasują i nie każda z nas dobrze się w ciemnych ustach czuje. Ja bardzo lubię siebie w ciemnych kolorach, zwłaszcza w czerwieniach jednak wiem, że np. w czerni bym nie wyszła. Ciemne pomadki zazwyczaj kojarzą się z jesienią lub zimą. Faktycznie coś w tym jest choć ja bardzo często latem również nakładam ciemną czerwień na usta. Chyba najciemniejszą pomadką w mojej kolekcji jest matowa kredka do ust Golden Rose Matte Lipstick Crayon nr 2
Nr 02 to przepiękna ciemna wiśnia, która na pewno nie będzie pasować delikatnym blondynkom choć może się mylę.
W sumie jest to moja 6 kredka i zdecydowanie dołączyła do ulubieńców, czyli numerów 4 i 11 <recenzja klik>
Tak jak już pisałam matowe kredki Lipstick Crayon zdobyły moje serce i pewnie kolekcja jeszcze się powiększy.
Za co lubię te kredki ? Za matowo-satynowe wykończenie, za dobrą - niewysuszającą formułę, za konsystencję i pigmentację, za trwałość - u mnie na ustach pięknie wyglądają przez ponad 5 godzin oraz za duży wybór kolorów. Jeśli macie gdzieś niedaleko sklep lub wyspę GR to koniecznie zobaczcie ile ta seria ma kolorów. Na pewno znajdziecie coś dla siebie. Ja gdy chcę wyglądać naturalnie wybieram nr 11, gdy zależy mi na czerwieni sięgam po nr 4, a gdy mam ochotę poszaleć z kolorem to na ustach ląduje nr 2 ;)
Na zdjęciu powyżej widzicie kredkę nr 2 w połączeniu z pomadką ochronną Nivea blackberry shine <recenzja klik>.

Jak Wam się podoba ten kolor ? 
Który jest Waszym ulubionym ? 

Usuwanie hybryd

O tym jak wykonać prawidłowy manicure hybrydowy wspominałam Wam w notce o hybrydach Neess <recenzja klik>. Obiecałam Wam też, że zrecenzuję hybrydy wszystkich firm, które mam. I tak też zrobię jednak dzisiaj opowiem Wam jak hybrydy zdjąć.
Hybrydę można usunąć na dwa, a nawet na 3 sposoby.

 Podstawową metodą jest usuwanie hybrydy za pomocą acetonu.
Metoda ta jest prosta, ale czasami bywa długotrwała i nie do końca skuteczna. Wystarczy, że namoczymy płatki kosmetyczne acetonem i zawiniemy je w folię aluminiową.

Możemy też użyć plastikowych klamer przytrzymujących  wacik. Ważne żeby był to zwykły wacik, a nie ten bezpyłowy. Normalny wacik dłużej utrzymuje aceton dzięki czemu jest skuteczniejszy.

Wielu producentów ma już gotowe folie z wacikiem, które tylko moczymy acetonem i zawijamy wokół paznokcia. Ja mam takie folie z Indigo, które były w  gotowym zestawie startowym Indigo set <klik>, o którym opowiem Wam wkrótce.

Takie folie to fajna sprawa ponieważ nie musimy się bawić w wycinanie wacików i foliowych prostokątów. Sprawdzają się moim zdaniem lepiej niż zwykła folia aluminiowa i szczerze mogę Wam je polecić.

Zazwyczaj ściąganie hybryd za pomocą acetonu trwa od 15 do nawet 30 minut. Warto pamiętać, że wiele topów jest odpornych na działanie acetonu dlatego najlepiej warstwę topu spiłować i dopiero sam kolor usuwać acetonem. Długotrwałe moczenie paznokci w acetonie nie jest obojętne dla płytki. W ten sposób wysuszamy płytkę paznokcia, a z czasem dochodzi też do jej osłabienia i może też prowadzić do ścieńczenia. 
Dla mnie najlepsze pod względem ściągania są hybrydy Neess. Wystarczy na 10 minut zrobić sobie kosmiczna pazurki i hybryda zostaje na waciku lub wystarczy ją lekko podważyć za pomocą drewnianego patyczka.

Naprawdę z taką łatwością jak usunięcie hybryd Neess jeszcze się nie spotkałam! Sami zobaczcie na zdjęciu powyżej ... hybryda została usunięta w całości i to w ciągu 10 minut ;)
Hybrydy Indigo, Semilac, Neonail czy Claresa również dobrze schodzą za pomocą acetonu, ale tutaj potrzeba dłuższego "namaczania". Choć czasami kolory neonowe lubią wżerać się w płytkę i trzeba je ostrożnie dopiłować. Hybrydy termiczne Neonail też lubią zostać na płytce mimo 25 minutowego moczenia ;/ 

Nie wszystkie hybrydy są faktycznie hybrydami, które można usunąć za pomocą acetonu. Wielu producentów wprowadza klienta w błąd i pod nazwą hybryda sprzedaje lakierożele. Tak np. jest z "hybrydami" Chiodo Pro, które owszem są trwałe, pięknie się prezentują, ale do ich usunięcia potrzeba pilnika albo frezarki.
Wiem, że teraz producent wypuścił wersję soft, która ponoć już współpracuje z acetonem, ale ja pamiętam doskonale moje pierwsze ściąganie tych hybryd i był to koszmar, a co najlepsze hybrydy te były wtedy nowością na naszym rynku (był to grudzień 2015) i niewiele było opinii o nich w internecie. Gdy napisałam do producenta w tej sprawie (jak się potem okazało nie tylko ja tak zrobiłam) to niestety firma nie raczyła odpowiedzieć, a po kilku tygodniach pojawił się płyn ściągający te hybrydy, który niestety też bardzo opornie działał ;/ Ale więcej o hybrydach Chiodo dowiecie się w osobnej notce.


Ale wracają do tematu ...  piłowanie to właśnie druga metoda ściągania hybryd. O tym czy można spiłować hybrydy rozmawiałyśmy na szkoleniu hybrydowym Indigo w Katowicach <relacja klik>. Jak najbardziej można ściągnąć hybrydy za pomocą pilnika jednak tutaj trzeba mieć wprawę i wyczucie żeby nie przepiłować płytki. Ja wiem, że pewnie sporo stylistek się oburzy i napisze, że absolutnie hybryd się nie ściąga poprzez piłowanie, ale znam osoby, które w ten sposób pozbywają się hybryd i ich paznokcie są w bardzo dobrej kondycji. Jeśli potrafimy dobrze używać pilnika, mamy wprawę i wyczucie to jak najbardziej możemy w ten sposób ściągnąć hybrydy. Sama czasami wolę spiłować lakier hybrydowy niż go moczyć w acetonie np. mam tak z wspomnianymi już hybrydami termicznymi.

Trzecia metoda najbardziej chyba kontrowersyjna to zdejmowanie hybryd za pomocą frezarki. Kiedyś było to nie do pomyślenia jednak wiem, że i w ten sposób hybrydy się ściąga. Używając frezarki czy pilnika spiłowujemy produkt tylko do warstwy bazowej. Sama frezarki nie używam, ale czasami szybciej mi hybrydę spiłować niż czekać na działanie acetonu. Uważam, że odpowiednie frezy i wprawiona ręka nie zrobią krzywdy.

Po zdjęciu hybryd paznokcie nie wyglądają ciekawie. Zazwyczaj są przesuszone. Dlatego też ważna jest właściwa pielęgnacja po ściągnięciu.
Bardzo często jest tak, że zdejmujemy hybrydy i nakładamy nowe. Jeśli nasze paznokcie są w dobrej kondycji to jak najbardziej możemy tak robić. Sama często tak robię choć jak mogę sobie pozwolić na kilka dni regeneracji to wtedy po zdjęciu hybryd wykonuję manicure japoński, argan manicure <klik> lub shea manicure i odżywiam swoje pazurki. Zresztą raz na jakiś czas warto odpocząć od hybryd czy żeli.
Jestem bardzo ciekawa jaką metodą Wy zdejmujecie hybrydy i jak dbacie o paznokcie po hybrydach. Od razu robicie nowe pazurki czy dajecie im odpocząć ? ;> Napiszcie które hybrydy wg Was najlepiej się ściąga i czy używacie do tego pilnika lub frezarki ;)

LISTERINE Green tea

O produktach do higieny jamy ustnej piszę rzadko. Oczywiście myję zęby, mam swoje ulubione szczotki i pasty do zębów jednak poza tym nic szczególnego nie używam. A z płynami do ust mam różnie. Na pewno nie jest to produkt, który obowiązkowo używam. Ja w ogóle jeśli chodzi o higienę jamy ustnej jestem bardzo ograniczona i jak na razie dobrze mi z tym. Jednak gdy w Rossmannie pojawił się nowy płyn Listerine Green tea w promocyjnej cenie z ciekawości postanowiłam go "wypróbować"
Nie jest to mój pierwszy płyn Listerine ale na pewno ostatni ;/ W sumie poznałam chyba 4 ich płyny jednak wszystkie były ostre i miałam wrażenie, że bardziej krzywdzą moje zęby i dziąsła niż pomagają. Ten kupiłam, bo jak wspomina producent jest on inspirowany naturą!
Jasne! Trafił się kolejny producent żartowniś!
Zapewnienia piękne, a rzeczywistość jak się okazała nie ma z naturą nic wspólnego. I to już nie chodzi o sam skład, który jest tragiczny i żałuję, że nie jest on widoczny na tylnej etykiecie tylko zobaczymy go dopiero po odklejeniu etykiety z tyłu. Zresztą sami zobaczcie
Ten płyn z zieloną herbatą nie ma nic wspólnego. Producent chyba nigdy nie pił i nie wąchał zielonej herbaty! Jest to najzwyklejszy płyn eukaliptusowy! Tak pachnie, tak smakuje i takie pozostawia posmak. Już tym jestem rozczarowana. Co do działania to również mnie nie zachwycił. Mimo, że niby nie ma alkoholu to jest to bardzo ostry płyn. Dla mnie za ostry ;/ Zauważyłam, że odkąd go używam moje dziąsła są przekrwione i częściej krwawią ;/
Owszem odświeża i jak dla mnie aż za bardzo jednak czuć go eukaliptusem a nie zieloną herbatą ;/ Ja jestem produktem rozczarowana i na pewno nie kupię go już ponownie. Wiem jednak, że sporo z Was te płyny lubi jednak ja nie mam kompletnie pojęcia za co .... ;/ 

Jeśli macie wrażliwe zęby i nie lubicie ostrych płynów to omijajcie ten produkt i nie dajcie się nabrać na myk z zieloną herbatą;/

Kąpiel na bogato - eliksir do kąpieli Cien Gold

Oferta kosmetyczna Lidla ostatnio bardzo pozytywnie mnie zaskakuje. W ostatni dzień starego roku wybrałam się na cmentarz (jak prawie co roku), a że zapomniałam zapałek to weszłam po drodze do Lidla i oprócz zapałek kupiłam kilka fajnych rzeczy. Między innymi zaciekawił mnie ekskluzywny eliksir do kąpieli Cien Gold
Produkt faktycznie wygląda ekskluzywnie. 
Dodatek mieniących się na złoto drobinek przykuł mój wzrok. Tak jestem sroczką i lubię wszystko co iskrzące ;p 
Opis producenta również zachęca. Marka Cien obiecuje nam, że kąpiel z dodatkiem tego eliksiru będzie luksusowa i przyniesie nam harmonię i odprężenie. A czego można chcieć po ciężkim dniu jak nie chwili relaksu w pachnącej kąpieli ? Dla mnie takie kąpielowe dodatki są niesamowitymi umilaczami wieczorów i to nie tylko zimowych ;)
Zapach tego eliksiru jest bardzo ciężki do określenia. Nie przypomina mi on niczego znajomego. Jest to zapach bardzo zmysłowy, ale jednocześnie świeży i lekko owocowy. Wyczuwam tu świeże, tropikalne nuty. Dla mojego nosa jest bardzo przyjemny. Rozświetlające drobinki niestety w wannie są niewidoczne. Cieszą oko jedynie w opakowaniu.
  Skład jest przeciętny, w sumie bez większego wow, ale mojej skórze krzywdy nie zrobił. 

Co prawda producent wspomina o właściwościach nawilżających jednak nie oszukujmy się produkt umilający kąpiel z silnymi detergentami w składzie nie nawilży skóry. Ważne żeby jej nie wysuszał. Ten płyn mojej skóry nie wysusza, ale moje ciało raczej nie jest zbyt wrażliwe i nawet silne środki myjące nie podrażniają czy zbytnio nie wysuszają mojej skóry.

Dla mnie jest to bardzo przyjemny dodatek do kąpieli, który daje delikatną pianę, przepięknie pachnie i ma śliczne opakowanie, które cieszy oko stojąc w łazience. Z tego co pamiętam była chyba jeszcze jedna wersja i jak będzie jeszcze dostępna to na pewno się na nią skuszę ;)

Eliksir do kąpieli Cien Gold kupiłam w Lidlu za 7,99 zł (1000 ml). Osobiście polecam fankom pachnących kąpieli z pianką ;)

Efektima MANI-SPA

Moje dłonie to moja wizytówka. Dlatego też staram się dbać o nie najlepiej jak mogę. Bardzo lubię testować nowe gadżety i to nie tylko do pielęgnacji dłoni. W zeszłym roku na rynku kosmetycznym pojawiło się kilka nowości firmy Efektima. Między innym w drogeriach znalazły się rękawiczki i skarpetki pielęgnujące. 

O skarpetkach Pedi -SPA już Wam pisałam <recenzja > a dziś opowiem Wam o rękawiczkach Mani-SPA 
Jest to nic innego jak maska do rąk w formie rękawiczek. Producent obiecuje, że zabieg z użyciem tych rękawiczek zmiękczy, wygładzi  i doskonale nawilży nasze dłonie bez wychodzenia z domu.
Na rynku jest już kilka tego typu produktów, które miałam okazję poznać i polubić. A jak sytuacja wygląda z rękawiczkami Mani -Spa Efektima ?
Tego zaraz się dowiecie. Sam pomysł bardzo mi się podoba, ale już rękawiczki niekoniecznie. Po pierwsze są duże, po drugie sztywne, po trzecie ich nakładanie wcale nie jest takie proste jakby się mogło wydawać, a po czwarte jest w nich dużo płynu (jak dla mnie za dużo), który sprawia, że przez 15 minut nasze dłonie macerujemy, co wcale przyjemne nie jest ;/
Skład również niczym szczególnym nie zachwyca. Jak na maskę, która ma zadbać o nasze dłonie lepiej niż krem wypada słabo ;/
I działanie też takie jest ;/ Niestety.
Owszem dłonie są miękkie (trudno żeby takie nie były po 15 minutach moczenia) i wygładzone, pozornie nawilżone i w sumie tyle. Efekt jest bardzo krótkotrwały i jak dla mnie nie wystarczający. Miałam już lepsze maski - rękawiczki do rąk, które faktycznie nawilżały, regenerowały i odżywiały, a do tego efekt utrzymywał się przez kilka dni. Może jeszcze jakby te rękawiczki kosztowały 2 zł to raz na jakiś czas bym się skusiła, ale ich cena to ok 15 zł, a to moim zdaniem stanowczo za dużo ;/

Ja już więcej się na ten gadżet nie zdecyduję chyba, że producent poprawi - ulepszy skład i zmieni formę rękawiczek na miększe i bardziej przylegające do skóry. Znacie te nowości firmy Efektima ?
Lubicie takie formy masek ? 

Nivea Watermelon Shine pomadka ochronna

Do pomadek pielęgnacyjnych Nivea mam sentyment. Nie uważam, że pod względem pielęgnacyjnym są wybitne i niezastąpione, bo nie są, ale przez lata wersja wiśniowa <klik> była moją ulubioną, Niestety Nivea cherry bardzo się popsuła i obecnie nr 1 wśród pomadek Nivea jest wersja jeżynowa - blackberry <recenzja klik>. Razem z wersją jeżynową pojawiła się też pomadka o zapachu Arbuza, czyli Nivea Watermelon Shine
Skusiłam się na nią po pierwsze dlatego, że była w cenie promocyjnej, po drugie ze względu na zapach, a po trzecie - miałam nadzieję, że będzie barwić usta na lekko różowy kolor.
  Zapewnienia producenta są oczywiście piękne
Ale nie do końca się mogę z tym co napisał producent zgodzić. Pomadka na pewno nie zapewnia długotrwałego nawilżenia! Jest ono chwilowe i bardzo przeciętne. Skład również jest przeciętny choć nie tragiczny. W sumie niczym szczególnym się ta pomadka nie wyróżnia.
Faktem jest, że pachnie arbuzem przy czym jest to zapach chemiczny, ale nie drażniący. Co do zapewnienia, że upiększa usta delikatnym kolorem to tutaj niestety jest to bardzo na wyrost. Mogłoby się wydawać, że skoro pomadka ma piękny, różowy kolor w jakimś stopniu podkreśli usta
Niestety nic z tego. Pomadka jest bezbarwna,a na ustach pozostawia tylko bardzo delikatny i krótkotrwały połysk
Ze względu na bardzo przeciętne i krótkotrwałe działanie pielęgnacyjne jest to produkt, który kolejny raz u mnie nie zagości. Nie polecam go osobom z bardzo problematycznymi, suchymi, spierzchniętymi ustami. Lepiej kupcie tisane <klik>, carmex <klik>, polski "carmex" <klik>, blistex <klik> . W dodatku  normalna cena jest wygórowana (ok 10 zł) i kompletnie się nie opłaca ;/ 

Lubicie pomadki Nivea ? znacie wersję arbuzową ?

Dr Medica Bielenda dermatologiczne serum przeciwtrądzikowe oraz płyn tonizujący

Trądzik to zmora wielu ludzi i to nie tylko tych w okresie dojrzewania. Ja mimo, że mam już 30 lat nadal mam cerę skłonną do trądziku i cały czas muszę pilnować, aby moja pielęgnacja była odpowiednia. Kwasy to nie tylko modny temat pielęgnacyjny, ale również bardzo dobra terapia na większość problemów skórnych. Jednak zawsze podkreślam, że z kwasami trzeba uważać, bo nawet te "bezpieczne wg producenta" mogą nam zaszkodzić. A już w ogóle odradzam  bawienie się w domową eksfoliację produktami profesjonalnymi kupionymi w internecie! Takie zabiegi wymagają wiedzy i doświadczenia, którego nie znajdzie się w internecie! Na drogeryjnych półkach znajdziemy kwasowe kosmetyki, ale i z nimi trzeba uważać. Dzisiaj opowiem Wam właśnie o takich kosmetykach.
Bielenda kilka miesięcy temu wypuściła serię kosmetyków przeciwtrądzikowych Dr Medica bazujących na silnie skoncentrowanych substancjach aktywnych wykorzystywanych w dermatologii. 

Skusiłam się na 2 kosmetyki z tej serii: przeciwtrądzikowy płyn tonizujący oraz serum anti-acne.

Przeciwtrądzikowy płyn tonizujący jak mówi producent ma oczyszczać skórę, odblokowywać i zwężać rozszerzone pory, a także normalizować wydzielanie sebum, łagodzić podrażnienia, redukować trądzik, koić i nawilżać. Sporo tego ;p
Produkt można stosować 2 razy dziennie, nie potrzeba zmywania i może być stosowany nawet przy skórze wrażliwej. 
W składzie znajdziemy niaconamid, kwas migdałowy, kwas azelainowy oraz alantoinę i d-panthenol

Skład jest dobry i przy cerach grubych, tłustych i trądzikowych powinien się sprawdzić jednak jeśli Wasza cera jest wrażliwa to ... niekoniecznie możecie czuć się bezpieczne. Ja mimo, że kwasy często stosuję nie używam tego płynu codziennie i jeszcze 2 razy w ciągu dnia... wg mnie to za dużo! Jest to mimo wszystko mocny płyn i przy tak częstym stosowaniu moja skóra była wrażliwsza, podrażniona i przesuszona. Dlatego też płyn stosuję tylko wieczorem co 3/4 dni i to wystarcza. Przemywam nim twarz gdy cera ma gorsze dni lub gdy jakaś "niespodzianka" nie chce się goić. Jednak nie używam go na podrażnioną lub zmarzniętą skórę, bo wtedy uczucie pieczenia i ściągnięcia jest bardzo nieprzyjemne ;/

Jeśli chodzi o serum to tutaj muszę Was ostrzec! Jest to produkt o silnym działaniu i z jego stosowaniem należy uważać! Moja cera z kwasami zna się już długo i mimo, że jest do nich przyzwyczajona to to serum jest dla niej zbyt mocne. Producent zaleca stosowanie serum 3 razy w tygodniu. Jednak ja mimo, że skład serum jest prosty, krótki i bardzo dobry to stosuję ten produkt raz w tygodniu, a czasami raz na dwa tygodnie! Nakładam serum na noc, na oczyszczoną twarz omijając okolice oczu. Nic więcej poza serum nie nakładam jedynie krem pod oczy ;p 

Faktycznie serum bardzo ładnie rozjaśnia skórę, wygładza ją i wpływa korzystnie na zmiany trądzikowe  jednak zbyt częste stosowanie prowadzi do łuszczenia skóry, jej ściągnięcia, a także pojawienia się suchych skórek
Przez to produkt mimo, że mały jest bardzo, ale to bardzo wydajny. Konsystencja jest wodnista dlatego trzeba uważać, bo przelewa się przez palce. Zapach typowy jak kwasy Bielendy!
Opakowanie moim zdaniem jest do wymiany, bo twardy plastik i duży otwór nie ułatwiają wydobycia produktu. Pipetka lub dozownik sprawdziłby się o wiele lepiej.
Tak więc oba kosmetyki przeciwtrądzikowe Dr Medica od Bielendy są dobre, ale mocne i trzeba z nimi uważać. Tak jak pisze producent przeznaczone są do cer grubych, tłustych, trądzikowych. Nie poleciłabym ich osobom z cerą mieszaną, wrażliwą czy z silnym -aktywnym trądzikiem. Oba kosmetyki mają dobre składy (mimo, że drogeryjne) i przyjemną cenę - serum kosztuje ok 20 zł, a płyn ok 15 zł. Jednak nie są to kosmetyki dla każdego więc poważnie zastanówcie się nad ich zakupem!

Znacie kosmetyki Dr Medica od Bielendy ? Wiem, że oprócz serii przeciwtrądzikowej jest jeszcze seria na naczynka ;) 

Hybrydy Neess

Od września obiecuję Wam wpis porównawczy lakierów hybrydowych firm które mam. Jednak postanowiłam, że zanim pojawi się wpis porównawczy opowiem Wam o hybrydach każdej firmy, a dopiero na koniec porównam wszystkie opisane. Co Wy na to ? ;>

Na pierwszy ogień idą lakiery hybrydowe NEESS, które mam najkrócej. Jest to bardzo nowa seria lakierów hybrydowych na rynku paznokciowym, a ich producentem jest znana chyba każdemu firma Donegal.

Jak każda firma produkująca hybrydy marka Neess w swojej ofercie posiada wszystko co trzeba mieć żeby robić sobie hybrydy. Podstawową jest baza, top i kolorowy lakier. W ofercie firmy znajdziemy również bezkwasowy primer, waciki bezpyłowe, pilniki, a także cleaner oraz aceton. Jest też wiele innych rzeczy jak top bez przemywania czy baza hard, która ma za zadnie bardziej utwardzić paznokcie, a nawet minimalnie je przedłużyć
Tutaj muszę wspomnieć, że cleaner  tej firmy jest najlepszy jaki miałam, bo pięknie pachnie i jest bardzo wydajny!

O kolejności nakładania produktów hybrydowych chyba nie muszę pisać, albo może napiszę żeby nie było.

Oczywiście hybrydy nakładamy na przygotowaną płytkę, czyli na opiłowany wolny brzeg, usunięte lub odepchnięte skórki i zmatowioną bloczkiem polerskim płytkę. Dobrze jest też paznokcie po zmatowieniu bloczkiem przetrzeć cleneram, ale tylko takim bez olei i następnie nanieść primer po to żeby płytka była czysta i baza hybrydowa lepiej się płytki trzymała.

Primer firmy Neess jest super! Jak dla mnie najlepszy jaki miałam, a próbowałam różnych. Jest niczym woda, a smukły pędzelek nie jeździ po skórkach. Szybko odparowuje i nie pozostawia żadnego filmu. Tak ma być

Pierwszym etapem dobrze wykonanego manicure hybrydowego jest nałożenie cienkiej warstwy bazy. Baza Neess ma bardzo fajny, krótki pędzelek z prostym, trochę sztywnym włosiem i dobrą żelową konsystencję. Dzięki temu bazę tej firmy nakłada się bezproblemowo.

Po bazie etap drugi, czyli czas na lakier kolorowy.
Chyba nie muszę wspominać, że każdy etap utwardzamy w lampie, czyli: baza, lampa, kolor, lampa, kolor, lampa, ewentualnie 3raz kolor, lampa, top i lampa ? ;>

Mam 2 kolorowe hybrydy nr 7548 - egzotyczna pitaja oraz nr 7520 - kosmiczna odyseja

Do wyboru jest chyba z 60 kolorów, a ich nazwy są naprawdę przemyślane. Co do kolorów to znajdziemy tutaj wiele odcieni, których trudno szukać u konkurencji. Choć są też kolory identyczne jak np. egzotyczna pitaja jest taka sama jak claresa 511. Tutaj porównanie wzornika z dużym odrostem claresy na paznokciu mojej mamy.

 Dlatego zachęcam Was do odwiedzenia strony Neess i przejrzenia kolorów choć czasami monitory przekłamują barwy.

Tak jest np.  w przypadku egzotycznej pitaji - kolor na stronie wygląda inaczej niż ten który mam. Na stronie to bardziej róż pomieszany z fioletem, a w rzeczywistości jest to taka malina ?

I co do  tego koloru to mam kilka uwag. Skupię się na nr 7548, bo miałam z nim przygody i to niestety przykre.
Po pierwsze lakier ten uwielbia się kurczyć w lampie i mimo, że zawsze zabezpieczam końce to przy tym kolorze widać wolny brzeg ;/

Po drugie krycie jest bardzo, bardzo średnie. Potrzeba 3 warstw i nadal są miejsca jaśniejsze.

Po trzecie chyba najgorsze lakier lubię tworzyć górki - nie poziomuje się jak reszta lakierów, które mam ;/

Ogólnie kolor ładny. Mocny róż z dodatkiem czerwieni, jest to delikatnie neonowy kolorek. Na paznokciach wygląda ślicznie, ale jego humory sprawiają, że raczej nie często będę ten kolor nakładać.


Kosmiczna odyseja w rzeczywistości jest ciemniejsza niż na stronie producenta, ale jest to przepiękny kobalt z niebieskimi drobinkami. Wygląda przecudnie!

Na koniec oczywiście trzeci etap, czyli TOP
Top jest super, ma podobnie jak baza fajną żelową konsystencję i niesamowity połysk po przemyciu cleanerem!


Firma w swojej ofercie ma również pyłki dające m.in efekt syrenki czy tęczy

Ja mam 2 efekty tęczy: srebrny i jasno różowy które moim zdaniem są brokatami. Nie tworzą takiej tafli jak syrenka i nie przechodzą kolorami między sobą. W sztucznym świetle wygląda to ok, ale bez efektu wow. W dodatku na hybrydach neess trudno je ładnie wetrzeć przez co nie podoba mi się efekt końcowy. Na białym żelu indigo prezentują się ładniej.

Podsumowując: primer, baza i top to wg mnie bardzo fajne produkty, które współgrają z hybrydami innych firm. Ja używałam tego trio z hybrydami Chiodo, Claresa, Bella cosmetics i  nie było żadnego problemu. Co do kolorów to jest w czym wybierać, przy czym moja egzotyczna pitaja jest bardzo problematyczna: kurczy się, nierównomiernie rozkłada na paznokciu i w dodatku jej krycie jest bardzo przeciętne. Pyłki też mnie nie zachwyciły. Za to cleaner szczerze polubiłam i na pewno będę do niego wracać, bo pięknie pachnie, szybko ściąga dyspersję i w ogóle ma w sobie coś fajnego. Żałuję tylko, że nie ma buteleczki o pojemności 1L , największa ma tylko 500 ml

Jeśli chodzi o ceny to są one podobne do tych z Semilac'a NeoNail czy Indigo. Buteleczka o pojemności 8ml koloru kosztuje 29,90, baza i top w podobnej cenie zaś baza hard i top no wipe ok 33zł. Pyłki to koszt 6,90 a inne efekty chyba coś ok 30 zł. Można też kupić lampę - mostek za 99 zł, a jeśli zaczynacie przygodę z hybrydami i chcecie ją rozpocząć hybrydami Neess to dostępny jest gotowy zestaw startowy w cenie 199 zł.

Jestem ciekawa czy znacie hybrydy Neess, a jeśli tak to jakie macie z nimi doświadczenie ?

Powiedzcie mi też, czy takie szczegółowe recenzje Was interesują czy się ograniczyć z ilością informacji ?

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...