Enklare mydła naturalne

Bardzo lubię mydła w kostce co już nie raz widać było na blogu. Zresztą w każdym denku znajdują się opakowania po różnych mydełkach. Bo ja lubię każde mydło choć te naturalne lubię najbardziej ;p Ostatnio poznaję się z naturalnymi polskimi mydłami Enklare
Mydła Enklare są inspirowane naturą, mają proste receptury oparte o składniki najwyższej jakości. Nie zawierają silnych detergentów, parabenów, pegów, środków ropopochodnych, utwardzaczy i EDTA. Za to mają sporo olejów (aż72%). Każde mydło robione jest ręcznie i nadaje się do każdej skóry nawet tej najsuchszej i bardzo wrażliwej.
Wybór mydeł jest ogromny. Każda sztuka prezentuje się pięknie. Jednak mydło - serce nie posiada zapachu co dla mnie jest bardzo, ale to bardzo dużym minusem, bo dla mnie niepachnące mydło to coś co może nie istnieć. Ja wiem, że osoby wrażliwe czy z alergiami  potrzebują takich produktów jednak ja ze względu na brak zapachu na pewno nie skuszę się na inne ich mydła. Kolejnym minusem jest wydajność. Przy codziennym użyciu mydło wystarczyło na 2 tygodnie, ale może to dlatego, że moje mydlane serduszko nie było pełnowymiarowe. Jeśli chodzi o działanie to jestem, a właściwie byłam zadowolona choć to mydło niczym szczególnym się nie wyróżniło - myło, nie wysuszało skóry, pozostawiało ją gładką i miękką. Obecnie mam jeszcze jeden wariant  - przeznaczony do cery mieszanej. Ale ono też nie pachnie i po umyciu twarzy nie mam wrażenia czystej skóry ;/  Tak więc na razie niczym szczególnym mnie to mydło nie zachwyciło.

Ogólnie mydła Enklare są ok, ale bez efektu wow i raczej do nich nie wrócę.

Czy mydła Enklare są Wam znane ?

Catrice HD Liquid Coverage - płynny podkład kryjący

Podkład kryjący Catrice HD Liquid Coverage to zdecydowany hit blogosfery. Było i nadal jest o nim głośno. Zazwyczaj jest zachwalany i polecany choć czytałam już kilka negatywnych opinii. Ale wiadomo - jeszcze nie stworzono kosmetyku, który zadowoliłby wszystkich. 
Dla mnie ten podkład to zdecydowany hit i z pełną świadomością mogę go nazwać moim najlepszym podkładem z jakim miałam kontakt!
Do wyboru są 4 wersje kolorystyczne. Blade osoby raczej nie znajdą odpowiedniego odcienia dla siebie. 
Ja mam numer najjaśniejszy 010 Light Beige
i u mnie sprawdza się bardzo dobrze choć w opakowaniu wygląda na ciemny. Mam wrażenie, że kolor idealnie dopasowuje się do odcienia cery tylko potrzebuje trochę czasu. Light Beige jest zdecydowanie żółtym odcieniem, co dla mnie jest jak najbardziej na plus
Podkład ma płynną wręcz lejącą się konsystencję, ale bardzo dobrze się go aplikuje (ja używam do tego dłoni, bo moje paluszki radzą sobie o wiele lepiej niż pędzel, gąbka czy inne silikonowe cudo do nakładania podkładu). Jest to też podkład zastygający, ale nie zastyga od razu tylko po dłuższej chwili. Tak więc bez obaw możemy na spokojnie wykonać makijaż twarzy i nie musimy martwić się o smugi czy rolowanie. Jako, że podkład jest dość lejący wydobywamy go za pomocą pipetki. Na zdjęciu poniżej zobaczycie jak ta pipetka wygląda po ponad 3 miesięcznym używaniu, także nie przeraźcie się ;p
Tak więc konsystencja jak i zastyganie po pewnym czasie są dla mnie jak najbardziej na plus. A co z kryciem i innymi zapewnieniami producenta ?
Tutaj również jest dobrze, a nawet bardzo dobrze ;)
Podkład tak jak obiecuje producent zapewnia idealne krycie, ale nie tworzy maski! Nosi się go komfortowo. Jest wytrzymały i długotrwały. Zapewnia piękne matowe wykończenie i u mnie puder jest zbędny. Cera wygląda nieskazitelnie, naturalnie i co najlepsze jest świeża przez calutki dzień. Podkład nie pogorszył stanu mojej kapryśnej cery czego się troszkę obawiałam. Dzięki niemu od rana do wieczora mogę się cieszyć perfekcyjnym wyglądem ;) Wiele osób wspominało, że podkład w ciągu dnia ciemnieje i czasami może faktycznie po 15 godzinach jest ciut ciemniejszy, ale na pewno nie jest to kolor pomarańczowy ;p

Dla mnie ten podkład to makijażowe odkrycie roku. Jestem w nim zakochana i szczerze mogę go polecić. Ja już mam drugie opakowanie, które kupiłam stacjonarnie w drogerii Natura w cenie 29,90 (pierwszą buteleczkę dostałam w e-zebra i zapłaciłam za nią 27,90). 

Cena jak na tak dobry podkład jest korzystna i ja z tym podkładem zostanę na długo, co oczywiście nie znaczy, że nie będę testować innych podkładów. Będę, ale mam już swojego pewniaka, na którym mogę polegać i do którego mogę wrócić z podkulonym ogonem ( jak było w przypadku podkładów Hean <recenzja klik>)

Znacie ten podkład ? Ciekawa jestem czy są wśród nas jego fanki, a może antyfanki ? ;>

India ochronny krem do rąk

Zauważyłam, że hybrydy Indigo <recenzja klik> bardzo mi wysuszają okolice okołopaznokciowe. W lutym miałam z tym spory problem, który jeszcze pogłębiło (chyba) uczulenie na nowy płyn dezynfekcyjny w pracy. Było na tyle źle, że musiałam iść do dermatologa. Dostałam maść, która poradziła sobie z uczuleniem, ale niesamowicie wysuszyła mi skórę, która zrobiła się cienka, pozmarszczana i taka nie moja ;( Ratowałam się przeróżnymi kremami, masłem shea, ale najbardziej pomógł mi ochronny krem do rąk India Cosmetics z olejem konopnym
Olej konopny to bardzo dobry olej do skór problematycznych (nie tylko trądzikowych, ale też alergicznych, atopowych oraz łuszczycowych). Miałam okazję stosować czysty olej konopny, ale przyznam, że nie do końca się polubiliśmy. Liczyłam na większy efekt wow, a dostałam średniaczka. Za to z kosmetykami, które w swoim składzie mają ten olej jest zdecydowanie lepiej. Oferta India Cosmetics jest spora i wiele rzeczy mnie od nich kusi. Zwłaszcza krople łagodzące trądzik, serum do bardzo suchej skóry, a ostatnio bardzo jestem ciekawa jak pachnie perfum damski z nutą konopi <klik> ciekawe, prawda ?
Ale wróćmy do kremu do rąk, który jest jednym z bestsellerów India Cosmetics. Nie dziwie się, bo naprawdę jest dobry, a przekonałam się o tym na własnej skórze ;) Producent zapewnia odżywienie, głębokie nawilżenie, łagodzenie podrażnień i przyspieszenie regeneracji skóry
Krem spełnia obietnice producenta w 100%. Skóra już po kilku użyciach wygląda lepiej. Jest nawilżona, zregenerowana, a wszystkie problemy takie jak nadmierna suchość, świąd czy łuszczenie stają się mniej dokuczliwe.
Krem dość szybko się wchłania dlatego bez obaw można go używać w ciągu dnia. Zapach jest roślinny, dla mnie pachnie łodygami. W sumie jest to charakterystyczna woń kosmetyków z olejem konopnym (podobnie pachniał konopny szampon innej firmy). Dla mnie jest to przyjemny zapach. Skład tego kremu na pierwszy rzut oka niczym specjalnym się nie wyróżnia. Parafina jest przed olejem konopnym. I w sumie to takie dziwne, bo składowo krem jest średni, ale działanie ma super ;p 
Trudno mi to wyjaśnić, ale  z działania jest bardzo zadowolona i pewnie gdy moje dłonie znów będą potrzebować  "lekarstwa" chętnie kupię ten krem ponownie. Ja mogę go z czystym sumieniem polecić. W sumie nie widziałam go w żadnym stacjonarnym sklepie, ale w internecie nie będzie problemu z kupnem. Na stronie producenta krem kosztuje ok 13 zł Jak na tak dobre działanie cena jest jak najbardziej ok ;)

Znacie kosmetyki India Cosmetics
Miałyście okazję stosować olej konopny ?

Kosmetyki Hean - baza + podkłady - jestem na NIE

Z kosmetykami Hean nie znam się zbyt dobrze. Mimo, że to polskie produkty są one dość trudno dostępne. W ramach Krakowskiego Spotkania Blogerek <relacja klik> każda z nas mogła sobie wybrać 3 produkty, które chciałaby przetestować. Ja wybrałam  2 podkłady: Phenomenal długotrwały lekki podkład i ART Cashmere - podkład kryjąca wygładzający oraz matującą bazę pod makijaż Perfect Make Up base  matte & silky result
Żałuję, że postawiłam na twarz. Mogłam wybrać coś do brwi, albo ust ;(
Bo teraz mam jednego bubla i jednego zapychającego średniaka. Ale po kolei... Zacznijmy od największego bubla, czyli długotrwałego płynnego podkładu PHENOMENAL
Do jego wybrania zachęcił mnie opis producenta, który jest bajeczny:
No ludzie kochani - nieskazitelny,a  przy tym lekki makijaż bez efektu maski za to z doskonałym kryciem ? Marzenie! Ale jak się okazało ten produkt z podkładem nie ma nic wspólnego ;/ Po pierwsze kolor - ja wybrałam najjaśniejszy 01 NUDE, który na stronie producenta wygląda na najbardziej do mnie pasujący odcień. Reszta to brzoskwinki i pomarańcze. A co dostałam ? A sami zobaczcie!

Pomarańczowa, idąca w cegłę woda, która poza barwieniem skóry na kolor dzikiej pomarańczy nie robi nic. W dodatku pompka "podkład" pluje ;/ Gdy to zobaczyłam nie mogłam uwierzyć, że firma coś takiego mogła sprzedać. W dodatku na moim egzemplarzy data zużycia mija w marcu 2017. Ja nawet nie byłam rozczarowana, ja byłam, w sumie nadal jestem mega wkurzona, żeby nie powiedzieć innego słowa na w.! ;/  Wyrzuciłam to bliżej nieokreślone coś i nie mam zamiaru nigdy więcej spojrzeć w stronę produktów tej firmy ;/ 

Kolejnym podkładem, który wybrałam jest podkład kryjąco wygładzający ART Cashmere o długotrwałej i zarazem lekkiej formule
Tutaj podobnie jak wyżej skusił mnie cudowny opis producenta, który obiecuje takie rzeczy, że chyba sam w to nie wierzy. Ale ja naiwna uwierzyłam ;/

Wybór kolorów wydaje się prosty jednak ja wybrałam źle. Postawiłam na nr 502 Sand, który wydawał mi się fajnym żółtkiem, ale jak się okazało na żywo wcale taki jasny nie jest ;/ 
Kolor jest dla mnie zdecydowanie za ciemny i nawet rozjaśnienie go mixem z Kobo nie pomaga, bo podkład się utlenia i po kilku godzinach jestem pomarańczowa ;/ Co do zapewnień producenta to mam wiele zastrzeżeń;/ Nie zgodzę się, że podkład ma ultra-lekką formułę. Jak dla mnie jest on tłusty i czuję go w ciągu dnia. Nie podoba mi się jak wygląda po godzinie - lubi wchodzić w załamania i pory skóry. Sprawia, że po 2/3 godzinach cera wygląda na zmęczoną, spoconą i z podkreślonymi zmarszczkami oraz rozszerzonymi porami ;/ Krycie jest średnie, ale bez rewelacji ;/

I na koniec matująca baza Perfect Make Up Base
Baza jakich wiele na rynku. Nie wyróżnia się niczym szczególnym. Owszem wygładza i sprawia, że skóra jest gładka i miękka jak u niemowlaczka (dzięki silikonom oczywiście), ale co do matowienie to ja mam wrażenie, że moja cera jeszcze szybciej się przetłuszcza ;/
Bazę czuję cały dzień i mam wrażenie, że moja skóra z nią się dusi ;/ W dodatku pogorszyła mi stan cery (czego w sumie mogłam się spodziewać ;/) mimo, że użyłam ją może z 4 razy i to nie codziennie.

Wszystkie produkty Hean mnie rozczarowały i nie zachęciły do poznania innych produktów (no może poza matowymi pomadkami, które ponoć są rewelacyjne). Z Kobo się lubię i dogaduję, ale  kosmetyki Hean to nie moja bajka ;/

A Wy lubicie kosmetyki Hean ?

AA ETHNIC beauty Himalayan Ritual balsam ujędrniająco-rewitalizujący

Za sprawą spotkania blogerek w Krakowie <relacja  klik> w mojej kosmetyczce pojawiło się sporo nowości. Między innymi poznaję nowe kosmetyki firmy AA, która u mnie dość rzadko gości. Kilka dni temu pisałam Wam o bardzo fajnej masce węglowej <recenzja > a dziś opowiem o balsamie ujędrniająco - rewitalizującym AA ETHNIC beauty HIMALAYAN RITUAL
Opakowanie tego balsamu bardzo mi się podoba. Jest kolorowe, etniczne - lubię takie. Pewnie kojarzycie ten balsam z biedronką. Tak był on, a może nawet jeszcze jest dostępny w tym dyskoncie. Producent obiecuje, że balsam zabierze nas w egzotyczną podróż, a zmysłowy zapach koi i relaksuje. Co do zapachu to nie powiedziałabym, że relaksuje. Zapach tego balsamu jest dziwny, specyficzny i mojego nosa nie zachwycił. Nie napiszę, że balsam śmierdzi (bo tak nie jest), ale daleko mu do przyjemnego zapachu ;/ 
Jeśli chodzi o działanie pielęgnacyjne to jest dobrze. Balsam odpowiednio nawilża skórę, fajnie ją uelastycznia i wygładza. Może bez efektu wow, ale źle nie jest. Dla mniej wymagających skór będzie odpowiedni. Producent obiecuje dużo, ale dla mnie ten balsam jak wiele innych - robi co ma robić, czyli nawilża ( ale na pewno nie jak zapewnia producent intensywnie), wygładza i napina skórę. Co do działania przeciwzmarszczkowego to się nie będę wypowiadać.
Skład jest ok. Masło shea przed parafiną. Jak wiecie parafina w kosmetykach do ciała absolutnie mi nie przeszkadza. 
Minusem jest wydajność, bo 200 ml wystarczyło mi na niecały miesiąc codziennego używania. Jest to dobry balsam, ale bez rewelacji. Miałam, spróbowałam i raczej kolejnego opakowania nie kupię (no chyba, że inny wariant zapachowy). 
Znacie ten balsam ? Lubicie kosmetyki AA ? 

Lirene dermoprogram płyn micelarny ultra-nawilżającyz morską algą

Nie jestem fanką kosmetyków Lirene i kto mnie czyta regularnie dobrze o tym wie. Jednak w ostatnim denko <klik> pojawiła się pusta buteleczka po płynie micelarny Algae Pure Lirene Dermoprogram
Obiecałam, że napiszę Wam o tym micelu coś więcej. No to piszę ;p 
Kupiłam go w Rossmanie jako produkt polecany przy kasie. Za 400 ml zapłaciłam 13,99 zł Producent obiecuje wszystko to, co idealny micel powinien robić, czyli skutecznie oczyszczać, nie podrażniać, łagodzić podrażnienia i oczywiście nawilżać
Niestety ten micel tylko opis ma ładny. W rzeczywistości jest zaprzeczeniem tego co obiecuje producent. Po pierwsze niesamowicie szczypie. Na pewno nie nadaje się do demakijażu oczu. Nie mogłam nim nawet zbliżyć się do tej okolicy. Po drugie słabo radzi sobie z demakijażem. Jeśli chciałabym zmyć nim makijaż to chyba musiałbym zmywać się z 3 godziny i mieć do dyspozycji co najmniej 2 paczki płatków. Słaby jest i żeby go zużyć musiałam mieszać go z mleczkiem lub olejem, bo sam z siebie makijażu nie ruszał ;/ Skóra po użyciu była też czerwona i ściągnięta ;/ Skład przeciętny
Nie wiem nad czym Ci naukowcy Laboratorium Lirene pracowali, bo nic innowacyjnego, ani nawet skutecznego nie stworzyli ;/  Jak dla mnie jest to duży bubel przed którym ostrzegam i szczerze odradzam! ;/ 

Ja jestem na NIE jeśli chodzi o ten micel to już nigdy więcej na nic oczyszczającego z Lirene się nie skuszę. Zresztą nie wiem czy jeszcze kiedykolwiek z własnej woli coś tej marki kupię!

Bardzo jestem ciekawa czy znacie ten płyn micelarny i jaki macie stosunek do kosmetyków Lirene ?

Marcowe denko

W tym roku projektów denko miało nie być. I nie będzie. Jednak w lutym trochę się mi blogowe plany pokomplikowały i w sumie nie było zdjęciowego podsumowania miesiąca, w którym miałam Wam pokazywać miesięczne zużycia. A że torba już się wypełniła po brzegi pustymi opakowaniami to dziś pokażę Wam zużycia lutego i marca

Pielęgnacja twarzy:

1. Lirene płyn micelarny pure (na dniach pojawi się jego recenzja)
2. Rumiankowa esencja micelarna Polny Warkocz <recenzja>
3. Ziaja jaśminowy krem pod oczy <recenzja>
4. The Body Shop maseczka oczyszczająca <recenzja>
5. Zepter Swisso Logical Serum liftingujące  <recenzja>
6. Beauty Oil krem na noc <recenzja>
7. Vis Plantis mydło siarkowe - dobre, ale dziegciowe lepsze ;)
8. Olej z żywokostu i glistnika - super na problemy skórne
9. Ziaja liście zielonej oliwki maseczka oczyszczająca - jest ok
10. AA maska węglowa oczyszczająca <recenzja>

Żele i płyny do kąpieli:
11. Cien Gold luksusowy płyn do kąpieli <recenzja>
12. Isana Golden Beauty - rozczarowanie
13. Oceania Aromatic rabarbar i wanilia <recenzja>
14. DERMOmed białe piżmo - przyjemniaczek
15. Le Petit Marseillais miód lawendowy <recenzja>
16. Isana Keep Cool - fajne opakowanie, ale żel bez szału

Pielęgnacja włosów:
17. Odżywka Nivea Repair & Targeted care <recenzja>
18. Oma Gertruda żel eukaliptusowy <recenzja klik> jednak dla mnie jeden z lepszych szamponów ;)
19. Maska keratynowa Joanna - fajna
20. Marion maska hibiskusowa <recenzja>

Zapach:
21. Tesori d'Oriente white musk - mój ulubiony zimowy zapach ;)
22. Celine Dion Sensationale Luxe Bloosom <recenzja>
23. Lady Speed Stick <klik> najlepsza wersja w żelu ;)

Inne:
24. Vis Plantis mydło lanolinowe - średniaczek
25. Linda Love - fajne mydło z biedronki ;p 
26. Kryształki do kąpieli Isana Oaza spokoju <recenzja klik>

Świeczki:
27. Bispol podgrzewacze - bubel! <recenzja klik>

I na koniec kolorówka:
Produktów jest dużo, bo zrobiłam porządek w szufladzie z kosmetykami makijażowymi. Wyrzuciłam większość cieni pojedynczych i o nich nie będę się tutaj rozpisywać. Za to warto wspomnieć o:
28. Lovely lash extension mascara <recenzja>
29. Rimmel scandaleyes mascara <recenzja>
30. Eveline Volume  Celebrity mascara <recenzja>
31. Mascara do brwi Golden Rose <recenzja>
32. Puder  kryjący prasowany Golden Rose <recenzja>
33. Matowa pomadka Wibo Rouge nr 4 <recenzja>

Pogrubioną czcionką zaznaczyłam kosmetyki, które polecam i do których wracam lub będę wracać regularnie ;)

Znacie któryś z wymienionych produktów ? ;>

AA Beauty Bar maska węglowa oczyszczająca

Sobotni wieczór to najlepszy czas na chwilę dla siebie (choć ja uważam, że każdy wieczór jest odpowiedni ;p). Jeśli nie mamy czasu w tygodniu poświecić swoje skórze odpowiedniej ilości czasu to przynajmniej zróbmy to w sobotę. Pachnąca kąpiel z pianką, maseczka na pyszczku, herbata lub wino pod ręką, ulubiona muzyka i można na chwilę zapomnieć o kłopotach. Dziś będzie o maseczce, która zadba o waszą skórę i umili czas spędzony w łazience. AA Beauty Bar maska węglowa oczyszczająca to dobry wybór zwłaszcza dla osób z cerą mieszaną oraz tłustą
Co prawda jestem fanką naturalnych maseczek, które robię sama (zwłaszcza glinki mieszam z hydrolatami i olejami, a gdy nie mam czasu to miód z cynamonem lub miód lawendowy wystarczy), ale czasami skuszę się na coś nowego - gotowego - saszetkowego ;p . Producent obiecuje, że maseczka z aktywnym węglem doskonale oczyści, ściągnie rozszerzone pory, odświeży skórę i przywróci jej naturalny blask. Przy okazji pomoże zwalczać zaskórniki i niedoskonałości cery. 

Z opisu maseczka idealna dla mnie. I już teraz mogę Wam napisać, że producent nie kłamie i warto się za tym produktem rozejrzeć.
Skład maski jest ok. Wbrew pozorom maska nie jest czarna, a niebieskoszara. Ma kremową konsystencję z drobinkami peelingującymi.
Dobrze skórę oczyszcza, wygładza i odświeża. Po zmyciu cera jest gładka, pory są wyraźnie oczyszczone i zwężone, skóra też wolniej się przetłuszcza i mamy uczucie takiej świeżości - trochę jak po mikrodermabrazji ;)
Uważam, że jak na maseczkę za 2/3 zł sprawdza się świetnie i z przyjemnością nakładam ją raz w tygodniu. Uważam, że maseczka AA jest o wiele lepsza i skuteczniejsza niż wychwalane maseczki węglowe Bielendy <recenzja klik>, które dla mnie są przereklamowane. Jeśli szukacie czegoś, co skutecznie oczyszcza skórę i przywraca jej równowagę, a także przyspieszy gojenie niedoskonałości i sprawi, że będziecie czuć się świeżo i promiennie to maseczka węglowa AA będzie bardzo dobrym wyborem.

Osobiście szczerze polecam! ;) 
Miałyście okazję używać tej maseczki ?

Vianek normalizujący tonik- wcierka do skóry głowy

Kosmetyki Vianek są podobnie jak Sylveco bardzo popularne na blogach kosmetycznych, ale nie tylko. Gdy w sklepach zielarskich lub z naturalnymi kosmetykami pytam o polecane produkty to zawsze jedną z propozycji jest kosmetyk Sylveco / Vianek. 
Ja mimo wszystko niekoniecznie dogaduję się z Viankiem ( a z Biolaven to się szczerze nie lubię). Jednak na początku tego roku skusiłam się na wychwalany tonik- wcierka do skóry głowy
Producent  poleca ten produkt osobom z problemem szybko przetłuszczającej się skóry głowy.
  Obiecuje, że kosmetyk w ciągu min. 4 tygodni normalizuje pracę gruczołów łojowych, a bogaty w ekstrakty i minerały skład wzmocni włosy i przyspieszy ich porost. Cuda Vianki można rzec! 
Skład jest dość przyjemny. Znajdziemy tutaj ekstrakt z pokrzywy, łopianu, skrzypu, szałwii i brzozy (bez politycznych skojarzeń proszę). A także  składniki mineralne i witaminy. Zapach jest świeży i ziołowy dzięki olejkom: rozmarynowym i eukaliptusowym. Jak dla mnie zapach jest największym atutem tego produktu.

Wcierka znajduje się w buteleczce (o ładnej, delikatnej, bardzo eko szacie graficznej) z atomizerem. Teoretycznie powinien to być plus, a jest minus. Dlaczego ? A dlatego, że atomizer po pierwsze jest nieszczelny i wylewa się z niego dużo produktu, po drugie nie psika, a pluje i po trzecie nie ułatwia aplikacji (a wręcz przeciwnie). 
Jednym słowem aplikator jest do d ;/ Taka prawda

A co z działaniem ? Moim zdaniem jest to mocno przereklamowany produkt. O działaniu normalizującym nie ma mowy mimo, że produkt powoli się kończy, bo stosuję go już ponad 2 miesiące. Wcieram go codziennie w skórę głowy (masuję tak jak zaleca producent) i niestety na pewno nie przedłuża świeżości. Owszem odświeża, ale jest to chwilowe. Co do wzmocnienia włosów to też nie zauważyłam niczego wow. Porost ? Moje włosy same z siebie szybko rosną, ale pewnie zauważyłabym gdyby rosły jeszcze szybciej. Ogólnie ta wcierka, czy tam tonik u mnie nie zdziałała nic jedynie uszczupliła moje konto o 19 zł ;/  Fakt cena nie jest jakoś mocno wygórowana, ale szkoda pieniędzy na noś co praktycznie nie działa, prawda ? Jestem rozczarowana tym produktem i nie prędko skuszę się na coś Viankowego ;/  Wiem jednak, że są dziewczyny zadowolone z tej wcierki. Szkoda, że ja nie znalazłam się w tej grupie ;(

Znacie ten kosmetyk ? Jakie macie doświadczenia z kosmetykami Sylveco / Vianek / Biolaven ?

Bispol - świeczki, które nie pachną

Lubię otaczać się pięknymi zapachami, dlatego w moim domu zawsze czymś pachnie. Kocham również świece, dzięki którym każdy wieczór jest wyjątkowy. Dlatego też pachnące świece to w moim domu obowiązkowy obowiązek ;p Zawsze mam spory zapas świec, bo nie lubię się w tej dziedzinie ograniczać.Na rynku wybór świec jest przeogromny i nie wierze gdy ktoś mówi, że nie znalazł świecy czy zapachu dla siebie. Dzisiaj opowiem Wam o świecach zapachowych Bispol

Jest to jeden z prezentów, które otrzymałam na Krakowski Spotkaniu Blogerek <relacja klik> W paczce Bispol każda z nas znalazła 2 świece w szkle: Paradise Moment i Adrenaline, do tego 6 podgrzewaczy o tych samych zapachach i jeszcze 4 duże podgrzewacze o zapachu lawendy ;)

Do wyboru była lawenda lub pomarańcza, ale wiadomo, że ja jako fanka lawendy nie mogłam wybrać nic innego ;p

Niestety na świecach Bispol nie znajdziecie opisu zapachu. Producent nawet nie stara się zasugerować jakie nuty znajdziemy w jego świecach. Szkoda! 

PARADISE MOMENTS to delikatny, słodki i lekko pudrowy zapach. Pachnie trochę ekskluzywnie, ale nie kojarzy mi się z niczym znanym. A już na pewno nie z rajskimi chwilami ;p Woń jest miła i przyjemna, ale tylko gdy świeca czy podgrzewacz nie jest zapalony. Niestety po zapaleniu świeca nie pachnie ;/  Wypala się równomiernie, choć pod koniec została warstewka, która wypalić się nie chciała. Według producenta czas palenia to ok 30 godzin według mnie jakieś 25 ;/ 
ADRENALINE to zapach typowo męski. Pachnie tak jak męskie perfumy więc nie każda kobieta będzie z zapachu zadowolona, ale niestety podobnie jak Paradise Moments po zapaleniu nie czuć nic a nic ;/ Wypala się podobnie, klimat zapewnia do ok 27 godzin. 
Na koniec lawendowa nuta, czyli LAVENDER scented maxi lights. Zapach przyjemny, czuć lawendę - taką świecową jakby z dodatkiem wanilii. Ten zapach jest najmocniejszy z całej trójki i jedyny, który jest lekko (podkreślam lekko!) wyczuwalny po zapaleniu ;/ Czas palenia to ok 6-8 godzin.

Gdybym jednym słowem miała określić świece Bispol to byłoby to tak jak w temacie świece, które nie pachną. Owszem ładnie wyglądają, robią klimat, ale zapachem nie grzeszą. Jestem nimi rozczarowana i na pewno nie kupię ich ponownie. Uważam, że świece z biedronki Aril <recenzja klik> , których producentem również jest Bispol wypadają o wiele lepiej. Nie wiem o co chodzi, ale Aril gości u mnie od kilku lat i nadal gościć będzie, za to świece podpisane jako Bispol już nie dostaną kolejnej szansy ;/ 

A jakie świece Wy palicie ? ;> Bo dla mnie biedronkowe są nr 1 ;) Lubię je bardziej niż słynne świece YC, które mnie absolutnie nie urzekły i nadal nie rozumiem jak świeca może kosztować tak dużo pieniędzy ;p

Mus do kąpieli z ekstraktem pomarańczy ECOreceptura by Stara Mydlarnia

Lubię się rozpieszczać podczas kąpieli dlatego wszelkie umilacze typu żele, płyny, pianki są u mnie mile widziane. Co prawda nie przepadam za cytrusami w kąpieli, ale mus z ekstraktem z pomarańczy ECOreceptura by Stara Mydlarnia bardzo często towarzyszy mi w wannie ;)
Konsystencja tego kosmetyku jest "przeciekawa". 
Nie jest to żel, nie do końca jest to mus, do pianki mu daleko. Jak dla mnie jest to taka galaretka kisielowa ;p Może z nazwy źle się to kojarzy, ale jest to naprawdę bardzo przyjemny kosmetyk o niesamowicie ciekawym- bardzo naturalnym zapachu ;) Taka prawdziwa, dojrzała pomarańcza.
Tak jak zapewnia producent uprzyjemnia czas spędzony w kąpieli, dobrze skórę myje, ale jej nie przesusza. Zdecydowanie poprawia humor! ;)
W składzie nie znajdziemy SLSów, za to mamy nawilżającą glicerynę, ekstrakt z kwiatów pomarańczy, witaminę B5, witaminę E
Może nie jest to jakoś idealny - naturalny skład, ale mojej skórze on nie przeszkadza. Jako umilacz i oczyszczacz skóry sprawdza się dobrze. Do tego poprawia humor i ogólnie uprzyjemnia wieczorne kąpiele (rano znów pobudza do działania). I wszystko jest fajne poza ceną. Bo 21 zł za 500 ml to wg mnie za dużo. Ja ten produkt dostałam, ale raczej sama go nie kupię.

Znacie pachnące galaretki do kąpieli Stara Mydlarnia ? ;>

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...