Alterra nawilżane chusteczki oczyszczające Bio-aloe vera

Demakijaż to dla mnie bardzo ważny element wieczornej pielęgnacji. Jednak podczas wyjazdu nie zawsze jest możliwe 3-etapowe oczyszczanie. Podczas podróży na Meet Beauty towarzyszyły mi  oczyszczające chusteczki do demakijażu Alterra
Mam je pierwszy raz, ale nie ostatni. 
Już wiem, że dobrze się u mnie sprawdzają podczas wyjazdowego demakijażu. Dzięki nim nie musiałam taszczyć ze sobą mleczka i płynu micelarnego. Chusteczki są dobrze nawilżone i podczas oczyszczania nie trą twarzy. Dobrze radzą sobie z usunięciem makijażu choć nie powiem, że są dla wszystkich cer. I mimo, że producent poleca te chusteczki dla nawet bardzo wrażliwych cer to musicie uważać!
Chusteczki przetestowały jeszcze 2 inne blogerki i niestety u nich pojawiło się dość mocne zaczerwienie twarzy. U mnie na szczęście nic takiego się nie wydarzył, a wręcz przeciwnie - cera była oczyszczona i ukojona. Oczywiście po użyciu chusteczek umyłam twarz żelem, bo u mnie demakijaż bez użycia wody nie chodzi w grę. Żadnego podrażnienia, ściągnięcia czy dyskomfortu nie odczułam. 
Skład jest ok jak na chusteczki za 3,50
Dość wysoko jest aloes więc jeśli jesteście uczuleni to radzę uważać. Jak dla mnie są to najlepsze chusteczki do demakijażu i zapewne będą mi towarzyszyć w każdej podróży. Cena niewielka, a dobrze skórę oczyszczają, bez efektu ściągnięcia. Osobiście polecam ;)

Jestem na Meet Beauty III

Na blogu od kilku dni cicho, ale to wszystko przez nawał pracy w pracy i III edycję konferencji Meet Beauty połączoną z targami kosmetycznymi Beauty Days w Nadarzynie pod Warszawą
Do Warszawy jadę jutr wczesnym rankiem, a wracam w niedzielę późną nocą ;) To będzie intensywny i jednocześnie niesamowicie kosmetyczny weekend.Tak więc wracam do Was w poniedziałek, no może we wtorek, ale na pewno wrócę ;)

Słonecznego i cudownego weekendu ;*

Deborah lash creator volume and care mascara

O kosmetykach Deborah słyszałam, ale kojarzą mi się z marką kosmetyków ekskluzywnych. Dlatego też gdy w marcu (chyba w marcu) w pewnym kobiecym miesięczniku mascara Deborah Lash Creator Volume & care była dostępna za 13 zł skusiłam się głównie z ciekawości poznania czegoś nowego, w moim mniemaniu ekskluzywnego.
Teraz muszę przyznać, że wizualnie wcale ta mascara nie wygląda ekskluzywnie. To moim zdaniem Eveline ma elegantsze opakowania. Szczota tej mascary jest duża i włochata. Nie przepada za takimi i musiałam nauczyć się nią malować. 

Jednak silikonowe szczoteczki  są najlepsze! W sumie na opakowaniu, ani w gazecie nic o tym tuszu nie było napisane. Z informacji, które znalazłam w internecie wynika, że mascara ma jednocześnie rzęsy wydłużać i pielęgnować dzięki odżywce. Czyli takie 2w1. W sumie produkt ciekawy, ale w sumie niczym szczególnym się nie wyróżnia. Owszem ładnie rzęsy pogrubia i zagęszcza jednak co do wydłużenia to niekoniecznie sobie z tym radzi. Podkreśla rzęsy, dobrze je rozdziela i nie męczy powieki.
Podoba mi się efekt jaki daje, ale niestety ten tusz tworzy u mnie po kilku godzinach pandę. Robił tak od samego początku i mam wrażenie, że z każdym tygodniem osypuje się bardziej ;/ 
To jedyny minus tej mascary. Co do właściwości pielęgnacyjnych to niczego takiego nie zauważyłam. Zmycie tego kosmetyku również nie stanowi problemu i poradzi sobie z nim każdy płyn micelarny.
Mimo, że tusz jest ok to nie zachęcił mnie do poznania innych produktów Deborah. Jego tradycyjna cena to ok 40 zł, ale uważam, że nie jest on tyle wart. Za 13 zł można spróbować, ale 40 zł to lekka przesada.

Kupiłyście gazetę z tym tuszem ? Jak się on u Was sprawdza ? 

Bishojo krem wodny regenerujący

Firma Bishojo to dla mnie totalna nowość. Dowiedziałam się o niej pod koniec lutego na Krakowskim spotkaniu blogerek <relacja klik>. Każda z nas otrzymała do testowania 2 kosmetyki. W mojej paczuszce znalazła się emulsja micelarna oraz krem wodny regenerujący. O kremach wodnych już słyszałam dlatego dość szybko krem znalazł się w użyciu ;p 
Producent zapewnia, że krem błyskawicznie regeneruje i naprawia skórę, a także wzmacnia naczynia krwionośne, poprawia koloryt skóry i zapewnia właściwe nawilżenie. 
A, że w marcu moja skóra przechodziła prawdziwy kryzys ten krem ( z opisu producenta) idealnie wpisywał się w potrzeby mojej kapryśnej skóry.
Skład kremu jest bogaty. Znajdziemy tutaj dobre ekstrakty, mało spotykane oleje. Krem nie zawiera silikonów, pochodnych ropy naftowej, parabenów czy innych niekorzystnych składników
Opakowanie jest urocze - w kartonowym pudełeczku przypominającym szkatułkę znajdziemy prostą tubkę kremu
Tak jak zapewnia producent krem ma bardzo wodnistą, lekką konsystencję, która błyskawicznie się wchłania. Momentalnie też skórę wygładza. Krem można stosować zarówno na dzień jak i na noc. Początkowo używałam go tylko na dzień. I mimo, że świetnie sprawdzał się pod makijaż, bo fantastycznie skórę wygładzał i przynosił uczucie ukojenia to niestety bardzo szybko skóra się przy nim przetłuszczała ;/ Dlatego też po tygodniu stwierdziłam, że u mnie jako krem dzienny się nie sprawdza i zaczęłam używać go na noc. Jednak i tutaj nie do końca się sprawdził. Dla mnie był za słaby. Nawilżał skórę pozornie, czyli podczas aplikacji wydawało mi się, że skóra dostaje pić, ale rano była ściągnięta, z licznymi suchymi plackami ;/ Zbytniej regeneracji czy naprawy również nie zauważyłam. Dlatego też zaczęłam na ten krem nakładać olej z orzechów laskowych, który od kilku miesięcy pozwala mi panować nad moją problematyczną skórą i robi to naprawdę dobrze. Stosując ten duet moja skóra rano wyglądała o wiele lepiej przy czym to głównie zaleta oleju, o którym dowiecie się więcej jeszcze w tym tygodniu. Niestety zauważyłam, że na mojej skórze pojawia się coraz więcej zaskórników. Odstawiłam krem i wszystko powoli wróciło do normalności. Znów zaczęłam używać kremu wodnego i powtórka z rozrywki. 

Tak więc krem wodny Bishojo niestety, ale mnie zapychał ;/ szkoda, ale widocznie nie dla każdego jest akurat ten krem. U mnie - przy cerze mieszanej z tendencją do trądziku się nie sprawdził, bo spowodował pogorszenie stanu cery, szybsze jej przetłuszczanie i pozorne nawilżenie. 

Liczyłam na mały kosmetyczny cud, ale się przeliczyłam.
Kremy Bishojo dostępne są na stronie producenta (stacjonarnie się z nimi nie spotkałam). Koszt kremu wodnego regenerującego to 40 zł. Znacie kosmetyki tej firmy ?

Marakuja balsam do ciała Essence Planet by Perfecta

W majowym numerze miesięcznika SENS (magazyn psychologiczny) dodatkiem był balsam Essence Planet  by Perfecta dostępny w dwóch wariantach zapachowych: liczi i marakuja. Skusiłam się na wersję marakujową, bo po pierwsze ten kosmetyk to dla mnie nowość, a po drugie miałam ochotę na coś do ciała w letnim zapachu ;)
Dla mnie napis na opakowaniu Essence Planet kojarzy się z czymś o lepszym, bardziej naturalnym składzie. Niestety ten balsam ma bardzo, ale to bardzo przeciętny skład z dużą dawką parafiny. Jednak jak wiecie parafina w kosmetykach do ciała mi nie przeszkadza (za to w produktach buzinkowych unikam jej jak ognia)
Mimo tego balsam polubiłam głównie za zapach. Piękna, nie nachalna, nie chemiczna marakuja. Typowo letni - wakacyjny zapach przywołujący na myśl tropikalne wyjazdy. Zapewnienia producenta moim zdaniem są na wyrost (zwłaszcza patrząc na skład)

Ale mimo to balsam dobrze skórę nawilża, świetnie ją zmiękcza i wygładza, a także pozostawia elastyczną i pięknie pachnącą.
Moja skóra nie jest wybitnie wymagająca dlatego ten balsam się u mnie dobrze sprawdza, ale na pewno nie kupię go ponownie. Zresztą nie mam pojęcia czy te kosmetyki są gdzieś dostępne, bo ja spotykam się z nim pierwszy raz, Gazeta wraz z balsamem kosztowała 10,99 zł więc w sumie sam balsam wyszedł ok 5 zł. Spróbowałam, zapachem się pozachwycałam, ale nie skuszę się na powtórny zakup. Mimo to uważam, że na lato, do mniej wymagającej skóry ten balsam się sprawdzi, a to że błyskawicznie się wchłania sprawia, że śmiało można go stosować rano ;)

Znacie kosmetyki Essence Planet by Perfecta ?

kwietniowe denko

Moje blogowe postanowienia na ten rok trochę się pozmieniały. Miało nie być projektów denko, za to w ostatni dzień miesiąca miało się pojawić foto podsumowanie. Niestety codzienność okazała się brutalna i zdjęciowych podsumowań nie ma, za to jest drugie w tym roku denko.
Jeśli interesują Was zużyte kosmetyki (a wiem, że zdania na ten temat są podzielone) to zapraszam na Kwietniowe denko

Będzie krótko i szybko z podziałem na kategorie.

Zaczynamy od kosmetyków myjących, bo ja niby rak, ale  w wodzie czuję się jak rybka i codzienne kąpiele sobie funduję za co wodociągi są mi wdzięczne, ale konto już niekoniecznie ;p 
1. Nivea Mousse pod prysznic <recenzja>
2. Cosmia kokos żel z Auchanu (chyba) - ok
3. Cosmia migdał  - był ok
4. Felce Azzura białe piżmo - boski zapach
5. Isana Forbidden apple <recenzja>
6. Dove deeply nourishing <recenzja>
7. Ziaja SopotSPa - lubię ;)

Pielęgnacja twarzy
8. Bishojo krem wodny (recenzja wkrótce)
9. Bioderma płyn micelarny <recenzja>
10. Ziaja intima <recenzja>
11. Żel aloesowy Lass <recenzja>
12. Dwufazowy płyn micelarny Eveline <recenzja>
13. Tonik nawilżający Lirene <recenzja>
14. Krem pod oczy Beauty Oil <recenzja>
15. Mud Pac maseczka <recenzja>
16. Zrób sobie krem hydrolat z krwawnika bułgarskiego <recenzja>
17. Ziaja płyn 2-fazowy Kozie mleko <recenzja>
18. Norel tonik żelowy z kwasem migdałowym <recenzja>
19. Vespera propolisowe mydło naturalne 


Zapach
20. Nivea sensitive - dobry antyperspirant
21. Nivea Invisible antyperspirant <recenzja>
22. Tesori D"Oriente white musk - uwielbiam!

Włosy
23. Olamin Wax szampon przeciwłupieżowy <recenzja>
24. Vianek tonik-wcierka <recenzja>

Pielęgnacja ciała
25. Mydło lawendowe alterra 
26. Ziaja multi modeling balsam <recenzja>
27. AA Ethnic beauty balsam <recenzja>


Kolorówka
28. Inveo seum do rzęs <recenzja>
29. Eveline curl-up mascara (recenzja wkrótce)
30. Rimmel wake me up <recenzja>
31. Eveline Matt podkład  - porażka
32. Mizon krem BB <recenzja>
33. Hean podkład <recenzja> - bubel!
34. Pisaki do ust Astor Perfect Stay <recenzja>
35. Carmex w słoiczku <recenzja>

Kosmetyki, które szczerze polecam
Z tego denka szczerze mogę Wam polecić carmex w słoiczku (moje 3 opakowanie), który mimo bardzo marnego składu idealnie pielęgnuje moje usta, mascarę curl-up z eveline, o której więcej napiszę niebawem w notce o ulubieńcach. Na polecenie zasługuje żel aloesowy Lass dostępny w Helfy, żelowy tonik z kwasem migdałowym Norel (to moje drugie opakowanie), krem pod oczy Beauty Oil, serum do rzęs Inveo (moje drugie opakowanie) oraz pisaki Astor, których pewnie już nigdzie nie dostaniecie ;/ A zapach Tesori white musk to zdecydowanie mój zapach na najbliższe lata ;) Ubóstwiam go !!!

Tak prezentują się kwietniowe zużycia, znacie te kosmetyki ?

Eveline Velvet MaTT nr 413 Cashmere pink

Bardzo lubię pomadki o matowym wykończeniu. Jednak mat, matowi nie równy! W sumie każda firma inaczej "widzi" matowość. Najczęściej matowe pomadki mają wykończenie satynowe, czyli takie półmatowe i takie pomadki najbardziej lubię. O tym, że Eveline ma matowe pomadki w płynie dowiedziałam się z instagrama podczas szalonej promocji w rossmannie. Z ciekawości skusiłam się na Eveline Velvet Matte w nr 413  -cashmere pink
Cashmere pink to cudowny brudny róż, który jest bardzo podobny do mojej ulubionej matowej pomadki Golden Rose Matte Crayon w nr 11 <recenzja klik>
Kolor jest śliczny, idealny do codziennego makijażu. Jest on trochę ciemniejszy niż moje usta dlatego chyba tak dobrze się w nim czuję.
Pigmentacja jest bardzo dobra, już jedna warstwa doskonale kryje usta bez prześwitów. Aplikator jest klasyczny, a konsystencja kremowa więc nawet osoby bez wprawy nie będą miały problemów z aplikacją
Kształt "patyczka" umożliwia obrysowanie ust bez potrzeby używania konturówki. Matowa pomadka w płynie Eveline przepięknie pachnie owocami. Formuła long lasting nie do końca jest długotrwała. Owszem bez jedzenia czy picia pomadka utrzymuje się na ustach do 5 godzin jednak jakikolwiek  kontakt z żywnością czy kubkiem kończy się ścieraniem koloru. Całe szczęście, że schodzi on równomiernie i nie migruje z ust ;)

Pomadka delikatnie ściąga usta i lekko je wysusza, ale tragedii nie ma. Owszem czuje się ją na ustach, ale nie jest to denerwujące i uciążliwe. Dla mnie jest to bardzo dobry kosmetyk, który świetnie się sprawdza i sprawia, że makijaż jest naturalny, świeży i promienny. 


Cena również jest korzystna - standardowo 9 ml kosztuje niecałe 13 zł, a w słynnej promocji kosztowała mnie ok 6 zł tak więc bardzo, bardzo na plus. Z przyjemnością zaopatrzę się jeszcze w nr 412, 414 i 419

Jeśli lubicie satynowe pomadki w płynie o dobrej pigmentacji i pięknym zapachu to na pewno pomadki Eveline velvet matt Was zadowolą. Ja polecam i na pewno skuszę się na więcej ;)

Macie którąś z tych pomadek w swojej kolekcji ? ;>

Uwaga! Bubel!

Dzisiaj zapraszam Was na kolejną dawkę produktów, które u mnie się nie sprawdziły i do których na pewno nie wrócę. Na pewno większość z Was wspomniane kosmetyki kojarzy i być może któryś z nich jest Waszym ulubieńcem. U mnie jednak kompletnie się nie sprawdziły, a dwa z nich wręcz mi zaszkodziły. Zainteresowanych zapraszam na post z serii
Największym rozczarowaniem jest szampon L'Oreal Elseve magiczna moc glinki, który ostatnio króluje na blogach
Ja ten szampon kupiłam na początku tego roku gdy jeszcze nie było o nim tak głośno. Skusiła mnie cena (7,99 zł za 400 ml) i opis producenta
Z tego co napisano na etykiecie wynika, że jest to szampon idealny dla mnie, dla moich włosów. Niestety ten szampon przyniósł więcej szkód niż pożytku.Miałam do niego kilka podejść i jestem na 101% że ten szampon to dla mnie bubel ;/ Z zapewnień producenta nie zgadza się nic. Włosy już podczas suszenia były dziwne: sztywne i jakby tłuste. Później było jeszcze gorzej. Nie dość, że kosmyki były matowe, sztywne jakby czymś oklejone to jeszcze niesamowicie się puszyły, kompletnie nie chciały się układać, a najgorsze, że ten szampon wywołał u mnie taki łupież, że wyglądałam jak królowa śniegu tyle, że nie śnieg się ze mnie sypał. Katastrofa! Moje włosy po umyciu były zaprzeczeniem tego co obiecuje producent. Wyglądałam fatalnie, czułam się źle i jeszcze ten łupież... Jest to najgorszy szampon z jakim ostatnio miałam kontakt i jeśli tak jak ja macie tendencję do łupieżu to uważajcie na ten szampon!
Przez to, że jest to duże opakowanie, a ja zużyłam jakąś 1/3 to mogę stwierdzić, że  do kosza wyrzucę 5 zł (a za 5 zł to ja mam pyszną galaretkę z owocami!!!) Szkoda, wielka szkoda!
Ale ten szampon utwierdził mnie w przekonaniu, że produkty L'Oreal to nie moja bajka ;/ 

Kolejnym dużym rozczarowaniem był granatowy tusz do rzęs Avon BIG  & DARING Volume mascara
Co prawda ogromniasta trochę twarda szczotka nie do końca mi się podobała, ale kolor mascary wydawał się bajeczny.
Niestety mascara okazała się porażką, bo: konsystencja była niesamowicie sucha, tusz się kruszył, a kolor absolutnie nie zostawał na rzęsach. Dodatkowo mascara lubiła rzęsy sklejać i sprawiała, że tusz cały dzień czuło się na rzęsach.
Taki produkt zdecydowanie nie dla mnie ;/ 

Porażką okazał się także balsam wyrównujący koloryt Soraya Ideal Beauty.
Ten balsam to taki podkład do ciała
Jednak jak się okazało ten balsam to jakieś nieporozumienie. Po pierwsze kolor. Mimo, że przeznaczony do jasnej karnacji był pomarańczowy choć w  opakowaniu wydawał się zbliżony do  koloru mojej skóry ;/  
Jednak po chwili utleniał się na cegiełkę ;/ Mało tego brudził wszystko dookoła - ubrania, meble ... wszystko z czym miał kontakt. Tworzył też smugi, a każda kropelka wody odznaczała się na skórze. Mimo cudownych zapewnień producenta ten "korektor" do ciała to niewypał i już wolę zostać przy balsamach brązujących niż przy takich wynalazkach ;/

Nie polecam!

Ostatnim kosmetykiem, który się u mnie nie sprawdził jest żel Isana Golden Beuty w złotej buteleczce
Ogólnie żele z rossmanna lubię, ale ten nie dość, że nie zachwycił mnie zapachem to jeszcze spowodował świąd i zaczerwienienie skóry ;/
Rzadko kiedy żele pod prysznic wywołują u mnie takie sensacje, ale temu się udało i na pewno kolejny raz się na niego nie skuszę. W ogóle ostatnio żele z Isany mnie nie zachwycają i przestałam je kupować (za wyjątkiem Forbidden apple <recenzja klik> którego zapach wyjątkowo przypadł mi do gustu i mam spory zapas tych czerwonych buteleczek ;)).

I na koniec coś z innej beczki - ekologiczna pułapka na muchy VACO

Kupiłam z ciekawości. Straciłam 10 zł, ale może innym odradzę ten zakup i za te zaoszczędzone pieniądze pójdą na lody, albo kupią wkład do elektrycznego odstraszacza komarów. Niby pomysł fajny. Taka pułapka na muchy przyda się  zwłaszcza teraz  - wiosną i latem. Ale jak się okazało, w opakowaniu są 2 papierowe, trójkątne pudełeczka, z klejącym środkiem i tyle. W dodatku słabo się te pułapki trzymają szyby, a muchy omijają je szerokim łukiem ;/ 
Badziew jakich mało. Bubel do kwadratu!  
Ale nic człowiek uczy się całe życie ;/ 

I tak prezentują się produkty, które u mnie nie zdały egzaminu.
Znacie te kosmetyki ? a może macie skuteczny sposób na walkę z muchami i innymi owadami ? ;>

Celia Hialuron orange bloosom ekspresowa maseczka nawilżająca

O tym, że Celia ma w swojej ofercie maseczki do twarzy dowiedziałam się zupełnie przypadkiem podczas zakupów  w pewnym fajnym sklepie w Katowicach typu "supersam". 

Cena jakoś wybitnie korzystna nie była, bo za 60 ml tubkę właściciel sklepu życzył sobie 11 zł, ale opakowanie  i same maseczki kusiły więc cóż może zrobić blogerka urodowa jak się nie skusić ;p
Kupiłam dwie: żelową - nawilżającą i kremową - liftingująco przeciwzmarszczkową. Dzisiaj opowiem Wam o niebieskiej wersji, czyli maseczce żelowej ekspresowo nawilżającej i energizującej
Jest to maseczka, która podobnie jak żel micelarny Oillan  z poprzedniej notki <recenzja klik> bardzo pomogła w doprowadzeniu mojej cery do "normalności". Maseczka Hialuron Orange Blossom ma za zadanie skórę dogłębnie nawilżyć, poprawić jej elastyczność oraz wygładzić
Skład jest bardzo przeciętny i w sumie nie zachęca do używania (zwłaszcza jeśli stawiacie na dobre, naturalne składy), ale ja byłam tak zdesperowana, że postanowiłam dać tej maseczce szanse i nie żałuję, bo mimo nieciekawego składu maseczka dobrze się u mnie spisała
Nakładałam ją na oczyszczoną i stonizowaną skórę i po upływie ok 30 minut zmywam. Może z 2 razy użyłam jej zamiast oleju na noc; nakładając cienką warstwą na najbardziej przesuszone okolice (nos i policzki). Maseczka ma typowo żelową konsystencję, która błyskawicznie się wchłania i od razu przynosi ulgę przesuszonej skórze. Początkowo troszkę się lepi, ale bardzo szybko skóra się wygładza i robi jedwabiście miękka. Działanie jest naprawdę świetne. Skóra staje błyskawicznie i długotrwale nawilżona, nie ma uczucia ściągnięcia, pomaga zwalczać suche skorki, przynosi niesamowitą ulgę i co najlepsze nie zapycha. Przynajmniej mojej skóry nie zapchała. Po zmyciu cera jest gładka, sprężysta i odczuwalnie nawilżona. I mimo, że skład jest taki sobie to u mnie ta maseczka dostaje ocenę bardzo dobrą i trafia na listę pewniaków.

Jeśli jeszcze gdzieś spotkam inne maseczki Celia to bardzo chętnie się z nimi poznam ;) Miałyście okazję testować maseczki tej firmy ? ;>

Oillan Balance żel micelarny do mycia twarzy

Ostatnio moja cera stała się jeszcze bardziej kapryśna niż normalnie. Zawirowania hormonalne spowodowały, że moja skóra stała się ultrawrażliwa, odwodniona i łuszcząca. Z cerą jest najgorzej. Wszystkie sprawdzone i niezawodne dotąd kosmetyki przestały działać. Najgorzej było w marcu kiedy to jeszcze pewne naturalne mydło przeznaczony do mycia problematycznej cery na wiór przesuszyło moją buźkę. Wtedy postanowiłam wypróbować micelarny żel do mycia twarzy Oillan Balance

Kosmetyki Oillan kojarzą mi się z pielęgnacją niemowlaka jednak jak się okazało oferta firmy jest bogata i ma sporo kosmetyków do pielęgnacji skóry dorosłych z problemami dermatologicznymi. Jedną z takich serii jest Oillan Balance, która przeznaczona jest do pielęgnacji cery suchej, odwodnionej, nadwrażliwej i skłonnej do zaczerwienień. Głównym zadaniem tej serii jest przywrócenie skórze równowagi fizjologicznej. A tego właśnie moja skóra potrzebowała. Żel ma skórę oczyszczać, ale jednocześnie zapobiegać przesuszaniu.
Można go używać zarówno z wodą jak i bez przy czym ja zdecydowanie wolę używać go tak jak tradycyjny żel, który zmywa się wodą. Produkt jest bezzapachowy, nie pieni się, po kontakcie z wodą zamienia się w emulsję, która faktycznie doskonale oczyszcza skórę. Bardzo dobrze radzi sobie z makijażem. W składzie nie znajdziemy żadnych środków silnie oczyszczających, ani mydła.
W ogóle skład jest krótki bez ekstraktów, silnych detergentów, substancji zapachowych i innych rzeczy, które mogą zaszkodzić bardzo wrażliwej skórze.

Ten żel uratował moją skórę. Oczyszczał ją, a jednocześnie koił. Wraz z olejem z orzechów laskowych sprawił, że cera przestała się nadmiernie łuszczyć i być nadreaktywna. Obecnie nadal myje nim twarz i nadal jestem zadowolona, bo spełnia wszystkie obietnice producenta, czyli oczyszcza, nie powoduje ściągnięcia skóry, nie podrażnia, przyjemnie koi i łagodzi podrażnienia, a dodatkowo zmiękcza skórę i przywraca jej równowagę!

 Mimo małej pojemności jest wydajny, bo wystarczy odrobinka na umycie twarzy, szyi i dekoltu. Nie podrażnia oczu, nie pozostawia uczucia ściągnięcia. Fantastycznie sprawdza się w przypadku cery trądzikowej, z licznymi stanami zapalnymi, a do tego odwodnionej. Na pewno przyniesie ukojenie po zabiegach z kwasami czy po nadmiernym opalaniu. Cena to ok 20 zł, ale na pewno jest on jej wart zwłaszcza jeśli macie bardzo problematyczną cerę! 

Seria składa się z ponad 10 kosmetyków i z przyjemnością poznam się z ich kremem tonującym seboregulującym - fajnie brzmi ;) oraz z innymi produktami Oillan Balance.

Znacie kosmetyki Oillan ? Bo ja przyznam szczerze, że dopiero się z nimi poznaję i na pewno jeszcze o kilku ich pozycjach na blogu przeczytacie ;)

DIADEM eliksir do paznokci 7w1

Hybrydy bardzo ułatwiają mi życie i w pewien sposób dbają o moje paznokcie i to nie tylko wizualnie. Dzięki nim paznokcie nie łamią się i są w dobrym stanie mimo, że praca w rękawiczkach i częste dezynfekowanie dłoni nie sprzyja ani skórze, ani paznokcniom. Zazwyczaj hybrydy zmieniam co 2 tygodnie chociaż czasami z braku czasu przetrzymam je do 20 dni (ale wtedy odrost jest ogromy i nie wygląda to fajnie). Najczęściej ściągam je wieczorem i następnego dnia robię nowy manicure hybrydowy. Jednak staram się co 3/4 zabiegi zrobić sobie krótką przerwę i przez te kilka dni noszę tylko odżywkę (co nie jest dla mnie łatwe). Obecnie znów mam krótką przerwę i przez 4 dni na paznokciach kolejny już raz rządzi Odżywczy eliksir do paznokci 7w1 Diadem
Moim zdaniem jest to bardzo dobry, mało znany produkt, który zapewni naszym paznokciom odpowiednią pielęgnację. Producent zapewnia, że odżywka przynosi 7 pozytywnych efektów dzięki innowacyjnemu programowi odnowy paznokci. Nie wiem co producent ma na myśli, ale jego obietnice mają pokrycie w rzeczywistości:
Nie mam pojęcia jak ten preparat spisze się przy ekstremalnie zniszczonych pazurkach, ale u mnie świetnie działa i przy tym bardzo ładnie się prezentuje ;)
Odżywka jest mlecza i przy 2 warstwach na paznokciach wygląda jak kość słoniowa. Bardzo elegancko. W dodatku pazurki są wzmocnione, wygładzone i mam wrażenie, że faktycznie odżywione. Jedynie pędzelek bym trochę poprawiła, bo jest gruby, włochaty i trochę postrzępiony.
Poza tym, że paznokcie zdrowo się prezentują, są wzmocnione, wygładzone, odżywione i naprawione to jeszcze szybciej rosną. Tak! ;)
Odżywka wysycha błyskawicznie i długo się utrzymuje.
Sprawdzi się jako baza pod zwykły lakier, ale wg mnie najlepiej prezentuje się solo  ewentualnie z brokatowym dodatkiem;)

Lubię ją nosić i dlatego teraz moje przerwy między nakładaniem hybryd stają się częstsze i dłuższe. Eliksir 7w1 Diadem dostępny jest na stronie producenta, a jego koszt to 20 zł. Nie wie gdzie produkty Didem można kupić stacjonarnie, ale może Wy wiecie ?
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...