Vichy Slow Age

Życie w rytmie slow to ostatnio  bardzo popularny w pewnym sensie modny styl życia. A czy można się starzeć w rytmie slow ? Według Vichy można !!!
Jedna z ich najnowszych serii Vichy Slow Age skupia się na opóźnieniu pojawienie się pierwszych oznak starzenia skóry

Ja co prawda fanką kosmetyków Vichy nie jestem i raczej nie będę, ale gdy mam możliwość poznania nowego kosmetyku to z chęcią i przyjemnością się z nim poznaję (chyba, że kompletnie nie jest wskazany do mojego typu cery).

 Fluid przeciwzmarszczkowy Vichy Slow age  przeznaczony jest w sumie do każdej skóry, która potrzebuje nawilżenia, wzmocnienia i ochrony przed starzeniem. A która skóra tego nie potrzebuje ? ;> Kosmetyk można używać nawet przy cerach wrażliwych, bo jak zapewnia producent jest on hipoalergiczny. 
Mamy dwie wersje kosmetyku slow Age - do cery suchej znajduje się w słoiczku oraz do cery mieszanej i normalnej w szklanej buteleczce z pompką. Ja mam wersję do cery normalnej i mieszanej. Tutaj trzeba podkreślić, że opakowanie jest solidne i przepięknie prezentuje się na półce w łazience. W podróży już niekoniecznie, bo szklana buteleczka jest dość ciężka. 
Ale opakowanie jest przepiękne !!!

W składzie znajdziemy 2 bardzo ciekawe składniki. Pierwszym jest wyciąg z korzenia bajkaliny, która od wieków stosowana jest w medycynie chińskiej ze względu na działanie przeciwzapalne oraz neutralizujące działanie wolnych rodników, czyli działanie przeciwzmarszczkowe i odmładzające. Preparat zawiera również Bifidus - pochodna probiotyku o działaniu wzmacniającym skórę i chroniącym ją przed działaniem szkodliwych czynników środowiska i życia codziennego jak np. stres, klimatyzacja czy choroby.
Oczywiście jak każdy kosmetyk Vichy w kremie znajdziemy wodę termalną z Vichy bogatą w minerały oraz filtry przeciwsłoneczne. Ten krem zawiera SPF25  co jest jego dodatkowym plusem. Jednak nie wiem po jakie licho producent wrzucił tutaj alcohol denat., 

Krem ma bardzo lekką konsystencję, szybko się wchłania i pozostawia skórę satynową i gładką. Do tego przecudownie pachnie - jak ekskluzywne perfumy. Używanie jest niesamowicie przyjemne, a zapach zostaje z nami na dobrych kilka godzin. Jednak co do działania to trudno mi się wypowiedzieć. Używam tego kremu od 3 miesięcy i w sumie nie zauważyłam żadnego działania. Owszem skóra jest nawilżona, chroniona przed promieniami słonecznymi, ale bez efektu wow. Może ten efekt zauważę w przyszłości ? Bo w sumie to produkt, który ma opóźniać starzenie skóry jednak na razie nie kusi mnie kupno kolejnej buteleczki tym bardziej, że cena jest wysoka - do kupienia w aptekach za ok 100 zł.

Cieszę się, że miałam okazję poznać ten kosmetyk. Zapach ma bajeczny, ochrona przeciwsłoneczna jak na czas wiosenno-letni też jest dobra jednak na razie nie skuszę się na ponowny zakup, bo za 100 zł mam kilka olei, które mojej skórze dają o wiele więcej niż ten krem. 

Znacie kosmetyk Vichy slow age ? 
Jak jest w ogóle Wasz stosunek do marki Vichy ?

Uwaga Bubel !!!

Dziś kolejny post z serii ostrzegawczej, czyli lubiany przez każdego wpis - Uwaga Bubel!!!

Największym rozczarowaniem ostatnich tygodni jest suplement Diety Noble Health Prodetox active + "zielony jęczmień"
Produkty NB nie są dla mnie nowością - bardzo lubię ich suplement diety z magnezem i wit. B6 jednak suplement oczyszczający organizm  PRODETOX ACTIV + jest dla mnie zaprzeczeniem czegoś zdrowego ;/
Jest to gęsty, brązowy syrop, który nie dość że jest ohydny w smaku to moim zdaniem zamiast oczyszczać organizm tylko dostarcza cukru, którego na pewno osoba będąca na diecie czy detoksie chce uniknąć. Podstawą tego suplementu jest syrop fruktozowo - glukozowo i mimo, że producent zapewnia, że pochodzi on z owoców to mnie tym nie przekonuje i odradzam Wam ten produkt. O wiele lepiej kupić sok z młodego jęczmienia lub zielony susz i samemu robić sobie koktajle. Suplement skończyłam, ale żadnego z obiecanych efektów nie zauważyłam no może poza tym, że podczas spożywania mnie mdliło, a  po spożyciu miałam mdłości i czułam się przesłodzona.

Jestem na NIE i NIE POLECAM!

Kolejnym produktem, który się u mnie nie sprawdził jest pielęgnujący suchy olejek do włosów Joico K-PAK Color Therapy
Jest to mieszanina olejków które mają chronić kolor i odbudowywać włosy. Sam olej tak jak zapewnia producent jest suchy jednak może przetłuszczać włosy i powodować łupież. 

Ja używałam go tylko na końcówki, ale mimo to przyspieszał przetłuszczanie włosów, a także powodował, że kosmyki były matowe. Tak! Moje błyszczące włosy, po zastosowaniu tego olejku stawały się matowe ;/  Dla mnie ten produkt może nie istnieć i oddałam go Kasi - glowlifestyle- mam nadzieję, że u niej sprawdza się lepiej. Kasiu napisz jak jest ;)

Nie polubiłam się też z nowym duetem do włosów farbowanych od L'Orela Botanicals Fresh Care
Produkty wydawały się ciekawe. Bardzo ładna szata graficzna, przyjemny zapach jednak moje włosy się z tymi kosmetykami nie polubiły
Szampon jest perlisty, a ja po takich szamponach dostaję łupieżu i niestety tutaj też tak było ;/  Co prawda pieni się dobrze i ładnie nabłyszcza włosy, ale też je puszy i trudno je ułożyć ;/ 
Skład jest taki sobie i mimo, że nazwa nawiązuje do natury to nie jest on naturalny. Niestety u mnie się nie sprawdził za to moja mama bardzo go lubi ;)

Tonik rozświetlający L'Oreal Botanical z tej samej serii również przepięknie pachnie jednak bardzo obciąża moje włosy i powoduje świąd skóry głowy ;/
Owszem włosy są nabłyszczone jednak szybciej się przetłuszczają i po kilku godzinach wyglądają jakby kilka dni nie były myte. Do tego fryzura jest oklapnięta i mimo, że kosmyki się błyszczą to z efektu końcowego nie jestem zadowolona ;/ 

Tonikowi nie znalazłam nowego właściciela, ale ciągle szukam ;p 

O maskarze do brwi lovely od Wibo słyszałam wiele sprzecznych opinii. Podczas słynnej promocji w rossmannie skusiłam się i żałuję ;/ 
Dobrze, że w promocji koszt był niewielki. Mascara ma fajną, krótką szczoteczkę, którą ładnie można podkreślić brwi. Kolor też jest ciemny jednak jest metaliczny i ma w sobie mieniące się drobinki czego w sklepie nie widać ;/
Jako eyeliner super, jako tusz podkreślający brwi odpada, bo wygląda sztucznie i mieni się wpadając w lekkie złoto ;/ 

I na koniec mydło, które nie zachwyciło mnie ani działaniem, ani zapachem ;/ Naturalne mydełka bardzo lubię, a borowinowe zaraz obok dziegciowego kupuję najczęściej jednak to mydło było takie zwyczajne, bez szału 
Do tego miało specyficzny zapach białej piwonii, który był męczący i drażniący. Już zdecydowanie wolę naturalną woń mydła borowinowego.
W działaniu też było przeciętne, a zapewnienia producenta jedynie ładnie wyglądały na opakowaniu
Tak więc więcej po mydła tej firmy nie sięgnę, bo to już kolejne, które mnie nie zachwyciło ;/ 

To jak na razie wszystkie kosmetyki, które w ostatnim czasie się u mnie nie sprawdziły. A nie! Jest jeszcze jeden ... 
w sumie nowość, ale jej poświęcę osobną notkę ;p

A co u Was ostatnio się nie sprawdziło ? ;>


Novaclear Atopis

W dzisiejszych czasach problemy ze skórą ma większość z nas. Niestety. Polacy najczęściej narzekają na trądzik, ale wiele z nas cierpi na atopowe zapalenie skóry, które niestety bardzo często dotyka już też maluszków. Cery atopowe podobnie jak trądzikowe muszą rozważnie wybierać kosmetyki. Na rynku jest bardzo duży wybór produktów do pielęgnacji skór suchych, wrażliwych - problematycznych. Nowością są kosmetyki Novaclear Atopis
Są to dermokosmetyki oparte na oleju konopnym oraz ekstrakcie z lukrecji. Zadaniem tych produktów jest łagodzenie podrażnień, kojenie nadreaktywnej skóry, idealne nawilżenie, natłuszczenie oraz odbudowa warstwy hydrolipidowej. Kosmetyki te polecane są osobom walczącym z AZS, łuszczycą, a także bardzo suchą, wrażliwą czy łuszczącą się skórą. Moim zdaniem z żelem polubią się też trądzikowcy oraz osoby po zabiegach kwasowych.

Krem natłuszczająco - nawilżający do twarzy i ciała jest bezzapachowy i skutecznie radzi sobie z suchą, łuszczącą i podrażnioną skórą
Ja używałam go głównie do rąk ponieważ tam mam spory problem z bardzo suchą, popękaną i łuszczącą się skórą. Jak wiecie pracuję w laboratorium i niestety częste mycie i dezynfekcja rąk oraz noszenie rękawiczek nie sprzyja pielęgnacji. Moja skóra od kilku miesięcy bardzo cierpi, a ten krem nie tylko przynosił ulgę, ale także nawilżał, delikatnie natłuszczał i zabezpieczał wrażliwą skórę.
W kremie znajdziemy parafinę, ale dzięki niej skóra jest chroniona przed czynnikami zewnętrznymi i nie jest aż tak wrażliwa. Mamy tutaj też olej konopny, który skutecznie regeneruje i zapobiega utracie wody, ekstrakt z korzenia lukrecji łagodzi świąd, nawilża i lekko tonizuje skórę, alantoina działa przeciwzapalnie i koi, a gliceryna nawilża. Po użyciu kremu skóra jest wygładzona, ukojona, nawilżona, gładka i mam wrażenie, że staje się bardziej odporna na działanie wody, detergentów czy czynników atmosferycznych.

Płyn do mycia twarzy i ciała sprawdzi się u większości z nas. Nawet u osób, które nie narzekają na łuszczycę, AZS czy trądzik.

Żel jest przezroczysty i pozbawiony substancji zapachowych. Ma bardzo śluzowatą konsystencję do której trzeba się przyzwyczaić. Skład jest delikatny i świetnie sprawdza się do porannego oczyszczania twarzy ;)
Skóra jest oczyszczona, ale nie ma efektu ściągnięcia, za to mamy nawilżenie, ukojenie i idealne przygotowanie cery pod makijaż ;) śmiało można też tego żelu używać do wieczornego mycia, ale przed tym musimy zrobić skuteczny demakijaż. U mnie jednak o wiele lepiej sprawdza się użycie go rano.
Przypuszczam, że żel sprawdzi się idealnie również w oczyszczaniu ciałka małych dzieci ponieważ nie będzie skóry wysuszał i podrażniał.

Oba dermokosmetyki kupicie w aptece, a ich cena to ok 20 zł więc nie są to wygórowane kwoty.  Ja jestem z tego duetu zadowolona i śmiało mogę go polecić osobom z problematyczną - nie tylko trądzikową - skórą.

Nivea silk mousse wersja rhubarb raspberry i lemon moringa

O musie pod prysznic Nivea moje zdanie już znacie <recenzja klik>. Produkt jest ok, ale bez rewelacji i w zdecydowanie zbyt wysokiej (moim zdaniem) cenie. Jednak gdy w zeszłym miesiącu w rossmanie pojawił się 2 nowe musy w letnich zapachach postanowiłam zaryzykować i się skusić. Do koszyka wpadły Nivea Silk mousse rhubarb raspberry i Lemon moringa
Cena zbyt atrakcyjna nie była, bo 8,99 zł za sztukę to nie jest mało. Dziś żałuję, że się skusiłam ;( No ale dzięki temu wiem, że w przyszłości żadne inne wersje zapachowe mnie nie skuszą. Chyba ;p 

Z tej dwójki lepiej wypada wersja żółta, czyli pianka o zapachu cytryny i moringi (drzewo o super mocach leczniczych i nie tylko).
Zapach jest delikatny, lekki, orzeźwiający. Jest ok, ale bez rewelacji. Niczym szczególnym mnie nie urzekł. Pianka ma gładką, jedwabistą konsystencję i jest niesamowicie sztywna <klik>. Nie powiem przyjemnie jej się używa. Myje dobrze choć po użyciu nie mam wrażenia czystej skóry. Owszem skóra jest miękka, gładka, ale bez efektu odświeżenia. 
Mam zużyję, ale nie kupię ponownie.

Z wersją różową jest gorzej. Zapach jest trudny do opisania i jak dla mnie nie pachnie ani rabarbarem, ani maliną, a już na pewno nie połączeniem tych dwóch letnich owoców ;/
Ta wersja jest dla mnie męcząca i zmuszam się do jej używania. No niestety taka prawda. Zużywanie idzie mi opornie, bo wbrew pozorom te pianki są bardzo wydajne. Co oczywiście normalnie byłoby dużym plusem, ale akurat w przypadku tej wersji tak nie jest ;/ 

Tak więc piankowe nowości Nivea nie skradły mojego serca i raczej już więcej się z nimi nie poznam. Zostanę przy żelach, które bardzo lubię i które ostatnio bardzo często bywają w promocji ;)

Miałyście którąś z nowych wersji zapachowych Nivea silk mousse ?

Bell Magic Jungle Chameleon Listick pomadka zmieniająca kolor nr 02

Gdy w Biedronce pojawiła się nowa kolekcja kosmetyków kolorowych Bell z serii Magic Jungle najbardziej ciekawiły mnie  (i z tego co wiem nie tylko mnie) pomadki zmieniające kolor - Chameleon Lipstick
Do wyboru były 2 odcienie: ciepły - zielony nr 01 i zimny - niebieski nr 02.
Ja skusiłam się na wersję niebieską, czyli nr 02 która były zdecydowanie mocniejsza niż wersja zielona.
Pomadki utleniające, czyli te które zmieniają kolor nie są dla mnie nowością. W zeszłym roku byłam zakochana w pomadce marokańskiej, która była zdecydowanym ulubieńcem lata <recenzja klik>
Pomadka Bell faktycznie jest niebieska i początkowo barwi usta właśnie na taki kolor. Dopiero po chwili zmienia się na róż z domieszką fioletu
Jak widać daje lekki efekt ombre. Bardzo dobrze usta nawilża, wygląda naturalnie i jest trwała choć jak mam być szczera to pomadka marokańska utrzymywała się dłużej i mimo wszystko miała lepszy skład
Pomadka znajduje się w klasycznym, solidnym opakowaniu choć na pierwszy rzut oka wygląda trochę kiczowato. Ostry róż kojarzy się z kosmetykami dla małych dziewczynek. Bardzo żałuję, że nie udało mi się dostać wersji zielonej i przez to, że Bell nie dbało o uzupełnienie zapasów w biedronkach bardzo mi podpadli. Najpierw narobili ochoty, a potem rzucili po 5 pomadek do sklepu i koniec.
 I jeszcze bezczelnie na swoim fb zachęcali do zakupów mimo, że w komentarzach dziewczyny pisały, że biedronkowe szafy Bell świecą pustkami jeśli chodzi o te pomadki. Firma obiecała, że kosmetyki pouzupełnia, ale na obiecankach się skończyło ;/
Polubiłam kameleonową pomadkę Bell, ale pomadka marokańska sprawdziła się u mnie lepiej i też lepiej wypadała cenowo. Z tego co pamiętam za Bell płaciłam 9 albo 10 zł, a za marokańską na allegro ok 5 zł. 
Jak Wam się podoba taka pomadka zmieniająca kolor ? 
Macie ją w swoich zbiorach ?;>

Delia Dermo System dwufazowy płyn do demakijażu oczu i ust

Czasami podczas kosmetycznych zakupów do naszego koszyka wpadają produkty których zakupu nie planowaliśmy. Skusiło nas opakowanie, napis "nowość" albo promocyjna cena. To właśnie promocyjna cena podczas zakupów w drogerii Natura kilkanaście tygodni temu sprawiła, że zwróciłam uwagę na 2-fazowy płyn do demakijażu oczu i ust  Delia Dermo System 
Cena była atrakcyjna (5,99 zł), a że w mojej kosmetyczce są głównie mascary wodoodporne to wiedziałam, że płyn ten się nie zmarnuje.
  Zapewnienia producent są kuszące, ale wiadomo jak to w życiu bywa. Nie zawsze to co obiecuje producent dany produkt spełnia
Jednak ten płyn bardzo dobrze radzi sobie z demakijażem oczu. Jako jedyny poradził sobie z tuszem wodoodpornym Maybelline Lash Sensational waterproof <recenzja klik>, który mimo, że odbijał się pod oczami był nie do ruszenia mleczkami, micelami, a nawet olejami ;/ Jedynie Delia go zmywała. Tak jak zapewnia producent płyn radzi sobie z kosmetykami wodoodpornymi, nie podrażnia wrażliwej skóry i raczej nie szczypie w oczy. Piszę raczej, bo są dni kiedy na waciku ląduje trochę za dużo płynu i wtedy niewielka ilość może dostać się do oka i delikatnie szczypać, ale ma to miejsce raz na 10 użyć (tak około oczywiście). Skład tej dwufazówki jest przeciętny i pewnie zaraz fitokosmetyczne fanki napiszą, że nie dla nich taka zawartość, ale ja mimo, że z kosmetykami naturalnymi bardzo się lubię i stanowią one 95% mojej pielęgnacji to czasami zdradzam je z kosmetykami drogeryjnymi i nie mam z tym problemu
Moim zdaniem jest to bardzo dobry płyn do demakijażu oczu (bo nie twarzy) w dodatku w takiej cenie! Sprawdza się również do usuwania trwałych pomadek z ust jak np. tinty, albo pomadki utleniające się lub takie, które "wżerają" się w usta i trudno je ruszyć. Do tego jest wydajny, bezzapachowy i działa stosunkowo szybko. 

Osobiście polecam ;)

Himalaya Neem Mask i Neem Scrub

W pielęgnacji cery oprócz nawilżenia bardzo ważne jest oczyszczenie. Zwłaszcza cery tłustej, mieszane i trądzikowe potrzebują regularnego oczyszczenia, ale oczywiście nie takiego które skórę przesusza. Obecnie oczyszczaniem mojej cery zajmują się kosmetyki Himalaya Herbals
Pierwszym etapem jest oczyszczenie skóry za pomocą pianki Himalaya Neem <recenzja klik> następnie dobrze jest zrobić peeling. 

Co prawda najbardziej lubię peelingi enzymatyczne, ale czasami lubię złuszczyć skórę bardziej (oczywiście robię to z wyczuciem). Oczyszczający Peeling Himalaya  jest bardzo delikatnym peelingiem co mnie bardzo zaskoczyło. Skład jak mam być szczera nie do końca zachwyca, ale działanie ma poprawne
Znajdziemy tutaj kuleczki polietylenowe, które w dużej mierze odpowiadają za ścieranie naskórka, bo grudki moreli podobnie jak ekstrakt z Neem, czyli miodli indyjskiej są dopiero za substancją zapachową. Producent zaleca peeling raz w tygodniu, ale moim zdaniem śmiało można używać go częściej choć niekoniecznie codziennie. Peeling Himalya jest poprawny, ale niczym szczególnym się nie wyróżnia - no może poza tym, że jest faktycznie delikatny. 
Zużyję, ale nie kupię ponownie.

Za to oczyszczająca maska Himalaya Neem to mój czerwcowy hit i ulubieniec w jednym. Gorąco polecam osobom z cerą tłustą oraz trądzikowcom!
Tej maski byłam najbardziej ciekawa i się nie zawiodłam. Jest świetna. Fantastycznie skórę oczyszcza, detoksykuje, reguluje pracę gruczołów łojowych, przyspiesza gojenie niedoskonałości i zapobiega powstawaniu nowych.
W składzie znajdziemy glinkę, miodlę indyjską, glinkę multani mati znaną też jako ziemia fulerska, a także kurkumę i bentonit. Skład jak na maseczkę, którą można kupić w drogerii jest naprawdę dobry. Przy czym jest to maseczka mocno oczyszczająca i na pewno nie nadaje się do każdej cery. Moim zdaniem polubią się z nią cery tłuste, trądzikowe, mieszane i normalne (od czasu do czasu), ale na pewno nie jest ona dla cer naczynkowych, suchych czy wrażliwych. Ewentualnie do stosowania miejscowego.
Maseczka działa świetnie, a jej efekt utrzymuje się kilka dni. Cera jest matowa, oczyszczona, wygładzona, uspokojona i wygląda zdrowo. Produkt ma dość mocny zapach i zielony kolor, ale warto się z nią poznać i sprawdzić jej działanie na własnej skórze. Do tej maseczki będę wracać z przyjemnością.

Ogólnie jeśli macie cerę problematyczną, z tendencją do przetłuszczania czy trądziku polecam Wam kosmetyki Himalaya Herbals z serii Neem. 

Miałyście okazję używać te produkty ?

WS Academy odżywka do włosów Esencja nawilżająco-wzmacniająca czarna orchidea

Kosmetyki do włosów panów Wierzbicki & Schmidt są, a właściwe były dla mnie totalną nowością, którą poznałam na targach Beauty Days.

W czasie trwania targów razem z Kasią z bloga Glowlifestyle miałyśmy przyjemność spotkać się z prowadzącymi program TV "ostre cięcie", który na pewno większość z Was kojarzy.
Nasze spotkanie skupiło się głównie na Kasi, która przeszła już takie włosowe metamorfozy, że głowa mała. Panowie doradzili Kasi jaki kolor oraz jaka fryzura będą dla niej najlepsze. Moim zdaniem Kasia o wiele lepiej wygląda w brązie, ale wg fachowców powinna nadal być blondynką choć niekoniecznie kurczaczkową. Ja dowiedziałam się, że moja fryzura jest ok, a kolor byłby lepszy jakby był o ton jaśniejszy ;)  Aaaaa i, że jestem taka królewna śnieżka ;p choć moja bluzka tamtego dnia ni jak pasowała do mojego typu kolorystycznego. 
Przy okazji zapraszam Was do posta gdzie opisałam moją włosową historię - TAG Moje włosy Klik.
Na stoisku każda z Pań mogła porozmawiać ze specjalistami WS Academy i dowiedzieć się jakie kolory najlepiej do niej pasują
Ja akurat na analizie kolorystycznej się trochę znam, za to Kasia na pewno dowiedziała się mnóstwo ciekawych rzeczy o sobie i nie tylko i pewnie jej szafa za niedługo pomieści nowe ciuszki np. w kolorze butelkowej zieleni, która jest idealnym dla niej kolorem.
Podczas targów chemicy współpracujący z Andrzejem i Tomaszem tworzyli dla odwiedzających eliksiry do mycia włosów, które dobrane były do indywidualnych potrzeb klientów.
Wybrać można było sobie nutę zapachową, a wierzcie mi, że zapachy tych kosmetyków są jak perfumy. Niesamowite! Ja zdecydowałam się na woń czarnej orchidei, która jest niesamowicie otulająca, zmysłowa i jak dla mnie magiczna. Boskie zapach, który uprzyjemnia chwile podczas mycia włosów
Jako, że mam włosy farbowane,a  skórę głowy wrażliwą i skłonną do łupieżu mój eliksir zawierał ekstrakt z 12 ziół, ekstrakt z mango i algi Nori
Do szamponu otrzymałam odżywkę do włosów zwaną esencją o działaniu nawilżająco-wzmacniającym również o zapachu czarnej orchidei 
Szampon spisał się u mnie fenomenalnie. Cudownie oczyszczał włosy, ale nie przesuszał skóry głowy przez co nie miałam problemu z suchym łupieżem. Włosy były jedwabiste, miękkie, niesamowicie błyszczące, a ich układanie było szybkie i bezproblemowe. Po umyciu głowy tym szamponem moje włosy nie potrzebowały odżywki! Suszyły się w mig i wyglądały bajecznie calutki dzień! A do tego ten nieziemski zapach, który zastępował mi perfumy ;)

Jeśli chodzi o esencję to tutaj już tak pięknie nie jest choć tragedii nie ma. Jest to kosmetyk bogaty i dobry dla zniszczonych włosów, a moje chyba takie nie są, bo jak się okazało esencja ta była dla moich kosmetyków za ciężka.
Owszem włosy po zastosowaniu były gładkie, lśniące, miękkie, sprężyste i mam wrażenie wzmocnione jednak szybciej się przetłuszczały i były bardziej ulizane. Za to zapach rekompensuje wszystko ;p Esencję można nakładać klasycznie, czyli na mokre włosy i spłukać albo bez spłukiwania - nałożyć niewielką ilość na wilgotne włosy i wysuszyć. Ja co prawda wolę wszystko zmyć, ale przez zapach bardzo często (nie codziennie) nakłada odrobinkę, ociupinę esencji na końcówki i suszę włosy suszarką. Dzięki temu końcówki są zabezpieczone, a ja oszczędzam perfum ;p U mnie ta esencja właśnie tak sprawdza się najlepiej choć muszę uważać żeby nie przesadzić z ilością odżywki.
Konsystencja jest budyniowata przez to kosmetyk jest wydajny i nie spływa podczas aplikacji.  
Zarówno eliksiry do mycia jak i odżywcze esencje WS ACADEMY dostaniecie w Rossmannie (i z tego co wiem - chyba tylko tam), a ich cena to ok 30 zł choć obecnie są w promocji za 20 zł. Ja na pewno zdecyduję się na szampon, czyli eliksir, bo działanie jest bardzo na plus, a zapach zniewala ;)

Znacie kosmetyki Andrzeja Wierzbickiego i Tomasza Schmidt'a ?
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...